dotb.gif

„TP”, Nr 32 (2822), 10 sierpnia, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2822/felmilosz.php




Egipska księżniczka

Czesław Miłosz


Wiersz, który tutaj zacytuję, miał w polskim przekładzie swoich entuzjastów, ale nie jest dzisiaj dostępny i dlatego wart przypomnienia. W kolekcji egipskiej Luwru istnieje posążek królewny Karomama (z akcentem na ostatniej sylabie). Mój krewny, Oskar Miłosz, jako młody człowiek studiował starożytności babilońskie i egipskie w L'École du Louvre. Zobaczył posążek i napisał o tej księżniczce sprzed tysiącleci wiersz.

Ażeby wyjaśnić, kim była tłumaczka tego wiersza, trzeba przypomnieć o Towarzystwie Artystów Polskich w Paryżu, które działało w roku 1912 i mieściło się pod numerem bodaj 32 rue Denfert-Rocheraux, w domu, który dziwnym zbiegiem okoliczności był przez pewien czas w latach 50. moim adresem. Towarzystwo Artystów Polskich w Paryżu, które grupowało wiele sławnych dzisiaj nazwisk w polskim malarstwie i poezji, powstało dzięki funduszom paru mecenasów, m.in. Kościelskiego (tego samego, którego imię nosi dzisiaj Fundacja Kościelskich) i bodaj mojego krewnego, który wtedy nie uważał się jeszcze za Litwina. Aktywnymi członkami Towarzystwa byli: rzeźbiarz Stanisław Ostrowski i jego żona, poetka Bronisława Ostrowska.

Oskar Miłosz tłumaczył wtedy trochę na francuski Mickiewicza (ballada "Lilie" w jego wersji jest prawdziwym arcydziełem). Bronisława Ostrowska tłumaczyła na polski wiersze Miłosza, między innymi wiersz "Karomama" oraz całe misterium "Miguel Mańara". Działo się to tuż przed wybuchem I wojny światowej i wskutek wypadków wojennych jej przekłady ukazały się dopiero w 1919 roku, nakładem poznańskiego "Zdroju" jako "Oskar W. Miłosz. Wybór poezji, przełożonych z upoważnienia autora przez Bronisławę Ostrowską". We wstępie tłumaczka rewindykuje piszącego po francusku poetę jako poetę polskiego. Nie można powiedzieć, żeby była tłumaczką idealną. Język jest młodopolski, co też stanowi cechę jej twórczości. Ostrowska zaliczana jest na ogół do poetek mniejszych, jednak przekład misterium "Miguel Mańara" jest bardzo piękny i nie na próżno zachwycali się nim liczni ludzie teatru z Juliuszem Osterwą na czele. Również w wierszu "Karomama" jesteśmy skłonni wybaczyć młodopolskie naleciałości, bo musiała uporać się z rymem do imienia księżniczki, z akcentem na ostatniej sylabie. Nie powiemy dzisiaj "biedna ma", ale w imię rymu gotowi jesteśmy to tłumaczce wybaczyć.

Towarzystwo Artystów Polskich w Paryżu to szczytowy chyba moment związku Polski z modernistyczną sztuką Francji, co znalazło wyraz chociażby w twórczości Leopolda Staffa i Bolesława Leśmiana. Staff znalazł wtedy w Paryżu antologię poezji starochińskiej - "La flűte de jade" ("Fletnia z jadeitu"), przełożył ją na polski i wydał pod tytułem "Fletnia chińska" w roku 1920.

A oto wiersz Oskara Miłosza:


Myśli me są przy tobie, o Karomamŕ,
Smukłonogie, zbyt wątłe dziecię obcych nieb
(Karomamŕ, córa Teb,
Co piła odwar zbożny i jadła zbożny chleb,
Jako wierni w wieczory pod tamaryszkami...
Królewna ma, Karomamŕ,
Umarła dawno, dawno - przed wiekami).

Myśli me są przy tobie, o Karomamŕ,
Której imię dalekie gra, jak echo skarg,
Półśmiechem i półpłaczem zrywając się z warg.

Boć jest śmiesznem i smutnem - kochać - duszo ma,
Królową, która pośród dziwnych malowideł
Żyła w swoim pałacu, pełnym gryfich skrzydeł,
Przed tysiącami lat... Karomamŕ...

Coś czyniła w poranki twe, Karomamŕ?
Ku jakiemu bogowi o zwierzęcej głowie
Hieratycznie ściągałaś swe zbyt chude ręce,
Kiedy rzeka łagodnie płonęła w jutrzence?

Pani moja, o cichych, umęczonych oczach
I trefionych uczenie bolesnych warkoczach,
Zmarła w latach tak dawnych, że je skrywa mgła...
Biedna, biedna i moja ty - Karomamŕ.

A w twe dnie co czyniłaś, kapłanko uczona?
Siadywałaś zapewne śród służebnic grona,
Które były posłuszne ci, jako wężowie...
I gniewna, niżąc perły, śniłaś słodkim snem,
O królewicach z dziwnych, oddalonych ziem,
Ponurych i wschodnimi aromaty wonnych,
Przyjeżdżających z dala na nawach pokłonnych,
Aby rzec kornie: pokłon ci, Karomamŕ.

A w wieczory wiecznego lata, w sykomory
Wonne skryta, jak cichy w księżycu kwiat modry
Śpiewałaś swoje biedne zmarłe - i upiory...
Dalekie echo ci bywało gra,
A dreszcz wstrząsa twojemi dziecięcemi biodry,
I czujesz, jak się wznoszą pod wielkim westchnieniem
Twe niskie, ciemne piersi, drżące przerażeniem...
Wszak prawda - było tak, - Karomamŕ?

Aż kiedyś... (czyż nie była snem Karomamŕ?)
Spowinęli jej ciało w żółte bandolety
I zwarli w słodką trumnę z cedrowego drzewa,
A milczenie wchłonęło jej głos, co mi śpiewa.
Skrybowie powierzyli jej imię na wieki
Papyrusom, - i wszystko jest jak sen daleki
Jak łkanie wód w ciemności: gdzie ty? gdzie ty? gdzie ty?

I ty wiesz jedna tylko, o Karomamŕ,
Że duch mój jest jak rozjęk, który morze czyni,
Zasię samotny taki, jako sfinks w pustyni
I cierpiący na chorobę, co się - "nigdy" zowie.

I wiesz to sama lepiej, niż rzec można w słowie,
Ty, wszechtajemnic wiedna,
Że los wypalił w duszy mej śmiertelne znamię
Złudnych łask i istotnej klęski, co mię łamie.

Tak, - wiesz to wszystko pewnie, ty, pani daleka,
Mimo wyglądu dziecka, co ostał sprzed wieka,
Zaklęty dłonią mistrza w małym twym posągu,
Scałowanym pieszczotą długich wieków ciągu,
Wieków, które tęskniły do cię, biedna ma...

Czuję cię obok siebie dziś i patrzę na cię,
Słysząc, jak szepcesz w mroku: "Nie trza się śmiać, bracie..."
Myśli me są przy tobie, o Karomamŕ...



Wiersz powyższy przytoczony w: Oscar V. de L. Milosz, "Wybór poezji", Kraków 1983, Wydawnictwo Literackie.

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl