adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 33 (2823)
17 sierpnia 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz

Religijność Podhalan: wzór pobożności czy ludowa obrzędowość


Aby góral był człowiekiem

Marek Grocholski


Pierwszy zakopiański proboszcz ks. Józef Stolarczyk z trudem przyzwyczajał gazdów, aby zdejmowali kapelusze w kościele i nie odpalali fajki od wiecznej lampki przy ołtarzu. Niespełna 150 lat później Jan Paweł II podczas Mszy pod Krokwią w Zakopanem skierował do górali słynne słowa: "Na was zawsze można liczyć". Powód do dumy dla jednych, źródło obaw dla innych: "Czyśmy zasłużyli, czy sprostamy?" - martwił się ks. Józef Tischner.



Zakopane,
6 czerwca 1997
Typowa wieś na Podhalu, może być Dzianisz, Ząb lub Maruszyna. Wszystkie dzieci w wieku szkolnym uczą się religii (nikt nie wybiera przedmiotu "etyka"). W niedzielę wszyscy mieszkańcy idą do kościoła. Na Wielkanoc gremialnie przystępują do komunii. Z okazji większych świąt kościelnych, ślubów, chrztów i pierwszej komunii zakładają barwne stroje ludowe. W solidnych domach z pustaków lub cegieł (czasem jeszcze z drewna) żyją wielopokoleniowe rodziny z gromadką dzieci, zwykle liczniejszą niż w innych częściach kraju.

Góralski katolicyzm: wzór pobożności dla reszty Polski czy raczej sztucznie nadmuchana ludowa obrzędowość bez głębszych treści religijnych?

Dwadzieścia lat pobieżnych obserwacji to zbyt mało, aby wydawać kategoryczne sądy. Poszukałem mądrych pomocników. Dwóch księży, górali, pracujących z góralami: jako dobrzy pasterze kochają swój lud, chcą go widzieć lepszym, niż jest, chociaż nie zapominają o drugiej stronie medalu. Jest też advocatus diaboli - występujący anonimowo, góral prawdziwy, korzeniami tkwiący w najwyższej wsi na Podhalu, wypowiada gorzkie słowa o religijności górali. Ale nie do końca jest wobec diabła lojalny, bo tak naprawdę też kocha ziomków. Mam wreszcie do pomocy filozofa Gorgiasza z Tischnerowskiej "Historii filozofii po góralsku", czyli Jana Antoła z Bańskiej Niżnej.


Górale lubią się spowiadać

Zakopane, 6 czerwca 1997 roku. Skocznia narciarska pod Krokwią pełni rolę świątyni, liczba wiernych ponad dziesięciokrotnie przekracza liczbę stałych mieszkańców miasteczka. Burmistrz Adam Bachleda-Curuś w imieniu górali na klęczkach składa Papieżowi patetyczny hołd: "Dziękujemy Ojcze Święty, żeś nas wydostał z czerwonej niewoli, a teraz chcesz i uczysz, jak dom ojczysty, polski wysprzątać z tego, co hańbi, rujnuje, zniewala, gubi (...) przyrzekamy - jak ten krzyż na Giewoncie - mocno trwać w wierze i tradycji chlubnej przodków naszych". Jan Paweł II odpowiada krótko: "Dziękuję za ten wymowny hołd Podhalan, zawsze wiernych Kościołowi i ojczyźnie. Na was zawsze można liczyć".

Adam Bachleda-Curuś - z dnia na dzień - zyskał sławę najpobożniejszego burmistrza w Polsce. Stał się symbolem góralskiej religijności. Niestety, szybko roztrwonił ten niematerialny majątek. Pięć lat później w atmosferze skandalu opuścił fotel burmistrza. Próba opatentowania oscypka, czyli zawłaszczenia dobra wspólnego Podhalan dla prywatnych korzyści, pogrążyła go definitywnie.

Słowa Papieża jednak pozostały: lokalni politycy i księża chętnie się do nich odwołują. - Ojciec Święty powiedział te słowa może dla nas górali na wyrost, ale widział nas jakby w ideale - mówi ks. Władysław Zązel, kapelan Związku Podhalan. - Czymże byłaby ludzkość, gdyby była taka, jaką widzę, a nie taka, w jaką wierzę? On wierzy w górali, on wierzy w Polaków.

Inaczej myśli ks. Tadeusz Juchas, kustosz sanktuarium Matki Boskiej Królowej Podhala w Ludźmierzu: - Do tej wypowiedzi Ojca Świętego mam osobisty stosunek. Znał swoją diecezję na wylot, Podhalan też. W Jego słowach nie było tylko elementu pozytywnego: na was zawsze można liczyć, jeżeli grzech nazwiecie grzechem. Wiedział, że można liczyć na wielką szczerość górali. Na Podhalu częściej niż gdzie indziej nazywa się jasno pewne zachowania - wyjaśnia ks. Juchas.

Szczerość jako istotna cecha góralskiej religijności. Ludźmierski proboszcz rozwija myśl: - Moje pierwsze doświadczenia duszpasterstwa na Podhalu wprawiały mnie w zdumienie. Obserwowałem wśród ludzi ogromną potrzebę nawrócenia się, oczyszczenia, uleczenia swoich słabości. Ks. Tischner mówił, że górale bardzo lubią się spowiadać.

Advocatus diaboli nie śpi: - Czy nie przychodzi im to zbyt łatwo, bez wniknięcia we własną duszę, we własne sumienie? Czy nie jest to tylko sposób na pozbycie się poczucia winy? - pyta retorycznie. - Słyszałem o różnych bezeceństwach w moim otoczeniu, ani razu nie widziałem aktu zadośćuczynienia. Warunki dobrej spowiedzi - na ile są spełniane?

Wróćmy jeszcze do wydarzeń spod Krokwi w 1997 r. - Wysoko podniesiono górala w oczach świata, bo nie tylko samego Podhala - mówi Jan Antoł - ale dla księdza Tischnera było to powodem do niepokoju, bał się, że zawiedzenie tych wysokich nadziei, tych wysokich ocen, może być katastrofalne. Żywił troskę i obawę, czyśmy zasłużyli, czy sprostamy...


Patrzeć ku wieczności

Wspomnienie sprzed dwudziestu kilku lat. Szałas babki Anieli Kobylarczykowej na Rusinowej Polanie w Tatrach. Niedzielny poranek. Przewracam się z boku na bok w śpiworze na sianie. Już chyba nie śpię, ale to, co do mnie dociera, więcej ma wspólnego z sennymi majakami niż z realną rzeczywistością. Niezwykłe objawienia, cudowne uzdrowienia, srogie kary za wiarołomność. Wszystko opowiedziane w pięknej gwarze, a na dodatek wszystkie te niezwykłości wydarzają się w swojskim pejzażu: owies, kopy siana, smreki, grapy i młaki. Wyglądam przez klapę w dachu. Bardzo konkretna rozmowa o nadprzyrodzonych zjawiskach. Poważni gazdowie i solidne gaździny. Dziś odpust na pobliskich Wiktorówkach. Przyszli wcześniej, Msza w kaplicy dopiero za godzinę. Siedzą na ławce pod szałasem, ukwalują.

Górale mają silną świadomość rzeczywistości pozamaterialnej. Realnie traktują Pana Boga, wadzą się z nim, układają, a nawet targują. Bliżsi są w tym sposobie myślenia romantycznym wieszczom niż współczesnym rodakom z głębi kraju. Może właśnie dlatego tylko tutaj funkcjonuje zjawisko takie jak "Górka", duszpasterstwo trzeźwości prowadzone przez księży jezuitów w zakopiańskim kościele na Górce. Przyrzeczenie, składane najczęściej na rok, zwykle jest dotrzymywane, często odnawiane. Skala zjawiska - 2,5 tys. osób rocznie.

- Co ciekawe - mówi ks. Juchas, który u siebie w Ludźmierzu także uruchomił takie duszpasterstwo - nie tylko ci, którzy zdecydowali się powstrzymywać od alkoholu, ale także ich koledzy od kieliszka, honorują obrazek informujący o ślubach trzeźwości, uważają, że zaistniała jakaś relacja ponadludzka, człowieka do Pana Boga. Na Podhalu jest jak u Mickiewicza: bo kto przysięgę naruszy, biada jemu za życia, biada jego złej duszy.

O góralskiej metafizyce opowiada ks. Zązel: "To wej stary góral, którego spotykam. - Ka sie wybierocie? - E... jegomości, trza się będzie pomalućku brać hań. - Nej kany? - Ku wiecności. Góral umie patrzeć ku wieczności, jakby naprzeciw jej wychodzi. Jak stary gazda u Kazimierza Przerwy-Tetmajera - obeseł se swoją gazdówkę, wyseł se do slonecka i hań se skonoł. On cuł tego Gazdę świata".

Kapelan Związku Podhalan wskazuje na źródła tej metafizyki: - Trudna skalna ziemia uczyła dialogu z Panem Bogiem - mówi ksiądz, wywodzący się z gazdowskiej rodziny w Dębnie Podhalańskim. - Góral wiedział, ile się trzeba natrudzić koło gazdówki, umiał podpatrywać prawa przyrody, podpatrywać pogodę, umiał się temu wszystkiemu dziwić.

Ks. Zązel bezwiednie używa czasu przeszłego i chyba ma rację. Współczesny mieszkaniec Podhala oddala się od przyrody. Coraz więcej łąk nieskoszonych. Usługi turystyczne, budowlane, handel - dają lepszy grosz niż gazdówka. W ślad za zmianą sposobu gospodarowania podążają zmiany w mentalności, także w religijności górali. - Jak upadnie gazdówka, to nie wiem, co tutaj zostanie... - mówi z rezygnacją w głosie Jan Antoł.


Pycha, pazerność i ofiarność

Co jest największą wadą, największym zagrożeniem dla podhalańskiego katolicyzmu? - Pycha, przerost pychy - odpowiada bez chwili wahania advocatus diaboli. - Puszenie się nawet w kościele. Dawniej to nie uchodziło, było napiętnowane. W duszy górala prostolinijnego i szczerego z otwartym sumieniem przed Bogiem i ludźmi było przekonanie, że trzeba być skromnym i autentycznym.

Uroczystości religijne na Podhalu są często pretekstem, żeby się pokazać. Lokalni politycy pięknie wyzdajani w pierwszych ławkach przed ołtarzem. Konie, powozy, sztandary, muzyka. Tylko my, tylko u nas, gdzie indziej tak nie ma. Treść nabożeństw z trudem przebija się przez oszałamiające bogactwo formy i doskonałe samopoczucie uczestników.

- Dawniej z poświęceniem szło się do kościoła wiele kilometrów - wspomina Jan Antoł. - Kobiety niosły buty w rękach, przed kościołem chlastały nogami po trawach, żeby oczyścić stopy z błota i dopiero wkładały buty. Chłopi starsi szli w butach, ale dzieci szły boso. To był konkretny wysiłek. Może dlatego treści wynoszone z kościoła, z nabożeństw, modlitw, kazań częściej przenoszono w rzeczywistość dnia powszedniego.

- Dzisiaj niedziela jest wyizolowana z tygodnia - kontynuuje góralski Gorgiasz. - W zasadzie dzień powszedni: to, co się myśli, co się robi, czym się człowiek cieszy, czym kłopocze, co go pasją napełnia - jest pozbawione odniesienia do Boga.

Drugim, obok pychy, największym zagrożeniem dla góralskiej religijności jest praktyczny materializm. Był zawsze. Dawniej wynikał z biedy. Paradoksalnie współistniał ze wspomnianą wcześniej świadomością rzeczywistości pozamaterialnej.

Prawdziwa historia z pewnej wsi na Podhalu. Ludzie chcieli mieć kaplicę, pojawił się problem gruntu pod budowę. Starsza kobieta, poważna gaździna, opowiada z przekonaniem, że przyśniła jej się Matka Boska i powiedziała, że działkę pod kaplice powinna dać sąsiadka. Sąsiadka dała pole i kaplica stoi.

Dawniej kłótnie o grunty, spory o miedzę były walką o chleb. W ostatniej dekadzie pojawiło się nowe zjawisko - bezwzględna rywalizacja. Stawką jest prestiż, zaistnienie lub upadek w oczach lokalnej społeczności. Jeżeli matka zostawia niemowlaka i jedzie do Włoch zarabiać pieniądze; jeżeli całe rodziny zostawiają domy, sprzęty, dobrze urządzone warsztaty pracy i jadą do Ameryki, żeby mieć więcej - jest w tym zaślepienie. Jest w tym coś groźnego, sprzecznego z Ewangelią. Rodzi złe owoce. Rozbite rodziny, zanik wrażliwości moralnej - u zwycięzców depresje. Nawet samobójstwa - u tych, którzy przegrali wyścig.

- Z tym materializmem góralskim to nie całkiem tak - broni Podhalan Janina Duda, góralka z Szaflar, której poszczęściło się finansowo w Ameryce, właścicielka biura podróży "Redyk Travel" z Chicago. - Ludzie ciężko pracują, oszczędzają, chcą mieć te pieniądze, ale też szczerze dają na cele związane z Kościołem. Chętnie dzielą się, jeżeli trzeba drugiemu pomóc. Ja też tak robię i muszę powiedzieć, że jakoś ten datek się później zwraca - dziesięciokrotnie, stokrotnie.

Odwrotnością pazerności jest ofiarność. I obie te cechy można przypisać góralom. Czasem to kwestia indywidualna - jeden jest pazerny, a drugi ofiarny. Często jednak obie sprzeczne cechy ujawniają się u tego samego człowieka. Można było być zdumionym i zbudowanym ofiarnością góralską podczas akcji charytatywnych - pomocy dla powodzian, uchodźców z Kosowa i innych organizowanych przez redakcję "Tygodnika Podhalańskiego".

Ksiądz Zązel mówi o gotowości do spełnienia tego, co się powinno uczynić w danej chwili. - Jakby co, kiedy co, kany co, albo tyz kiedy kany z kim, to my som. To jest bliskie sformułowaniu modlitwy Ojcze Nasz - bądź wola Twoja. Być gotowym do spełnienia woli Bożej - wyjaśnia kapelan Podhalan.


Ostrewka zamiast duszy

Czy góralska religijność przetrwa zmiany, jakim podlega współczesny świat? - Korozja duchowości idzie do nas z Zachodu i trzeba się obawiać, czy razem z pryszczycą i chorobą wściekłych krów nie przyjdzie i ta choroba ducha - twierdzi ks. Zązel. I dodaje gwarą: - Ze i nolepse serce przeinacy zdradliwy świat.

Czego innego obawia się Jan Antoł: - Gdy osłabnie presja wzorców obyczajowych, pewnego nawyku i nacisku środowiskowego; gdy religia, nie z zewnętrznych jakiś powodów, tylko z samej przemiany mentalności, przestanie być pozytywnym dyplomem, pozytywnym obrazem bycia w otoczeniu - mówi Antoł - może nastąpić wielkie tąpnięcie. Bez żadnej ateizacji, bez zewnętrznej ingerencji może zawalić się to, czym się księża w tej chwili cieszą: że jest bardzo dużo ludzi w kościołach.

Advocatus diaboli dodaje skwapliwie: - Widzę to po młodzieży, ona nie wchodzi podczas Mszy do kościoła. Kościoły są już w każdej wsi, a w niektórych po dwa, ale młodzi stoją na zewnątrz.

Ratunkiem jest solidna praca formacyjna Kościoła. Taka, która w ciszy wchodzi w sumienie, a nie na pokaz robi wielkie manifestacje. - Bo jeśli tego nie będzie - mówi Gorgiasz z Bańskiej - to regionalne ozdoby opadną jak liście i zostanie - nie powiem, że suche drzewo, ale ta przysłowiowa ostrewka, o której niektórzy z przekąsem mówią, że góral zamiast duszy ma ostrewkę.

Jan Antoł odwołuje się do ks. Tischnera: - Mieściło się w generalnej myśli Księdza Profesora nad kulturą, obyczajowością i duchowością górali, żeby nie wybijał się na pierwsze miejsce ten akcent pyszałkowatej megalomanii, że góral to coś więcej niż człowiek: aby góral był człowiekiem, później dopiero góralem.

Podobnego zdania jest ks. Juchas: - Nie wiem, czy można szufladkować religijność krakowian, religijność górali - mówi kustosz sanktuarium ludźmierskiego. - Wszędzie jest człowiek, zawsze ma wielkie i mniejsze wizje świata.


Taka brzydka figura

Zacząłem od zakopiańskiej parafii księdza Stolarczyka, bo malownicza; ale prawdziwym centrum religijnym Podhala był i jest Ludźmierz - sanktuarium Matki Boskiej Królowej Podhala. Tę rangę potwierdził Jan Paweł II w 1997 r., pielgrzymując w papamobile z Zakopanego drogą wierchową do Ludźmierza. - Tradycja pielgrzymowania to odkrycie przez człowieka, że Pan Bóg sobie umiłował jakieś miejsce - mówi ks. Juchas - Bo to nie człowiek wybiera. Wiele jest sanktuariów, które ludzie budowali i nic z tego nie wyszło. Mówimy czasem o genius loci, wiemy, że jest, ale nie potrafimy żadnymi narzędziami zbadać, dlaczego jest. Dlaczego taka brzydka figura jest znakiem łaski, kultu, miłości? Dlaczego taki ciasny, brzydki kościół ma wielkie znaczenie w życiu religijnym? Kiedyś przyszła pewna artystka: popatrzyła na Matkę Boską - jakaż ona brzydka. Odparłem: - Bardzo panią przepraszam, pani ma takie oczy. Ten znak od Boga nie musi być piękny dla wysublimowanego artysty.

Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny, główny odpust w Ludźmierzu, przypada 15 sierpnia. - Pamiętam z dzieciństwa to poruszenie Podhala - wspomina kustosz sanktuarium, pochodzący z pobliskiej wsi Stare Bystre. - Na piechotę, furmankami, Ratułów, Dzianisz, Ciche, jedni wierchową drogą, inni dolinami, wszystkie ścieżki i drogi prowadziły do Ludźmierza. Msze w parafiach o godz. 11. były odwoływane, wszyscy księża na rowerach, jak kto mógł, jechali na odpust.

Czy ta tradycja przetrwa w dzisiejszym świecie? - Na razie się broni, bo ludzie tu przyjeżdżają - twierdzi ks. Juchas - Gdyby nie mieli przekonania, że tu dla nich stało się coś nadzwyczajnego, to by nie przyjeżdżali. Trzeba tu być 15 sierpnia, zobaczyć, co się dzieje w sercach ludzi, bo to po prostu upokarza księdza, co ludzie przeżywają - spotkanie z sacrum przez kult Matki Bożej. Było wielu księży, którzy chcieli tworzyć jakąś nowoczesną formę duszpasterstwa. Dopiero kiedy siedli do spowiedzi w nocy z 14 na 15 sierpnia, zobaczyli żar modlitwy czuwających ludzi, pchających się do spowiedzi, do komunii. Zrozumieli, że tu jest źródło i wokół niego trzeba budować.

Oby źródło nie wyschło. Podhale jest jakby soczewką, w której skupiają się nasze narodowe zalety i wady. Wszystko jest tu jaskrawsze, mocniejsze, dobitniejsze. Wyschnięcie ludźmierskiego źródła byłoby złym znakiem dla Polski.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny