|
Na planie podkowy
Jacek Podsiadło
A mój syn jest idealnym towarzyszem wakacyjnych wypraw. Potrafi wysiedzieć kilka godzin
w pociągu czy samochodzie i nie tylko nie rozrabiać, ale zgoła milczeć. Wystarczy, że
raz na 200 kilometrów dostanie loda i jedzie tak rozmyślając o Swoich Sprawach. I
dopiero, jak już tak parę godzin pomilczy, nagle włącza mu się Straszny Gadulec:
A wiesz, jaki był najwyższy wynik meczu na całym świecie? 36:0. A wczoraj czytałem w
gazecie, jaki jest sposób na życie wieczne. Trzeba uprawiać sport i... Zaraz, co to było...
Aha, trzeba nie jeść frytek. Ja uwielbiam fryty. Ale uprawiam bardzo dużo sportu,
prawda? Zresztą, po co mi życie wieczne. Umarłbym z nudów. A kto urodził moją babcię?
Przepraszam, że tak ciągle zmieniam kategorię, ale już dawno miałem cię spytać, ile
to jest 2222 razy 3333?
Lubię, kiedy uczestnikami wakacyjnej wyprawy są Zelmer i jego syn Kuba, bo wtedy Kuba wyłapuje
pewną część strasznych pytań Dawida, pełni rolę takiego mentalnego odgromnika. Parę
dni temu wybraliśmy się z O. do G., oczywiście w celu zdobycia zamku. Mamy specjalną
mapę zamków do zdobycia, "Zamki w Polsce". Na jej odwrocie jest napisane, że
zamek w G. zbudowali w XVI w. Oppersdorfowie. W stylu renesansowym. Na planie podkowy.
Podczas wojen szwedzkich przebywał w nim król Jan Kazimierz. Na rysunku zamek wygląda
bardzo pięknie i zachęcająco. W ogóle nie widać, że ma powybijane wszystkie okna i
mury pobazgrane napisami w rodzaju "Lekcja 10. Nie psuj przyrody. Kwiaty, rośliny i
inne rośliny". Ani, że jedynym czynnym obiektem na terenie zamku jest sklep
meblarski, też ruderowaty. Sala Jana Kazimierza i sala Beethovena, bo Beethoven też tu
był, są zamknięte na trzy ameny. Do innych sal można wejść przez wybite okna, ale
walają się w nich śmieci i tak w nich cuchnie, że nawet duchy pouciekały. Udzieliliśmy
chłopakom wyjaśnień historycznych:
- Kiedy Szwedzi dotarli do G. i zobaczyli ten zamek, postanowili natychmiast wracać do
Szwecji. W dodatku codziennie nachodził ich Beethoven i mówił: "Ej, Szwedzi, jak
się macie, skomponować wam symfonię "Idą Szwedzi z ogromnym hałasem"?"
- Dobrze, że Oppersdorfowie tego nie widzą. Gdyby Polaczki zostawili te tereny Niemcom,
mielibyśmy tu piękne zamczysko, do którego waliliby turyści z całej Europy. A tak, to
mamy kupę śmieci na planie urwanej podkowy.
Zamek w G. podziałał na nas przygnębiająco. Nie pomogły lody ani sztuczne przygody.
Pomogło dopiero odkrycie w drodze powrotnej wspaniałego boiska i rozegranie meczu. Chłopaki
grali, a my z Zelmerem leżeliśmy na murawie jak kontuzjowani i rozmawialiśmy.
- Moglibyśmy trochę poodkurzać - zaproponowałem. I zaraz się wycofałem: - Ale tu wszędzie
boisko.
- Mogę ci poczytać wierszy - powiedział Zelmer. - Poezja działa podobnie jak
odkurzanie, a ja mam akurat przy sobie tomik Zagajewskiego. Przeczytam ci tytuły, wybierz
sobie.
I zaczął czytać tytuły. Ponieważ było gorąco, wybrałem wiersz "O pływaniu".
Ułożyłem się wygodnie w narożniku pola karnego i zasłuchałem się. W wierszu
najpierw było coś chyba o chmurach i Europie, a potem o tym, że pływanie jest jak
modlitwa, bo się składa i rozkłada ręce, składa i rozkłada, i tak w kółko.
- Co ty mi tu czytasz? To chyba jakieś juwenilia?
- Niee, nóweczka, sprzed paru lat.
- Ha. To rozumiem już, dlaczego ci młodzi poeci tak ostatnio nie przepadają za
Zagajewskim. Ale te wcześniejsze wiersze to ja bardzo lubię.
- Ja tak samo. A słyszałeś, że Zagajewski ma Nobla dostać?
- Coś ktoś mi napomykał. Ale teraz, jak Otylia Jędrzejczak zdobyła złoto w pływaniu,
to nie wiadomo. Wiesz, co mi w tym wierszu nie pasuje? To rozkładanie rąk. Jak ja się
modlę, to mam ręce złożone przez cały czas. Inna sprawa, że ja się nie modlę
nigdy. Ale też napisałem parę wierszy o tym, że czasem człowiek robi coś innego niż
modli się, ale tak, jakby się modlił.
- No. Napisałeś: "Tak milczę, że się modlę".
- Teraz jak tak leżę, to mi się wydaje, że lepiej modlić się modląc, niż nie modląc.
Miałem kiedyś kolegę, który służył w wojsku w Modlinie. Miałem go odwiedzić, ale
się bałem. Za to w Niemodlinie byłem chyba ze sto razy.
- Chyba musimy już jechać, bo chłopaki się spocili.
- Jedźmy. Muszę jeszcze sprawdzić w kalkulatorze w komputerze, ile to jest 2222 razy
3333.
Jacek Podsiadło
podsiadlo@atol.com.pl
|