dotb.gif

„TP”, Nr 32 (2822), 10 sierpnia 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2822/felpodsiadlo.php




Na planie podkowy

Jacek Podsiadło


A mój syn jest idealnym towarzyszem wakacyjnych wypraw. Potrafi wysiedzieć kilka godzin w pociągu czy samochodzie i nie tylko nie rozrabiać, ale zgoła milczeć. Wystarczy, że raz na 200 kilometrów dostanie loda i jedzie tak rozmyślając o Swoich Sprawach. I dopiero, jak już tak parę godzin pomilczy, nagle włącza mu się Straszny Gadulec:

A wiesz, jaki był najwyższy wynik meczu na całym świecie? 36:0. A wczoraj czytałem w gazecie, jaki jest sposób na życie wieczne. Trzeba uprawiać sport i... Zaraz, co to było... Aha, trzeba nie jeść frytek. Ja uwielbiam fryty. Ale uprawiam bardzo dużo sportu, prawda? Zresztą, po co mi życie wieczne. Umarłbym z nudów. A kto urodził moją babcię? Przepraszam, że tak ciągle zmieniam kategorię, ale już dawno miałem cię spytać, ile to jest 2222 razy 3333?

Lubię, kiedy uczestnikami wakacyjnej wyprawy są Zelmer i jego syn Kuba, bo wtedy Kuba wyłapuje pewną część strasznych pytań Dawida, pełni rolę takiego mentalnego odgromnika. Parę dni temu wybraliśmy się z O. do G., oczywiście w celu zdobycia zamku. Mamy specjalną mapę zamków do zdobycia, "Zamki w Polsce". Na jej odwrocie jest napisane, że zamek w G. zbudowali w XVI w. Oppersdorfowie. W stylu renesansowym. Na planie podkowy. Podczas wojen szwedzkich przebywał w nim król Jan Kazimierz. Na rysunku zamek wygląda bardzo pięknie i zachęcająco. W ogóle nie widać, że ma powybijane wszystkie okna i mury pobazgrane napisami w rodzaju "Lekcja 10. Nie psuj przyrody. Kwiaty, rośliny i inne rośliny". Ani, że jedynym czynnym obiektem na terenie zamku jest sklep meblarski, też ruderowaty. Sala Jana Kazimierza i sala Beethovena, bo Beethoven też tu był, są zamknięte na trzy ameny. Do innych sal można wejść przez wybite okna, ale walają się w nich śmieci i tak w nich cuchnie, że nawet duchy pouciekały. Udzieliliśmy chłopakom wyjaśnień historycznych:

- Kiedy Szwedzi dotarli do G. i zobaczyli ten zamek, postanowili natychmiast wracać do Szwecji. W dodatku codziennie nachodził ich Beethoven i mówił: "Ej, Szwedzi, jak się macie, skomponować wam symfonię "Idą Szwedzi z ogromnym hałasem"?"

- Dobrze, że Oppersdorfowie tego nie widzą. Gdyby Polaczki zostawili te tereny Niemcom, mielibyśmy tu piękne zamczysko, do którego waliliby turyści z całej Europy. A tak, to mamy kupę śmieci na planie urwanej podkowy.

Zamek w G. podziałał na nas przygnębiająco. Nie pomogły lody ani sztuczne przygody. Pomogło dopiero odkrycie w drodze powrotnej wspaniałego boiska i rozegranie meczu. Chłopaki grali, a my z Zelmerem leżeliśmy na murawie jak kontuzjowani i rozmawialiśmy.

- Moglibyśmy trochę poodkurzać - zaproponowałem. I zaraz się wycofałem: - Ale tu wszędzie boisko.

- Mogę ci poczytać wierszy - powiedział Zelmer. - Poezja działa podobnie jak odkurzanie, a ja mam akurat przy sobie tomik Zagajewskiego. Przeczytam ci tytuły, wybierz sobie.

I zaczął czytać tytuły. Ponieważ było gorąco, wybrałem wiersz "O pływaniu". Ułożyłem się wygodnie w narożniku pola karnego i zasłuchałem się. W wierszu najpierw było coś chyba o chmurach i Europie, a potem o tym, że pływanie jest jak modlitwa, bo się składa i rozkłada ręce, składa i rozkłada, i tak w kółko.

- Co ty mi tu czytasz? To chyba jakieś juwenilia?

- Niee, nóweczka, sprzed paru lat.

- Ha. To rozumiem już, dlaczego ci młodzi poeci tak ostatnio nie przepadają za Zagajewskim. Ale te wcześniejsze wiersze to ja bardzo lubię.

- Ja tak samo. A słyszałeś, że Zagajewski ma Nobla dostać?

- Coś ktoś mi napomykał. Ale teraz, jak Otylia Jędrzejczak zdobyła złoto w pływaniu, to nie wiadomo. Wiesz, co mi w tym wierszu nie pasuje? To rozkładanie rąk. Jak ja się modlę, to mam ręce złożone przez cały czas. Inna sprawa, że ja się nie modlę nigdy. Ale też napisałem parę wierszy o tym, że czasem człowiek robi coś innego niż modli się, ale tak, jakby się modlił.

- No. Napisałeś: "Tak milczę, że się modlę".
- Teraz jak tak leżę, to mi się wydaje, że lepiej modlić się modląc, niż nie modląc. Miałem kiedyś kolegę, który służył w wojsku w Modlinie. Miałem go odwiedzić, ale się bałem. Za to w Niemodlinie byłem chyba ze sto razy.

- Chyba musimy już jechać, bo chłopaki się spocili.

- Jedźmy. Muszę jeszcze sprawdzić w kalkulatorze w komputerze, ile to jest 2222 razy 3333.

Jacek Podsiadło
podsiadlo@atol.com.pl

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl