adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Włochy

Włochy
„TP” nr 26/2003


  Tygodnik Powszechny

  Felietony

  Tematy miesiąca

STAŁE DODATKI

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Na północ od Alp

Z Giovannim Sciolą, dyrektorem Włoskiego Instytutu Kultury w Krakowie rozmawia Agnieszka Sabor
„Unia dla Ciebie”
Wersja do druku
Napisz komentarz

AGNIESZKA SABOR: - Czy trudno jest Włochowi zaadaptować się tak daleko "na północ od Alp"?

Giovanni Sciola: - Kraków to miasto szczególne, w pewien sposób bardzo włoskie. Kiedy przechodzę przez ulicę Floriańską i Rynek - by dotrzeć na Grodzką 49, gdzie w starej, mieszczańskiej kamienicy znajduje się nasz Instytut - mijam kolejne ślady włoskiej obecności sprzed wieków. Przecież działali tu kiedyś naprawdę wybitni toskańscy artyści: Berecci, Santi Gucci, Padovano, Placidi. I to właśnie ich dzieła - choćby arkadowy dziedziniec zamku wawelskiego, Kaplica Zygmuntowska, maszkarony z attyki Sukiennic - stały się najbardziej oczywistymi, "pocztówkowymi" symbolami Krakowa. A przecież przybywali tu nie tylko architekci. Najstarsza polska poczta została założona jeszcze w szesnastym wieku w Krakowie - właśnie przez Włochów. Nic w tym dziwnego: miasto nad Wisłą - położone na szlaku handlowym prowadzącym wprost nad Morze Czarne, na brzegu którego znajdowały się kolonie Wenecjan - było cennym partnerem dla tamtejszych kupców. A kto pamięta o tym, że to z Włoch pochodzili najczęściej królewscy urzędnicy odpowiedzialni za wydobycie soli w Wieliczce lub w Bochni? Włoskie ślady zachowały się także w arcytrudnym dla nas języku polskim, w którym tak swojsko brzmią "kalafiory" czy "pomidory". Ale pamiętajmy także, że Włosi czują się dobrze także w Warszawie; macierzysty wobec naszego Instytut Włoski ma siedzibę właśnie tam - w zupełnie innej scenerii. Choć też w jakiś sposób włoskiej, bo monumentalny budynek przy Marszałkowskiej 72, odbudowane po wojnie dzieło znakomitego architekta z końca XIX wieku, Edwarda Goldberga, inspirowane było weneckim gotykiem.


- To już jednak historia. Co możemy powiedzieć o obecności Włochów w dzisiejszej Polsce?

- Niewielu osiedla się tutaj na stałe, choć ostatnio powstał np. w Krakowie bardzo sympatyczny sklep, w którym można kupić najrozmaitsze rodzaje makaronów, win i serów. Częściej jednak Włosi przyjeżdżają tu na jakiś czas, za to bardzo regularnie, by prowadzić interesy. W Polsce działają przecież włoskie firmy. I coraz więcej jest Polaków, z którymi mogą swobodnie rozmawiać w rodzinnym języku. Zdumiewające jest zainteresowanie Polaków językiem i kulturą włoską. Być może przyczynił się do tego pontyfikat Jana Pawła II, odwiedzanego tak licznie przez rodaków. W pewien sposób Papież zatarł granice między tymi odległymi krajami. Kto wie, czy fakt, że Karol Wojtyła był arcybiskupem, nie stał się jednym z argumentów, by w 1987 roku powołać tu do życia placówkę promującą włoską kulturę? Naturalne jest więc to, że w tym roku Instytut Kultury Włoskiej postanowił aktywnie uczestniczyć w uroczystościach 25-lecia tego pontyfikatu. Przecież, jak 12 maja mówił na Wawelu Mario Baccini, Papież to "ambasador języka włoskiego w świecie". Choć, jak zdążyłem już powiedzieć, dobre relacje polsko-włoskie mają długie tradycje. I nie chodzi wyłącznie o "Damę z gronostajem", królową Bonę i Fiata.

- Kto przychodzi do Instytutu na Grodzkiej?

- Nasi klienci są bardzo różni, choć zdecydowaną większość stanowią Polacy. Młodzież dominuje na kursach językowych: na ostatni semestr zapisało się aż 340 osób. A przecież w Krakowie istnieje także italianistyka na Uniwersytecie Jagiellońskim, z którą zresztą blisko współpracujemy. Mamy bibliotekę obejmującą ponad 4000 woluminów, audiotekę i wideotekę. Średnia wieku uczestników organizowanych przez nas imprez kulturalnych jest nieco większa, ale i tu pojawiają się przecież ludzie młodzi. Tak było np. wtedy, gdy zorganizowaliśmy konferencję poświęconą Claudio Magrisowi - niezwykle popularnemu w Polsce autorowi "Dunaju" i "Mikrokosmosów", doskonale rozumiejącemu "środkoweuropejskość" Triestańczykowi. Na drugi koniec Europy Centralnej przyjechali wtedy najwybitniejsi znawcy jego twórczości - Cesare Segre i Maria Luisa Meneghetti. Zorganizowaliśmy też wykład Marii Grazii Tolomei, poświęcony nowatorom włoskiej sztuki powojennej. Po wcześniejszej, prezentowanej zarówno w Warszawie, jak i w Krakowie wystawie poświęconej stuleciu włoskiej fotografii pozostał katalog. Zobaczyć w nim można wielką i małą historię naszego kraju. Jedno ze zdjęć, wykonane w 1926 roku w studiu braci Alinari przedstawia np. zwykły autobus, zatrzymujący się w niewielkiej miejscowości Grosseto; widać kamienistą drogę, jakieś biedne domki, kozę - i kilku mężczyzn z gazetami, w kapeluszach, marynarkach i krawatach. Na innej fotografii, dziele Tranquilla Casiraghiego z 1959 roku, widać robotnika z fabryki niedaleko Mediolanu stojącego przy charakterystycznym motocyklu. Na jeszcze innym, z 1977 roku - uciekający terroryści. A z drugiej strony chłodne i ascetyczne mieszkanie Passoliniego albo odbity w lustrze portret laureatki Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny, Paoli Agosti. Dużą popularnością cieszą się nasze koncerty. W ubiegłym roku sprowadziliśmy Trio Hausopera, Trio Arche, przygotowaliśmy piękny koncert pieśni neapolitańskich.

W naszej działalności staramy się pamiętać o jeszcze jednej grupie odbiorców - tych, którzy nie znają jeszcze naszej historii i kultury, ale którzy wybierają się, być może po raz pierwszy, na wakacje do naszego kraju. Chcemy, aby otrzymali możliwie pełną informację, dotyczącą zarówno noclegów, jak i atrakcji turystycznych, a nawet kuchni poszczególnych regionów. Choć tę ostatnią krakowianie poznają już całkiem dobrze w Krakowie. Sporo tu już włoskich restauracji, a niektóre z nich bardzo dobrze reprezentują włoską kuchnię.

- Już niedługo Polska stanie się krajem członkowskim Unii Europejskiej. Czy w związku z tym zmienia się formuła działalności takich placówek, jak Instytut Kultury Włoskiej?

- I tak, i nie. Na pewno wprowadzimy do programu nowe, "integrujące" elementy. Do nich należeć będzie np. seminarium poświęcone ekonomii zachodniej. Chcemy spotykać ze sobą drobnych przedsiębiorców z Polski i Włoch. Ale proces jednoczenia jest już tak naprawdę oczywisty i naturalny. Bo czymże innym jest partycypacja naszego Instytutu w jednej z najważniejszych imprez artystycznych Krakowa, Triennale Grafiki? Albo nasza zwykła, codzienna działalność? Wśród tegorocznych planów przewidujemy także koncert duetu Baldocci-Carniel, a także prezentację twórczości Afro Basaldelli, jednego z czołowych przedstawicieli włoskiej abstrakcji lirycznej. Zresztą, sztukę staramy się pokazywać regularnie. Jakiś czas temu mieliśmy swój udział w przybliżeniu polskiej publiczności oryginalnej formy futuryzmu, sformułowanej w 1909 roku przez Marinettiego jako "aeropittura". Pokazane wówczas obrazy mówiły o fascynacji nowym obrazem świata - widzianego z wysoka, z lecącego samolotu...

- A czy Instytut może działać także "w drugą stronę", przybliżając Polskę Włochom?

- To już się dzieje. Ale myślę, że czeka nas nowe, bardzo ważne zadanie, wynikające z historii, jaka przetoczyła się przez polskie ziemie całkiem niedawno. Chciałbym, aby do naszego Instytutu przyjeżdżali młodzi Włosi, aby ją poznawać i aby wyciągać z niej wnioski. Stąd bierze się nasza bliska współpraca z Centrum Kultury Żydowskiej na krakowskim Kazimierzu. Kraków leży niedaleko Auschwitz. Dla mnie wizyta w obozie zagłady była wielkim przeżyciem. Chciałbym, abyśmy - przy pomocy żydowskich, polskich i niemieckich przyjaciół - uczyli właściwie doświadczać tego miejsca naszą młodzież.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny