"Tygodnik Powszechny", Nr 18 (2808), 4 maja 2003, http://www.tygodnik.com.pl/unia/hiszpania/hiszpania03.php

Od filaru dyktatury po bastion opozycji

Jeden Kościół, dwie Hiszpanie
Marek Zając

Dzieje Kościoła katolickiego w Hiszpanii budzą do dziś - podobnie jak wojna domowa (1936-1939) czy frankistowska dyktatura -zażarte spory historyczne i światopoglądowe; roją się od paradoksów i trudnych do rozwikłania moralnych dylematów. A przede wszystkim wymykają się jednoznacznym ocenom.

Na kilka tygodni przed zbliżającą się wizytą Jana Pawła II w Hiszpanii (3-4 maja) lewicowe "Stowarzyszenie Odzyskiwania Pamięci Historycznej" zażądało od Kościoła katolickiego w Hiszpanii, aby przeprosił za zbrodnie z lat 1936-1939. W liście otwartym do biskupów hiszpańskich znalazły się cztery żądania: aby Kościół "otworzył wszystkie archiwa związane z II Republiką, wojną domową i frankizmem"; aby usunął tablice "poświęcone poległym za Boga i Hiszpanię"; aby we wszystkich kościołach wygłoszono kazania poświęcone ofiarom po stronie republikańskiej i aby Jan Paweł II podczas podróży do Hiszpanii "wykonał jakiś symboliczny gest, przez który w imieniu Kościoła przeprosi i poprosi o przebaczenie za współpracę Kościoła z dyktaturą frankistowską".

Uderzające w tak radykalne tony "Stowarzyszenie Odzyskiwania Pamięci Historycznej" to bez wątpienia krzykliwy margines hiszpańskiego społeczeństwa, a opublikowany przez nie list do biskupów spotkał się z ostrą ripostą badaczy wojny domowej ("Trzeba niewiarygodnego cynizmu, aby nazywać tego rodzaju działania pojednaniem - stwierdził historyk Pio Moa. - Poza jakimiś niereformowalnymi fanatykami wszyscy w Hiszpanii są już od dawna pojednani"). Ale prawdą jest, że jeszcze w latach 90. ponad 80 proc. Hiszpanów uważało, że Kościół katolicki wspierał dyktaturę Franco, a co drugi był zdania, że takie poparcie utrzymywało się aż do jej rozkładu w 1975 r.

"Ten grzeszny Wschód"

- Chciałbym prosić o zrozumienie dla tych duchownych i świeckich, którzy popierali reżim. Byli oni świadkami bądź ofiarami prześladowań z okresu wojny domowej. Po tak krwawych represjach nie należy się dziwić, że Kościół traktował Franco jak obrońcę - mówi "Tygodnikowi" ks. Juan José Asenjo, sekretarz Episkopatu Hiszpanii i biskup pomocniczy Toledo.
W czasie wojny domowej 1936-37 na obszarach kontrolowanych przez zwolenników Republiki zamordowano 12 biskupów, 5255 księży, 2492 zakonników, 283 zakonnice (niektóre także brutalnie gwałcąc). Historyk Paul Johnson wymienia przypadki wymyślnych tortur, którym poddawano katolików: "W prowincji Ciudad Real matkę dwóch jezuitów zamordowano wciskając jej do gardła krucyfiks. Proboszcza z Torrijos biczowano ubranego w koronę cierniową, zmuszono do wypicia octu, przytwierdzono mu belkę drewnianą do pleców - następnie zastrzelono, a nie ukrzyżowano. Biskupa z Jaén wraz z siostrą zamordowano na oczach dwóch tysięcy ludzi, a egzekucję przeprowadziła wściekła bojowniczka, znana jako La Pecosa (Piegowata). Niektórych księży palono, innych grzebano żywcem, niektórym obcinano uszy". Nie brakuje też osobistych, wstrząsających świadectw ofiar. Juan Sánchez Munarriz, klaretyński nowicjusz, napisał na stołku w więzieniu Barbastro: "Z sercem przepełnionym świętą radością oczekuję ufnie chwili dokonania mego życia, męczeństwa, które ofiarowuję za zbawienie tych biednych umierających, którzy oddadzą ostatnie swe tchnienie w dniu, w którym ja przeleję swoją krew, aby pozostać wiernym i lojalnym boskiemu kapitanowi, Jezusowi Chrystusowi. Wybaczam z całego serca tym wszystkim, którzy dobrowolnie lub niedobrowolnie mnie obrazili. Umieram z radością. Z Bogiem i do zobaczenia w Niebie". Jan Paweł II beatyfikował dotychczas (w latach 1987-2001) 461 męczenników wojny domowej, a dziesięciu kanonizował.
Zanim wojna wybuchła, Kościół z pewnością nie był przychylny lewicy i republice, a te z kolei od początku traktowały Kościół z nieukrywaną niechęcią. W maju 1931 r., po opublikowaniu przez prymasa Hiszpanii kard. Pedro Segurę listu wyraźnie sympatyzującego z usuniętą monarchią, w kraju wybuchły antykościelne zamieszki - spalono wtedy ponad 100 kościołów i klasztorów. Jak przyznaje Juan María Laboa, autor poświęconego wojnie domowej rozdziału w książce "Męczennicy XX wieku": "Kościół nie pragnął nigdy męczeństwa dla siebie i to jest wskazówką jego zdrowia umysłowego. Logiczne było także odrzucenie opresji i marginalizacji, jakim został poddany w dobie Republiki, a tym bardziej jeszcze późniejszego prześladowania. Tym, co nie jest - być może - aż tak bardzo logiczne, jest wyraźny brak samokrytycyzmu, rozpoznania przyczyn swojego oddalenia się od znacznej części ludu hiszpańskiego".
Historycy są jednak raczej zgodni, że nawet jeśli na początku XX w. Kościół w Hiszpanii nie potrafił odczytać "znaków czasu" i znaleźć płaszczyzny porozumienia z robotnikami, to nie da się w żaden sposób usprawiedliwić tak krwawych i okrutnych represji, jakie spadły na duchownych podczas wojny domowej. Otwarte pozostaje natomiast pytanie, czy rewolucja miała charakter antyreligijny czy może raczej antyklerykalny. Po pierwszej fali mordów Kościół jednoznacznie poparł Franco i dał jego zwolennikom moralną legitymizację. Była to naturalna postawa obronna, podbudowana światopoglądowym powinowactwem z obozem narodowców - problem w tym, że również popełniającym krwawe zbrodnie. Co gorsza, poprzez zaangażowanie Kościoła rozgrywający się w Hiszpanii konflikt ówczesnych doktryn politycznych i ekonomicznych - faszyzmu, nacjonalizmu, konserwatyzmu, anarchizmu, komunizmu, socjalizmu, kapitalizmu - stał się moralnie czarno-białą cruzadą, czyli krucjatą przeciw wrogom Boga i Ojczyzny. A tymczasem faszyści traktowali czasem Kościół po prostu instrumentalnie: tam, gdzie księża stanęli po stronie Republiki, np. w Kraju Basków, narodowcy nie wahali się deportować ponad 400 duchownych, a 16 rozstrzelali.
Kościół zapewniał frankistom przede wszystkim wsparcie propagandowe. Biskup Salamanki Pla y Deniel ogłosił list pasterski, zatytułowany "Dwa miasta"; zdaniem hierarchy wojna domowa była klasyczną krucjatą, kolejnym aktem odwiecznego starcia Dobra i Zła. Podobny list, pod wiele znaczącym tytułem "Katolicyzm i Ojczyzna" wydał ówczesny prymas Hiszpanii, kard. Isidro Gomá. Prymas zredagował też zbiorowy list hiszpańskich hierarchów do biskupów świata z lipca 1937 r., w którym bez cienia wątpliwości moralną rację przypisano nacjonalistom. Wielu księży maszerowało na front z oddziałami frankistów, niektórzy walczyli (np. ks. Izudriag z Nawarry, który kierował też nacjonalistyczną propagandą). Frankistów zagrzewały wizje z manichejskich w treści traktatów. Oto fragment "Poematu o Bestii i Aniele", który napisał zaangażowany po stronie narodowców poeta i dramatopisarz José María Pemán:
A wróg wciąż ten sam: grzeszny Wschód.
Jest tylko: Ciało i Duch.
Jest tylko: Lucyfer i Bóg.


Soborowy "strzał w plecy"

Po zakończeniu wojny Kościół stał się, obok armii i lojalnych wobec dyktatury partii i stowarzyszeń, podstawowym źródłem legitymizacji dyktatury - zresztą przez kilkanaście lat dyktaturze tej niemal zupełnie podporządkowanym. Gdy prymas Gomá chciał ogłosić list o "odpuszczeniu grzechów" republikanom, rząd zablokował inicjatywę. Również nominacje biskupów uzależnione były od Franco: nuncjusz i władze przygotowywali listę sześciu kandydatów. Trzech z nich wybierał papież, a ostatnia decyzja należała do caudilla. Po podpisaniu w 1953 r. konkordatu ostatecznie ustaliła się następująca zasada: dyktator wyznaczał ordynariuszy (z trzech kandydatów), a Watykan już na własną rękę - biskupów pomocniczych.
Kościół zajmował we frankistowskiej Hiszpanii uprzywilejowaną pozycję. Miał poparcie mediów, obficie korzystał z pieniędzy budżetowych, w dużym stopniu kontrolował system edukacji, np. doprowadził do skasowania szkół koedukacyjnych, a dla dziewcząt opracowano program, który miał wpoić im wiedzę o "naturalnych różnicach między płciami". W miejscach publicznych na straży moralności stała kontrola obyczajowa. W administracji, często na szczeblu ministerialnym, pracowali członkowie Akcji Katolickiej, Narodowego Katolickiego Stowarzyszenia Propagandy czy "Opus Dei".
Założone w 1928 r. "Opus Dei", z jednej strony było wierne konserwatywnym i tradycjonalistycznym ideałom frankistowskiej Hiszpanii, ale trzeba pamiętać też, że skupiało wielu ambitnych i dobrze wykształconych ludzi. Zresztą założyciel stowarzyszenia, od 1943 r. świeckiego zakonu, aragoński ksiądz José María Escrivá de Balaguer często wskazywał na potrzebę "wybijania się ponad przeciętność", także w karierze zawodowej. Technokraci z "Opus Dei" zmodernizowali i zliberalizowali hiszpańską gospodarkę; wywierali też nacisk na Franco, by następcą ogłosił Juana Carlosa.
Pierwsze pęknięcie w narodowo-katolickim monolicie nastąpiło w połowie lat 50. Strajki robotników popiera wielu księży i świeckich, powstaje kilka chrześcijańskich organizacji robotniczych i młodzieżówek. - Młodzi duchowni powracali ze studiów w Europie Zachodniej, gdzie poznali zasady demokracji. Starsi, blisko związani z reżimem, odchodzili na emeryturę bądź umierali. Do Kościoła wkraczało nowe pokolenie - tłumaczy bp Asenjo.
Fundamentami sojuszu ołtarza z dyktatorskim tronem wstrząsają jednak dopiero trzy wydarzenia z pontyfikatu Jana XXIII: ogłoszenie encyklik "Mater et magistra" (1961 r.) i "Pacem in terris" (1963 r.) oraz II Sobór Watykański. Kościół powszechny kładzie akcent na dialog, wskazuje na nienaruszalność podstawowych praw człowieka, postuluje rozdział wspólnoty religijnej od struktur państwa - jeśli Kościół w Hiszpanii chce pójść tą samą drogą, nie uniknie konfliktów z gorliwie wspieraną dotąd dyktaturą. Soborowa reforma "to strzał w plecy" - miał ponoć oświadczyć Franco.

"Papież nas nie kocha"

- W czasach, gdy w Hiszpanii nie było swobody zrzeszania się, to kościoły, parafie czy siedziby Akcji Katolickiej były zalążkami ruchów demokratycznego protestu. Właśnie tam kształtowały się niektóre z działających do dziś ugrupowań politycznych - wspomina sekretarz Episkopatu.
Księża popierający protesty robotników czy dopominający się o amnestię dla uwięzionych sami trafiają do więzień, nierzadko z wysokimi wyrokami. W maju 1966 r. dochodzi do słynnej la capuchinada: kapucyni z Barcelony udostępnili pomieszczenia klasztorne studentom-opozycjonistom. Gdy do klasztoru wtargnęła policja, stu księży wyszło na ulice miasta w proteście przeciw przemocy - policja rozpędziła demonstrację pałkami. Ale protesty nasilały się: pod koniec lat 60. powstał nawet specjalny zakład karny dla duchownych. Władze represjonowały "niepokorne" redakcje katolickie. Przeciwni reformie Kościoła radykałowie przyłączają się do prześladowań; bojówki "Żołnierzy Chrystusa Króla" napadają na działających na rzecz praw człowieka duchownych, a w 1971 r. niszczą w Madrycie 24 obrazy Picassa.
Niebagatelną rolę w wykorzenianiu Kościoła ze struktur dyktatury odegrał Paweł VI, nieraz działając nawet pod prąd opinii sporej części hiszpańskich biskupów. Jeszcze jako biskup Mediolanu wysłał do Franco list, w którym protestował przeciw wymierzaniu kary śmierci w procesach politycznych. Później, zasiadając już na papieskim tronie, żądał rewizji konkordatu, by Kościół zyskał suwerenność w nominacjach biskupich. W czerwcu 1969 r., w dzień św. Jana zwrócił się np. do Hiszpanii z "myślami przepojonymi ojcowskim uczuciem, ale też i niejakim niepokojem", wskazując na potrzebę umacniania w tym kraju sprawiedliwości społecznej. Dyktatura i wspierający ją duchowni reagują histerycznie. Papieskie słowa ostro krytykowano w prasie, także katolickiej. Tylko Franco milczał, choć miał kiedyś z żalem powiedzieć: "Papież nas nie kocha, nie lubi Hiszpanii".
W 1971 r. prymas Vicente Enrique y Tarancón zwołał wspólne posiedzenie Episkopatu i przedstawicieli niższego duchowieństwa. Zebrani potępili dyktaturę, zażądali od zasiadających w parlamencie duchownych złożenia mandatów, poparli zasadę rozdziału Kościoła od państwa i wyrazili żal za współpracę z reżimem. Odrębna rezolucja, w której duchowni poprosili o wybaczenie za ogłoszenie w 1936 r. cruzady i politykę Kościoła podczas wojny domowej, wywołała burzliwą dyskusję. Nad dokumentem głosowano dwukrotnie; w pierwszym głosowaniu rezolucję poparło 123 duchownych, 78 było przeciw, 10 nie pojawiło się na sali obrad, a 19 uzależniło poparcie od wprowadzenia do tekstu pewnych korekt.

"Jak trudno jest umrzeć!"

Niegdyś wyśmienite stosunki Kościoła z państwem uległy gwałtownemu pogorszeniu. Wydawało się, że iskrą, która zdetonuje tę beczkę prochu, okaże się spór wokół kwestii baskijskiej. 23 lutego 1974 r. bp Antonio Ańoveros z Bilbao wystosował do księży z diecezji list, w którym upomniał się o prawo Basków do odrębności i przyjęcie "takiego modelu organizacji społeczno-politycznej państwa, który chroniłby i rozwijał ich uprawnione dążenie do wolności i osobowości zbiorowej". Rząd ostro zareagował na tak jawne wypowiedzenie posłuszeństwa: biskup trafił do aresztu domowego, nakazano mu opuścić Hiszpanię. Ale hierarcha, za którym murem stanęły Episkopat i Watykan, nie tylko nie ugiął się, ale zażądał wręcz ekskomunikowania premiera.
Kościół i dyktatura zwarły się w klinczu, przez kraj przetoczyła się fala protestów. Rzecz niespotykana: w całej Hiszpanii podczas niedzielnych Mszy śpiewano narodowy hymn Basków. Realna stała się groźba zerwania stosunków dyplomatycznych między Madrytem a Watykanem. Wreszcie obie strony poszły na ustępstwa, ale kompromis był ze strony Kościoła posunięciem czysto taktycznym. "Miałem przekonanie, że reżim jest w stanie agonii, chociażby z powodu wieku caudillo. Należało więc opóźnić podjęcie decyzji" - wspominał kard. Tarancón.
I prymas nie ustępował: gdy w 1975 r. władze oskarżyły duchownych o współpracę z terrorystami, kardynał odwiedził w więzieniu dziesięciu skazanych. Episkopat, wspólnie z Watykanem, prosił też o ułaskawienie skazanych na śmierć dwóch członków ETA i trzech z lewicowego FRAP. Interwencja nie zapobiegła jednak egzekucji; wybuch otwartego konfliktu między biskupami i Stolicą Apostolską a dyktaturą wydawał się być nieuchronny. Jednak 20 listopada umarł Franco - przy łóżku umierającego leżały relikwie: ręka św. Teresy i płaszcz Matki Boskiej z Guadalupe. "Mój Boże, jakże ciężko, jak trudno jest człowiekowi umrzeć!" - miał tuż przed śmiercią powiedzieć dyktator.

"Nie jesteśmy ślepi"

- Po śmierci Franco zadaniem, jakie postawił sobie Kościół, było pojednanie "dwóch Hiszpanii" - mówi bp Asenjo. Zabrzmi to paradoksalnie, ale Kościół odegrał kluczową rolę i w umacnianiu dyktatury Franco, i w jej demontażu. Duchowni byli wiarygodnymi animatorami narodowego pojednania po 1975 r., ponieważ byli wśród nich tacy, którzy podzielali motywację zwolenników reżimu i tacy, którzy za obronę praw obywatelskich siedzieli w więzieniach. Nowa sytuacja wymagała uregulowania stosunków państwo-Kościół i od 1979 r. przyjmowano kolejno kilka umów: w pierwszej król zrezygnował z wpływu na wybór biskupów. Na mocy następnej instytucje kościelne (parafie czy zakony) otrzymały osobowość prawną, państwo zagwarantowało nietykalność archiwów kościelnych, a ślub kościelny pociągał skutki cywilno-prawne. Trzecia dotyczyła kwestii ekonomicznych: Kościół ma prawo do zbierania datków, ale państwo też udziela mu pomocy (np. opłaca katechetów w szkołach publicznych). Obywatele mogą przeznaczać 0,52 proc. ze swych podatków na rzecz Kościoła - z możliwości tej korzysta 32 proc. Hiszpanów (spadek w ostatnich latach o 8 proc., ale wpływy oscylują wokół sumy stu milionów dolarów rocznie). Uzyskane środki pozwalają Kościołowi m.in. na pokrycie wypłacanych duchownym pensji.
Kolejna umowa dotyczyła edukacji i kultury. Kościół ma prawo prowadzić placówki edukacyjne, od szkół podstawowych po uniwersytety. Publiczne szkoły podstawowe i średnie zatrudniają katechetów. Kościół, który jest właścicielem 80 proc. dóbr kultury, jest zobowiązany udostępniać je zwiedzającym, a państwo wspiera ich konserwację, np. ostatnio realizowano 10-letni narodowy program renowacji katedr i klasztorów. Nakaz udostępniania skarbów kultury Kościół wykorzystuje jako narzędzie ewangelizacji: wolontariusze z organizacji "Sztuka i wiara" (działa też m.in. w Belgii, Francji, Anglii i Włoszech) oprowadzają turystów po kościołach, podkreślając sakralny charakter zabytków i symbolikę religijną. Ostatnia umowa reguluje m.in. działalność kapelanów wojskowych.
Po przełomie 1975 r. pojawiały się opinie, że Kościół powinien zorganizować własną partię, zamiast sympatyzować z chadecką Partią Ludową. Jednak Episkopat odrzucił takie sugestie: - To była dobra decyzja. Chcieliśmy działać na rzecz demokratyzacji i pojednania, ale ponad światem polityki. Dzięki temu dziś nawet w partii socjalistycznej jest nurt chrześcijański. Jego zwolennicy tłumaczą, że są obrońcami życia nie tylko z racji swojego wyznania, ale dlatego, że są z lewicy, a socjalista powinien bronić najsłabszych - mówi biskup z Toledo.
Hiszpański Kościół od początku negocjacji wspierał wejście kraju do ówczesnej Wspólnoty Europejskiej: - Po prawie 40 latach dyktatury i izolacji Europa oznaczała dla nas demokrację, lepszą przyszłość, o czym od dawna marzyliśmy - podkreśla bp Asenjo. Jest zaskoczony, gdy słyszy, że część polskiego Kościoła jest niechętna wejściu do Unii: - Musielibyśmy być ślepi, by nie dostrzegać korzyści z członkostwa w strukturach europejskich. Hiszpański Episkopat ocenia nasze wejście do Unii jednoznacznie pozytywnie, choć krytykujemy pomijanie chrześcijańskich wartości i dziedzictwa w planach reformy Unii, np. projekcie przyszłego Traktatu Konstytucyjnego - mówi biskup.

*


Na pytanie, które kraje Europy można określić mianem katolickich, pada najczęściej odpowiedź: Irlandia, Włochy, Polska i Hiszpania. Jednak w ostatnich latach tradycyjnie katolicka Hiszpania odchodzi powoli w przeszłość. Niedawno tygodnik "The Economist" (z 12 kwietnia) podał, że liczba Hiszpanów deklarujących się jako katolicy spadła z 90 do 80 proc. Jak przyznaje sam arcybiskup Madrytu, kard. Antonio María Rouco Varela, i tak większość ankietowanych miała na myśli pewną część narodowej tradycji i tożsamości, a nie system wartości, którym kierują się w życiu. W 1975 r. 61 proc. Hiszpanów chodziło regularnie do kościoła, dziś - tylko 19 proc. (co ciekawe, do kościoła "prawie nigdy" nie chodzi 46 proc. tych, którzy deklarują się jako katolicy). W 1952 r. w Hiszpanii było ponad 77 tys. księży, w zeszłym roku - 18,5 tys. Jesienią do niektórych seminariów nie zgłosił się żaden kandydat. W co dziesiątej parafii nie ma księdza.
Biskup Asenjo rozumie obawy części Polaków przed sekularyzacją, ale podkreśla, że to proces niezwiązany z integracją europejską i izolacja nic tu nie pomoże: - Jeśli Kościół dostrzega niebezpieczeństwo sekularyzacji, to jego pasterze powinni po prostu więcej pracować.

W pracy nad artykułem wykorzystano następujące książki: Paweł Machcewicz, Tadeusz Miłkowski "Historia Hiszpanii" (Ossolineum, 2002); Andrée Bachoud "Franco" (Iskry, 2000); Manuel Tuńón de Lara, Julio Valdeón Baruque, Antonio Domínguez Ortiz "Historia Hiszpanii" (Universitas, 1999); Barbara Gola, Franciszek Ryszka "Hiszpania (Trio, 1999).

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl