adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 33 (2823)
17 sierpnia 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet

Dwa końce wieku

Lektor


"Byśmy miłowali"


Leszek Aleksander Moczulski: JEJ NIGDY ZA PÓŹNO - "Jest to poezja elegijna i ściszona, próbująca opanować chaos i cierpienie wypełniające świat - przez odwołanie się do podstawowego gestu współczucia i współodczuwania. Mógłby Moczulski powtórzyć słowa Dietricha von Hildebranda: "Serce pod wieloma względami pełniej ucieleśnia prawdziwe ja osoby niż rozum lub wola". Bo jest on niewątpliwie poetą serca, uznającym bliskie pokrewieństwo poezji i dobroci". I drugi cytat: "Taka wizja porządku świata jest wizją na wskroś chrześcijańską. Ku niej - poprzez sceptycyzm, prometejskie oskarżenia, mozolny powrót do źródeł - zmierzała poezja Moczulskiego. Dla jego bohatera Bóg staje się teraz pierwszą gwarancją i obroną Prawa natury i Prawa moralnego. Jego nieustanna obecność doświadczana jest w najmniejszych elementarnych przejawach życia.... Zadaniem człowieka jest odczytywanie takich znaków. I tego najważniejszego: celu, jaki przed każdym został postawiony".

Cytat pierwszy, autorstwa Mariana Stali, pochodzi z tekstu opublikowanego przed czternastu laty w "Tygodniku", po ukazaniu się tomu Moczulskiego "Odwitania z Suwalszczyzną". Autorem cytatu drugiego jest Bronisław Maj, który blisko dwadzieścia lat temu na łamach "Znaku" komentował przemiany w poezji Moczulskiego. Nowy tom wierszy krakowskiego poety potwierdza konsekwencję jego drogi - i trafność konstatacji obu recenzentów.

Pierwszą część tomu, zatytułowaną "Żywa pamięć", wypełniają zmarli. Ci z rodzinnej Suwalszczyzny, najbliższa rodzina i sąsiedzi, i ci spotkani później: Mirosław Tarasewicz, Wincenty Faber, Adam Włodek, Kornel Filipowicz, "Joanna poetka" (Joanna Salamon), ksiądz Józef Tischner, pani Eugenia Monne - Sybiraczka... Ale ten zbiór elegii rozpoczyna wiersz należący do innego gatunku: "Lśnienie", hymn pochwalny na cześć ojcowskiej maszyny do szycia. "Zalśniła i minęła, / jak zalśnił i minął człowiek, / który na niej pracował / nad stawaniem się świata / w jednej z tysiąca pracowni". "Zalśnił i minął" - ale w istocie nadal jest. Bowiem:


Miała być trawa
A jest pamięć
Niepojęte jak zmartwychwstanie
Imię żywe



"I zamiast mi odchodzić / to Ciebie mi przybywa" - czytamy w zamykającym tę część tomu wierszu "Pamięci Ojca". A w wierszu "Z Samuela Becketta" znajdującym się już w części drugiej, "Jesteś przechodniem", znajdujemy wezwanie: "Bądźmy po stronie żywych umarłych, / a nie po stronie żywych a martwych". Obroną przeciw pustce, samotności i trosce ("Nieprzyjaciel pustka atakuje mocno / gałązka bzu spojrzała przez okno") są dobro, nadzieja i miłość; "Dobro raz wyrządzone nie przemija, wraca". Książka kończy się Moczulskiego hymnem o miłości: to właśnie "Jej nigdy za późno, Jej nigdy za wcześnie". Te urzekająco proste wiersze niosą pociechę i radość - choć okupioną cierpieniem. (Wydawnictwo Literackie, Kraków 2003, s. 64.)



"Ołtarz całopalny serca"


Maria Pawlikowska-Jasnorzewska: DANAIDY - podtytuł tej książeczki - "Utwory ostatnie" - jest mylący. Chodzi bowiem o teksty z kilku wojennych lat, wydobyte z papierów zmarłej 9 lipca 1945 roku w Manchester poetki. Papiery te znajdowały się w okresie powojennym w posiadaniu jej męża, Stefana Jasnorzewskiego, który pozostał w Anglii. "Gdy zmarł w 1970 r. - czytamy w "Nocie edytorskiej" Tadeusza Januszewskiego - jego siostra, warszawska aktorka Halina Jasnorzewska-Kaduszkiewicz, pojechała do Manchesteru na pogrzeb, a wracając, przywiozła papiery. Przez 15 lat miała je w domu, przeglądała, czytała, cenzurowała listy nożyczkami. W latach 1985-1987 trafiły one do Muzeum Literatury w Warszawie. Z tego archiwum pochodzą ogłaszane obecnie utwory". Dodajmy, że w 1998 roku zapalony kossakolog Kazimierz Olszański opublikował pochodzący z tego samego źródła ogromny blok korespondencji Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej ze Stefanem Jasnorzewskim.

A co otrzymaliśmy teraz? Kilkanaście wierszy, których stopień dopracowania czy ukończenia trudno określić; garść satyrycznych fraszek, niektóre w stylu znanych już "Rubajatów wojennych"; fragmenty prozy poetyckiej należące do cyklu "Szkicownika poetyckiego" (tom próz tak właśnie zatytułowany Pawlikowska wydała w roku 1939, tuż przed wybuchem wojny, i na emigracji chętnie wracała do tej formy); na koniec zaś inne jeszcze krótkie prozy, opatrzone przez autorkę tytułami "Almanach Kossaków" i "Notatki z przeszłości".

Edytor zastrzega: "Czytelnikom, a zwłaszcza przyszłym wydawcom, którzy będą chcieli włączyć owe teksty do zebranej twórczości poetki, pragnę z naciskiem zwrócić uwagę, że teksty te wyjęte zostały z pośmiertnej spuścizny - i tak powinny być traktowane i ogłaszane. A zatem nie w dziale "Wiersze rozproszone", a więc wśród wierszy, które poetka sama zdecydowała się ogłosić, lecz w dziale "Z rękopisów"". Zastrzeżenie słuszne, bo istotnie spore tu panuje materii pomieszanie. Niektóre utwory, jak tytułowy wiersz książki - o córkach Danaosa, których beznadziejny trud, napełnianie beczki czy też urny bez dna, ma być "obrazem złudzeń naszych i zawodów" - wydają się ukończone. Inne stanowią kontynuację rzeczy opublikowanych przed wojną; znany wiersz o polskich barwach narodowych ("Białokrwawy, / krwawobiały, lniany / Opatrunku, który zwiesz się: sztandar..."), ogłoszony w tomie "Balet powojów" (1935), otrzymał ciąg dalszy, w której metafora sztandaru-opatrunku dostosowana została do realiów wojennych. Jeszcze inne są wyraźnie brulionowymi szkicami albo wariantami. Na przykład pierwszą część cyklu "Pajęczyna" ("Gdzie się kończy mglista pajęczyna? / Gdzie się krąg jej przerzedzać poczyna?...") odnajdziemy, w nieco tylko zmienionej postaci, w wierszach "W pajęczynie" i "Mucha" ogłoszonych podczas wojny na łamach "Wiadomości Polskich".

Mamy więc w istocie zbiór fragmentów, chwilami jednak bardzo poruszających, a że chodzi o wybitną poetkę - warto po nie sięgnąć. Dwa wątki są w tej książeczce szczególnie ważne. Pierwszy to wojna, której widzenie przez Pawlikowską inne jest niż w większości poezji emigracyjnej. Pisał Jerzy Kwiatkowski: "Wojna to dla Pawlikowskiej ani: utrata i dążenie do odzyskania niepodległości przez własny kraj, ani: walka faszyzmu z demokracją i socjalizmem, ani: zmaganie się sił Dobra z siłami Zła, lecz - szaleństwo pewnego gatunku biologicznego. Bezosobowe, zawinione przez wszystkich". W czterowierszu "Niewinny morderca" lotnik zrzucający bomby na bezbronne miasta, "powietrzny jeździec, straszliwszy od Moru", jest zarazem "biednym aniołem", niewinnym "jak grad i jak piorun".

Wątek drugi, wszechobecny, to dojmująca nostalgia, tęsknota za domem, przywoływanie zaludniających go postaci: tych, co umarli już dawno i tych, których żegnać trzeba teraz, z daleka. "Kochać kogoś, który już nie żyje, jest klęską serca. Pamiętać chcę wszystko o Tobie, najdroższy" - to apostrofa skierowana do ukochanego ojca, Wojciecha Kossaka. Ucieleśnia on witalność i fizyczne piękno, przeciwstawione własnej niedoskonałości; powraca tu obecny u Pawlikowskiej kompleks fizycznej ułomności i traumatyczne wspomnienia odbytej w dzieciństwie kuracji kręgosłupa. Stronę dalej zaś znajdziemy taką oto piękną miniaturę - wspomnienie Kossakówki:

"Berberys kwitnął żółto, skromnie, pomiędzy murem a zakurzoną ulicą, właściwie przedłużeniem placu Kossaka, obok niezbyt artystycznej, skromnie szarokatolickiej Marii z kamienia. Ta statua była pokornym zaprzeczeniem wszelkiego zmysłu malarskiego w tym ogrodzie. Zrezygnowała z wszelkiego snobizmu. Mama czciła ją uparcie, my tolerowałyśmy ją zaledwie. Sine kwiatki, jakieś żylaste begonie bez uroku, bratki ślepa brać, rodem od Józefickich flanc, wszystko wzruszająco pospolite. I dzisiaj dopiero wzniosłe dla mnie, gdy w okrojonym podczas wojny ogrodzie kąt ten być może jest już tylko widmem w mojej pamięci, a jeśli trwa, i jeśli bardzo już "posunięta" Momo odprawia przed nim swoje majowe kulty, to jest ołtarzem całopalnym mojego serca". (Czytelnik, Warszawa 2003. Opracował Tadeusz Januszewski. W księgarniach jest też dostępne kolejne już wydanie, tym razem jednotomowe, "Poezji zebranych" opracowanych przez Aleksandra Madydę.)


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny