adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 33 (2823)
17 sierpnia 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz


Komentarze

Andrzej Brzeziecki
Polska A, Polska B, Polska SLD

Dotychczasowy podział na Polskę A i Polskę B odchodzi do lamusa, bo tę drugą zastępuje obszar będący pod polityczną i ekonomiczną kontrolą SLD-owskich bonzów. Afera starachowicka i zamieszanie wokół huty w Ostrowcu Świętokrzyskim pokazują niebywałą sieć powiązań, nie zawsze legalnych, biznesu i polityki. Osobami tkającymi sieć są zwykle działacze SLD - wszystkich szczebli.

Na nieszczęście finansowo-polityczne rozgrywki odbywają się kosztem najuboższych i na terenach objętych wysokim bezrobociem. Partia, która, przynajmniej według programu, powinna bronić ludzi pracy, lekką ręką zezwala na kupczenie ich interesami i rozgrywanie ich ubóstwem: klientom Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Ostrowcu sugerowano, by w wyborach samorządowych głosowali na Jana Szostaka (obecnego prezydenta miasta), jeśli chcą nadal korzystać z zasiłków, to samo powiedziano pracownikom zagrożonej likwidacją huty.

Ponoć ryba psuje się od głowy. SLD-owskie afery na szczytach władzy i wśród lokalnych struktur zdają się sugerować, że ta ryba była zepsuta od pierwszego dnia życia.



Robert Kusek
Wrogowie czy wyzwoliciele

Dowództwo sił koalicyjnych w Iraku ogłosiło w ub. tygodniu radykalną zmianę procedur i strategii działania. Największe modyfikacje dotyczą zasad bezpośrednich kontaktów z Irakijczykami. Jak zapowiedział generał Ricardo S. Sanchez, wojska amerykańskie wycofają się z miast, w których pełną kontrolę sprawować może policja iracka. Podczas aresztowań i rewizji, Amerykanie zobowiązali się przestrzegać nowych reguł: budynki mają być otaczane, następnie mieszkańcy informowani o rewizji, a wkroczenie do środka następować ma w obecności przedstawiciela społeczności irackiej (strategia cordon and knock). Większy nacisk położony ma być także na dialog z lokalnymi liderami plemiennymi i duchowymi przywódcami.

Waszyngton w końcu zdał sobie sprawę z potrzeby całkowitej rekonstrukcji stosunków między wojskami koalicji a ludnością cywilną. Pytanie brzmi tylko: czy nie za późno? Kto bowiem wie, czy szanse na zbudowanie pozytywnych relacji z Irakijczykami nie zostały zaprzepaszczone już na początku wojny. Cel, jakim było szybkie schwytanie Saddama Hussajna, zepchnął na dalszy plan problem odpowiedniego poszanowania praw, tradycji i kultury Irakijczyków. Stąd liczne rewizje (zwłaszcza w nocy, połączone z wyłamywaniem drzwi) oraz aresztowania niewinnych cywilów. Brutalna aktywność wojsk koalicyjnych w połączeniu z katastrofalną sytuacją ekonomiczną przyczyniły się do tego, że w kilka miesięcy po zakończeniu walk głównym wrogiem Irakijczyków stali się ich "wyzwoliciele".

Jeśli wojskowi poważnie potraktują zapowiedziane zmiany, szanse na uzdrowienie sytuacji w Iraku poważnie wzrosną. Niespodziewanie pojawił się też kolejny czynnik, który może mieć znaczący wpływ na kontakty Irakijczyków z wojskami koalicyjnymi. Czwartkowy atak na ambasadę jordańską w Bagdadzie może, paradoksalnie, wytworzyć atmosferę sprzyjającą zbudowaniu lepszych relacji między obiema stronami. Zamachowcy pokazali bowiem, że w akcjach wymierzonych przeciwko "okupantom" nie mają dłużej zamiaru oszczędzać ludności cywilnej, a amerykański wywiad potwierdził, że jest to dopiero pierwsza z serii akcji terrorystycznych przygotowywanych przez islamskich fundamentalistów z organizacji Ansara-al-Islam. Bezpieczeństwo zwykłych Irakijczyków zależy więc teraz także od ich woli współpracy z Amerykanami w walce z terrorystami.

Krzysztof Burnetko
Kto tu rządzi

Szefowi kancelarii Premiera Markowi Wagnerowi wystarczyło kilka godzin, by zwolnić członków gabinetu politycznego Leszka Millera, którzy złamali ustawę antykorupcyjną. Minister infrastruktury Marek Pol potrzebował paru dni, by odwołać szefa Poczty Polskiej, który też nie widział niczego nagannego w łączeniu funkcji publicznych z działalnością gospodarczą w firmach prywatnych - ba, twierdzi, że nie był tego świadomy.

Owszem, różnicę w tempie reakcji warto docenić. W obu jednak przypadkach ważne jest też co innego: że decyzje zostały wymuszone przez media. Bo opierając się na dotychczasowej praktyce, można przypuszczać, że gdyby nie artykuły ujawniające biznesowe powiązania urzędników państwowych, dalej działaliby oni w najlepsze - na obu polach. Pytanie brzmi: czy procedury sprawdzające funkcjonariuszy publicznych (np. o obowiązku składania oświadczeń majątkowych) nie zadziałały dlatego, że są nieszczelne, czy dlatego, że nikt już nie przywiązuje do nich wagi, bo przenikanie się sfery publicznej z prywatną, partyjną i towarzyską uważa się za naturalne?

Co też znamienne: szybko pojawiły się oburzone głosy, że w III RP ostatnio rządzą media, bo ogłaszając sensacje na temat afer, sterują obsadą stanowisk. Może i wpływają (nareszcie!) - tyle że gdyby władza sama potrafiła radzić sobie ze swoimi nieuczciwymi urzędnikami, dziennikarze musieliby szukać tematów gdzie indziej.



Jacek Kubiak z Paryża
Antykapitalizm po francusku

Przywódca francuskiej Konfederacji Chłopskiej - José Bové - zorganizował w miniony weekend w Larzac na południu Francji antyglobalistyczny piknik. Mimo upałów impreza zgromadziła ponad 200 tys. uczestników. Władze lokalne zablokowały dojazd na piknik dalszym chętnym, gdyż organizatorzy zabezpieczyli wodę pitną tylko dla 150 tys. Hasła kontestatorów z "Larzac 2003" to: "Nie genetycznie zmodyfikowanym organizmom!", "Nie liberalnej globalizacji!" i "Nie Światowej Organizacji Handlu (WTO)!". Uczestnicy pikniku mieli ustalić metody walki z globalizacją przed poświeconą liberalizacji rolnictwa i przemysłu konferencją WTO, która ma odbyć się we wrześniu w meksykańskim Cancun.

Antyglobaliści, którym coraz wyraźniej przewodzi Bové, przechodząc na coraz bardziej lewackie i antydemokratyczne pozycje, przyciągają nie tylko walczących o przetrwanie tradycyjnych rolników, ale i ekologów, zielonych rożnych proweniencji, wszelkich anarchistów i rewolucjonistów spod sztandarów Mao, Trockiego i Stalina. Usunięto za to z Larzac przedstawicieli Partii Socjalistycznej. Przywódczyni Francuskiej Partii Komunistycznej, Marie-Georges Buffet, bawiąc na pikniku, stwierdziła, że komuniści powinni uczyć się od Bové organizowania rewolucji we wszystkich klasach społecznych, a nie tylko wśród proletariatu.

Zapowiedziana przez Bové na początek września konfrontacja z rządem ma szczególny wydźwięk. Właśnie warunkowo opuścił on więzienie po odsiedzeniu ledwie sześciu tygodni z 10-miesięcznej kary za zniszczenie uprawy transgenicznego rzepaku w 1996 r. Francuski Lepper, zamiast wyjazdu do Cancun, gdzie chce kontestować obrady WTO, może trafić do więzienia. Oba scenariusze są mu na rękę; Bové jest równie skuteczny tak w więzieniu, jak na wolności. Czym więcej rewolucjonista doświadcza szykan od władz, tym więcej zbiera punktów u sympatyków. Nie tylko komuniści uczą się od Bové, ale i Bové od komunistów.

 


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny