dotb.gif

„TP”, Nr 33 (2823), 17 sierpnia, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2823/felmilosz.php




Kto to był Truman?

Czesław Miłosz


Położyłem na biurku trzy tomy "Dzieł wybranych" Gałczyńskiego (Czytelnik 2002) i otworzyłem tom pierwszy, "Poezje". No i pięknie. Ale czy wypada, żeby poważne wydawnictwo poprawiało wiersze wydawanego przez siebie poety? Nawet jeżeli coś mu tam nie wyszło. W wierszu "Poemat dla zdrajcy", którego bohaterem ja jestem, brak końcowych strof, a brzmią one tak:


Oto nasza
myśl szopenowska -
oto nasza
warta stalinowska.

Truman światła
nie zgasi nam;
warta!
warta!
warta
dniem i nocą:
u Notre­Dame
i u koncertów Bacha.

Jak pancernik płynę.
Pójdę! Dojdę!
Ze mną Schiller
z odą "An die Freude"
Szerzej okna!
Świat otwieraj!
Wierszu mój, ognia!
W pysk dezertera!
Flagę do góry!
Pracę! Pieśni!
w słońce, o którym
Michelangelo nie śnił.
Dla waszych dzieci,
dla naszej ziemi,
ludzie prości,
skarbów strzeżemy.
Czas roziskrzymy.
Pięść zaciśniemy.
Strzeżemy.
I ustrzeżemy.



Nie wiem, czy nowe pokolenia wiedzą, kto to był Truman? Był prezydentem Stanów Zjednoczonych wtedy, kiedy Ameryka miała już bombę atomową, a Moskwa jeszcze nie, toteż niektórzy Polacy zastanawiali się, dlaczego Ameryka nie wyzyska swojej przewagi i nie wydrze Polski z łap imperium wschodniego. A na murze jednej z fabryk śląskich ukazał się napisany kredą dwuwiersz:

Truman, Truman zrzuć ta bania
bo tu nie do wytrzymania.


W wierszu Gałczyńskiego Truman czyha, żeby zniszczyć polskie szczęście. Bardzo ciekawe jest zestawienie nazwisk w tym utworze. Oprócz Stalina są tutaj: Chopin, budowniczowie Notre-Dame, Bach, Schiller ze swoją "Odą do Radości", Michał Anioł. Ten zestaw nie był wynalazkiem Gałczyńskiego, przeciwnie, należał do stałego repertuaru haseł, które głosił Kraj Rad, czyli najbardziej postępowy kraj na świecie. Rozumowanie było następujące: wszyscy wielcy twórcy ludzkości byli po stronie postępu, z samej natury swego dzieła. Tym samym, gdyby żyli dzisiaj, nie mogliby być reakcjonistami, to znaczy byliby po stronie rewolucji leninowskiej, czyli stalinowskiej. Innymi słowy ta rewolucja miała za sobą wszystko, co wielkie i szlachetne w dziejach ludzkości.

Wiersze podobne do utworu Gałczyńskiego pisano też w Rosji, na przykład sławiąc muzykę Chopina czy Bacha, jak to robił Borys Pasternak w swoim tomie "Wtoroje rożdienie", czyli "Ponowne narodziny" z 1932 roku. Swoją drogą dziarskość Gałczyńskiego musi być dla młodych pokoleń nieco zagadkowa, ale stałaby się zrozumiała, gdyby oglądnęli filmy z tamtego czasu, tj. roku 1951, kiedy ten wiersz powstał. Szły wtedy wielotysięczne pochody młodzieży w czerwonych krawatach z radosną pieśnią na ustach, z czerwonymi sztandarami i z bukietami polnych kwiatów. Świeciło słońce, którego nie ośmielił się zgasić Truman.

Odtworzenie aury pewnych okresów historii jest bardzo trudne. Być może zależy to od układu planet, w którym to wypadku astrologia miałaby wielką przyszłość. W każdym razie rok 1968, kiedy prawie równocześnie na dwóch kontynentach zaczęły się dziwne rewolty, wskazywałby, że może i u szczytu zimnej wojny, w 1951 roku, planety działały podobnie, tylko na odwrót. Myślę jednak, że niezależnie od niebieskich mocy Gałczyński, do którego poezji mam wiele sentymentu, trochę się wygłupił. Dlaczego napisał "Poemat dla zdrajcy"? Moim zdaniem spełniał społeczne zamówienie na rodzaj egzorcyzmu, ściślej - zamówienie środowiska literackiego. Było ono związane nie tyle ideologią, ile na wpół uświadamianymi przyzwyczajeniami towarzyskimi. Nie myślało pochlebnie o kimś, kto wyłamywał się i traktowało takie odstępstwo jak moje przede wszystkim jako nietakt i złamanie cichej umowy.

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl