"Tygodnik Powszechny", Nr 31 (2821), 3 sierpnia 2003, http://www.tygodnik.com.pl/unia/francja/francja03.php

Wspólnotowy, odważny, marginalny

Biedny Kościół w bogatym kraju

Ze Stefanem Wilkanowiczem, przewodniczącym Fundacji Kultury Chrześcijańskiej "Znak", rozmawia Anna Mateja

ANNA MATEJA - Czy Francja jest państwem zlaicyzowanym?

STEFAN WILKANOWICZ - Inaczej rozumieją laickość Polacy, inaczej Francuzi, którzy mówiąc laďcité mają na myśli rozdział Kościoła od państwa, wprowadzony w 1905 r., i neutralność państwa wobec religii, jakiejkolwiek. Nie rozumieją jednak tego pojęcia jako zeświecczenia, zniszczenia, raczej jako coś pozytywnego. Inaczej u nas, po doświadczeniach PRL-u, laickość kojarzy się z wrogością wobec religii, a rozdział Kościoła od państwa z dyskryminacją Kościoła. To de facto rozdział pozorny. Trzeba jednak pamiętać, że ta formalna neutralność miała we Francji - czy miewała - antykościelne zabarwienie, a niektóre środowiska ostro walczyły z Kościołem lub religią.

Na zlaicyzowanie społeczeństwa wpłynęły, między innymi, dwie rewolucje: 1789 r. oraz majowa z 1968 r. Pierwsza, która zmiotła związek zdegenerowanej monarchii z Kościołem katolickim, kojarzy się pozytywnie, choćby z powodu wydania Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela. Z Kościołem w tym czasie bywało jednak różnie. Opowiada się anegdotę o biskupie Tuluzy, który koniecznie chciał zostać arcybiskupem Paryża, i usłyszał od króla: "To, że biskup Tuluzy jest ateistą, jeszcze ujdzie, ale żeby arcybiskup Paryża był niewierzący, to już nie wypada".

Drugi przełom - wydarzenia majowe '68 roku - był nową rewolucją odrzucającą tradycję i dotychczasowe autorytety oraz obwieszczającą nadejście absolutnej wolności. W ludzkich umysłach wydarzenia te zostawiły jakiś osad, przejawiający się także kwestionowaniem możliwości istnienia transcendentnej prawdy (kontynuacją jest działalność postmodernistów). Choć francuska sfera publiczna nadal pozostaje laicka, trudno nie zauważyć zmian. W tym roku na kongresie katolicko-żydowskim w Paryżu minister spraw wewnętrznych Nicolas Sarkozy zapewnił, że Francja odchodzi od laďcité rozumianej jako niechęć do Kościoła. Obojętność wobec religii ma mieć pozytywny charakter. Gdzieś głęboko w ludzkich umysłach istnieją jeszcze uprzedzenia wobec Kościołów, ale ludzie nie czują już potrzeby walki z religią. Często jednak, jeśli nie najczęściej, po prostu się nią nie interesują.

Choć większość Francuzów jest ochrzczona i przynajmniej kulturowo związana z chrześcijaństwem, z punktu widzenia deklaracji wiary, a zwłaszcza praktyk religijnych, należy uznać, że katolicy są grupą mniejszościową.

- Arcybiskup Paryża Jean-Marie Lustiger usłyszał kiedyś w Watykanie, że wszystkie choroby katolicyzmu wzięły się z Francji. Kardynał odpowiedział: "Niewykluczone, ale my pierwsi znaleźliśmy na nie lekarstwa". Jak to się stało, że w zlaicyzowanej Francji pojawiły się wspólnoty, które zmieniły współczesny Kościół, np.: Wspólnoty Jerozolimskie, Emmanuel, Chemin Neuf, Arka, Chleb Życia, Taizé czy zgromadzenia małych sióstr i braci Jezusa?

- Kościół francuski jest wspólnotą poszukującą, zaangażowaną. Jego duchowość kształtowała się w czasach trudnych, gdy trzeba było wyjść do środowisk najbardziej zlaicyzowanych. Stąd wziął się np. eksperyment księży-robotników, ruch chrześcijańskiej młodzieży robotniczej, nowe wspólnoty, ale też działalność organizacji katolickich pomagających w rozwoju krajom potrzebującym pomocy przez wspieranie lokalnych, godnych zaufania inicjatyw (w czym przejawia się też odpowiedzialność Kościoła francuskiego za byłe kolonie).

Najkrócej więc, chodzi o: obecność, modlitwę, dialog i pomoc.

Ważny dla Kościoła francuskiego jest nurt personalistyczny wywodzący się od Jacquesa Maritaina i Emmanuela Mouniera, pojmujący człowieka jako jednostkę o wysokiej godności i autonomii, silnie związaną ze społeczeństwem i współodpowiedzialną za innych. Obaj myśliciele mieli spory udział w intelektualnym i duchowym przygotowaniu II Soboru Watykańskiego, choćby przez działalność takiego teologa jak Henri de Lubac.

Zmiany soborowe przyjęto we Francji entuzjastycznie, ale często wprowadzano je niezbyt roztropnie, bezceremonialnie zrywając z tradycją. Wielu księży, dogmatyków odnowy soborowej, nie tylko odwracało ołtarze do wiernych, ale likwidowało tradycyjne nabożeństwa, zmieniało wystrój kościołów. Nagle przerywali ciągłość, nieświadomie zniechęcając ludzi do reform, a potem doprowadzając do ich oddalenia się od Kościoła w ogóle.

- Gdy ks. Adam Boniecki opisał w latach 60. na łamach "TP" życie księży-robotników, inny publicysta "Tygodnika", Tadeusz Żychiewicz, zarzucił francuskim katolikom skłonność do nowinkarstwa.

- To mogło bulwersować: Eucharystia sprawowana na prostym stole, puszki jak z blachy. I księża żyjący i pracujący jak robotnicy. Czy jednak pozostawienie ich samym sobie w środowiskach głęboko zlaicyzowanych, nawet antyklerykalnych, było rozsądne? Oni ewangelizowali przykładem swojego życia, ale, mimowolnie, uczestniczyli w walce klasowej! Trzeba pamiętać, że w tamtych czasach Związek Radziecki był w modzie nie tylko wśród robotników, ale także intelektualistów. Księża-robotnicy przeradzali się w partyzantów, żyjących bez wystarczającej łączności ze wspólnotą kościelną (co nie zawsze było ich winą), nieraz się gubili. Ale budzili też wrażliwość społeczną i stawali się wyzwaniem dla duszpasterskiej rutyny.

Katolicyzm nie ukrywa się we Francji. Największy, regionalny dziennik "L'Ouest France", wychodzący w Bretanii, wywodzi się ze źródeł katolickich i to widać, mimo że nie jest to pismo formalnie katolickie. Można dostać zawrotu głowy od przeglądania katalogów chrześcijańskich wydawnictw. Kto to wszystko czyta w tym zlaicyzowanym kraju? Nie sądzę, aby wydawcy, działający w ramach wolnego rynku, nagminnie wydawali książki deficytowe. Mimo że Żychiewicz posądził wówczas Francuzów o nowinkarstwo, nie zapominajmy, że korzenie "TP" i Znaku sięgają fascynacji francuskim katolicyzmem Jerzego Turowicza czy Zofii Starowieyskiej--Morstinowej - naszych założycieli. Duchowość zgromadzenia franciszkanek służebnic Krzyża w Laskach i ks. Władysława Korniłowicza też jest recepcją tamtych trendów w Polsce.

- Jerzy Turowicz, jeszcze jako dziennikarz "Głosu Narodu", napisał z okazji rocznicy rewolucji francuskiej w lipcu 1939 r., że "dla Polaka Francja jest tą pierwszą, wielką miłością (...), do której się zawsze powraca", a "humanizm francuski, nawet w czasach odstępstwa od wiary, był (...) chrześcijańskim".

- We Francji wytworzyła się paradoksalna sytuacja: chrześcijański humanizm traci sacrum i wciela się w niereligijne ruchy (rozbudowany ruch wolontariacki, stowarzyszenie "Lekarze bez Granic"), gdzie służby innym nie uzasadnia się potrzebą naśladowania Chrystusa. W tym, co robią, są jednak niesłychanie katoliccy, bo czują się odpowiedzialni za drugiego człowieka bardziej niż swoje środowiska czy instytucje, i wrażliwi na jego potrzeby. Równocześnie nowe wspólnoty, coraz ważniejsze, powracają do kontemplacji w zgiełku wielkich miast.

Niewiele osób praktykuje, ale stosunki między świeckimi a księżmi są bardziej bezpośrednie. Jest mniej biurokracji, więcej zaufania hierarchii wobec świeckich, którzy organizują liturgię, prowadzą życie parafii i dzieła charytatywne. Tworzą wspólnotę. Polakom do dzisiaj imponuje kardynał Lustiger, poruszający się małym Renault 5. Oblegane są katolickie szkoły, bo zapewniają dobre wychowanie i poziom nauczania.

To Kościół ciągle poszukujący, uniwersalistyczny i gallikański zarazem. Biedny w bogatym społeczeństwie: w księży, których jest o wiele za mało, i środki materialne. Bogaty za to w uczelnie i szkoły, imponujący różnorodnością tradycji intelektualnych, niecierpliwych myśli i zaskakujących inicjatyw. To Kościół w kraju, gdzie Papież jest autorytetem w kręgach konserwatywno-prawicowych. Kręgi laicko-lewicowe solidaryzują się z nim, np. gdy upomina się o prawa człowieka, a jeśli sprzeciwia się antykoncepcji - nie. Francuzi są uczuleni na prawo, zwłaszcza w dziedzinie moralnej, dlatego sprawiają wrażenie, że wolą żyć wedle zasady św. Augustyna: "Kochaj i rób, co chcesz". Ograniczające normy kodeksu mogą być ramkami. Mury są wykluczone.

STEFAN WILKANOWICZ (ur.1924) jest wiceprzewodniczącym Krajowej Rady Katolików Świeckich; był członkiem Papieskiej Rady ds. Świeckich, a w latach 1978-91 redaktorem naczelnym miesięcznika "Znak".

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl