dotb.gif

„TP”, Nr 32 (2822), 10 sierpnia 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2822/kultura05.php

"Forty Licks": koncert Rolling Stones w Pradze
paszkwil na kapitalizm


Ahoj, Praho!!!

Mariusz Surosz z Pragi


Fani "Rolling Stonesów" wiedzieli, że to będzie niezwykły koncert. Odbył się niemalże w 40. rocznicę pierwszego występu zespołu w Londynie (21 lipca 1963) i dzień po 60. urodzinach Micka Jaggera. I był wspaniały.


To mogło wydarzyć się tylko w Pradze! Kiedy ze sceny już po występie łotewskiej kapeli Brainstorm, czeskiego Olympicu i ponad godzinnej przerwie padła zapowiedź, że na życzenie Stonesów koncert rozpocznie przyjaciel muzyków, część z ponad 80 tys. fanów zaczęła gwizdać i buczeć, sądząc, że chodzi o kolejny występ. Ale na scenie pojawił się były prezydent Czechosłowacji i Czech Václav Havel.

Wielojęzyczny tłum przyjął go owacyjnie. Zajmujący miejsca siedzące wstali. Prezydent Havel sprawiał wrażenie lekko zagubionego. W krótkim wystąpieniu nawiązał do aksamitnej rewolucji 1989 r. i pierwszego koncertu Stonesów w Pradze: "Trzynaście i pół roku temu tutaj przełamały się nasze współczesne dzieje, a kilka miesięcy później stało się coś, co przez długie dziesięciolecia było nawet nie do pomyślenia. Z gwiaździstego nieba wylądował zespół Rolling Stones". Muzyków nazwał "posłańcami wolności", a na koniec podziękował Mickowi Jaggerowi, że ten zdecydował się świętować swoje urodziny właśnie w Pradze.

Te słowa mogły wydawać się zbyt pompatyczne. Wystarczy jednak przypomnieć, że opozycyjna wobec reżimu komunistycznego Karta '77, której Havel był pierwszym rzecznikiem, powstawała na korytarzach sądu, gdzie zeszli się ludzie, chcący zamanifestować solidarność z członkami czeskiej kapeli "Plastic People of Universe". Muzycy zasiedli na ławie oskarżonych za to, że grali muzykę nie akceptowaną przez władze. Jeśli się to wie, wtedy słowa Havla nie brzmią banalnie.

Pierwsze dźwięki "Brown Sugar" i publiczność zapomniała o spóźnieniu, o tym, że tuż przed koncertem spadł rzęsisty deszcz, większość fanów była przemoczona do suchej nitki, a w niedalekiej odległości niebo rwały błyskawice i lada moment nad błonia na Letnej mogła dotrzeć burza. Rozpoczął się show. Po chwili kilkunastometrową, stalową konstrukcję nad sceną wypełniły cztery wielkie telebimy pokazujące Micka Jaggera, Keitha Richardsa, Rona Wooda i Charlie Wattsa w akcji. Po drugim utworze "Start me up", Jagger przywitał się z publicznością: Ahoj Praho, Ahoj Čechy!!!

To był inny koncert niż te, które wcześniej widziała Praga w ramach tras "Urban Jungle" (1990), "Voodoo Lounge" (1995) czy "Bridges of Babylon" (1998). Stonesi sięgnęli do korzeni. Nie znalazło się miejsce dla przebojów z ostatnich lat. Dominowały agresywne, przesterowane gitary i rhytm and blues. Wyjątkami były dwie ballady. Jagger zaśpiewał wraz z publicznością "Wild Horses", a Richards "Newest of Yoy". Ostre tempo, jakie narzucili muzycy, tylko raz zostało na dłużej zarzucone. Po "Wild Horses" zabrzmiało "You Can't Always Get What You Want" i znów publiczność włączyła się do śpiewu. Rewelacyjnie zabrzmiał "Midnight Rambler" z 1969 r., a Jagger miał okazję pokazać, że harmonijka ustna wciąż jest mu bliska. Podobnie było chwilę później w "Little Red Rooster".

Mniej więcej w połowie koncertu muzycy przeszli po pomoście wśród publiczności do umiejscowionej kilkadziesiąt metrów od głównej areny niewielkiej sceny i zagrali trzy utwory w stylu "klubowym". Bez sekcji dętej i chórku, wspomagani tylko przez keybordzistę i basistę. Rzadko grany na koncertach "Neighbours", a następnie opowiadający o rewolcie 1968 r. "Street Fighting Man" i "Little Red Rooster".

Po powrocie na scenę główną zabrzmiało "Sympathy For The Devil" w demonicznej oprawie świetlnej. Za każdym razem, kiedy rozbrzmiewał refren, na szczycie konstrukcji sceny wybuchały słupy ognia. Perłą wśród granych utworów okazało się "Gimme Shelter" ze wspaniałym wokalem wieloletniej chórzystki zespołu Lisy Fischer. Mocny głos, soulowa barwa i emanująca ze śpiewaczki energia dodały tej piosence niebywałego napięcia. Do końca koncertu muzycy już nie zwolnili, nie pozwolili odpocząć publiczności. A zatem "It's Only Rock and Roll (But I Like It)", "Honky Tonk Women" z prowokacyjną, na pograniczu dobrego smaku, erotyczną animacją wyświetlaną na ekranie nad sceną i "Jumpin'Jack Flash". Kiedy rozbrzmiał najsłynniejszy gitarowy riff świata, nie było wątpliwości. Rolling Stones pożegnali się z Pragą swoim hymnem: "(I Can't Get No) Satisfaction". Krótki pokaz fajerwerków i rozbłysły światła. Koniec.

W pewnym momencie Mick Jagger zwracając się do publiczności powiedział swoją straszną czeszczyzną: Jesteśmy szczęśliwi, że znów tu jesteśmy. I chyba nie były to słowa grzecznościowe. Praga po raz czwarty gościła najsłynniejszy zespół świata. Przy każdej wizycie wydarzało się coś, co stanowiło, że były to wyjątkowe odwiedziny. Nie jest tajemnicą, że Václav Havel jest fanem Stonesów, a oni odpłacają jemu i jego krajowi nie tylko kurtuazyjnym szacunkiem. W 1990 r. Stonesi przeznaczyli zysk z koncertu dla fundacji Olgi Havlovej. Pięć lat później zafundowali oświetlenie Sali Hiszpańskiej prezydenckiego zamku na Hradczanach. W 1998 r. Rolling Stones grali w Polsce, ale w Pradze zdecydowali się na występ w hali dla niespełna 15 tys. publiczności.

Teraz spędzili tu cztery dni. Mick Jagger zdecydował się na imprezę urodzinową w stolicy Czech, a zespół podarował 100 tys. dolarów dla fundacji wspierającej młodzież uzdolnioną muzycznie Dagmar Havlovej. Pozamuzycznym wydarzeniem jest wystawa obrazów, rysunków i grafik gitarzysty Rona Wooda w praskiej galerii Miro. Wood przybył na wernisaż, a jego prace sprzedają się rewelacyjnie. Z kilkunastu jeszcze tylko kilka czeka na nabywców. Autoportret najmłodszego za Stonesów poszedł za 2,5 mln koron, czyli prawie 90 tys. euro.

Rolling Stones zapowiedzieli, że jest to ich pożegnalna trasa koncertowa. Jeśli dotrzymają słowa, nie usłyszymy już nigdy ze sceny: Ahoj, Praho!


Zdjęcia pochodzą z praskiej wystawy Rona Wooda.

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl