adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Przed referendum

PRZED REFERENDUM
„TP” nr 23/2003


  Tygodnik Powszechny

  Felietony

  Tematy miesiąca

STAŁE DODATKI

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Szef unijnej dyplomacji o kryzysie w polityce zagranicznej UE

Codzienny rytm unijnego życia

Z Javierem Solaną, Wysokim Przedstawicielem Unii Europejskiej
ds. Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa
rozmawia Marek Orzechowski

„Unia dla Ciebie”
Wersja do druku
Napisz komentarz

MAREK ORZECHOWSKI: - Wojna w Iraku ujawniła bolesne podziały w europejskiej polityce zagranicznej i bezpieczeństwa. W kulminacyjnym momencie kryzysu irackiego Unia Europejska nie była w stanie znaleźć wspólnego stanowiska, a i dziś nie jest wolna od kontrowersji. Jak ocenia Pan szanse na przezwyciężenie tego kryzysu?

JAVIER SOLANA: - Nie mogę zaprzeczyć, że między państwami członkowskimi wystąpiły przed konfliktem różnice. UE podzieliła się w sprawie sposobów i możliwości pełnego rozbrojenia Iraku. Jednakże w mojej ocenie ta faza nieporozumień już się zakończyła. Moje wysiłki kieruję teraz ku tym sprawom, w których wspólne stanowisko UE też jest ważne, jak na Bałkanach albo Bliskim Wschodzie - by wymienić tylko kilka z nich. Weźmy za przykład zobowiązania Unii w sprawie ponownego zaktywizowania procesu pokojowego na Bliskim Wschodzie. Mam tu na myśli przede wszystkim ogłoszenie "mapy drogowej" [road map, czyli harmonogramu negocjacji i kolejnych kroków prowadzących do zawarcia pokoju między Izraelem a niepodległą Palestyną - red.]. W najbliższym czasie będę sporo podróżować do tego właśnie rejonu konfliktu. Z tamtejszymi przywódcami będę rozmawiać o możliwości wcielenia w życie planu pokojowego tak szybko, jak to tylko możliwe.


Javier Solana


- W poszukiwaniu wspólnej polityki zagranicznej i obronnej niektóre kraje odwołują się do inicjatyw, które wywołują chłodną reakcję pozostałych. Jak ocenia Pan ostatnie przedsięwzięcie Niemiec, Francji, Belgii i Luksemburga, które ogłosiły, że gotowe są uczynić pierwsze kroki na drodze do stworzenia wspólnej europejskiej armii? - W gruncie rzeczy cała historia integracji europejskiej jest przykładem inicjatyw bilateralnych lub multilateralnych, które stawały się impulsem dla rozwoju Unii. Wystarczy wspomnieć ideę wspólnej waluty euro czy układ z Schengen. Brukselskie spotkanie (29 kwietnia) przywódców czterech unijnych krajów wpisuje się w zasadzie w pomysły zgłaszane pod adresem Konwentu Europejskiego przez taki czy inny kraj. W rzeczy samej UE potrzebuje jednak własnych odpowiedzi na kilka podstawowych pytań wynikających z nowych obaw - jak walka z terroryzmem, stosunek do państw pozostających dla świata źródłem niepokojów czy rola organizacji międzynarodowych. Unia potrzebuje tych odpowiedzi, jeżeli chce prowadzić konstruktywny dialog ze Stanami Zjednoczonymi. W następnych miesiącach zajmiemy się tymi zagadnieniami dość intensywnie, mając na uwadze ich priorytetowe znaczenie dla całej UE.

- Czy UE potrzebuje jednego silnego ministra spraw zagranicznych?

- Swe ambitne cele w budowaniu wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa Unia wyraziła dostatecznie jasno już w Traktacie Unijnym. Moją ambicją było i jest prezentowanie tej polityki w kategoriach skuteczności, wiarygodności, legitymizacji. W przyszłości będę też koncentrować się na tym, co stanowi przedmiot pracy Europejskiego Konwentu i - w jego efekcie - zapowiedzianej konferencji międzyrządowej. Jestem przekonany, że państwa członkowskie znajdą w materii, o którą pan pyta, wspólne rozwiązania, a jednocześnie takie, które będą odpowiadać ich ambicjom.

- Nowa Unia Europejska z 25 państwami to także więcej nowych ambicji, a co za tym idzie - większe od dotychczasowych problemy. Czy podziela Pan obawy wielu polityków, że w przyszłości będzie o wiele trudniej znaleźć wspólne stanowisko w wielu kwestiach, skoro już teraz nie jest wcale łatwo?

- Już sama roztropność każe oczekiwać, że znalezienie consensusu wśród 25 członków będzie trudniejsze niż w gronie Piętnastki. To zatem nie przypadek, że Konwent Europejski podjął się wypracowania propozycji rozwiązań, które powiększonej Unii zapewnić mają skuteczność i efektywność w działaniu, zwłaszcza w mechanizmie podejmowania decyzji. Jestem przekonany, że wkrótce po przyjęciu nowych państw znajdziemy pomysł na modus operandi w grupie 25 członków.

- Co do dzieła wspólnotowego wniosą nowi członkowie? Czy nie zaostrzą podziałów, nie zerwą wypracowanej z tak wielkim trudem wspólnej linii np. w polityce zagranicznej?

- Każde dotychczasowe rozszerzenie Unii niezaprzeczalnie wzmacniało wspólnotę; Unia zyskiwała wówczas zawsze na sile. Podobnie jest z obecnym rozszerzeniem. A Polska jest państwem ważnym dla kontynentu i jako taki kraj musi po prostu wnieść własny wkład do UE. Ale poza tym istotne jest moim zdaniem także coś innego: najważniejszym wkładem w przyszłość wspólnoty jest sam proces obecnego rozszerzenia. Niemal cały kontynent będzie ponownie zjednoczony, zaś członkowie Unii uzyskają bezprecedensową stabilizację.

- Pochodzi Pan z Hiszpanii, był Pan mocno zaangażowany w integrację tego kraju z UE. Jak ocenia Pan z dzisiejszej perspektywy, z pozycji "dojrzałego Europejczyka", decyzję Hiszpanii o przystąpieniu do Unii?

- Ma Pan rację: miałem ten przywilej, że mogłem aktywnie uczestniczyć w kierowaniu wejściem mojego kraju do Wspólnoty Europejskiej. I mogę powiedzieć, że podobnie jak w przypadku Polski, także nasz proces integracji był długi i trudny. Proszę nie zapominać, że w tamtym okresie Hiszpania miała już wprawdzie za sobą pewien okres demokratycznej transformacji po 40 latach dyktatury, ale nadal była izolowana od reszty Europy. Zdaję sobie doskonale sprawę z frustracji, jaka jest wynikiem długich i trudnych negocjacji. Ale w ostatecznym rachunku wszystkie te wysiłki są naprawdę warte końcowego rezultatu. Hiszpania doznała niewiarygodnego przełomu dzięki członkostwu w UE. Dzięki niemu poradziliśmy sobie z naprawdę poważnym zacofaniem - ekonomicznym, strukturalnym i politycznym. I to w ciągu kilku, kilkunastu lat. Szybko wyszliśmy na prostą i uzyskaliśmy możliwość dogonienia innych krajów członkowskich.

- Zatem członkostwo Hiszpanii w UE tylko wzmocniło demokrację w Pańskiej ojczyźnie?

- To jest zysk, którego nie da się przecenić. Nawet jeżeli Hiszpania przed wstąpieniem do Unii była już od kilku lat praktykującą demokracją, to w momencie podjęcia wysiłku integracji stanęła wobec wyzwań, których spełnienie naszą demokrację tylko wzmocniło. Już sam wymóg adaptacji do europejskich standardów w polityce i gospodarce dostarczył potrzebnego nam nacisku. A wpływ faktu, że należy się do grupy krajów o wspaniałej demokratycznej tradycji, był i jest nie do przecenienia.

- O Hiszpanach mówi się, że doskonale potrafią wykorzystywać unijne programy wsparcia finansowego.

- Przez wszystkie dotychczasowe lata naszego członkostwa finansowe wsparcie UE miało zasadniczy wpływ na pokonanie zacofania gospodarczego, przede wszystkim w infrastrukturze. Unijne pieniądze pozwoliły nam stworzyć warunki, które zadecydowały, że Hiszpania stała się krajem nowoczesnym i dysponuje gospodarką, która jest w stanie podjąć wyzwania konkurencji.

- Czy Europa zmieniła w jakiś sposób hiszpańską mentalność, sposób życia, styl życia?

- Z całą pewnością wielki wpływ miało na nas poczucie "bycia Europejczykiem". Ale nie tyle w sferze samych wartości, co w codziennym rytmie życia - że mogliśmy i możemy łatwo komunikować się z innymi; że korzystaliśmy i korzystamy ze swobody podróżowania, studiowania czy pracy w innych unijnych krajach. Dla młodych generacji to już oczywistość, codzienność. Ale trzeba pamiętać, że jest tak dzięki życiu w unijnej wspólnocie. Życzyłbym sobie, bym mógł robić dokładnie to samo w latach dyktatury, gdy byłem studentem i młodym naukowcem.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny