adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Przed referendum

PRZED REFERENDUM
„TP” nr 23/2003


  Tygodnik Powszechny

  Felietony

  Tematy miesiąca

STAŁE DODATKI

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Jak być Polakiem w Unii Europejskiej

Patriotyzm poakcesyjny

Leszek Jesień

„Unia dla Ciebie”
Wersja do druku
Napisz komentarz

Przechodniu, powiedz Sparcie, że leżymy tutaj, posłuszni jej prawom
Termopile

Bycie w różnych miejscach nie wymaga podróżowania, lecz wyobraźni. Bycie Europejczykiem wymaga wyobraźni i wiedzy. Patriotyzm polski, dotychczas narodowy, powinien uzyskać składnik europejski. Troska o wspólnotę Europejczyków powinna uzupełnić troskę o wspólnotę polską.

My, Polacy, bywamy dumni z naszego patriotyzmu. Powstania XIX wieku, wojny światowe XX, zrywy czasów komunistycznych. W ciągu tych skojarzeń pojawia się przecież też Grunwald (z Litwinami), Wiedeń (przeciwko Turkom), czy XIX-wieczne "za wolność waszą i naszą". Wszystko to zawiera ofiarę z życia. Najogólniej, patriotyzm to zdolność do działania w interesie szerszym niż własny. To także zdolność do poniesienia najwyższej ofiary na rzecz wspólnoty, z którą czujemy się "w domu". Gorzej zapewne jest z patriotyzmem dnia codziennego. Gdy nakazem jest kontrola wydatków z budżetu samorządu lokalnego, gdy warto przyjrzeć się wątpliwemu przetargowi publicznemu. Znamy to, wiemy o sobie: Polacy nie potrafią być patriotami pokoju. Czy trzeba przypominać Wokulskiego?
Być może ostrzej niż kiedykolwiek widać dziś osłabienie, by nie powiedzieć rozpad, naszej własnej wspólnoty politycznej. W każdej wspólnocie są kanalie, lecz jeśli liczba kanalii przekroczy pewien próg, wspólnota przestaje być zdolna do samoobrony (przez małe "s"). Ginie patriotyzm.

Sensy istnienia

Czy zmieni się coś w tej mierze po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej? UE jest wyzwaniem dla patriotyzmu polskiego na dwóch płaszczyznach. Pierwsza to sfera bezpieczeństwa państwa. NATO plus UE razem dają nam bezprecedensowe w historii poczucie bezpieczeństwa zewnętrznego. Maleje prawdopodobieństwo, że będziemy musieli się sprawdzać w oddawaniu życia za ojczyznę. Moglibyśmy zostać deficytowym importerem bezpieczeństwa (free rider). Jednak odpowiedź dana przez Polskę w kryzysie irackim każe pomyśleć szerzej. Jakiej to ojczyzny bronili i będą bronić "nasi chłopcy" w Iraku? To ojczyzna raczej spod Wiednia i spod znaku Bema, Kościuszki i Pułaskiego - żołnierzy wolności, niż z czasów osamotnionych zrywów Gdańska i Radomia. Chodzi zapewne o wspólnotę wartości i cywilizacji. Tu właśnie docieramy do drugiej płaszczyzny: sposobu rozumienia udziału Polski w świecie przyjaciół i sojuszników, we wspólnocie, w tym Wspólnocie Europejskiej.
Można Unię Europejską rozumieć tak, jak jawi się ona zwykle w Polsce, czyli w pytaniu "ile da?". Fundusze strukturalne i rolnictwo to zapewne dwa "pojęcia europejskie" najczęściej odmieniane przez przypadki nie tylko w prasie, ale również w domowych Polaków rozmowach. Udało się nam (nie tylko nam samym, prezydent Chirac wielce w tym pomógł) skarlić Unię do wymiaru gospodarczego, a i to rozumianego w prostacki sposób. Nie pytamy, dlaczego Unia ma nam dać pieniądze? A jeśli już, to w podtekście pobrzmiewa trudno skrywana pretensja wobec tych, którym się udało: "przecież jesteśmy biedni". A więc nam się należy? Za historię? I ta trwoga, byśmy przypadkiem nie stali się płatnikiem netto!
Unia daje pieniądze, ponieważ to jeden z jej sensów istnienia. Tak było od początku. Pierwsze okresy przejściowe na rzecz belgijskiego przemysłu węglowego miały na celu jego restrukturyzację za wspólne pieniądze; pierwszym funduszem wspomagającym słabszych był Fundusz Społeczny, a redystrybucja dochodów na rzecz ludności wiejskiej jest wpisana w logikę Wspólnej Polityki Rolnej. Lecz wspólnota oparta tylko na pieniądzach nie ma szans przetrwania. Dlatego fundamentalnym błędem jest widzenie Unii przez pryzmat jej budżetu. Unia to przede wszystkim projekt polityczny: "coraz ściślejsza unia pomiędzy narodami Europy" - tak powiada traktat rzymski.

Natura prometejska

A co łączy obywateli Unii Europejskiej? W Polsce zazwyczaj wymienia się wspólne korzenie chrześcijańskie i kulturę, a więc te elementy, do których "poczuwamy się" instynktownie jako Europejczycy. W krajach od początku uczestniczących w integracji wskazywano na przeszłość, chęć zapobieżenia ponownej wojnie. Do tego odwołuje się deklaracja Schumana: "Zapewniona [przez połączenie przemysłów węgla i stali] solidarność będzie sygnałem, że nie do pomyślenia, a nawet materialnie niemożliwa, będzie jakakolwiek wojna pomiędzy Niemcami a Francją". Jest to więc spoiwo wynikające ze wspólnej przeszłości. W miarę rozwoju integracji wskazywano na znaczenie zimnej wojny i zagrożenia sowieckiego. W tym przypadku mamy do czynienia z dobrze znanym "integratorem" w postaci wspólnego wroga. Dziś, w sytuacji braku takiego czynnika, czasami szuka się go na siłę, w USA błędnie upatrując najważniejszego rywala, a czasem nawet wroga zintegrowanej Europy. Współcześnie, gdy integracja czterech swobód gospodarczych wreszcie została zrealizowana, ważna jest wolność osobista obywateli.
Lubimy być Europejczykami w tym dobrym średniowiecznym znaczeniu: nasza mała ojczyzna - wieś jest oczywiście najlepsza, ale przecież świetnie czujemy się też w ruinach rzymskiego Koloseum, w pubie południowej Anglii, czy muzeach Paryża, albo na plażach Costa del Sol. Zależy, co kto lubi. Niektóre miejsca mogą budzić niepewność. Czy równie dobrze nam na plażach Normandii, pod Poitiers, wspominając zwycięską bitwę Karola Młota, w londyńskim National Museum między zrabowanymi skarbami kultury egipskiej i indyjskiej, patrząc na piękno Maurów w pałacu Alhambra w Granadzie, wreszcie w Oświęcimiu?
Bycie w różnych miejscach nie wymaga podróżowania, lecz wyobraźni. Bycie Europejczykiem wymaga wyobraźni i wiedzy. Patriotyzm polski, dotychczas narodowy, powinien uzyskać składnik europejski. Troska o wspólnotę Europejczyków powinna uzupełnić troskę o wspólnotę polską.
Trudność leży w naturze obu wspólnot, która nie jest identyczna, równoważna, ani nawet równoległa. To wspólnoty uzupełniające się. Nie można być Europejczykiem, nie będąc Polakiem, Niemcem, czy Finem. Tymczasem wspólnota polityczna Polaków jest wspólnotą narodową, a wspólnota polityczna Europejczyków taką nie jest. U jej podstaw leżą: przeżycie historii i chęć wspólnego przeżywania przyszłości, kultura i w znacznej mierze korzenie chrześcijańskie.
Lecz jej natura jest prometejska, nastawiona na ekspansję wartości, otwarta na zewnątrz i ogarniająca wielorakie nurty kulturowe wewnątrz. Nota bene, dzięki temu może się rozszerzyć. Na dzisiaj, wspólnota Europejczyków opiera się na narodach, nie może więc prowadzić do powstania narodu europejskiego. Ma to konsekwencje tak dla każdego narodu w niej uczestniczącego, jak i dla poszczególnych ludzi.

Prawo wspólnoty

Nie jest to wspólnota robiona na siłę, a więc domaga się otwartej wspólnoty narodowej. Ta pierwotna jednostka integracji musi być zdolna do otwarcia się na innych. Do tego wielkiego gestu Francji wobec Niemiec z 9 maja 1950 roku: pojednajmy się.
Zaś za gestem musi iść praktyka dnia codziennego. Tę praktykę wyznacza prawo. Dlatego Wspólnota Europejska, a za nią Unia Europejska, są systemami rządów prawa. Nie ma tam władzy rozumianej tak, jak w dowolnym państwie narodowym. Ostatecznym arbitrem jest prawo, któremu każdy (tj. każde państwo z osobna i każdy obywatel z osobna) podlega dobrowolnie, ponieważ - oczywiście - prawo to nie wspiera się żadnymi środkami przymusu. To właśnie prawo jest jednym z podstawowych źródeł europejskiego demos, które nie istnieje tak, jak istnieją demoi narodowe. Temu prawu, od dnia przystąpienia Polski do Unii jesteśmy winni podległość. Stanie się nasze i z naszym udziałem będzie tworzone. Ale to prawo domaga się też ochrony. Patriotycznego poświęcenia na rzecz wspólnoty Europejczyków Unii Europejskiej, której staniemy się obywatelami z mocy posiadania obywatelstwa polskiego. Ten patriotyzm jest codziennym poświęceniem. Pracą na rzecz interesu własnego i naszego państwa z uwzględnieniem interesów innych partnerów unijnych. Dlaczego nie warto blokować decyzji unijnych, jeśli nie ma po temu żywotnych, a nie sektorowych przesłanek? Ponieważ wtedy sparaliżowana będzie cała Wspólnota. Wszystkie spoiwa Europejczyków są słabe w porównaniu z siłą związków etnicznych i narodowych. Zatem nakazem patriotyzmu jest ochrona tego wszystkiego, co nas, Europejczyków, łączy. Jeśli nie będziemy o to dbali, zaniknie i zaginie. Być może warto w tym miejscu zwrócić uwagę na zasadniczy sens na przykład kwot produkcyjnych w rolnictwie. Przecież one ograniczają produkcję, a więc też nasz potencjał! - krzyczą przeciwnicy. Tak, to prawda, ale kwoty wynikają z zarządzania całą produkcją całej Wspólnoty, której stajemy się częścią. Nasze rolnictwo także. W zamian za ograniczanie produkcji rolnicy dostają wysokie ceny, dopłaty bezpośrednie, płatności za odłogowanie i pieniądze na utrzymanie "krajobrazu wiejskiego". Czy to jest zły "deal"?
Pierwsza odpowiedź zależy od modelu państwa, do którego dążymy i ta nie jest przedmiotem tych rozważań, choć moim zdaniem jest to model dobry. Ale drugiej odpowiedzi mało kto udziela: ten "deal" musi brać pod uwagę interesy nie tylko rolników polskich, ale również wszystkich innych rolników we wszystkich innych państwach UE. Zdania tego nie należy rozumieć jako obrony aktualnego kształtu Wspólnej Polityki Rolnej. Patriotyzm wspólnotowy sugerowałby rozpoczęcie już dzisiaj namysłu nad przyszłymi zmianami w rolnictwie europejskim, czyli naszym. "W swoim towarzystwie książę nosił tytuł zagorzałego patrioty, prawie szowinisty; poza towarzystwem cieszył się opinią jednego z najlepszych obywateli. Bardzo lubił mówić po polsku, a nawet treścią jego francuskich rozmów były interesa publiczne" - pisał Prus. Księciu nie udało się nic. Czy uda się nam złamać tę klątwę?

LESZEK JESIEŃ jest doktorem nauk politycznych. Był doradcą Jana Kułakowskiego i premiera Jerzego Buzka.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny