"Tygodnik Powszechny", Nr 18 (2808), 4 maja 2003, http://www.tygodnik.com.pl/unia/hiszpania/hiszpania06.php

Polsko-hiszpańskie paralele w XX wieku

Razem i osobno, goniliśmy Europę
Paweł Machcewicz

Porównywanie historycznego rozwoju Polski i Hiszpanii ma długą tradycję. Ale jak właściwie porównywać historie obu krajów w XX wieku? Czy takie paralele mają w ogóle sens?

Do klasyki polskiej historiografii należy lelewelowska "Paralela historyczna Hiszpanii z Polską w XVI, XVII i XVIII wieku". Joachimowi Lelewelowi chodziło przede wszystkim o pokazanie dróg prowadzących do osłabienia, a następnie upadku dwóch potęg europejskich o zupełnie różnych ustrojach - absolutnej monarchii hiszpańskiej i polskiej demokracji szlacheckiej.

Przestroga i wzorzec

Mniej znany jest hiszpański trop w twórczości Juliusza Słowackiego. W latach 40. kreślił on obraz kraju za Pirenejami jako przestrogi dla Polski, gdyby ta odzyskała wolność - Hiszpanii pogrążonej w chaosie, kolejnych przewrotach, wojnie domowej. Oba XIX-wieczne polsko-hiszpańskie wątki przypomniał niedawno Jan Kieniewicz ("Hiszpania w zwierciadle polskim", Warszawa 2001)
Polsko-hiszpańskie paralele, wydawałoby się, że już dawno zapomniane, odżyły z wielką mocą u schyłku komunizmu. Kazimierz Dziewanowski wskazywał przykład Hiszpanii pod panowaniem Franco jako kraju, który potrafił - w przeciwieństwie do Polski pod rządami komunistów - dokonać udanej modernizacji i poważnie zmniejszyć zapóźnienie w stosunku do najbardziej rozwiniętych państw zachodnioeuropejskich. W trakcie obrad Okrągłego Stołu Adam Michnik stawiał przed Polakami jako wzór hiszpański model demontażu dyktatury - ewolucyjny i pokojowy, oparty na porozumieniu ludzi ancien régime'u i antysystemowej opozycji. Do naśladowania hiszpańskiego modelu nakłaniał także Polaków sam gen. Wojciech Jaruzelski.
W następnych latach Hiszpania wielokrotnie powracała w publicznych dyskusjach. Porównywano obie dyktatury; w głośnych debatach prasowych na temat bilansu PRL (m.in. na łamach "Tygodnika Powszechnego") historycy wskazywali na zbliżony poziom rozwoju gospodarczego obu krajów w latach 30. i narastający w następnych dziesięcioleciach (pod koniec PRL - wręcz lawinowo) dystans na niekorzyść Polaków. Wraz z konkretyzującymi się aspiracjami europejskimi Polski pojawił się też wątek dotyczący drogi Hiszpanii do członkostwa we Wspólnocie Europejskiej. W debatach tych - podobnie zresztą jak w przypadku XIX-wiecznych porównań - występowały obok siebie elementy rzeczywistej wiedzy i trafnych spostrzeżeń, publicystyczne uproszczenia, jak również głosy motywowane politycznie, nie cofające się przed deformowaniem historycznej rzeczywistości.
Jak zatem porównywać Polskę z Hiszpanią w minionym wieku? Czy takie paralele mają w ogóle sens? Niewątpliwie w XX-wiecznych dziejach obu narodów są wspólne doświadczenia, których z kolei brak w historii wielu innych krajów - przede wszystkim bogatej, demokratycznej Europy, w 1947 r. objętej Planem Marshalla, integrującej się stopniowo w europejskich strukturach, korzystającej z politycznej stabilizacji i bezpieczeństwa gwarantowanego przez atlantycką wspólnotę. To, co wspólne, można sprowadzić do kilku najważniejszych problemów i wyzwań.

Na europejskich peryferiach

Oba kraje borykały się z zacofaniem i zapóźnieniem (których korzenie sięgały bardzo głęboko, przynajmniej XVIII w.) w stosunku do tego, co uważano za centrum europejskiej i światowej gospodarki. Elementem wspólnym była też peryferyjność. W przypadku Hiszpanii było to doświadczenie kraju, który ze względu na frankistowską dyktaturę początkowo pogrążony był w izolacji w Europie (przynajmniej do lat 50.), a do samego końca rządów Franco - mimo napływu inwestycji i milionów turystów począwszy od lat 60. - uważany był przez demokratyczne kraje EWG za pariasa Zachodu. Z kolei w komunistycznej Polsce rządzący przekonywali społeczeństwo, że przynależność do bloku radzieckiego nie tylko nie ma nic wspólnego z peryferyjnością, ale oznacza uczestnictwo w nowoczesnej i szybko rozwijającej się wspólnocie, która pod każdym względem wyprzedza lub wkrótce wyprzedzi kraje kapitalistyczne. Jednak większości Polaków nieobce było odczucie odcięcia od europejskiej przestrzeni kulturowej i politycznej, a z czasem - narastającej degradacji i cywilizacyjnego zacofania.
Polacy i Hiszpanie przeżyli na własnej skórze kilka dziesięcioleci istnienia systemów dyktatorskich, które - zwłaszcza u swych początków - odznaczały się znaczną represyjnością. Oba narody stanęły także przed zadaniem demontażu dyktatury i wprowadzenia w jej miejsce instytucji demokratycznych, nieobecnych od kilkudziesięciu lat. Do tych podobieństw trzeba jeszcze dodać żywo występujące i za Pirenejami, i nad Wisłą poczucie ciężkich prób i klęsk, którym oba narody zostały poddane w XX w. Dla Polaków była to hekatomba niemieckiej i sowieckiej okupacji, a następnie niechciany, narzucony reżim, dla Hiszpanów - straszliwa wojna domowa, terror republikański i frankistowski, którego ofiarą padło sto kilkadziesiąt tysięcy ludzi.
Jak zatem Hiszpanie i Polacy poradzili sobie - jeśli nie z takimi samymi - to z porównywalnymi wyzwaniami? Najłatwiejsza jest odpowiedź w kwestii zacofania i zapóźnienia. Prawicowy autorytaryzm w wydaniu Franco dokonał udanej, bezprecedensowej w nowoczesnej historii Hiszpanii modernizacji kraju, znacząco zmniejszając dystans w stosunku do państw, będących dla Hiszpanów wyznacznikiem nowoczesności, czyli przede wszystkim Francji i Wielkiej Brytanii. Warto przy tym zwrócić uwagę, że pierwszych kilkanaście lat frankizmu było w dużej mierze nieudane dla hiszpańskiej gospodarki. Zniszczenia i chaos spowodowane wojną domową, izolacja, na jaką naraził kraj Franco w wyniku wspierania państw "Osi", a przede wszystkim etatystyczna i autarkiczna polityka ekonomiczna lat 40. powodowały, że aż do połowy lat 50. sytuacja gospodarcza Hiszpanii była bardzo trudna, poziom życia niski, a zacofanie w stosunku do krajów objętych Planem Marshalla i integracją w ramach Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali pogłębiało się.

Modernizacja w czasach dyktatury

Choć brak szczegółowych, wiarygodnych danych, można zakładać, że do połowy lat 50., mimo zupełnie różnych modeli rozwoju gospodarczego, Polska i Hiszpania wciąż znajdowały się na porównywalnym poziomie cywilizacyjnym. Zmiana nastąpiła od końca lat 50., gdy w Hiszpanii rozpoczęto liberalizować i otwierać na świat gospodarkę, co w dużej mierze było zasługą katolickiego środowiska "Opus Dei". W latach 60. Hiszpania długo odznaczała się najszybszym w Europie wzrostem dochodu narodowego, w skali światowej ustępując jedynie Japonii. Jak obliczył hiszpański historyk Gabriel Tortella, proporcja dochodu narodowego Hiszpanii per capita w stosunku do połączonego (uśrednionego) dochodu anglo-francuskiego wynosiła: w 1950 r. - 39 proc., 1960 - 44 proc., 1970 - 58 proc., a w 1980 - 62 proc. Tymczasem w polskim przypadku modernizacyjne aspiracje komunistycznej dyktatury zakończyły się w dużym stopniu fiaskiem i ekonomiczną katastrofą (trudno za sukces uznawać likwidację analfabetyzmu - podobnymi osiągnięciami mogły się poszczycić również prawicowe dyktatury Franco czy Salazara, nie wspominając innych krajów europejskich). Porównanie Polski z Hiszpanią jest być może bardziej wymowne niż jakiekolwiek inne. Jak już wspomnieliśmy, w latach 30. dochód narodowy na głowę mieszkańca był w obu krajach zbliżony, w 1989 r. Hiszpanie górowali nad Polakami już pięciokrotnie. Decydujące znaczenie dla powstania tej dysproporcji miało i w jednym, i w drugim przypadku ostatnie kilkanaście lat dyktatury - dla hiszpańskiej gospodarki bardzo korzystne, w Polsce - katastrofalne.
Różnice w bilansie gospodarczym obu krajów dobrze oddają zasadniczą odmienność w typie dyktatur. Frankistowski autorytaryzm, mimo swych etatystycznych zapędów z lat 40., nigdy nie zmierzał do likwidacji prywatnej własności i rynku. Państwo nie występowało w roli regulatora wszystkich procesów gospodarczych ani też nie pretendowało do monopolu ideologicznego, w obrębie którego narzucano by obywatelom jednolite wzorce obejmujące kulturę i życie prywatne. Dużo bardziej totalitarny (nawet po 1956 r.) charakter miały rządy PPR/PZPR. Obóz frankistowski cechował wewnętrzny pluralizm, który wypływał z rzeczywistych i trwałych różnic politycznych i ideowych i miał też odbicie w życiu publicznym. Poszczególne "rodziny" frankizmu (armia, Falanga, monarchiści, politycy bliscy Kościołowi) artykułowały swe poglądy m.in. na łamach tytułów prasowych, sympatyzujących z poszczególnymi środowiskami; miały nieraz potężne wpływy gospodarcze, wpływ na szkolnictwo. Elementy społeczeństwa obywatelskiego - niezależnego od struktur państwowych - zawsze były w Hiszpanii silniejsze niż w Polsce.
Inna fundamentalna różnica to geneza obu dyktatur. Frankizm nigdy nie był przez większość Hiszpanów postrzegany jako system obcy, narzucony i utrzymywany przez zewnętrzne siły. Hiszpania była krajem w pełni suwerennym, samodzielnie wybierającym sojusze, a frankizm zawsze cieszył się poparciem (choć niewątpliwie malejącym pod koniec jego istnienia) znacznej części Hiszpanów. Uosabiał historyczną ciągłość jednej z konkurujących ze sobą jeszcze od XIX w. wizji Hiszpanii: tej tradycjonalistycznej, katolickiej i autorytarnej. Stąd płynęła znacznie głębsza legitymizacja frankizmu w porównaniu z PRL-owskim komunizmem, jak również silne poparcie dla ludzi starego reżimu wyrażone już w pierwszych demokratycznych wyborach w 1977 r.

Transición i Okrągły Stół

Jest prawdą, że hiszpańskie transición i polski demontaż komunizmu rozpoczęty w dobie Okrągłego Stołu miały cechy wspólne, przede wszystkim ewolucyjny przebieg, odgórnie wynegocjowany w drodze porozumienia elit starego systemu i opozycji. Te podobieństwa przesłaniają jednak znacznie poważniejsze różnice. Najbardziej fundamentalna z nich polegała na tym, że transición ograniczała się w gruncie rzeczy do sfery politycznej, podczas gdy Polacy stanęli przed koniecznością rewolucyjnej zmiany całego ładu społeczno-ekonomicznego, a w dalszej kolejności także swojej mentalności, postaw i zachowań. W momencie śmierci Franco, niezależnie od recesji, w której pogrążona była Europa Zachodnia, hiszpańska gospodarka już od co najmniej kilkunastu lat była pewnie zakotwiczona w obrębie systemu wolnorynkowego, w którym uczestniczyła z korzyścią większa część ludności. Odrębną kwestią są hiszpańskie perypetie po śmierci Franco i polskie - po upadku komunizmu. I tutaj można znaleźć cechy wspólne. Jedną z nich jest swego rodzaju amnezja historyczna, bardziej przy tym konsekwentna - jak się wydaje - w hiszpańskim niż polskim przypadku: brak rozliczeń z ludźmi odpowiedzialnymi za zbrodnie upadłej dyktatury, słaba obecność w debacie publicznej refleksji nad minionym systemem i jego spuścizną w demokratycznym porządku. To oczywista konsekwencja przyjętego modelu demontażu obu dyktatur. Jest zresztą znamienne, że w Hiszpanii coś zaczyna się ostatnio zmieniać. Niedawno ekshumowano groby pomordowanych w czasie wojny domowej, co dało asumpt do ożywionych debat na temat odpowiedzialności za tamte zbrodnie, nieobecnych dotąd w życiu publicznym doby postfrankistowskiej.
Innym podobieństwem jest kompromitacja znaczącej części elit, które objęły władzę po demokratycznym przełomie. Korupcja i klientelizm były plagami dręczącymi hiszpańskich socjalistów. One w dużej mierze zadecydowały o klęsce wyborczej PSOE w 1996 r. i powrocie do władzy prawicy o frankistowskiej genealogii. Innym dramatycznym doświadczeniem obu krajów było ogromne bezrobocie wynikające z restrukturyzacji przemysłu, w przypadku Hiszpanii wymuszonej wejściem do Wspólnoty Europejskiej. Przez szereg lat oscylowało ono około jednej piątej (rekordowy poziom - 22 proc.) ludności zawodowo czynnej. Nota bene, wszyscy eksperci twierdzili wówczas, że jest ono społecznie tolerowane tylko dzięki ogromnej szarej strefie (ocenianej na 25-30 proc. dochodu narodowego).
Najważniejszym wydarzeniem w historii obu krajów po demontażu dyktatur było niewątpliwie wstąpienie Hiszpanii do Wspólnoty Europejskiej (w 1986 r.) i (będzie) Polski do Unii Europejskiej. W wymiarze symbolicznym można w nim widzieć uwieńczenie od dawna prowadzonej "pogoni za Europą", która miała przerwać historyczne zapóźnienie. Aby tak się stało także w wymiarze rzeczywistym, Polacy powinni powtórzyć sukces Hiszpanów, którzy członkostwo we Wspólnocie, a następnie Unii, i płynące z nich europejskie fundusze z wielkim pożytkiem wykorzystali dla kolejnego etapu modernizacji kraju.

Dr Paweł Machcewicz jest historykiem, kieruje Biurem Edukacji Publicznej IPN. W 2002 r. nakładem Ossolineum ukazała się jego "Historia Hiszpanii" (napisana wspólnie z Tadeuszem Miłkowskim).

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl