|
Andrzej Brzeziecki
Polska A, Polska B, Polska SLD
Dotychczasowy podział na Polskę A i Polskę B odchodzi do lamusa, bo tę drugą zastępuje
obszar będący pod polityczną i ekonomiczną kontrolą SLD-owskich bonzów. Afera
starachowicka i zamieszanie wokół huty w Ostrowcu Świętokrzyskim pokazują niebywałą
sieć powiązań, nie zawsze legalnych, biznesu i polityki. Osobami tkającymi sieć są
zwykle działacze SLD - wszystkich szczebli.
Na nieszczęście finansowo-polityczne rozgrywki odbywają się kosztem najuboższych i na
terenach objętych wysokim bezrobociem. Partia, która, przynajmniej według programu,
powinna bronić ludzi pracy, lekką ręką zezwala na kupczenie ich interesami i
rozgrywanie ich ubóstwem: klientom Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Ostrowcu
sugerowano, by w wyborach samorządowych głosowali na Jana Szostaka (obecnego prezydenta
miasta), jeśli chcą nadal korzystać z zasiłków, to samo powiedziano pracownikom zagrożonej
likwidacją huty.
Ponoć ryba psuje się od głowy. SLD-owskie afery na szczytach władzy i wśród
lokalnych struktur zdają się sugerować, że ta ryba była zepsuta od pierwszego dnia życia.
Robert Kusek
Wrogowie czy wyzwoliciele
Dowództwo sił koalicyjnych w Iraku ogłosiło w ub. tygodniu radykalną zmianę procedur
i strategii działania. Największe modyfikacje dotyczą zasad bezpośrednich kontaktów z
Irakijczykami. Jak zapowiedział generał Ricardo S. Sanchez, wojska amerykańskie wycofają
się z miast, w których pełną kontrolę sprawować może policja iracka. Podczas
aresztowań i rewizji, Amerykanie zobowiązali się przestrzegać nowych reguł: budynki
mają być otaczane, następnie mieszkańcy informowani o rewizji, a wkroczenie do środka
następować ma w obecności przedstawiciela społeczności irackiej (strategia cordon and
knock). Większy nacisk położony ma być także na dialog z lokalnymi liderami
plemiennymi i duchowymi przywódcami.
Waszyngton w końcu zdał sobie sprawę z potrzeby całkowitej rekonstrukcji stosunków między
wojskami koalicji a ludnością cywilną. Pytanie brzmi tylko: czy nie za późno? Kto
bowiem wie, czy szanse na zbudowanie pozytywnych relacji z Irakijczykami nie zostały
zaprzepaszczone już na początku wojny. Cel, jakim było szybkie schwytanie Saddama
Hussajna, zepchnął na dalszy plan problem odpowiedniego poszanowania praw, tradycji i
kultury Irakijczyków. Stąd liczne rewizje (zwłaszcza w nocy, połączone z wyłamywaniem
drzwi) oraz aresztowania niewinnych cywilów. Brutalna aktywność wojsk koalicyjnych w połączeniu
z katastrofalną sytuacją ekonomiczną przyczyniły się do tego, że w kilka miesięcy
po zakończeniu walk głównym wrogiem Irakijczyków stali się ich
"wyzwoliciele".
Jeśli wojskowi poważnie potraktują zapowiedziane zmiany, szanse na uzdrowienie sytuacji
w Iraku poważnie wzrosną. Niespodziewanie pojawił się też kolejny czynnik, który może
mieć znaczący wpływ na kontakty Irakijczyków z wojskami koalicyjnymi. Czwartkowy atak
na ambasadę jordańską w Bagdadzie może, paradoksalnie, wytworzyć atmosferę sprzyjającą
zbudowaniu lepszych relacji między obiema stronami. Zamachowcy pokazali bowiem, że w
akcjach wymierzonych przeciwko "okupantom" nie mają dłużej zamiaru oszczędzać
ludności cywilnej, a amerykański wywiad potwierdził, że jest to dopiero pierwsza z
serii akcji terrorystycznych przygotowywanych przez islamskich fundamentalistów z
organizacji Ansara-al-Islam. Bezpieczeństwo zwykłych Irakijczyków zależy więc teraz
także od ich woli współpracy z Amerykanami w walce z terrorystami.
|
|
Krzysztof Burnetko
Kto tu rządzi
Szefowi kancelarii Premiera Markowi Wagnerowi wystarczyło kilka godzin, by zwolnić członków
gabinetu politycznego Leszka Millera, którzy złamali ustawę antykorupcyjną. Minister
infrastruktury Marek Pol potrzebował paru dni, by odwołać szefa Poczty Polskiej, który
też nie widział niczego nagannego w łączeniu funkcji publicznych z działalnością
gospodarczą w firmach prywatnych - ba, twierdzi, że nie był tego świadomy.
Owszem, różnicę w tempie reakcji warto docenić. W obu jednak przypadkach ważne jest
też co innego: że decyzje zostały wymuszone przez media. Bo opierając się na
dotychczasowej praktyce, można przypuszczać, że gdyby nie artykuły ujawniające
biznesowe powiązania urzędników państwowych, dalej działaliby oni w najlepsze - na
obu polach. Pytanie brzmi: czy procedury sprawdzające funkcjonariuszy publicznych (np. o
obowiązku składania oświadczeń majątkowych) nie zadziałały dlatego, że są
nieszczelne, czy dlatego, że nikt już nie przywiązuje do nich wagi, bo przenikanie się
sfery publicznej z prywatną, partyjną i towarzyską uważa się za naturalne?
Co też znamienne: szybko pojawiły się oburzone głosy, że w III RP ostatnio rządzą
media, bo ogłaszając sensacje na temat afer, sterują obsadą stanowisk. Może i wpływają
(nareszcie!) - tyle że gdyby władza sama potrafiła radzić sobie ze swoimi nieuczciwymi
urzędnikami, dziennikarze musieliby szukać tematów gdzie indziej.
Jacek Kubiak z Paryża
Antykapitalizm po francusku
Przywódca francuskiej Konfederacji Chłopskiej - José Bové - zorganizował w miniony
weekend w Larzac na południu Francji antyglobalistyczny piknik. Mimo upałów impreza
zgromadziła ponad 200 tys. uczestników. Władze lokalne zablokowały dojazd na piknik
dalszym chętnym, gdyż organizatorzy zabezpieczyli wodę pitną tylko dla 150 tys. Hasła
kontestatorów z "Larzac 2003" to: "Nie genetycznie zmodyfikowanym
organizmom!", "Nie liberalnej globalizacji!" i "Nie Światowej
Organizacji Handlu (WTO)!". Uczestnicy pikniku mieli ustalić metody walki z
globalizacją przed poświeconą liberalizacji rolnictwa i przemysłu konferencją WTO, która
ma odbyć się we wrześniu w meksykańskim Cancun.
Antyglobaliści, którym coraz wyraźniej przewodzi Bové, przechodząc na coraz bardziej
lewackie i antydemokratyczne pozycje, przyciągają nie tylko walczących o przetrwanie
tradycyjnych rolników, ale i ekologów, zielonych rożnych proweniencji, wszelkich
anarchistów i rewolucjonistów spod sztandarów Mao, Trockiego i Stalina. Usunięto za to
z Larzac przedstawicieli Partii Socjalistycznej. Przywódczyni Francuskiej Partii
Komunistycznej, Marie-Georges Buffet, bawiąc na pikniku, stwierdziła, że komuniści
powinni uczyć się od Bové organizowania rewolucji we wszystkich klasach społecznych, a
nie tylko wśród proletariatu.
Zapowiedziana przez Bové na początek września konfrontacja z rządem ma szczególny wydźwięk.
Właśnie warunkowo opuścił on więzienie po odsiedzeniu ledwie sześciu tygodni z
10-miesięcznej kary za zniszczenie uprawy transgenicznego rzepaku w 1996 r. Francuski
Lepper, zamiast wyjazdu do Cancun, gdzie chce kontestować obrady WTO, może trafić do więzienia.
Oba scenariusze są mu na rękę; Bové jest równie skuteczny tak w więzieniu, jak na
wolności. Czym więcej rewolucjonista doświadcza szykan od władz, tym więcej zbiera
punktów u sympatyków. Nie tylko komuniści uczą się od Bové, ale i Bové od komunistów.
|