adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Hiszpania

Hiszpania
„TP” nr 18/2003


  Tygodnik Powszechny

  Felietony

  Tematy miesiąca

STAŁE DODATKI

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Moja Hiszpania

Radość i mrok

Piotr Dumała

„Unia dla Ciebie”
Wersja do druku
Napisz komentarz

Pierwsze wspomnienia z Hiszpanii to podróż pociągiem z Madrytu do Huesca i zachwyt krajobrazem, który sunął za oknem jak niezwykły film. Festiwal w Huesca odwiedziłem chyba trzykrotnie, moje filmy dostawały tam nagrody, byłem członkiem jury. Pepe, dyrektor festiwalu, pałał jakąś szczególną sympatią do Polaków. W trakcie dni festiwalowych zawsze organizowano wycieczkę autokarem do górskich miejscowości w Pirenejach. Nie mając nawyku fotografowania, ze łzami w oczach opisywałem piękno krajobrazów niczym ze szkiców Breugla, za plecami mając tchnące wielosetletnią historią wnętrza maleńkich kamiennych sanktuariów ze skrzypiącymi schodkami na dzwonnice i zeschniętymi relikwiami świętych za szybką drewnianej szkatułki. Wycieczki i niezliczone przyjęcia rysowały w mej wyobraźni obraz natury Hiszpanów. Miłość do zabawy i gdzieś w głębi duszy mrok i mistycyzm wprost ze średniowiecza. Niebywały zmysł piękna w architekturze. Niezrozumiały pociąg do komunizmu. Pamiętam powtarzające się śmieszne spory z kelnerem-komunistą w San Juan de la Peńa.
Wielokrotnie byłem i mieszkałem w Madrycie. Częste piesze wędrówki dały mi niezrównany obraz tego miasta pełnego chłodnego cienia między rzędami rzeźbionych kamienic. Małe sklepiki, hale targowe, rzeźnicy i sprzedawcy ryb radośnie zachwalający swój towar. Doskonale sery, wielkie wędzone szynki, wino, zapach mielonej kawy. Ulice pełne ludzi o dwunastej wieczór. Gwarne bary i restauracje. Trwający do późnej nocy koncert José Menese, słynnego śpiewaka flamenco, w amfiteatrze pod gołym niebem. Chyba nie ma innej muzyki tak mocno działającej na moje zmysły, może portugalskie fado. W ciągu dnia cisza, większość barów i sklepów zamknięta w porze sjesty. Upał. Hiszpania zawsze była hojna dla mnie i kusząca z jednej strony światłem i nieporównywalną radością życia, z drugiej tajemnicą i mrokiem. Trawiona potwornym upałem lub spływająca strumieniami deszczu. Czerwona ziemia z zielonymi smużkami. Wzgórza pokryte tysiącami drzewek oliwnych lub dębów korkowych. Białe puebla na stokach. Kamienne mury otaczające nawet maleńkie miasteczka. Wspaniałe drogi i autostrady. Areny walk byków dziwnie opustoszałe po skończonych walkach. Starożytny most i arabska świątynia w Córdobie. Bocianie gniazda na fasadach kościołów i ton fletu ulicznego muzykanta nocą w Caseres. Ziemia Hurdów i średniowieczno ciasne miasteczko Alberca, wspomnienie wstrząsającego filmu dokumentalnego Luisa Buńuela "Tierra sin pan". Madrycka wystawa "Młody Dalí", która uświadomiła mi wielki talent tego malarza, potem częściowo zagubiony mimo sławy. Muzeum Prado pełne wspaniałych obrazów Goyi, El Greco, Velázqueza, Ribery.
Ostatnia podróż ostatniej jesieni. Polska retrospektywa filmowa w Valladolid, z której urwaliśmy się z moim przyjacielem Piotrem Jaxą, wspaniałym fotografikiem, by po przejechaniu samochodem około czterystu kilometrów znaleźć się w deszczowej Galicji. Jechaliśmy odtąd przez następny dzień wzdłuż wybrzeża atlantyckiego aż do niesamowitej miejscowości Fisterra, która wydawała się być końcem świata. Wielka skalista góra znikała we mgle. Jej skrajem, nad głęboką przepaścią, wiodła wąska droga. Widzieliśmy może na dziesięć metrów przed sobą. Był ciemniejący wieczór w dzień zaduszny. Z dołu, spoza krawędzi urwiska dochodził łoskot fal Atlantyku. Zatrzymaliśmy samochód. Rozległ się głuchy ryk syreny ostrzegającej statki we mgle. Jakby gdzieś z głębi ziemi, która zadrżała. Pomyślałem o śmiałkach z czasów Kolumba i Magellana, wyruszających na swych małych drewnianych żaglowcach w ciemną otchłań oceanu w poszukiwaniu Ameryki. Ich odwaga lub żądza przygody i zysków musiała graniczyć i z szaleństwem, i z cudem. Końcem mojej podróży było Santiago de Compostela, gdzie w strugach deszczu sczerniała gigantyczna katedra i wąskie uliczki starego miasta zatrzymały się w czasie. Mnich-karzeł w długiej do ziemi, czarnej szacie umykał pod wielkim parasolem przez aparatem Piotra.

Piotr Dumała jest animatorem, reżyserem, scenografem, grafikiem, prozaikiem. Był wielokrotnie nagradzany na filmowych festiwalach krajowych i zagranicznych. Zrealizował m. in. "Łagodną", "Ściany", "Wolność nogi", "Franza Kafkę", "Zbrodnię i karę". Za "Kafkę" dostał Grand Prix na festiwalach w Espinho i Zagrzebiu, a za "Ściany" na festiwalu w Krakowie. "Kafka" otrzymał też tytuł najlepszego filmu animowanego Europy 1991/92 na festiwalu "Madryt - Stolica Kulturalna Europy". Opublikował też zbiór opowiadań "Gra w żyletki" (Wyd. Małe 2000).


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny