adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 

Finlandia

Irlandia
„TP” nr 11/2003


  Tygodnik Powszechny

  Felietony

  Tematy miesiąca

STAŁE DODATKI

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Stara, katolicka Irlandia odchodzi w przeszłość

Polacy, bądźcie mądrzejsi

O. David Sullivan

„Unia dla Ciebie”
Wersja do druku
Napisz komentarz

Do niedawna Kościół był najważniejszą instytucją w społeczeństwie irlandzkim. Dziś otrzymuje bolesną lekcję pokory. Takie są skutki klerykalnego samozadowolenia, które – dodam – nie jest wyłącznie cechą Irlandczyków...

Jestem irlandzkim misjonarzem. Od prawie ćwierć wieku mieszkam poza ojczyzną, choć co roku wracam do niej na urlop. Od lat dostrzegam wielkie zmiany w życiu religijnym Irlandczyków, na ogół niekorzystne dla Kościoła. Przesadą byłoby mówić wyłącznie o procesach negatywnych: wielu świeckich studiuje teologię, 10 tys. egzemplarzy nowego wydania modlitewnika sprzedano w ciągu miesiąca, tysięczne tłumy modliły się przy relikwiach św. Teresy. Ale negatywy zdecydowanie przeważają nad pozytywami. Coraz mniej wiernych uczestniczy w niedzielnej Mszy Świętej. Jeszcze mniej korzysta z sakramentu pokuty. Dotkliwy jest brak powołań – zamknięto wszystkie, poza jednym, seminaria diecezjalne. Zakony wycofują się z instytucji, które prowadziły przez dziesięciolecia: szpitali, szkół, domów dziecka. Coraz częściej spotykam pary, które żyją bez ślubu kościelnego. Najbardziej jednak uderza atmosfera wokół Kościoła, który spotyka się z ostrą krytyką także ze strony osób dotąd mu życzliwych.

Irlandczyk, czyli katolik
Do lat 60. Kościół irlandzki miał nie tylko wystarczającą ilość księży i zakonników, ale nawet wysyłał ich setkami do USA, Wielkiej Brytanii i świata misyjnego. Jako młody człowiek nie znałem nikogo, kto by nie chodził do kościoła – teraz nie chodzi większość. Skąd ten upadek?
Od razu wykluczam teorie spiskowe oraz te, które głoszą, że tylko jeden czynnik spowodował przemiany w życiu religijnym (wejście do Unii Europejskiej, skandale obyczajowe w Kościele, dobrobyt itd.). Oczywiście, każdy z tych faktów ma wpływ, ale sytuacja jest bardziej złożona. Główną przyczyną kryzysu Kościoła irlandzkiego jest radykalna zmiana całego społeczeństwa. Pojawiła się zupełnie nowa Irlandia (historycy uważają za punkt przełomowy lata 1958-60, a 1960-80 za okres przejściowy).
Przed 1960 r. Irlandia była biedną, odizolowaną wyspą rolniczą na krańcach Europy. Ludzie emigrowali (ludność Republiki spadła poniżej 3 mln w 1961 r., dziś zamieszkuje ją ponad 3,6 mln). Społeczeństwo było zamknięte w sobie i miało kompleks niższości wobec innych krajów, szczególnie Wielkiej Brytanii. W „starej” Irlandii przynależność do Kościoła i posłuszeństwo jego nakazom stanowiło integralną część kultury i tożsamości narodowej. Dopóki relacje z Anglią były napięte, nie słabła pozycja Kościoła. Skądinąd, smutna historia Irlandii Północnej pokazuje niebezpieczeństwo łączenia tożsamości narodowej z religijną.

Nie tęsknią za Bogiem
W „nowej” Irlandii katolicyzm nie może być już wyznacznikiem „irlandzkości”. Dziś nasz kraj jest członkiem Unii, ze społeczeństwem aktywnym, wykształconym, tolerancyjnym i otwartym. Zamiast traktować Brytyjczyków jak wrogów, jesteśmy ich partnerami. Zamiast wegetować na krańcach Europy, jesteśmy w kontakcie z całym światem. Wystarczy przejść po ulicach Dublina i popatrzeć na twarze, by zorientować się, że staliśmy się częścią globalnej wioski. Ktoś napisał niedawno: „Jesteśmy odmienionym narodem, mieszkającym w odmienionym kraju”. W ostatnich trzydziestu latach zmieniło się tu dosłownie wszystko: kultura, mentalność, poziom życia.
Wielu komentatorów zwraca uwagę na wyjątkową pozycję irlandzkiego Kościoła w latach 1850–1970. Nurty antykościelne nie docierały z kontynentu: ważniejsze niż liberalizm było np. prawo chłopów do ziemi. Sytuacja zmieniła się dopiero w latach 60. XX wieku. Sekularyzacja była gwałtowniejsza niż gdzie indziej, bo trwała 30, a nie – jak w innych krajach Zachodu – 300 lat. Towarzyszyły jej zmiany ustawodawcze: zalegalizowano antykoncepcję i rozwody, przestano karać za stosunki homoseksualne. Zmieniła się rola kobiet, tradycyjnie wiernych Kościołowi: coraz więcej ich studiuje i pracuje poza domem. Uległość kobiet należy do przeszłości.
Jeśli chodzi o procent wiernych chodzących do kościoła, liczbę powołań i religijną mentalność, Irlandia zbliża się do średniej europejskiej. Do wiary podchodzi się raczej obojętnie. Ktoś napisał: „God is missing, but not missed” („Brakuje Boga, ale ludzie za Nim nie tęsknią”).

Skandale seksualne i kryzys zaufania
Jednym z powodów kryzysu w irlandzkim Kościele było ujawnienie przypadków przemocy seksualnej, popełnianej przez duchownych. Gdy wyszły na jaw, wywołały ostrą reakcję wiernych, oburzonych, że ci, którzy głosili tak wymagające nakazy moralne, żyli wedle innych zasad. Najbardziej bulwersowała – i nadal bulwersuje – reakcja Episkopatu. Irlandczycy uważają, że biskupom zależało przede wszystkim na ochronie oskarżonych, a nie na losie ofiar. W wielu przypadkach hierarchowie wiedzieli, że ich podwładni molestują dzieci, ale zamiast stanąć w prawdzie woleli zamieść przykre sprawy pod dywan. Niektórym księżom pozwalano dalej pracować albo przenoszono ich do innych parafii. Przez lata biskupi milczeli w obawie, że Kościół straci twarz. Tymczasem w oczach wielu, z lojalnymi katolikami włącznie – właśnie w ten sposób utracili moralny autorytet. W 2002 r. bp Brendan Comiskey z diecezji Ferns ustąpił z urzędu, przyznając, że nie reagował stanowczo na przypadki pedofilii wśród księży.
Opisane zjawiska osłabiają Kościół i wywołują u części duchowieństwa rezygnację. Gdy jednak w 1998 r. biskupi irlandzcy przybyli do Watykanu z wizytą ad limina, Jan Paweł II nie skierował pod ich adresem ani jednego zarzutu. Papież widział, że wielu irlandzkich duchownych jest zmęczonych i załamanych. Tekst jego orędzia pokazuje, że chciał przede wszystkim podnieść biskupów na duchu i zachęcić do wierności obowiązkom duszpasterskim. Zwracał się do nich z prośbą, by dodawali otuchy księżom, „którzy cierpią z powodu nowej kultury i skandali niektórych współbraci w kapłaństwie”. A wychodząc ze spotkania, Papież zawrócił do biskupów, podniósł laskę i powiedział: „Corraggio!” (Odwagi!).
Jedną z przyczyn kryzysu jest niezdrowa klerykalna duma i samozadowolenie. Inne kraje zazdrościły nam pełnych kościołów i seminariów. Ale samozadowolenie usypia; tworzy inercję i przekonanie, że sukces trwa wiecznie, że nie trzeba odczytywać znaków czasu i słuchać krytyki tych, którzy myślą inaczej. Teraz Kościół w Irlandii się budzi i ze zdziwieniem konstatuje, że spora część wiernych jakby wyparowała.
Mentalność klerykalna tworzy też przekonanie, że duchowieństwo nie musi odpowiadać za swe decyzje przed innymi. Niestety, dla niektórych hierarchów wizerunek i wpływ Kościoła instytucjonalnego wydają się być ważniejsze niż człowiek.

*
Choć obraz, który naszkicowałem, jest ponury – pozostaję optymistą. Kościół w Irlandii ma ponad 1500 lat i przeszedł niejeden kryzys, a Duch Święty nadal działa w sercach moich rodaków, w obecnym chaosie tworząc coś nowego. Kościół przeżywa ciężkie chwile – ale w duchu Ewangelii i z pomocą Ducha Świętego musi wyciągać z nich wnioski, by się oczyścić.
Czy to wszystko ma jakieś znaczenie dla Polski? Ośmielam się twierdzić, że tak. Społeczeństwa irlandzkie i polskie są poniekąd podobne. Czynniki, które są główną przyczyną naszego kryzysu, działają również nad Wisłą – i będą działały, obojętnie, czy Polska wejdzie do Unii, czy nie. Duchowieństwo polskie nie różni się zasadniczo od irlandzkiego, a więc nie jest wykluczone, że ma podobne problemy. Niech Kościół w Polsce uczy się na irlandzkich błędach, aby ich nie powtarzać. Życzę, abyście byli mądrzy po naszej szkodzie...

O. DAVID SULLIVAN, lat 56, jest Irlandczykiem urodzonym w Dublinie. Misjonarz, przełożony Zgromadzenia Misjonarzy Afryki Ojców Białych w Lublinie. Do Polski przyjechał w 1995 roku, wcześniej pracował przez 14 lat w Afryce – w Ugandzie i Zambii.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny