adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 32 (2822)
10 sierpnia 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Na ugorze, i to jakim

Józefa Hennelowa


Sądy, wyroki, więzienia - to bardzo urodzajna gleba dla polityków i dziennikarzy. Pierwsi zdobywają popularność żądaniem surowości i skuteczności karania, bo nic tak nie podoba się szerokiej opinii, jak możliwie najwyższe wyroki, zawsze utożsamiane z zaspokajaniem głodu sprawiedliwości. Drudzy nabrali zwyczaju zwracania się po ogłoszeniu wyroku do rodzin poszkodowanych z nieodmiennym pytaniem o ocenę werdyktu, by zgodnie z przewidywaniem usłyszeć, że poczucie krzywdy żadną karą zaspokojone być nie zdoła. Potem jednak, po zapadnięciu prawomocnych decyzji sądów, otwiera się świat, który tak dla polityków, jak dla szerokiej opinii nie jest już szczególnie ważny: ponury, izolowany świat rzeczywistości penitencjarnej.

Czasem przychodzą meldunki: na przykład o tym, że odstępujemy na dłużej od urzeczywistnienia normy 4 m kw. na więźnia, obowiązującej w Europie, bo i obecna norma 3 m kw. nie jest do zrealizowana. Inaczej mówiąc, więzienia są przepełnione. Blisko trzydzieści tysięcy skazanych nie odsiaduje kar, z tego powodu i wielu innych. Nie udaje się też - o czym niedawno pisała prasa - egzekwować kar w postaci wykonywania "pracy społecznie użytecznej" - nie ma takiej pracy dla skazanych, skoro brakuje jej dla tylu setek tysięcy ludzi niewinnych, a chcących pracować. Więźniowie coraz częściej pozostają całkowicie bezczynni - nikt nie potrzebuje ich pracy, choć nie tylko byłaby ratunkiem resocjalizacyjnym, lecz także po prostu źródłem zarobku, który na przykład służyłby spłacaniu alimentów.

Wydaje się jednak, że nic w tej więziennej sytuacji nie spędza snu z powiek politykom. Słychać jedynie postulat budowania następnych więzień, a czasem czyta się i o żądaniach ograniczenia "komfortu" w odsiadywaniu kary i o projektach na przykład ograniczenia prawa do paczek do czterech razy w roku. Piotr Moczydłowski, który wciąż przypominał, że w więzieniach dalej są żywi ludzie i nie jest obojętne, czy wyjdą stamtąd kiedyś lepsi, czy gorsi niż kiedy tam wchodzili, już dawno nie pracuje w tym resorcie.

W takiej sytuacji praca duszpasterska w zakładach karnych jawi się jako bezcenna, jakkolwiek chciałoby się ją określić jako prawdziwą orkę na ugorze. Stąd i moje zaciekawienie wydaną niedawno przez krakowski Instytut Teologiczny Księży Misjonarzy książką "Duszpasterstwo więzienne w III Rzeczypospolitej". Książkę zredagował ks. Jerzy Woźniak, długoletni kapelan aresztu śledczego w Krakowie. Zawiera ona mnóstwo materiałów o różnym ciężarze gatunkowym, od informacji (czasem niestety trochę zbyt dawnych, a czasem bardzo powierzchownych, jak w kreśleniu obrazu więziennictwa za PRL) po zapisy okazyjnych tekstów, na przykład wygłaszanych podczas uroczystości i nabożeństw, ale w sumie jest obrazem pełnego najlepszej woli wysiłku duszpasterzy w towarzyszeniu ludziom napiętnowanym,w sytuacjach dla jakiejkolwiek nadziei na pewno najtrudniejszych.

Duszpasterstwo więzienne cieszy się od paru dziesiątków lat poparciem struktur penitencjarnych, lecz ciągle aktualne pozostaje pytanie: w jakim stopniu korzystają z niego sami więźniowie? Z jakimi rezultatami? Co z przeszłości skazanych, z rzeczywistości cel, z podkultury więziennej kapelan czy wolontariusz jest w stanie przeciwważyć swoją sporadyczną przecież obecnością i dobrą wolą? Charakterystyczna jest uwaga jednego z autorów, że w początkach wolności Msze św. dla więźniów w zakładzie, w którym pracował, musiały być odprawiane kilka razy w ciągu dnia, żeby zaspokoić wszystkie potrzeby (ze zrozumiałych względów nie mogą to być nabożeństwa masowe), a dziś uczestniczy w nich w niedzielę około 30 osób.

Zastanawiają też wyniki ankiety przeprowadzonej przez jednego z pracowników naukowych z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego (ks. Waldemar Woźniak). Ankieta zaadresowana była do personelu kierowniczego służby penitencjarnej. Jedno z pytań: "Czy zdaniem pana duszpasterstwo więzienne dezorganizuje normalny rytm życia więziennego?" uzyskało potwierdzającą (sic!) odpowiedź u 95 proc. pytanych. To na pewno sygnał ostrzegawczy, tak co do nastrojów w tych zakładach, jak może i co do jakości pracy tu i tam. Ważny jest też wynik innej ankiety: zadanego samym więźniom pytania o cechy kapelana idealnego. Z odpowiedzi wynika nieodparcie potrzeba prawdziwości kontaktu i jego osobowego charakteru, także poczucia, że nie jest to praca "odfajkowywana" albo bardzo ograniczona w czasie. Potwierdza to nieodpartą prawdę: duszpasterze więzienni wykonują prawdziwą orkę na ugorze, ale - oby nigdy nie zechcieli ani musieli jej porzucić.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny