adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Hiszpania

Hiszpania
„TP” nr 18/2003


  Tygodnik Powszechny

  Felietony

  Tematy miesiąca

STAŁE DODATKI

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Muzyka w Hiszpanii, Hiszpania w muzyce

Ognisty taniec miłości

Tomasz Cyz

„Unia dla Ciebie”
Wersja do druku
Napisz komentarz

Paradoksem jest, że najbardziej chyba znane dzieła z kręgu muzyki hiszpańskiej napisane zostały rękami nie -Hiszpanów. Oto choćby słynne fragmenty z I aktu opery "Carmen" Bizeta (1875): habańera "L'amour est un oiseau rebelle" czy seguidilla "Prés des remparts de Séville". Podobno Bizet zapytany, czy nie chciałby odbyć poznawczej podróży po Hiszpanii, odpowiedział krótko: "To by mi tylko przeszkadzało".


Ale trzy fragmenty mają niewątpliwie iberyjski rodowód: autorem melodii habańery był popularny kompozytor Sebastián de Yradier, podstawą śpiewu Carmen podczas uwodzenia Zunigi stała się jedna z hiszpańskich pieśni, wreszcie wprowadzająca pieśń do IV aktu przerobiona została z ludowej melodii.
I dalej: czteroczęściowa "Rapsodia hiszpańska" Ravela (1907) - z nostalgiczną "Habańerą" na trzecim miejscu (ciekawe, za czym tęsknił poprzez tę muzykę Ravel, Bask przecież…), pięknym "Prélude ŕ la nuit", które zdaje się oddawać nastrój znużenia upalnym południowym słońcem, malować zapach nocy - ciągle gorącej i drżącej; także jego jeszcze słynniejsze "Bolero" (1927). Wreszcie o sto lat wcześniejsze - pochodzące z 1823 r. - "Bolero C-dur" op. 19 na fortepian Fryderyka Chopina, w którym zachwycony Schumann usłyszał "kompozycję delikatną, przepojoną miłością, obraz pełen południowego żaru i wstydliwości, oddania się i nieśmiałości".
A wspomniany paradoks stanie się jeszcze jaskrawszy, gdy uświadomimy sobie, że hiszpańska kultura muzyczna należy do najstarszych w Europie...

*


Korzenie hiszpańskiej muzyki sięgają wczesnego średniowiecza: chrystianizacja w IV w. dała początek śpiewowi liturgicznemu zwanemu wizygockim, na przełomie VI i VII stulecia w Sewilli działał św. Izydor; arabska ekspansja (VIII-XI wiek) wniosła elementy orientalne i przeobrażenie śpiewu wizygockiego w chorał zwany mozarabskim. Wreszcie w XII w. Hiszpania, obok Francji, stała się najważniejszym ośrodkiem rozwoju polifonii (z tego okresu datowany jest zbiór ok. dwudziestu polifonicznych organum "Codex Calixtinus" z klasztoru Santiago de Compostela). Mniej więcej w tym samym czasie powstają cantigas: liryczne jednogłosowe pieśni wędrownych juglares (żonglerów), trubadurów, pisane najczęściej w języku galicyjsko-portugalskim, niekiedy po prowansalsku. Znane są ich trzy rodzaje: cantigas de amor (wyrażające pochwałę ukochanej), cantigas de amigo (oddające tęsknotę dziewczyny za ukochanym) oraz cantigas de escamino e maldizer (satyryczne). Wśród zachowanych utworów wyróżnia się szczególnie "Cantigas de Santa María": zbiór 427 hymnów maryjnych, częściowo napisanych przez króla Alfonsa X "Mądrego" (1221- -1284) - splot mozarabskiego chorału, łacińskich motetów i elementów hiszpańskiego folkloru. Całość posiada niezwykle systematyczny układ, każda pieśń opowiada o jednym cudzie, co dziesiąta napisana jest na ogólny temat. Ten niesłychanie piękny zbiór określany jest mianem największego zabytku muzyki średniowiecza; także dlatego, iż są to pierwsze utwory o tak ścisłej i ustalonej formie, a krótkie repetycyjne frazy tworzą fantastyczny taneczny charakter.
Rozwijają się także inne formy pieśni świeckiej, jak choćby romanza czy villancico (ta ostatnia staje się najbardziej charakterystyczną i oryginalną formą XVI-wiecznej pieśni hiszpańskiej). Znani są wreszcie pierwsi kompozytorzy: piszący muzykę organową Cristobal de Morales (1500-1553), Antonio de Cabezón (1510- -1566) czy Tomás Luis da Victoria (1548-1611). W połowie XVII stulecia powstaje jedna z najbardziej typowych hiszpańskich form - zarzuela, czyli sceniczno-muzyczny, jedno- lub dwuaktowy singspiel z elementami ludowymi (z którego po 1750 roku wykształciły się bardziej popularne formy teatru lirycznego: tonadilla i sainete). Nazwa pochodzi od słowa "zarzel" ("krzak malin"): w lesistych okolicach Madrytu król Filip IV zbudował bowiem zamek, który nazwał La Zarzuela; służył jako schronienie podczas polowań, a dla uprzyjemnienia pobytu zapraszano tam ze stolicy komediantów, którzy dawali barwne przedstawienia z muzyką. Zarzuela posiada sceny mówione, tańczone i śpiewane; jednym z najwybitniejszych twórców był Pedro Calderón de la Barca, a pierwszą zachowaną w całości zarzuelą jest "El Laurel de Apolo" z 1658 r. z muzyką Juana de Hidalgo. XVIII stulecie przynosi silne wpływy włoskie (nadwornym śpiewakiem Filipa V był przecież Farinelli), niezwykle popularna staje się opera neapolitańska. Wreszcie XIX wiek budzi narodowość: w 1830 r. powstaje w Madrycie konserwatorium, w 1850 - Teatro Reál, w 1866 - towarzystwo koncertowe. Renesans przeżywa także zarzuela, rozpoczynają się prace nad muzyką dawną oraz dokumentowaniem hiszpańskiego folkloru, w czym ważną role odgrywają przede wszystkim Francisco Asenjo Barbieri oraz Felipe Pedrell. Kompozytorzy - Isaac Albéniz (choćby w suicie "Iberia" na fortepian, poemacie "Catalonia") oraz Enrique y Campińa Granados (opera "Goyescas", "Danzas espańolas" na fortepian) - inspirują się muzyką ludową, sięgają także do gatunku zarzueli. Ale najważniejszym i najwybitniejszym kompozytorem hiszpańskim ostatnich lat jest oczywiście Manuel de Falla (1876- -1946).

*


De Falla pierwsze nauki pobierał u matki, która zaszczepiła w nim miłość do muzyki Chopina (nota bene nie wystawiona nigdy opera de Falli "El feugo fato" zbudowana została w całości na chopinowskich tematach, a jednym z ostatnich dzieł kompozytora było opracowanie "Ballady f-moll" polskiego kompozytora... na chór). Największy jednak wpływ wywarł na niego badacz dawnej muzyki hiszpańskiej Felipe Pedrell. De Falla zaczyna zbierać melodie andaluzyjskiego folkloru, które - choć nie cytowane dosłownie (może prócz utrzymanego w werystycznym puccinowskim stylu dramatu muzycznego "La vida breve") - stanowią często nie tylko melodyczne podstawy, ale współdecydują też o specyficznym harmonicznym kolorycie czy instrumentarium (kastaniety, gitara).
W 1927 r. de Falla rozpoczyna szkice do wielkiego oratorium scenicznego według tekstu katalońskiego poety Verdaguery, mówiącego o mitycznych początkach cywilizacji iberyjskiej aż do odkrycia Ameryki. "La Atlŕntida" - bo taki nosi tytuł - nie została jednak przez kompozytora ukończona (dzieło zebrał i uporządkował Ernesto Hallfter, a wykonane zostało w 30. rocznicę śmierci de Falli). Ciekawostką jest fakt, że "Koncert na klawesyn" z 1926 r. zamówiła wybitna polska klawesynistka Wanda Landowska (pierwsza część nosi znamiona kastylijskie, druga - starohiszpańskie). Landowska uczestniczyła także w prawykonaniu muzyczno-scenicznych "Kukiełek mistrza Piotra" (1923) - adaptacji epizodu z "Don Kichota" Cervantesa. Wśród gości prapremiery znaleźli się Paul Valéry, Pablo Picasso, Igor Strawiński, Federico Garcěa Lorca; sam kompozytor poprowadził założoną właśnie przez Lorkę Orquestra bética de cámara.
Fabułę do libretta baletu "Miłosne czary" ("El amor brujo", 1915) de Falla zaczerpnął z cygańskiej legendy, a altową wokalną partię pisał dla cygańskiej śpiewaczki i tancerki Pastory Imperio; w "Trójgraniastym kapeluszu" (1917) sięgnął do ludowej opowieści z Andaluzji, tło zaś dla opery "Krótkie życie" stanowi Granada. Kompozytor kontynuował więc niejako ideę narodowej szkoły hiszpańskiej, wtapiając podstawowe cechy muzycznego folkloru w swój pełen surowego emocjonalizmu język. Specyficzny klimat brzmieniowy (harmoniczny i instrumentalny) jego dzieła zawdzięczają także skrzyżowaniu rodzimości ze współczesnymi elementami muzyki francuskiej. Niezwykłe są choćby "Noches en los gardines de Espańa" (1916) - trzy oryginalne i osobliwie przestrzenne podróże po Granadzie i Alhambrze, formalnie niemal koncert na fortepian i orkiestrę. W pisanej na zamówienie Artura Rubinsteina kąśliwej i rytmicznej "Fantasia Baetica" (1919) pobrzmiewa atmosfera Andaluzji, podobnie w "Miłosnych czarach" ("Rytualny taniec ognisty" mógłby z pewnością znaleźć się na liście hiszpańskich highlights...), wreszcie w "El sombrero de tres picos" odnajdziemy całą paletę rodzimych tańców: fandango, seguidilla, farruca, jota...

*


Niewątpliwie Hiszpanom przyrodzone jest słowo "fiesta". Ale może jeszcze ważniejszy jest wyrażający święto, święty dzień czy radość - taniec. Głównych tańców jest kilka. Jednym z pierwszych była seguidilla, ludowy taniec mauretańskiego być może pochodzenia, od XVI wieku stale obecny w Andaluzji, Kastylii czy La Manchy, dla którego charakterystyczne są ruchy ramion z kastanietami w górę oraz towarzyszenie gitary. Dalej ekspresyjne fandango, które wywodzi się z południowoamerykańskiej tanecznej piosenki, w XVIII wieku rozpowszechnione w Andaluzji; tańczone w umiarkowanym tempie przez solową parę tancerzy, z towarzyszeniem gitary i kastanietów, przeplatane śpiewanymi kupletami (fandango znajdziemy choćby w baletowym fragmencie "Don Juana" Glucka, także w "Weselu Figara" Mozarta czy w finale "Kaprysu hiszpańskiego" Rimskiego-Korsakowa). Najpopularniejsze jest bolero, mające swoje korzenie w seguidilli. Składa się z dwu powtarzających się części i tria; partie instrumentalne i wokalne przeplatają się, tancerz wybija rytm kastanietami. Niezwykła popularność bolera na przełomie XVIII i XIX wieku przyniosła szczególnie zainteresowanie operowych kompozytorów ("Wolny strzelec" Webera, "Czarne domino" czy "Niema z Portici" Aubera, "Benvenuto Cellini" Belliniego, "Nieszpory sycylijskie" Verdiego). Niezaprzeczalny jest też związek z muzyką hiszpańskich Cyganów tańca i śpiewu flamenco; pulsującego ogniem, energią, namiętnością, wykonywanego z towarzyszeniem gitary i kastanietów z charakterystycznym ostinatem o ostro szarpanych dźwiękach. Habańera wreszcie powstała w połowie XIX stulecia, a od 1900 r. stała się popularnym tańcem towarzyskim.
Nie ma się więc co dziwić, dlaczego tak pięknie o tańcu ("Flamenco", "Tango") i poprzez taniec ("Carmen") wypowiadał się hiszpański reżyser Carlos Saura. A Saura w 1986 r. sfilmował przecież "El amor brujo" według opery de Falli...

*


Listę highlights mogłoby równie dobrze otworzyć pochodzące z 1939 r., hiszpańskie w całości, "Adagio" z "Concierto de Aranjuez" Joaquína Rodrigo (1901- -1999): pełne tragicznych przeczuć, nasycone dramatem i głęboką melancholią (niewidomy od trzeciego roku życia kompozytor tą muzyką rozpacza po zmarłym tuż po urodzeniu pierwszym dziecku), ale niepozbawione wirtuozowskich fragmentów i technicznych trudności, przez co podnoszące jednostkowe i intymne cierpienie do uniwersalnego wymiaru. Jak mówił wirtuoz klasycznej gitary Pepe Romero: ta muzyka "jest jak cichy płacz, który staje się płaczem wewnątrz. I ten wewnętrzny szloch szuka Boga".
Ale w tym krótkim szkicu nie może zabraknąć nazwisk kilku wykonawczych sław. Przede wszystkim zmarłego przed 20 laty (22 października) wielkiego wiolonczelisty Pablo Casalsa; także wybitnych i słynnych śpiewaków - jak Montserrat Caballé, Plácido Domingo czy José Carreras, gitarzystów (Andrés Segovia, Paco de Lucía, Pepe Romero). Wreszcie wydobywającego z otchłani ciszy klejnoty dawnej muzyki (nie tylko hiszpańskiej), gambisty Jordi Savalla. "W Hiszpanii - mówił on w jednym z wywiadów - klasztory i kościoły przechowują prawdziwe skarby, mimo to nie chcą ich udostępniać; nie pozwalają nawet kopiować partytur zapisanych na mikrofilmach!". Pozostaje zatem czekać... Choćby na majowy VI Festiwal Muzyczny Polskiego Radia, podczas którego zespół Opera de Cámara de Madrid wykona zarzuelę. Hola!

Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny