adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 33 (2823)
17 sierpnia 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet

Listy


"Krewieństwo i miłość"

Joanna Olech w artykule "Patos i zwykłe dobro" ("TP" nr 31/03) nie wspomina o związkach Kornela Makuszyńskiego z Litwą. Pisarz dobrze poznał ten kraj, ponieważ przez pewien czas tam mieszkał, a poemat "Pieśń o ojczyźnie" częściowo poświęcił Litwie.

Emilia Bażeńska (1881-1926), córka Michała Ignacego Bażeńskiego (zm. w 1902 r.), właściciela majątku Burbiszki (Burbiškěs) w obecnym rejonie radziwiliskim (Radviliškěs) na Żmudzi, w latach 1908-10 studiowała na Uniwersytecie Lwowskim. We Lwowie w 1910 r. poznała Kornela Makuszyńskiego, zaprosiła go do brata Michała Bażeńskiego, ówczesnego właściciela Burbiszek. Makuszyński poznał okolicę, dwór i dobrze utrzymany majątek, duży park, w którym było kilka stawów i sadzawek, mosty kamienne i drewniane oraz pierwszy na Litwie pomnik Adama Mickiewicza, dłuta Kazimierza Ulańskiego (1878-1914) z Poniewieża, ucznia Konstantego Laszczki z Krakowa. Po roku narzeczeństwa Emilia Bażeńska i Kornel Makuszyński pobrali się. Makuszyński w latach 1913-14 mieszkał w Burbiszkach. Rozkochany w architekturze zakopiańskiej, przywiózł spod Tatr domek i postawił go w parku. Było to kuriozum, ponieważ na równinach żmudzkich domek zakopiański niezbyt dobrze się prezentował. Domek Makuszyńskiego w Burbiszkach przetrwał do drugiej wojny światowej i dopiero w czasie wojny, jak oświadczył mi bratanek Emilii Makuszyńskiej, Adam Bażeński, spłonął z częścią zabudowań dworskich. Podobno w tym domku Makuszyński, w latach 1923-24, podczas wakacji napisał poemat "Pieśń o ojczyźnie". W Burbiszkach zastała go pierwsza wojna światowa. Makuszyńskiego, jako obywatela wrogiego Rosji państwa austriackiego, aresztowano i internowano z żoną w głębi Rosji.

We wrześniu 1914 r. Makuszyńscy wyjechali do Kostromy. Dzięki staraniom szwagra Michała Bażeńskiego, a także pomocy aktorów Stanisławy Wysockiej i Juliusza Osterwy, zwolniono ich z internowania i pozwolono w 1915 r. zamieszkać w Kijowie, gdzie pisarz został prezesem Związku Literatów i Dziennikarzy Polskich oraz kierownikiem literackim Teatru Polskiego. W 1918 r. Makuszyńscy wrócili do Polski i zamieszkali w Warszawie. W 1924 r. Makuszyński wydał poemat "Pieśń o ojczyźnie", za który w 1926 r. otrzymał nagrodę państwową. W latach 1922-25 Makuszyńscy bywali w Burbiszkach, ponieważ Emilia miała w sąsiedztwie folwark Pojule, który dzierżawił, a później kupił, brat Michał. Emilia zmarła w 1926 r. na gruźlicę. Pochowano ją na Powązkach obok grobu Władysława Stanisława Reymonta, jej przyjaciela. Makuszyńska miała wielu przyjaciół pośród literatów. W jej sztambuchu pozostały wpisy m.in. Józefa Weyssenhoffa, Edwarda Leszczyńskiego, Włodzimierza Perzyńskiego. Po śmierci żony Kornel Makuszyński zerwał z Litwą, nigdy więcej tam nie pojechał. Jednakże wspomnienia z Litwy pozostawił w następujących strofach:

W tamtej to stronie lud jest zasiedziały,
Jak dąb wieczysty, zasię w jego słojach,
Tysiąc wyczytasz lat żywota chwały,
Serce swe dumnie zahartował w bojach,
Krwią nie inkaustem pisząc swe annały...
Co w jakichś starych wyczytałem zwojach.
Zaś ja, włóczęga, ciągle śniąc o gwieździe,
Żonę w litewskim tem znalazłem gnieździe.
Stąd moje z Litwą krewieństwo i miłość
(...)

MIECZYSŁAW JACKIEWICZ
(Olsztyn)





Zaniżone dane

W "Ściądze z Francji" (dodatek francuski z serii "Unia dla Ciebie", "TP" nr 31/03) przeczytałem, że wyznawców islamu jest we Francji 4 proc. Są to chyba dane zaniżone. O kilkunastu procentach czytałem w prasie francuskiej już w 2001 r. i to przed 11 września. Również 65-proc. udział źródeł atomowych w produkcji energii jądrowej we Francji to stanowczo zbyt niski wskaźnik. W 2000 r. udział ten wynosił już ponad 78 proc., a w ostatnich dwu latach jeszcze się zwiększył do minimum 80 proc. (źródła: www.electricitedefrance.fr; Janet Wood "Looking ahead. A bigger role for nuclear in Europe?", Electricity International, maj 2001).

RAFAŁ MAJDA
(Łódź)





Spotkanie w Nadliwiu

Zapraszam dzieci z mózgowym porażeniem dziecięcym do lat 15 oraz ich rodziny do udziału w ,,Integracyjnych Dniach Modlitwy", organizowanych w Domu Fundacji Dzieci-Dzieciom w Nadliwiu, blisko Wyszkowa n/Bugiem (woj. mazowieckie). Podczas Dni, od 20 do 30 sierpnia 2003 r., przez różańcowy dialog rodzinny będziemy budować "Kościół obecności" w środowisku domowym. Codziennie będziemy prowadzić różaniec dialogowany, aby doświadczyć siły różańca w dialogu rodzinnym.

Zgłoszenia proszę przesyłać pod adresem: Fundacja Dzieci-Dzieciom Nadliwie 05-281 Urle; tel. 0-25, 62-40-407; e-mail: dziecidzieciom@wp.pl
Ks. KRZYSZTOF MAŁACHOWSKI OS





Pomóż hospicjum

Hospicjum św. Jana Ewangelisty w Szczecinie organizuje kolonie letnie dla dzieci osieroconych, pozostających pod naszą opieką. Prosimy o wsparcie finansowe. Przywróćmy wspólnie tym dzieciom uśmiech, radość i chęć do życia. Za ofiarowany dar serca serdecznie dziękujemy.
Oto numer naszego konta:

BH SA o/Szczecin - 10301276-35164000,
z dopiskiem "Kolonie".
Ks. KRZYSZTOF BIERNAT SAC
dyrektor hospicjum





Wizy a sprawa łopat

Opublikowany na łamach "TP" (nr 31 br.) felieton Jacka Podsiadły "Po pierwsze, nie mają łopat" spowodował, że zdecydowałam się zabrać głos w poruszonej przez Autora sprawie polityki wizowej wobec wschodnich sąsiadów Polski. Drugim powodem polemiki jest fakt, że ponad połowa artykułu pana Podsiadły jest poświęcona krytycznemu "omówieniu" mojej analizy "Siedem mitów na temat Kaliningradu" (wydawnictwa Ośrodka Studiów Wschodnich, 2002). Lektura tekstu Jacka Podsiadły kojarzy się z propagandową produkcją wykonaną na zamówienie obecnej polityki zagranicznej władz Federacji Rosyjskiej. Zbieżność argumentów i sposobu rozumowania jest wręcz zaskakująca. Jednak to, co wydaje się zrozumiałe w wydaniu rosyjskiego polityka czy urzędnika, reprezentującego interes swojego kraju, jest jednak pewną niespodzianką, gdy wychodzi spod pióra, jak mniemam, poważnego polskiego publicysty. Pozwolę sobie pokrótce odnieść się do kolejnych tez zawartych w felietonie Podsiadły.

1. Autor nie widzi sensu wprowadzania wiz wobec wschodnich sąsiadów Polski. "Nie potrafi pojąć" związku między tą, jego zdaniem, zbędną biurokratyczną procedurą a uszczelnianiem granic. Tymczasem związek jest oczywisty. Wprowadzając wizy, można ograniczyć nielegalny handel oraz nielegalną migrację zarobkową. Nielegalny handel uszczupla budżet państwa o znaczne kwoty z opłat celnych i podatków oraz pozbawia władze możliwości ochrony rodzimego przemysłu czy rolnictwa. Z kolei masowo podejmowana przez cudzoziemców "praca na czarno" odbywa się z pominięciem podatków i ubezpieczeń społecznych, kosztem zmniejszenia liczby legalnych miejsc pracy. Ograniczanie tych niekorzystnych praktyk jest dla cywilizowanego państwa bardzo pożądane.

2. Niezrozumiałe dla Jacka Podsiadły przyczyny konieczności "odgradzania się od przyjaciół ze Wschodu" w imię "zacieśniania więzów internacjonalistycznej przyjaźni z Belgami czy Francuzami" są również jasne: taki jest wymóg integracji z UE. Wolno nam uważać go za słuszny lub nie, ale jeśli chcemy stać się członkiem Wspólnoty Europejskiej, musimy się temu wymogowi podporządkować. Możemy zaniechać bratania się z Zachodem i kontynuować, tak nostalgicznie wspominane przez Jacka Podsiadłę, "50 lat zżywania się ze Wschodem". Dla mnie jednak taka alternatywa nie wydaje się atrakcyjna.

3. Za niepolityczne uznałabym też nazywanie tranzytu do Kaliningradu podróżowaniem z "Rosji do Rosji" i traktowanie swobody podróży obywateli Federacji Rosyjskiej na tej trasie za ich święte prawo. Jackowi Podsiadle wydaje się umykać, że gdzieś po drodze znajduje się Litwa, o której nie wspomniano w felietonie ani razu. Tymczasem Litwa jest krajem suwerennym i ma prawo decydować, kto i kiedy przekracza jej granice. Zwłaszcza jeśli kontrola nad granicami jest warunkiem pełnoprawnego członkostwa w UE, do którego Wilno dąży. Nikt chyba nie oczekuje, że Litwa zrezygnuje z europejskich aspiracji w imię komfortu podróżowania przez jej terytorium obywateli rosyjskich.

4. Niezrozumiałe wydaje mi się oburzenie Jacka Podsiadły wobec zawartej w moim tekście propozycji zapewnienia komunikacji z enklawą kaliningradzką przez rozwój połączeń morskich i lotniczych, które nie wymagałyby przejazdu przez lądowe terytorium innych państw. Pan Podsiadło sugeruje, że z powodu braku funduszy rozwój komunikacji morskiej i lotniczej z Rosji do Kaliningradu jest równie nierealistyczny, jak pomysł przedostawania się do Kaliningradu podkopem (przy użyciu jakoby brakujących w Kaliningradzie tytułowych łopat). Jestem w pełni świadoma problemów finansowych Rosji. Niemniej uważam, że kraj ten, jeśli jest w stanie przeznaczać ogromne sumy na wojnę w Czeczenii, może też wygospodarować więcej pieniędzy na bezpośrednią komunikację z Kaliningradem (o czym świadczy zresztą fakt, że w ciągu ostatniego roku fundusze przeznaczone na wspomniane połączenia znacznie wzrosły).

5. Wreszcie Jacek Podsiadło kwestionuje też opisaną przeze mnie zależność między wprowadzeniem wiz a większym komfortem przejazdu przez przejście graniczne. A przecież spowodowane wprowadzeniem wiz ograniczenie mrówczego przemytu w znacznym stopniu powinno zmniejszyć kolejki na przejściach granicznych między Polską a enklawą kaliningradzką. Zatem i pan Podsiadło, i jego przyjaciele ze Wschodu (którzy, jak sądzę, nie podróżują do Polski jako "mrówki" czy gastarbeiterzy) nie będą musieli stać w kilkugodzinnych kolejkach przed szlabanem granicznym.

Rozumiem, że u podstaw przesłania zawartego w felietonie Jacka Podsiadły leży deklarowana przez Autora głęboka sympatia wobec naszych sąsiadów ze Wschodu. Panie Jacku, nie jest pan w niej odosobniony. Ja również mam wielu przyjaciół za naszą wschodnią granicą i częściej jeżdżę w tamtym kierunku niż na Zachód. Boleję nad koniecznością wprowadzenia wiz i negatywnymi konsekwencjami tego faktu. Rozumiem jednak, że choć nieprzyjemne, posunięcie takie jest konieczne z punktu widzenia interesów naszego kraju. Jeśli musimy wybierać między Wschodem i Zachodem, dobrobyt i przyszłość Polski niewątpliwie należy wiązać z tym ostatnim.

KATARZYNA PEŁCZYŃSKA-NAŁĘCZ
kierownik Działu Rosyjskiego, OSW





Ani słowa o ojcach

Jestem osobą z ponad 30-letnim stażem małżeńskim. Stosując NPR, doczekaliśmy się trójki dzieci, dwoje planowanych. Dzięki Bogu, zdrowie i sytuacja materialna sprawiły, że nasze ukochane najmłodsze dziecko nie zubożyło, lecz wzbogaciło rodzinę. Usiłowania wyjaśnienia zakazu stosowania nie-aborcyjnych środków antykoncepcyjnych brakiem miłości albo szacunku są chybione. Takie jest aktualne nauczanie Kościoła, a obowiązkiem katolika jest się do niego zastosować. Nauczanie jednak może się zmienić, jak stało się to odnośnie "kalendarza małżeńskiego". Metody NPR nie są ani łatwe, ani przyjemne, ani zbyt skuteczne. Ale też nigdzie nie powiedziano, że życie zgodne z nauką Ewangelii i Kościoła takie będzie.

W naszych kościołach zaniedbano natomiast głoszenia nauk o odpowiedzialności mężczyzn, wynikającej zarówno z poczęcia, jak obowiązku wychowania dziecka. Dlaczego kaznodzieje mówią o zbrodniczych matkach, polityce, akcjach Jurka Owsiaka, a o ojcach ani słowa? Czy mężczyzna, który nie łoży na utrzymanie dzieci, miewa kłopoty z rozgrzeszeniem? A ten, który nie wytrzymał w rodzinie z kalekim dzieckiem, pozostawiając matce problemy opiekuńcze i finansowe?

(nazwisko i adres do wiadomości redakcji)




Gdzie są odważni?

Przez niektóre głosy w dyskusji o antykoncepcji przemawiają: kalkulacja, lęk i obawa. A przecież, jeśli wierzę, że Bóg mnie kocha i zabezpiecza moje życie, dlaczego miałby nie zabezpieczać człowieka, który urodził się jako piąte czy ósme dziecko? Nie chcę przez to powiedzieć, że jako rodzic nie muszę niczego robić dla jego rozwoju. Przeciwnie - mam odważnie podejmować obowiązki, wierząc, że Bóg pozwoli mi je wypełnić, tzn. ich efekt będzie dla nas dobry. Nie chcę też przez to zaprzeczać, że Bóg dał człowiekowi rozum, którym powinien się kierować. Uważam, że właśnie dzięki rozumowi człowiek potrafi pojąć Pismo św., mówiące o tym, aby nie troszczyć się zbytnio o sprawy materialne; bądź że Bóg daje swoim przyjaciołom we śnie to, o co inni zabiegają przez cały dzień oraz że synowie są darem Pana a owoc łona nagrodą (Ps 127 - jak można być szczęśliwym, nie przyjmując tego?) czy inne fragmenty.

Mam pięcioro dzieci i ustawicznie przekonuję się, że Bóg działa w moim życiu. Przez obecne propozycje pracy, które nie są częste u ludzi z moim wykształceniem, oraz przez fakt, że mam czas dla dzieci.

Słyszałem kiedyś dwa midrasze żydowskie. Jeden o tym, że morze rozstąpiło się dopiero wtedy, kiedy pierwszy Izraelita wstawił w nie stopę. Drugi o ojcu Mojżesza, który nie chciał współżyć, bojąc się poczęcia dziecka. Było to w czasach niewoli egipskiej, gdy faraon zabijał narodzonych chłopców. Usłyszał wówczas od córki: ,,Tato, ty jesteś gorszy od faraona. On zabiera tylko życie doczesne, a ty nie pozwalasz począć się wiecznemu" (czy też do życia wiecznego). Odwagi!

(dane osobowe do wiadomości redakcji)


Wszystkie teksty oraz listy na ten temat są dostępne na naszej stronie internetowej: www.tygodnik.com.pl/tematy/antykoncepcja/

 


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny