dotb.gif

„TP”, Nr 33 (2823), 17 sierpnia 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2833/felkrol.php




Czego nie można przewidzieć

Marcin Król


Wiemy, aż za dobrze, że można przewidzieć skutki upałów i suszy, ale wiemy równocześnie, że pogodę da się przewidzieć tylko do pewnego stopnia. Wiemy też, że da się przewidzieć z niemal stuprocentową pewnością, iż inwestycje w naukę lub w infrastrukturę okażą się w dłuższym okresie czasu wyjątkowo opłacalne, ale nie wiemy, czy słuszne okaże się mnożenie wyższych uczelni, a co za tym idzie i osób z wyższym wykształceniem do nadzwyczajnego poziomu, gdyż może się okazać, że osoby te nie znajdą pracy odpowiadającej ich aspiracjom, a wobec tego zwiększą tylko liczbę niezadowolonych z życia członków społeczeństwa, których i tak jest bardzo wielu.

Z tego zaś wynika pewien zasadniczy wniosek. Są przypadki, kiedy administracja państwa działa niewątpliwie słusznie, bywają takie, kiedy podejmuje poważne ryzyko i powinna obywateli o tym informować. I zdarzają się, w Polsce nazbyt często, przypadki, kiedy administracja państwem, czyli władza, działa w gruncie rzeczy na oślep, a łudzi siebie i innych pozorami racjonalności. Przykłady działania, którego konsekwencje są niewątpliwe (nauka i infrastruktura) podałem i tu władza nie robi nic. Przykładem drugiego, czyli ryzykownego typu działania, jest wsparcie, jakiego polska udzieliła Stanom Zjednoczonym w Iraku. Jeżeli ta wojna się całkowicie skończy w trakcie najbliższych kilku miesięcy, zapewne na tym zyskamy, jeżeli nie - stracimy i to solidnie. Jednak takie ryzyko politycy muszą czasem podejmować.

Natomiast przykładem trzeciej sytuacji jest niemal całe zachowanie polskiej władzy w dziedzinach: gospodarki, służby zdrowia, ubezpieczeń społecznych czy też podatków. Decyzje, jakie tu zapadają (lub - niemal równie często - nie zapadają, chociaż zapadać powinny), są rzekomo oparte na racjonalnej analizie sytuacji społecznej i gospodarczej. Kto jednak jest w stanie dokonać takiej analizy, kto jest w stanie przewidzieć, że nastąpi wzrost gospodarczy rzędu kilku procent, kto jest w stanie przewidzieć, że uzdrowiony zostanie system emerytalny albo system opieki zdrowotnej, skoro nie ma po temu żadnych racjonalnych przesłanek?

My wszyscy bardzo często dajemy się zwieść pozorom, co miewa nieobliczalne konsekwencje. Popadamy w długi, z których nie jesteśmy w stanie wyjść, tracimy pracę, której byliśmy pewni, albo rozpada się rodzina, w którą zainwestowaliśmy kilkanaście lat życia. Bliscy czasem martwią się naszą sytuacją, czasem nam pomagają, ale to my zachowaliśmy się nieracjonalnie biorąc za pewnik to, co pewnikiem nie było. Jeżeli podobnie postępuje władza państwa, to nie jest to tylko rezultatem braku racjonalności (który to brak stanowi normę w ludzkim świecie), lecz rezultatem wielu doraźnych interwencji, które razem nie są oparte ani na racjonalnym rozumowaniu, ani na skalkulowanym ryzyku, lecz na chaosie zmiennych decyzji personalnych.

Dlatego zdrowe państwa pewne dziedziny życia starają się utrzymać, mimo wielu wątpliwości, w stanie możliwie stabilnym. Dlatego nie zmieniają nieustannie systemu podatkowego, systemu opieki zdrowotnej czy systemu emerytalnego, gdyż zupełnie nie wiadomo, czy istniejące systemy, nawet nie najlepiej oceniane, te nowe na pewno uczynią lepszymi. Gdy brak jest argumentów naprawdę racjonalnych, stosowny jest umiarkowany konserwatyzm.

W Polsce jednak wszyscy grzebią przy czym mogą, tylko nie przy tym, co mogłoby mieć sens. Powrót biopaliw to kolejny humorystyczny już przykład. Nie pojmuję jednak ludzi, którzy zostają ministrami i udają, że wiedzą lub - co gorsza - są przekonani, że wiedzą, jak należy w ich branży postępować. Biada im, lecz przede wszystkim biada nam.

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl