"Tygodnik Powszechny", Nr 11 (2801), 16 marca 2003, http://www.tygodnik.com.pl/unia/irlandia/jedrzej.php

Kobieta, która zmieniła Irlandię
Jan Paweł Jędrzejewski

„Pochodzę z Irlandii... przyjdźcie i zatańczcie ze mną w Irlandii” – te słowa anonimowego czternastowiecznego poety, przypomniane później przez narodowego poetę Zielonej Wyspy, Williama Butlera Yeatsa, zamknęły wygłoszone 3 grudnia 1990 r. najbardziej niezwykłe prezydenckie przemówienie inauguracyjne w osiemdziesięcioletniej już historii niepodległej Irlandii.

Wypowiedziała je, budząc entuzjazm zgromadzonych na Zamku Dublińskim przedstawicieli rządu, parlamentu i społeczeństwa irlandzkiego, pierwsza w historii Republiki Irlandii kobieta-prezydent, wybrana głosami liberalnej lewicy oraz – przede wszystkim – kobiet, prawniczka, specjalistka w dziedzinach prawa konstytucyjnego i praw człowieka, Mary Robinson. Jej młodzieńcza sylwetka i szeroki uśmiech, kontrastujące z powagą sędziowskich peruk, biskupich sutann i ciemnych, odświętnych strojów członków najwyższych władz, symbolizowały dobitnie, że w tym wciąż wówczas jeszcze konserwatywnym społecznie i mocno prowincjonalnym kraju nadszedł czas na zmiany.

Kraj zapatrzony w historię
Republika Irlandii należała wprawdzie od roku 1973 do Wspólnoty Europejskiej, korzystając – bardzo zresztą efektywnie – z przysługującej jej pomocy finansowej, dzięki której ten niedawno jeszcze ubogi rolniczy kraj zaczął szybko przekształcać się w „celtyckiego tygrysa”, rozwijającego intensywnie takie dziedziny gospodarki, jak nowoczesne technologie komputerowe, usługi bankowe czy turystykę; pod względem społeczno-kulturowym jednak społeczeństwo wciąż tkwiło w kształcie nadanym mu po uzyskaniu niepodległości przez twórców nowoczesnej państwowości irlandzkiej, takich jak przywódca ruchu niepodległościowego, a później długoletni premier i prezydent Eamon de Valera.
Irlandia drugiej i trzeciej ćwierci minionego stulecia była krajem demokratycznym wprawdzie, ale zamkniętym w sobie, zapatrzonym w dziedzictwo historii, postrzeganej niemal wyłącznie w kontekście wieluset lat oporu stawianego przez rdzennych celtyckich mieszkańców wyspy przybywającym z Wielkiej Brytanii anglosaskim najeźdźcom, którzy przez stulecia odgrywali dominującą rolę w życiu Irlandii – i których angloirlandzkie dziedzictwo zostało po uzyskaniu niepodległości w przeważnym stopniu odrzucone. Na tę nacjonalistyczną, antyelitarną i obsesyjnie antybrytyjską wizję historii nakładał się element religijny, utożsamiający irlandzkość z katolicyzmem: stanowiący kilka procent ludności Republiki protestanci, postrzegani często jako pogrobowcy Irlandii brytyjskiej, zajmowali wprawdzie ze względu na swoją pozycję społeczną i ekonomiczną znaczące miejsce w życiu kraju, ale zmuszeni byli do funkcjonowania w ramach porządku, który zdefiniowany był według wskazań katolickiej hierarchii kościelnej – wystarczy wspomnieć likwidację brytyjskiego ustawodawstwa rozwodowego (1925), wprowadzenie cenzury (1929), kryminalizację importu, sprzedaży i reklamy środków antykoncepcyjnych (1935) czy wreszcie odrzucenie, wskutek motywowanego dążeniem do ochrony suwerenności rodziny sprzeciwu biskupów, planów wprowadzenia państwowego systemu opieki zdrowotnej nad matką i dzieckiem (1950-51).

Dyspensa na studiowanie
W takiej właśnie Irlandii, w niewielkim miasteczku Ballina, leżącym w hrabstwie Mayo na zachodnim wybrzeżu, wzrastała urodzona 21 maja 1944 r. Mary Bourke. Będąc córką dość zamożnego małżeństwa lekarzy (jej matka, w myśl niepisanych, ale jakże charakterystycznych dla Irlandii połowy wieku reguł, po ślubie zaprzestała pracy, oddając się prowadzeniu domu i wychowaniu pięciorga dzieci), późniejsza pani prezydent odebrała wykształcenie znacznie staranniejsze niż większość Irlandek jej pokolenia. Po ukończeniu klasztornej szkoły średniej w Dublinie i rocznym pobycie na pensji dla panien z dobrych domów w Paryżu, podjęła studia prawnicze na najstarszym i najbardziej szanowanym uniwersytecie irlandzkim, dublińskim Trinity College (potrzebowała w tym celu specjalnej dyspensy od biskupa: aż do roku 1970 katolików obowiązywał wprowadzony przez hierarchię zakaz studiowania w tej uczelni, postrzeganej ze względu na swą historię i etos jako niebezpieczne dla irlandzkich wartości siedlisko protestantyzmu). Po ukończeniu studiów (1967), oraz po rocznym pobycie na Uniwersytecie Harvarda, wróciła do Dublina, gdzie rozpoczęła praktykę adwokacką, łącząc ją z przeznaczoną dla młodych i dobrze zapowiadających się prawników półetatową posadą profesorską w zakresie prawa karnego i konstytucyjnego w macierzystej uczelni.
To właśnie Trinity College stał się dla Mary Bourke odskocznią do kariery w życiu publicznym: latem 1969 została wybrana, w głosowaniu absolwentów uczelni, na jednego z jej reprezentantów w Senacie Republiki (w myśl konstytucji, senatorowie wybierani są nie w wyborach powszechnych, ale jako reprezentanci różnych środowisk zawodowych, gospodarczych i twórczych; są również senatorowie nominowani przez premiera). Wybrana jako kandydat niezależny, Mary Bourke – a od zamążpójścia w 1970 r., Mary Robinson – zasiadała w izbie wyższej przez 20 lat, stając się stopniowo jedną z najbardziej znanych postaci życia politycznego kraju. Stało się to pomimo faktu, że nie była i nie jest politykiem w ścisłym tego słowa znaczeniu: przez większość życia nie była związana z żadną partią, a jej praca parlamentarna i udział w życiu publicznym ogniskowały się nie tyle wokół walki o władzę czy jej bezpośredniego sprawowania (ani razu nie sprawowała funkcji rządowej), ale wokół konkretnych ludzkich problemów, z którymi spotykała się w praktyce prawnej.

Konstytucja przeciw ustawie
Jeśli bowiem było – i jest – coś, co charakteryzuje działalność Mary Robinson, to dążenie do obrony praw jednostki przeciwko narzucanym przez systemy polityczne i prawne ograniczeniom, naruszającym powszechnie przez społeczność międzynarodową uznane prawa człowieka.
W Irlandii lat 70. i 80. polem do działania była oczywiście sfera prawa rodzinnego – obszar, w którym prawo państwowe miało de facto charakter konfesyjny. Pierwsze propozycje legislacyjne pani Robinson dotyczyły sprawy dostępu do antykoncepcji – pomimo oporu środowisk konserwatywnych, które początkowo doprowadziły do odrzucenia przygotowanych przez nią projektów zmiany istniejącego ustawodawstwa, kampania na rzecz legalizacji antykoncepcji przyniosła efekty. Skuteczną drogą do liberalizacji okazało się sądowe zbadanie zgodności istniejącego prawa z konstytucją: argumentacja pani senator, oparta na tezie, że zakaz sprowadzania przez osoby prywatne środków antykoncepcyjnych narusza ich prawo do prywatności życia osobistego i małżeńskiego, doprowadziła do uznania niekonstytucyjności odnośnego fragmentu ustawy z roku 1935, co utorowało drogę do uchwalenia, w roku 1979, znacznie bardziej liberalnego prawa.
Ten model postępowania stał się charakterystyczny dla Mary Robinson: w przyszłości miała ona wielokrotnie kwestionować zgodność istniejącego ustawodawstwa z przepisami wyższego rzędu – czy to z konstytucją, czy to z nadrzędnym wobec ustawodawstwa krajowego prawem Wspólnoty Europejskiej; stwierdzenie naruszenia przez ustawodawstwo konstytucyjnie czy wspólnotowo gwarantowanych praw czy wolności obywatelskich wymuszało na legislatywie konieczność wprowadzania modyfikacji. Tak było np. z zagwarantowaniem prawa do adopcji małżeństwom mieszanym wyznaniowo (1976), co musiało dla Mary Robinson, katoliczki zamężnej z protestantem, mieć znaczący wymiar osobisty, czy też z trwającą kilkanaście lat kampanią na rzecz dekryminalizacji aktywności homoseksualnej (1993). Metoda okazała się skuteczna również w kwestii zagwarantowania kobietom prawa do zasiadania w ławach przysięgłych czy też zapewnienia obywatelom prawa do bezpłatnej pomocy prawnej w postępowaniu cywilnym.

Kobieta prezydentem
Nie we wszystkich sprawach podejmowanych przez Mary Robinson jej działania przynosiły oczekiwane skutki: tak było np. w roku 1983, gdy sprzeciwiała się poddanej pod referendum poprawce do konstytucji, mającej na celu zaostrzenie konstytucyjnego zakazu przerywania ciąży, czy też w roku 1986, gdy społeczeństwo, również w referendum, odrzuciło propozycję legalizacji rozwodów. Nie zawsze też jej stanowisko dawało się pogodzić z oficjalną linią Partii Pracy, do której wstąpiła w 1976 r.: gdy w roku 1985 koalicyjny rząd z udziałem labourzystów podpisał z konserwatywnym rządem Margaret Thatcher, bez konsultacji z mieszkańcami Irlandii Północnej, porozumienie dające Dublinowi prawo do ingerencji w wewnętrzne sprawy sześciu hrabstw, Mary Robinson zrezygnowała z członkostwa w partii. Decyzję motywowała niemożnością zaakceptowania rozwiązania, które pomijało w procesie decyzyjnym przedstawicieli mieszkańców prowincji i ignorowało wyrażaną przez większość z nich wolę utrzymania odrębności politycznej obu części Zielonej Wyspy.
Odejście z Partii Pracy potwierdziło niezależność i wierność ideałom praworządności, które zyskały Mary Robinson szacunek i poważanie nawet wśród przeciwników politycznych: gdy w roku 1989 zrezygnowała z fotela senatorskiego, w komentarzach dominowało uznanie dla jej osiągnięć, a przede wszystkim dla sumienności i prawości, z jaką przez 20 lat sprawowała swój mandat. Z perspektywy czasu nie wydaje się zatem dziwne, że to jej właśnie na wiosnę 1990 Partia Pracy zaproponowała kandydowanie na prezydenta.
Zadanie, które stało przed Mary Robinson, było niezwykle trudne – była nie tylko lewicowym prawnikiem, głoszącym zasady liberalizmu w konserwatywnym i formalnie przynajmniej głęboko religijnym społeczeństwie, ale przede wszystkim kobietą starającą się o objęcie najwyższego stanowiska w całkowicie nieomal zmaskulinizowanym establishmencie Republiki Irlandii. Droga do sukcesu mogła być tylko jedna: skuteczna kampania wyborcza, która potrafiłaby przeciwstawić się stereotypom i przyciągnąć do obozu Mary Robinson ludzi, którzy niekoniecznie nawet zgadzając się z wszystkimi jej poglądami głosowaliby na jej prawość, wierność sobie i przywiązanie do fundamentalnych zasad demokracji i humanitaryzmu.
Gdy 7 listopada 1990 roku mieszkańcy Irlandii poszli do urn, okazało się, że Mary Robinson zdobyła 53,2 % głosów. Jej zwycięstwo miało dla wielu, zwłaszcza dla kobiet i dla ludzi lewicy, znaczenie nieledwie symboliczne. Choć w myśl konstytucji Republiki Irlandii uprawnienia prezydenta są ograniczone, a faktyczna władza spoczywa w rękach premiera i rządu, to obecność na stanowisku głowy państwa osoby jednoznacznie identyfikowanej z nową, młodą, liberalną Irlandią w znacznym stopniu doprowadziła do zmiany w samoświadomości Irlandczyków, a także w percepcji ich kraju na arenie międzynarodowej: popularne wyobrażenie Irlandii jako kraju popijających w wiejskich pubach rolników zastąpiła w latach 90. wizja zurbanizowanej, dynamicznej Irlandii młodych, otwartych na świat mężczyzn i kobiet – informatyków, muzyków, naukowców.

Znów prawa człowieka
Ukształtowany przez Mary Robinson model prezydentury potwierdził słuszność oczekiwań jej zwolenników: w latach 1990-97 proces liberalizacji trwał nadal, znajdując odzwierciedlenie w częściowym rozluźnieniu ustawodawstwa antyaborcyjnego (1992) i w zniesieniu konstytucyjnego zakazu rozwodów (1995). Ważne miejsce w trudnych stosunkach irlandzko-brytyjskich zajęły dwa spotkania z królową Elżbietą II (1993, 1996), a także liczne wizyty w Irlandii Północnej, gdzie pani prezydent potrafiła taktownie manewrować pomiędzy dwiema niezmiernie wrażliwymi na symboliczne gesty społecznościami – aczkolwiek nie uniknęła zarzutów, wymieniając w roku 1993 uścisk dłoni z przywódcą powiązanej z terrorystami partii Sinn Fein, Gerrym Adamsem. Dzięki wizytom Mary Robinson we wszystkich niemal rejonach świata Republika umocniła swą rolę jako neutralnego politycznie, ale aktywnego organizacyjnie i w miarę możności finansowo uczestnika światowego ruchu pokojowego i humanitarnego, realizowanego głównie pod egidą ONZ – symboliczne w tym kontekście znaczenie miała pełna dramatyzmu wizyta pani prezydent w zniszczonej wojną domową Somalii (1992).
Właśnie zaangażowanie w pracę humanitarną wyznaczyło obszar jej działalności po ustąpieniu z urzędu prezydenta – we wrześniu 1997 Mary Robinson wyjechała do Genewy, gdzie objęła stanowisko wysokiego komisarza ONZ ds. praw człowieka. Przez pięć lat sprawowania tej funkcji wielokrotnie zwracała uwagę świata na fakty nieprzestrzegania zasad humanitaryzmu, czy to przez niedemokratyczne rządy Chin i Indonezji, czy to w trakcie konfliktów wojennych na Kaukazie (jej zainteresowanie Czeczenią stało się przedmiotem krytyki Rosji), Bałkanach, Bliskim i Środkowym Wschodzie. Jak zawsze pozostawała w swych sądach niezależna: o wierności wyznawanym przez siebie wartościom nawet za cenę posady świadczyć może krytyka rządu Stanów Zjednoczonych za postępowanie wobec zatrzymanych w Afganistanie i więzionych w bazie wojskowej Guantanamo na Kubie zwolenników obalonego reżimu talibów – w dużym stopniu takie właśnie stanowisko Mary Robinson spowodowało, że ONZ, pod naciskiem Waszyngtonu, nie przedłużyła jej mandatu we wrześniu 2002 roku.
Dziś Mary Robinson nie pełni żadnych funkcji państwowych czy międzynarodowych – czy jednak pozostanie tak na długo? Jest przecież w sile wieku, znana na całym świecie, w kraju bije rekordy popularności – trudno sobie wyobrażać, by ograniczyła się tylko do kierowania założoną przez siebie w Nowym Jorku Ethical Globalization Initiative, niewielką organizacją zajmującą się prawami człowieka w kontekście globalizacji, w szczególności w zawsze bliskiej jej sercu Afryce. Nazwisko Mary Robinson zeszło wprawdzie z pierwszych stron gazet – ale z pewnością nieraz jeszcze je tam zobaczymy.

Jan Paweł Jędrzejewski od 1993 roku wykłada literaturę angielską i porównawczą na Uniwersytecie Coleraine (hrabstwo Londonderry, Irlandia Północna).

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl