adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 32 (2822)
10 sierpnia 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz

Wokół prac nad nową ustawą o radiofonii i telewizji


Gra pozorów

Andrzej Kaczmarczyk


Z pozoru przeciwnicy nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji odnieśli zwycięstwo. Premier dostrzegł wreszcie, że podczas prac nad nowelizacją doszło prawdopodobnie do przestępstwa. Szef sejmowej komisji kultury odkrył, że tekst był od początku "obarczony grzechem pierworodnym", a według przewodniczącej KRRiT wstrzymanie prac nad projektem to za mało i lepiej opracować nowy. Nic, tylko się cieszyć.


Dokładniejsza analiza wypowiedzi i postaw polityków SLD prowadzi do wniosku, że to tylko pozory. Jeszcze kilka dni przed konfrontacjami przed komisją śledczą nowelizacja miała pełne szanse na uchwalenie. Dzięki poparciu SLD, Unii Pracy i Samoobrony było już nawet po drugim czytaniu. Tymczasem w poniedziałek, niecałe 48 godzin po konfrontacjach, w "Sygnałach Dnia" programu I PR premier Leszek Miller ogłosił, że zwróci się do rządu z prośbą o wystąpienie do marszałka Sejmu o jej wycofanie z Sejmu.

Fakt, że Miller zgłosił taki wniosek zaraz po konfrontacjach przed komisją, uznano za związek przyczynowo-skutkowy. Czy słusznie? Przecież konfrontacje nie przyniosły nic nowego. Już wcześniej było wiadomo, że zeznania świadków się różnią, a przewodniczący Tomasz Nałęcz przygotował pisemne zawiadomienie prokuratury o przestępstwie. Zeznania były jedynie "straszne i śmieszne". Janina Sokołowska przyznała, że uczestniczyła w pracach legislacyjnych, nie posiadając uprawnień, tylko dlatego, że interesowała ją ustawa. Prawnik oddelegowany przez Ministerstwo Kultury do prac nad ustawą o KRRiT nie ukrywał, że problemy radiofonii i telewizji są mu obce, a w sztuce legislacji też mocny nie jest.


Skrywany cel numer cztery

Pozornie odpowiedzi na pytanie, dlaczego premier zmienił stosunek do ustawy, udzielił sam Miller. Jak podała Polska Agencja Prasowa: "Miller wymienił trzy okoliczności swojej decyzji: konieczność przygotowania polskiego rynku mediów do europejskiej konkurencji przed 1 maja 2004 r.; potrzebę wprowadzenia nowoczesnych mechanizmów zapewniających pluralizm mediów i prawo obywateli do uzyskiwania informacji z wielu różnorodnych źródeł; złą atmosferę wokół projektu nowelizacji. Biorąc pod uwagę te wszystkie czynniki, nie można dalej forsować prac nad ustawą - podkreślił premier". Dziwne to oświadczenie.

Dwie pierwsze okoliczności powinny być raczej powodem do przyspieszenia prac, a nie ich przerwania. Natomiast ze złą atmosferą wokół projektu mamy do czynienia, od kiedy opuścił on Krajową Radę Radiofonii. Ujawnienie propozycji korupcji. Ujawnione próby mataczenia podczas prac. Ujawnienie "skrywanego celu numer cztery". Ujawnienie konsultacji rządu z właścicielami mediów; konsultacji, które czasami przypominały negocjacje handlowe. W końcu opozycyjny bojkot prac nad ustawą. Tyle że to wszystko miało miejsce kilka tygodni, a nawet kilka miesięcy temu. O jakiej więc złej atmosferze mówił Leszek Miller?

Na kilka dni przed radiowym wywiadem premiera poparcie dla nowelizacji wycofała Samoobrona. Potem zaczęła ją krytykować Unia Pracy, a nawet co poniektórzy członkowie SLD. Marszałek Marek Borowski poprosił Krajową Radę i komisję śledczą o opinię na temat słuszności kontynuowania sejmowych prac nad nowelizacją. Oba ciała w tygodniu, który premier rozpoczął wystąpieniem w "Sygnałach Dnia", opowiedziały się za wstrzymaniem prac. Nowelizacja straciła szansę na zwycięskie przejście przez parlament, a co dopiero podpis prezydenta. W takiej sytuacji rzeczywiście nie warto było forsować prac nad ustawą.

Poza analizą tego, co powiedział premier, trzeba też wymienić to, czego nie powiedział, i co ostatecznie zrobił. Otóż szef rządu nie powiedział jasno, jakie są największe merytoryczne wady wycofanego projektu. To ważne, bo opozycja oraz stowarzyszenia twórcze mają długą ich listę. Jest dłuższa niż lista postulatów prywatnych nadawców. Poza tym w SLD istnieje silna frakcja zwolenników przepisania większości rozwiązań poległej nowelizacji do tej, która ma powstać w MK. Szef sejmowej komisji kultury Jerzy Wenderlich ujął to tak: "trzeba zmienić w ustawie tyle, ile jest potrzebne". Ale niedawno uważał, że nie trzeba w niej niczego zmieniać! Gdyby czytać i słuchać jedynie wypowiedzi polityków lewicy, można byłoby dojść do wniosku, że wystarczy dogadać się z prywatnymi nadawcami i odsunąć od pracy nad ustawą niektóre skompromitowane osoby, a nowy tekst mógłby trafić do laski marszałka już za kilka tygodni.

Tymczasem wycofany projekt nowelizacji, za sprawą prac w parlamencie, jest gorszy niż w wersji przygotowanej przez rząd: nie ma pomysłu na odpartyjnienie mediów publicznych; wzmacnia uprawnienia KRRiT, czyniąc z niej państwo w państwie; gwarantuje telewizji publicznej pozycję dominującą na rynku medialnym i to nie tylko kosztem telewizji komercyjnej i prywatnych gazet, ale także kosztem radiofonii publicznej (!) i komercyjnej. Podczas prac sejmowych usunięto niekonstytucyjne przepisy, które miały poprawić ściągalność abonamentu. Na ich miejscu nie pojawiły się jednak żadne inne. Jak na razie, nikt z rządu nie wyciągnął ręki ani do opozycji, ani do stowarzyszeń twórczych, ani do prywatnych nadawców.


Młody Michał zamiast doświadczonej Oli

Rząd podjął już jednak pierwsze decyzje. Na 19 sierpnia wyznaczono termin przedstawienia Radzie Ministrów założeń nowej nowelizacji. Dość pospieszny to termin. Nawet Danuta Waniek zwróciła rządowi uwagę, że przed opracowaniem nowego tekstu należałoby przeprowadzić poważną analizę rynku medialnego w Polsce, bo wcześniej tego nie zrobiono. Czy można przeprowadzić w ciągu czterech tygodni i jeszcze opracować wnioski oraz założenia do nowej ustawy?

Minister kultury Waldemar Dąbrowski zapowiedział już utworzenie specjalnej grupy "młodych ludzi", która zajmie się nowelizacją ustawy o KRRiT. Aż włos się jeży na głowie, bo w osobie mecenasa Tomasza Łopackiego widzieliśmy, jak "kompetentne młode siły" posiada ministerstwo kultury. Na dokładkę, na czele zespołu ma stanąć Michał Tober. Od Aleksandry Jakubowskiej, poprzednio prowadzącej prace nad ustawą, różni go znajomość mediów. Jest mniejsza. To, co ich łączy, to posiadanie zaufania premiera. Nominacja Tobera świadczy, że, jak poprzednio, nowelizacja będzie nowelizowana pod bacznym okiem premiera.

Jeżeli nic nie świadczy o zmianie poglądów premiera; jeżeli szefem jego gabinetu politycznego jest osoba bezpośrednio odpowiedzialna za treść wycofanej nowelizacji i postępowanie z nią; jeżeli nowym prowadzącym ustawę będzie dotychczasowy rzecznik rządu i premiera, jaka będzie znowelizowana nowelizacja ustawy o radiofonii i telewizji? To pytanie, ponieważ niezbyt skomplikowane, mogłoby paść w telewizyjnym audiotele. Następny projekt nowelizacji będzie łudząco podobny do poprzedniego. Premier bowiem chce mieć czas nie na to, by zmienić projekt, lecz by zdobyć dla niego poparcie polityczne.

Upór premiera i rządu nie zbliża nas jednak ani na jotę do ustanowienia dobrego prawa dla polskiego rynku medialnego. Co więc powinien zrobić rząd, jeżeli jednak takiego prawa chce? Słuchać dobrych rad, a tych nie brakuje. Prezydent Aleksander Kwaśniewski zachęca do kilku miesięcy prac nad nowymi rozwiązaniami. Danuta Waniek radzi zacząć od gruntownej analizy rynku mediów. Opozycja od dawna proponuje przyjąć jedynie pakiet przepisów dostosowujących polskie prawo medialne do wymagań UE.

Tzw. mała nowelizacja (dostosowująca do przepisów Unii), której przepisy nie są przedmiotem sporu, nie przeszkadzałaby przecież w pracach nad nową ustawą, a musi być przyjęta przed majem 2004 r. Nowa ustawa jest potrzebna szybko, jednak rozpoczęcie prac nad wycofaną nowelizacją bez analizy rynku medialnego, kompromituje ją nie mniej niż ustalenia komisji śledczej. Taka analiza jest niezbędna.

Później dopiero można ustalić cele nowej regulacji i ocenić skuteczność proponowanych rozwiązań. Raport analityczny miałby jeszcze jedną zaletę. Pozwoliłby wyprowadzić dyskusję nad nową ustawą medialną z mroków afery Rywina i faktów, jakie poznaliśmy dzięki komisji śledczej. By dyskutować nad nowelizacją, ustawodawca potrzebuje nie tylko opisu i analizy rynku medialnego, ale też informacji o tym, jak bardzo zmienią się możliwości techniczne telewizji i radiofonii już za kilka lat. Analiza musi też wyjaśnić, jak uregulowania dotyczące mediów elektronicznych będą wpływać na rynek gazet i czasopism. Takiej pracy nie da się wykonać w cztery tygodnie.


Czy rząd zechce?

Ten dokument jest rzeczą podstawową. Bez niego nie sposób odpowiedzieć na elementarne pytania. Czy należy utrzymywać, a nawet wzmacniać KRRiT, czy też ograniczać ją lub zlikwidować? Czy potrzebujemy dominującej roli mediów publicznych? Czy dominującym wśród dominujących ma być TVP? Czy możemy oczekiwać bardziej skrupulatnego wypełniania misji przez media publiczne, jeśli nie rozwiążemy problemu ściągalności abonamentu? Czy stać nas na utrzymywanie czterech programów TVP i czy jest nam to potrzebne? Jakie rozwiązania przyjąć, by media komercyjne wytrzymały konkurencyjny atak wielkich firm medialnych po wejściu do Unii? Jakie mają być wobec tego przepisy antykoncentracyjne i czy muszą znajdować się w ustawie o mediach? Czy należy wspierać łączenie małych radiowych rozgłośni komercyjnych w sieci, czy wręcz przeciwnie? Wymienianie możemy kontynuować.

Przebieg prac nad nowelizacją ustawy o KRRiT to podręcznikowy przykład, jak nie powinno być stanowione prawo: skrywane cele, niejasne założenia, brak publicznej dyskusji i nieoficjalny lobbing, wreszcie mataczenie i oszustwo. Natomiast nic, poza złą wolą niektórych, nie stoi na przeszkodzie, by jutro prace nad nową ustawą stały się wzorcowym przykładem powstawania prawa w III RP. Wszystko w rękach rządu. Pytanie tylko, czy będzie chciał i czy potrafi?


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny