adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 

Finlandia

Irlandia
„TP” nr 11/2003


  Tygodnik Powszechny

  Felietony

  Tematy miesiąca

STAŁE DODATKI

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Ukradzione pochodzenie

Wojciech Gogoliński

„Unia dla Ciebie”
Wersja do druku
Napisz komentarz

Prawda jest okrutna: okres największej chwały irlandzka whiskey ma już za sobą. Całość jej produkcji jest wielokrotnie mniejsza od wyrobów pierwszej lepszej szkockiej destylarni. Czasy, kiedy whiskey była najlepiej sprzedawanym trunkiem na świecie, znanym od Rosji po Indie i uwielbianym na królewskich dworach, pewnie już nie wrócą. A było to zaledwie niecałe sto lat temu.

Jeśli w co bardziej obiektywnych źródłach brytyjskich można spotkać dywagacje lub choćby cień wątpliwości co do szkockiego pochodzenia trunku, to wszystkie irlandzkie dokumenty brzmią jednoznacznie: whisky jest nasza! Jej początki sięgają czasów chrystianizacji Irlandii. Choć brak dokładnych danych, przypuszcza się, że sztuki destylacji nauczyli się Irlandczycy od chrześcijańskich mnichów-misjonarzy, którzy pojawili się na wyspie około VI w.
W roku 1170 oficjalną wizytę na wyspie złożyli angielscy żołnierze króla Henryka II. Wizyta była niezapowiedziana i – rzec by można – mało kurtuazyjna. Anglikom jednak wyspa spodobała się do tego stopnia, że postanowili wracać tam częściej, co też czynili przez następne kilkaset lat. Już w czasie pierwszego pobytu najeźdźcom przypadł do gustu miejscowy napitek, który poznali – jak wynika z dokumentów – wcześniej niż szkocki. Pierwszy oficjalny zapis o whiskey pochodzi z roku 1276, kiedy zanotowano, iż sir Thomas Savage z Bushmills (hrabstwo Antrim, w dzisiejszej Irlandii Północnej), łykiem własnego samogonu dodawał odwagi żołnierzom idącym na wojnę.
Nowy trunek – podobnie jak w całej Europie – określano początkowo nazwą „woda życia” (łac. aqua vitae), czyli w irlandzkiej wersji języka celtyckiego uisce beathadh. Anglicy nigdy nie byli w stanie nauczyć się tej prostej nazwy i po wielu próbach skończyło się na whisky. Irlandczykom udało się zachować przynajmniej „e” (whiskey) i nie jest to jedyna rzecz, która odróżnia oba trunki.
Określenie „woda życia” miało wówczas dużo więcej wspólnego z faktycznym przeznaczeniem trunku niż się przypuszcza. Ówcześni mieszkańcy Europy i Irlandii, z powodu niemożności odpowiedniego przechowywania żywności, spożywali często potrawy, które uznalibyśmy za nieświeże. W wielu wypadkach kończyło się niestrawnością, a niekiedy nawet – śmiercią konsumentów.
Nie ma co kryć, że niektórzy bardzo poważnie podchodzili do higienicznych zalet whiskey. Świadczy o tym choćby zapis z 1490 r., mówiący o pewnym przyjęciu, które odbyło się w Dundabheann, w pobliżu wspomnianego już Bushmills. Po całonocnym „odkażaniu” kilku panów doszło do wniosku, że na nich już czas, po czym chyżo wskoczyło do powozu, by udać się do rodzinnego Louth, położonego na wschodnim wybrzeżu. Po przebudzeniu wszystko się zgadzało: i zielone wzgórza, i szum morza w oddali (oraz w głowie), i nawet miejskie zabudowania. Nie zgadzała się tylko nazwa miasta, Limerick, i – co znacznie przykrzejsze – jego położenie, na przeciwległym brzegu wyspy.
Od XIII w. irlandzka whiskey rozpoczyna triumfalny pochód przez świat. Przyczyn tego niezwykłego powodzenia należy szukać zarówno w wyjątkowej – jak na owe czasy – czystości trunku, modzie, i – również wyjątkowej i nie mniej ważnej – stabilności dostaw. Stosunki pomiędzy Imperium a Francją były często chłodne, a dostawy win i koniaku nieregularne. Tymczasem Irlandia była „własna”, a tamtejszy trunek niezgorszy.
Do smakoszy whiskey zaliczano królową Elżbietę I, jej faworyta – żeglarza, rozbójnika i poetę, który smutno skończył w Tower – sir Waltera Raleigha oraz cara Rosji Piotra I. Ten ostatni zasłynął powiedzeniem, że z wszystkich win irlandzki trunek jest najlepszy.
W roku 1750 dr Samuel Johnson dał w swoim leksykonie dość dokładny, naukowy opis wyrobu whiskey irlandzkiej (który niemal nie uległ zmianie do dziś). Inaczej niż w Szkocji, słód używany do wyrobu trunku jest suszony w piecach elektrycznych, bez bezpośredniego kontaktu z dymem, co pozbawia przyszłą whiskey charakterystycznego dla szkockiej, dymno-torfowego aromatu. Whiskey irlandzka jest trzykrotnie destylowana w miedzianych alembikach (w Szkocji 2 razy). Irlandzkie aparaty destylacyjne, bardzo podobne do szkockich, są z reguły znacznie większe. Zabytkowy już, największy na świecie alembik – o pojemności 33 tys. galonów (1485 hl) – znajduje się w gorzelni w Midleton.
Na początku ub. wieku ponad 160 irlandzkich gorzelni pracowało pełną parą, produkując ponad 400 gatunków whiskey. Po odzyskaniu niepodległości nastąpił jednak podział kraju (i firm gorzelniczych), wojna handlowa z Wielką Brytanią i utrata największego rynku zbytu – państw Imperium Brytyjskiego. Do tego doszła prohibicja w USA. W ciągu kilku lat irlandzcy producenci zostali pozbawieni możliwości sprzedaży swych wyrobów na wszystkich najważniejszych rynkach. Miejsce irlandzkiej whiskey ostatecznie zajęły produkty szkockie, a symbolem Zielonej Wyspy stało się raczej piwo guiness.
Dziś Irlandczycy robią wszystko, by to zmienić, coraz częściej z powodzeniem.

Wojciech Gogoliński jest redaktorem naczelnym „Magazynu WINO”.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny