adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Francja

Francja
„TP” nr 31/2003


  Tygodnik Powszechny

  Felietony

  Tematy miesiąca

STAŁE DODATKI

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Czy istnieje życie intelektualne we Francji?

Uniwersytet jak kawiarnia

Ewa Bieńkowska

„Unia dla Ciebie”
Wersja do druku
Napisz komentarz

Krążąc po pobliskim supermarkecie, na stoisku z ksiażkami wpadłam na ślicznie wydaną cienką broszurkę - tytuł (podany w nagłówku mego felietonu) od razu mnie zaskoczył. Co za bezsensowne pytanie. Chyba postawione po to, by zawołać w odpowiedzi: ależ tak! Jeszcze jak istnieje!

Czyż Francja od paru stuleci nie kojarzy sie nam przede wszystkim z intensywnym i błyskotliwym życiem umysłu, który ciagle coś produkuje: powieści, eseje, dzieła filozoficzne i historyczne, odkrywcze pomysły w naukach humanistycznych? Rzeczywiście, nie tylko Polacy, inne, nieco zazdrosne narody, nie miały wątpliwości: tam jest dopiero duch (zwany esprit) - szczyty inteligencji i twórczej weny.

Kupuję więc ksiażeczkę (tanią jak puszka konserw) i pogrążam się w lekturze - a moja pogodna pewność co do wyższości umysłowej kraju, gdzie mieszkam, ulega niejakiemu zachwianiu. Aby to zrozumieć, należy cofnąć się w historii.

Czas salonu

O życiu intelektualnym we Francji - to znaczy nie o poszczególnych wybitnych jednostkach, lecz o całym środowisku - wolno mówić od XVII wieku. To nie tylko wiek dużych talentów: Moliera, Racine'a, Pascala, ale utworzenia się pewnej społecznej instytucji podniecającej i regulującej twórczą wenę. Ta instytucja to salony, przede wszystkim arystokracji, potem też bogatego mieszczaństwa. W salonie prym wiodą kobiety: pani domu, jej przyjacióki. Słynne stały się nazwiska kilku markiz, znakomicie wykształconych, które umiały z wdziękiem i żywo podtrzymywać rozmowę. Tak będzie prawie do końca XVIII stulecia. Również odkrycia naukowe i filozoficzne będą przed opublikowaniem omawiane w salonach. Rewolucja przetnie tę symbiozę, która na dobrą sprawę już nie powróci w dawnej formie. W XIX w. pisarze, artyści, intelektualiści będą oczywiście odwiedzali bogate salony, lecz nie staną się one kuźnią nowej myśli czy nowego spojrzenia na świat.

Rewolucje i rewolty

Autor mojej książeczki, znakomity socjolog Jan Klaudiusz Milner, zaczyna swoją opowieść od następnej fazy historycznej - od III Republiki, rządu, który z dużym trudem ustalił się w latach 1880. Paradoks polega na tym, że większość społeczeństwa była wówczas przeciwna republice, niechętna aktualnej władzy.

By zdobyć sobie sojusznika, władza kokietowała kastę intelektualistów i naukowców, bardziej postępowych, z demokratycznymi przekonaniami. Ofiarowywała im miejsca na państwowych uniwersytetach i w instytucjach badawczych - nie tylko nieźle opłacaną pracę, ale również wolność badań, niezależnych od jakichkolwiek ideologii.

Tak powstała pod koniec XIX w. chwała uniwersytetów francuskich - kwitły nauki humanistyczne i ścisłe, profesorowie byli aktywni, twórczy, pomnażali dorobek duchowy narodu.

Ta idylla między intelektem a państwem, nieomalże stuletnia, znalazła kres w historycznych przemianach. Wśród przyczyn upadku wolnego życia umysłowego (w mocnym sensie słowa) dzisiejszy socjolog podaje dwie, dające do myślenia. Jedna to rewolta studencka w maju 1968 roku. Doceńmy jej doniosłość - przeorała cały kraj. Sprowokowała koniec uniwersytetów jako wolnych miejsc umysłu, poprzez zniszczenie istniejących struktur i demokratyzację. Odtąd kandydatom na studia nie stawia się żadnych wymagań merytorycznych - byłoby to przeciwne zasadzie równości wszystkich. Co do kandydatów na posady, pierwszy krok przed dorobkiem naukowym wzięła ideologia, ta, która z czasem nazwie się "poprawnością polityczną". Naukowiec przestał być niezależną jednostką, prowadzącą swoje prace z jedynym celem: dochodzenia do prawdy. Oczekuje się od niego, by reprezentował właściwą wizję społeczeństwa, by chronił, jeśli już nie wolność, to równość i braterstwo, czuwał, by żaden elitarny - "elitarystyczny" - element nie wkradł się do instytucji, w której on przekazuje wiedzę.

Oczywiście, była to karykatura uniwersytetu i powoli od niej odchodzono, wzmacniając wymagania umysłowe względem uczących i nauczanych. Niemniej to, co zniszczono, nie może być przywrócone.

Ideologia i pragmatyzm

Dojście do władzy lewicy (zdaniem Milnera) jeszcze pogorszyło sprawę. Z przyczyn bynajmniej nie demonicznych - lewica reprezentowała silną ideologię równości i sprawiedliwości społecznej, podczas gdy prawica francuska zadowalała się raczej pragmatyzmem i nie stawiała moralnych postulatów.

Głosząc swe idee lewica u władzy znów zwróciła się z żądaniami ku intelektualistom jako głównym propagatorom, związanym tak czy inaczej ze środkami komunikacji (książka, artykuł w gazecie, telewizja, nauczanie). Lecz inaczej niż pod koniec XIX w., tym razem władzy nie zależy na swobodnych badaniach, lecz właśnie na propagandzie. Mniej więc interesują ją naukowcy, bardziej filozofowie, socjologowie, a jeszcze bardziej dziennikarze, autorzy wstępniaków i felietonów. To oni będą na przemian kokietowani i pouczani surowo przez władzę, staną się (w zamyśle tejże, inna rzecz, że nie całkiem zrealizowanym) tubą lewicowej demokracji.

Powraca, ni mniej ni więcej, schemat XVII i XVIII wieku - instytucja błyskotliwego salonu, tym razem salonu władzy. Nie idzie o poszukiwania, o trudne dochodzenie do rzeczywistości, lecz nade wszystko o błyskotliwość, celność sformułowania, siłę perswazji.

Uniwersytet, instytut badawczy - w rękach ideologicznie nastawionych przedstawicieli - upodabnia się nie tyle do salonu, ile do wiecu, do rozpolitykowanej kawiarni, gdzie pokolenie Jana Pawła Sartre'a wypracowywało swoje bezkomprmisowe idee, gdzie przy stoliku pisało się powieści i rozprawy filozoficzne.

Znów fajerwerki umysłowe biorą górę nad skromną i nieefektowną pracą naukowców, znów esprit français to nie pragnienie prawdy, ale doskonałość formy. Jak gdyby nie istnieli Montaigne i Pascal, pisarze zasadniczo antysalonowi, którym chodziło o to, żeby wiedzieć - i do tego potrafili zaprząc wspaniałości formy literackiej.

Niesprawiedliwe? Może krótkie streszczenie zaostrza sens książki pisanej bez paszkwilanckiej pasji, raczej przygnębionej panującym stanem rzeczy. Zniesienie w toku tarć politycznych podstawy dla niezależnego życia myślowego, ideologizacja kultury, pochwały i potępienia płynące z ust "poprawnych" (kiedyś nazywano ich "dobrze myślącymi") może na dziesięciolecia stworzyć styl pogardy i swoistej moralnej inkwizycji.

O ile pojedynczy "niepoprawni" mogą się bronić samotnością i pracą, o tyle uniwersytet, ten trwały europejski wynalazek XII wieku, jest paradoksalnie rzeczą delikatniejszą, łatwą do zdestabilizowania. Dwa pokolenia rebeliantów wystarczą, by zmieść wysiłek stuleci i na dziesięciolecia naprzód wynaturzyć jego zasadę: swobodne studia, które w społeczeństwie spotykają się ze zrozumieniem dla swej niezależności.

We Francji od Średniowiecza do Rewolucji nieprzyjacielem Uniwersytetu był Kościół i jego inkwizycja (jeszcze w drugiej połowie XVIII w. Kościół zarządził spalenie dzieła Jana Jakuba Rousseau.) Wygląda na to, że dziś jego nieprzyjaciółmi są polityka i rozideologizowany intelektualizm.

Jak gdyby intelektualiści - ludzie powołani do obrony życia intelektualnego - ochoczo zabawiali się w jego grabarzy! Być może zjednoczona Europa, nakładając inne, poważniejsze standardy instytucjom naukowym, pomoże Francji w wyjściu z tego dołka.

Ewa Bieńkowska jest pisarką i eseistką. Mieszka we Francji. Ostatnio opublikowała "Pisarz i los. O twórczości Gustawa Herlinga-Grudzińskiego" (2002).


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny