"Tygodnik Powszechny", Nr 22 (2812), 1 czerwca 2003, http://www.tygodnik.com.pl/unia/brytania/brytania15.php

Więcej niż maszynki do produkcji zysku
O obecności brytyjskich firm w Polsce rozmawiają Mark Bardsley, Prezes Zarządu Provident Polska i Wojciech Heydel, Prezes Zarządu BP Polska

TYGODNIK POWSZECHNY: - Jakie znaczenie mają - dla Panów osobiście i kierowanych przez Panów firm - ich brytyjskie korzenie?

Wojciech Heydel: - Korzenie są zawsze ważne i nie należy o nich zapominać. W przypadku firmy to doświadczenia, z których można czerpać i uczyć się, nie zapominając o współczesnych realiach. Historia BP pokazuje, że brytyjskie korzenie pomagają w dialogu, jaki prowadzimy z nowymi, często bardzo odmiennymi kulturowo organizmami, takimi jak Petro China, jedna z największych chińskich firm, czy z niedawno powstałą nową firmą w Rosji, z która tworzymy joint-venture, a jest to największe od 86 lat zaangażowanie zachodniej firmy w Rosji.

Mark Bardsley: - Staramy się łączyć to, co najlepsze w obu kulturach: polskiej i brytyjskiej. Otwartość, entuzjazm i zaangażowanie - te cechy najbardziej uderzyły mnie w młodych Polakach, gdy przyjechałem do Warszawy. Skądinąd ci ludzie są doskonale wykształceni i przygotowani do pracy w zagranicznych koncernach. To efekt przyspieszonej transformacji, którą Polska przeszła po 1989 roku.
Z drugiej strony, jako Brytyjczycy wnosimy do firmy tradycję, doświadczenie, czyli wartości, które przekładają się na wiarygodność i stabilność instytucji dla jej inwestorów i klientów. 120-letnia historia Provident Financial to także po prostu kawał wiedzy, wykorzystywanej w codziennej pracy.

Gąszcz paragrafów

- Co najbardziej irytuje, gdy prowadzi się w Polsce interes?

Wojciech Heydel: - Niestety, porównanie biznesowych standardów znanych z Zachodu z polskimi realiami nie wypada dla nas korzystnie. Brak nam stabilności prawa i jego konsekwentnego wcielania w życie. Firmy są zaskakiwane nagłymi zmianami przepisów, jak choćby pospiesznym przeprowadzeniem przez parlament ustawy o biopaliwach. Wiele przepisów żyje z kolei tylko na papierze, co przynosi straty zarówno firmom, jak budżetowi państwa i konsumentom.
Kiepska egzekucja prawa sprawia, że musimy konkurować z "szarą strefą", nielegalnie sprzedawanym paliwem o obniżonej jakości, pochodzącym z przemytu etc. Trzeba jednak pamiętać, że Polska jest atrakcyjnym, szybko rozwijającym się rynkiem z ogromnym potencjałem.

Mark Bardsley: - Podobnie jak pan Heydel uważam, że największym utrudnieniem jest otoczenie prawne, szczególnie szybko zmieniające się przepisy, nieostre regulacje, gąszcz paragrafów. Prowadzenia biznesu nie ułatwia też infrastruktura: dużo jeżdżę po Polsce samochodem (Provident ma ogólnopolską sieć oddziałów i filii) i za każdym razem podróż jest dla mnie nie lada wyzwaniem.

- A jak oceniacie Panowie kulturę pracy w naszym kraju?

Mark Bardsley: - Z perspektywy Providenta mogę mówić o niej tylko dobre rzeczy - pracownicy prezentują światowe standardy. I nie ma znaczenia, czy bierzemy pod uwagę ludzi pracujących w dużych ośrodkach miejskich, czy np. zatrudnionych w małych miejscowościach Ściany Wschodniej. Od samego początku działalności w Polsce przytłaczającą większość kadry stanowili Polacy. W tej chwila Provident jest pracodawcą dla blisko 12 tys. osób, z czego tylko trzy osoby (włącznie ze mną) to Anglicy.

Wojciech Heydel: - BP to światowa korporacja, która stara się wdrażać jednolite standardy działania wszędzie tam, gdzie prowadzi interesy. Również w Polsce działamy według światowych procedur, w ramach których kariera pracownika zależy od jego umiejętności i wiedzy, a nie od pochodzenia, narodowości czy koloru skóry. Zostało to docenione przez Instytut Zarządzania oraz Pracownię Badań Społecznych i w tym roku otrzymaliśmy nagrodę Inwestora w Kapitał Ludzki. Na początku większość kluczowych stanowisk obsadzanych było menedżerami z centrali, od których uczyliśmy się zarządzania. Dzisiaj jednak prawie wszystkie te stanowiska piastują Polacy.

- BP i Provident współtworzą Forum Odpowiedzialnego Biznesu...

Wojciech Heydel: - Forum powstało w 2000 roku, przy udziale BP. Jego założycielami są przedstawiciele środowisk gospodarczych, akademickich i pozarządowych, dostrzegający konieczność uwzględniania w myśleniu ekonomicznym również ekologii, odpowiedzialności społecznej i etyki. Forum promuje ten sposób myślenia poprzez kontakty z najważniejszymi instytucjami publicznymi, sektorem biznesu, organizacjami pozarządowymi i mediami. Jego głównym celem jest upowszechnienie idei odpowiedzialnego biznesu jako standardu obowiązującego w Polsce.

Mark Bardsley: - W państwach zachodniej Europy i USA firmy już dawno przestały być traktowane jako maszynki do produkcji zysku. Aby być odbieranym jako wiarygodny partner w biznesie, firma musi udowodnić, że rozumie swoją rolę w życiu społeczności, w której działa. Czy jest odpowiedzialnym pracodawcą i usługodawcą? Czy umie zadbać o środowisko naturalne? Czy problemy lokalnej społeczności nie są jej obojętne?
W Providencie widzimy swoją rolę znacznie szerzej niż tylko poprzez wymiar biznesowy działalności i dlatego dołączyliśmy do Forum, obok m.in. PriceWaterhouseCoopers, Spedpolu, Johnson&Johnson, ABB i oczywiście BP.

Na progu Unii

- Jak wyglądałaby najkrótsza historia obecności Panów firm w Polsce?

Mark Bardsley: - Provident był budowany w Polsce od zera. Przed wejściem na rynek zostały oczywiście przeprowadzone badania marketingowe, które miały ocenić, w jakim stopniu Polacy będą zainteresowani pożyczką gotówkową, zaciąganą i spłacaną bez wychodzenia z domu. W 1997 r. ruszył pierwszy oddział firmy w Warszawie. Przez pierwsze cztery lata systematycznie rozwijaliśmy sieć sprzedaży, otwierając kolejne oddziały i filie. W tej chwili liczba obsługiwanych klientów przekroczyła 700 tys., usługi Providenta są dostępne praktycznie na terenie całego kraju, a sama firma jest jednym z największych brytyjskich pracodawców na polskim rynku. Zgodnie z listą 500 największych firm w roku 2002, którą opublikowała "Rzeczpospolita", Provident uplasował się na 232 pozycji pod względem przychodów ze sprzedaży.
Rozwijając działalność biznesową, angażujemy się też w działalność charytatywną i sponsoringową, w coraz większym stopniu finansując najróżniejsze przedsięwzięcia - budowę ośrodka dla niepełnosprawnych pod Wałbrzychem, pracownię komputerową w Domu Dziecka w Zamościu, plac zabaw dla dzieci pod Warszawą i wiele innych, równie wartościowych projektów.

Wojciech Heydel: - Działamy tu już od ponad 10 lat. Początkowo było to małe biuro handlowe olejów dla samochodów i przemysłu, mieszczące się w Krakowie. Pierwsza stacja BP w Polsce została otwarta w 1995 roku w Gliwicach. Dzisiaj mamy ponad 270 stacji na terenie całego kraju. Działamy także na rynku gazu płynnego, produkujemy asfalt, oferujemy oleje i produkty polimerowe. Uwzględniając powiązane kapitałowo z BP Castrol i Aral (doprowadziliśmy do fuzji), w ciągu dekady firma zainwestowała w Polsce około 800 milionów dolarów.

- BP swoją polską centralę ma nadal w Krakowie. Zatem w naszym kraju możliwe jest kierowanie firmą spoza Warszawy?

Wojciech Heydel: - Najważniejsze zalety tego miasta to potencjał gospodarczy, zaplecze naukowe, wykształcone kadry, bliskość geograficzna i komunikacyjna Śląska - wielomilionowej aglomeracji, a samo piękno miasta w końcowym efekcie przechyla szalę. Z drugiej strony należy podjąć wysiłki, aby zmienić opinię o Krakowie, jako mieście nieprzychylnym inwestycjom. Potrzebna jest wspólna promocja miasta i korzystnych dla niego inwestycji, konstruktywne spotkania inwestorów z osobami odpowiedzialnymi za przyszłość Krakowa.
Mam nadzieję, że po wejściu Polski do Unii rozwiązanych zostanie także szereg trudności, o których mówiłem wcześniej.

Mark Bardsley: - Również jestem przekonany, że wejście do UE bardzo poprawi całe otoczenie biznesowe w Polsce: system będzie bardziej przejrzysty, prawo bardziej przyjazne, co sprzyja rozwojowi przedsiębiorczości. Z perspektywy Providenta - międzynarodowej firmy działającej w sześciu europejskich krajach - Unia to po prostu łatwiejsza współpraca, bardziej porównywalne warunki działania.

Wędka i ryba

- Jakie działania podejmują zachodnie firmy, by "oswoić" Polaków ze swoją obecnością, wtopić się w społeczny pejzaż?

Mark Bardsley: - Klienci bardzo szybko przekonali się do naszej firmy. Po części dlatego, że oferujemy usługę, która jest mocno oparta na więziach międzyludzkich. Provident jest jedyną firmą finansową w Polsce, która obsługuje swoich klientów w ich domach. Choć statystyczny klient jest mieszkańcem miast, to żyje w silnych związkach z rodziną i lokalną społecznością. Dlatego też najczęściej zna lub kojarzy z widzenia przedstawiciela Providenta. Przedstawiciel nie jest kimś anonimowym, reprezentującym tylko interesy firmy. Dla klienta przedstawiciel jest przede wszystkim jego sąsiadem.
Poza tym, jak już wspominałem, Provident aktywnie angażuje się w działalność społeczną i różnego rodzaju akcje charytatywne. To bardzo silnie budowało więź między firmą a lokalnymi społecznościami. Staramy się działać całościowo - mieć wizję naszej pomocy, cel inny niż jednorazowe przekazanie czeku. Oczywiście, reagujemy też na bieżące zdarzenia - po powodzi w Gdańsku w 2001 r. zdecydowaliśmy się ad hoc wziąć czynny udział w odbudowie boiska przy szkole podstawowej.

Wojciech Heydel: - W BP odpowiedzialność społeczna została wpisana w strategię działania firmy. Realizujemy programy, które oprócz finansowego wsparcia pomagają społecznościom lokalnym samodzielnie rozwiązywać problemy. To strategia dawania "wędki zamiast ryby".
Dobrym przykładem jest Czysty Biznes, czyli program edukacji ekologicznej dla małych i średnich firm. BP oprócz finansowego wsparcia (2,3 mln dolarów) dzieli się także ze zrzeszonymi w programie firmami swoją wiedzą i doświadczeniem na temat tego, jak zarządzać w firmie ochroną środowiska tak, by był to dla niej biznes - czysty biznes.
Oczywiście, jak wspomniał pan Bardsley, zupełnie inną sytuację stwarzają takie wydarzenia jak powódź, wymagające natychmiastowej, doraźnej pomocy.

- Jak, z punktu widzenia tych, którzy wykładają pieniądze, zmienia się rynek sponsoringu w Polsce?

Mark Bardsley: - Rynek ten wydoroślał i stał się bardziej profesjonalny. Sponsorzy nie prowadzą działalności z doskoku, przypadkowo angażując się w różne przedsięwzięcia. Z kolei organizacje, którym zależy na pozyskaniu sponsora, nie wysyłają w ciemno faxu do nieznanej sobie firmy i nie czekają biernie, aż się ktoś odezwie. Profesjonalne fundacje dokładnie badają, jaki jest profil biznesowy firmy, jaki typ działalności społecznej dana firma prowadzi.
Działalność charytatywna, czy szerzej - społeczna, coraz mocniej przenika się z działalnością biznesową sensu stricto. Na londyńskiej giełdzie papierów wartościowych od dwóch lat funkcjonuje indeks FTSE4Good, skupiający spółki, które spełniają surowe normy dotyczące społecznej odpowiedzialności biznesu. Notowanie na tym indeksie to dla firmy nie tylko sprawa prestiżu. Inwestorów w coraz większym stopniu interesuje, czy dana firma prowadzi biznes w sposób etyczny, dbając o interesy swoich klientów, pracowników, środowiska naturalnego. Zakładam, że z czasem tego typu indeksy będą odgrywały coraz większą rolę na światowych giełdach. Provident Financial, właściciel Providenta, wchodzi w skład indeksu FTSE4Good od zeszłego roku.

Pola Nadziei

- Panów firmy prowadzą szereg konkretnych programów...

Wojciech Heydel: - Dzięki akcji "Pajacyk", dzieci z najuboższych rodzin mogą spożyć w szkole ciepły posiłek. Polska Akcja Humanitarna jest partnerem w programie BP Partnerclub, który powstał z myślą o naszych stałych klientach. Korzystając z usług BP, można zbierać punkty, a następnie przekazać je na rzecz Pajacyka. Wraz z naszymi klientami ufundowaliśmy już ponad 400 tys. obiadów! To bardzo wymierna liczba, ale najważniejsze w tym projekcie jest włączenie olbrzymiej rzeszy ludzi do wspólnego działania. Wielkim sukcesem jest też to, że zaszczepiliśmy ten mechanizm wśród innych firm paliwowych i teraz wszyscy mają już partnera społecznego. Z kolei "Pola Nadziei" to pola żonkili, kwitnące na wiosnę w parkach Krakowa i Nowej Huty. Są symbolem nadziei i akcji charytatywnej na rzecz Hospicjum Św. Łazarza. To program prowadzony przez szkocką organizację Marie Curie Cancer Care. W 50. rocznicę istnienia organizacji projekt został po raz pierwszy przeniesiony poza Szkocję - do Krakowa. BP jako partner i inicjator projektu w Polsce aktywnie wspomaga - zarówno finansowo, jak i organizacyjnie - wysiłki Hospicjum w pozyskiwaniu środków do jego funkcjonowania. Co roku organizujemy imprezy plenerowe dla dzieci, uwrażliwiające je na ważne społecznie kwestie, w tym przypadku opiekę nad chorymi.

Mark Bardsley: - Pomysłodawcą programu "Zostańcie z nami" jest tygodnik "Polityka", a Provident uczestniczy w nim od samego początku - nasza firma funduje stypendia dla wyróżniających się młodych polskich naukowców. Co roku polska nauka traci zdolnych ludzi, którzy rezygnują z kariery naukowej z przyczyn tak prozaicznych, jak brak pieniędzy na dalsze badania, czy nawet brak środków na utrzymanie siebie i rodziny. Jeszcze inni w poszukiwaniu lepszej przyszłości wyjeżdżają za granicę. Stypendia, które co roku dostają najzdolniejsi magistranci i doktoranci pozwalają im godnie pracować i żyć w Polsce.
Natomiast pomysłodawcą, organizatorem i sponsorem Ogólnopolskiego Programu Społecznego "Trampolina" jest sam Provident. Program ma na celu wsparcie niedoinwestowanych szkół podstawowych i gimnazjów na terenie całego kraju. Wytypowane szkoły zostaną wyposażone przez nas w sprzęt sportowy. "Trampolina" jest naszą odpowiedzią na trudną sytuację polskich szkół i ich niedoinwestowanie w wielu tak ważnych dziedzinach, jak choćby kultura fizyczna. W kwietniu 2003 r. niezależny Instytut ARC Rynek i Opinia przeprowadził badania na grupie 193 dyrektorów szkół. 94 proc. stwierdziło, że ich placówkom przydałaby się pomoc od organizacji pozarządowych w zakresie edukacji fizycznej. Chcemy aktywnie propagować model społecznie zaangażowanego biznesu. Mamy nadzieję, że w przyszłości do programu "Trampolina" dołączą kolejni sponsorzy.

Rozmowę prowadził: AF

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl