adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 31 (2821)
3 sierpnia 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.tygodnik.onet.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet



Prasa zagraniczna

Wojna rządu z BBC


Sprawa zarzutów o wyolbrzymienie przez władze brytyjskie zagrożenia ze strony Iraku, która w drugiej połowie lipca przekształciła się w tzw. sprawę Davida Kelly'ego (po samobójstwie doradcy ministerstwa obrony w Londynie ), stała się na Wyspach obszarem prawdziwej wojny rządu z BBC. Ten pierwszy zarzuca medialnej korporacji nierzetelność, BBC zaś obstaje przy swoim, broniąc przy okazji prawa do ochrony tajemnicy dziennikarskiej. I choć ostatecznym arbitrem w tym sporze ma być specjalna komisja dochodzeniowa lorda Huttona, to w oczekiwaniu na jej ustalenia nie milknie dyskusja na ten temat i nieustanne potyczki toczą się zarówno w prasie, jak w eterze.

Londyński THE TIMES (22.07.) w artykule redakcyjnym stwierdza, że w przypadku publicznego nadawcy trzeba będzie wyjaśnić dwie zasadnicze kwestie: czy kontrowersyjne doniesienie (o rządowej ingerencji w tekst raportu o możliwości wyprodukowania broni masowego rażenia przez Irak) wiernie oddawało opinie dr. Kelly'ego i czy zwierzchnicy BBC (prezes Rady Gubernatorów oraz dyrektor generalny) zajęli się tą sprawą w należyty sposób? Trzeba bowiem pamiętać - zauważa "Times" - "że wielkie skandale naszych czasów, takie jak Watergate, uzyskały instytucjonalne znaczenie nie tyle z uwagi na pierwotne wykroczenie, co na późniejsze próby tuszowania afery". Należący, jak "Times", do medialnego imperium Ruperta Murdocha dziennik THE SUN (21.07) nie przebierał już tak w słowach, sugerując, że "w BBC muszą polecieć głowy" i pytając retorycznie "jak można jeszcze wierzyć temu nadawcy?". W tym samym numerze posłużono się określeniem "szczur" wobec reportera BBC, który przeprowadzał wywiad z Kellym. Inny charakter miały zarzuty przedstawione wobec BBC na łamach THE INDEPENDENTA (22.07) przez byłego redaktora naczelnego tej gazety, Andreasa Whittama Smitha. Twierdzi on, że korporacja wykazała się naiwnością, wdając się w dyskusję z rządem na temat źródła swoich informacji. Korespondencja z przedstawicielami władz i zeznania dziennikarza BBC przed komisją parlamentarną mogły tylko pomóc w zidentyfikowaniu Kelly'ego; podważyły też zasadę ochrony źródeł informacji, na którą Korporacja tak ochoczo się powoływała. Publicysta "Independent" sugeruje nawet, że BBC powinna także milczeć po tragicznej śmierci Kelly'ego. Oznaczałoby to, że "zagadka pozostanie nierozwiązana", a przed komisją dochodzeniową można by pryncypialnie powiedzieć "raczej pójdę do więzienia, aniżeli ujawnię nazwisko mojego źródła".

Z obroną BBC (i osobiście Andrew Gilligana, reportera, który rozpętał burzę) wystąpił w sympatyzującym z konserwatystami DAILY TELEGRAPH (24.07) poseł i redaktor naczelny tygodnika SPECTATOR, Boris Johnson. Odrzuca on logikę innych prawicowych krytyków BBC w tej sprawie: argumentuje, iż błędnie uznali oni, "że ponieważ BBC instynktownie sprzeciwiała się wojnie, a Gilligan pracuje dla BBC, dlatego nie można mu ufać, gdy relacjonuje poglądy Davida Kelly'ego. (...) Jeśli bowiem byli w BBC dziennikarze przeciwni wojnie, to Andrew Gilligan do nich nie należał. Wiem z rozmów z nim, kiedy przebywał w Bagdadzie, że popierał akcję usunięcia Saddama". To zaś dowodzi, zdaniem konserwatywnego publicysty, "że można było popierać wojnę z Husajnem, a wciąż mieć wątpliwości w sprawie materiału dowodowego dotyczącego broni masowego rażenia". Korporacji zdecydowanie broni na łamach THE GUARDIAN (22.07) również były dyrektor Serwisu Swiatowego BBC, John Tusa. Podkreśla, że nawet gdyby Gilligan popełnił błędy w sztuce dziennikarskiej, "to i tak w niczym nie zmieniłoby to zasadniczego charakteru zarzutów wobec rządu, ani nie podważyłoby dorobku zawodowego całej BBC, choć jemu samemu zniszczyłoby karierę". Tusa jest przekonany, że ludzie próbujący manipulować sprawą na Downing Street popełniają katastrofalny błąd - przypomina, że "skalę tarapatów, w jakie popada rząd bądź premier, można poznać po zajadłości jego ataków na BBC. (...) Trudno przecież w tej chwili o lepszą metodę odwrócenia uwagi od kwestii znalezienia zasobów irackiej broni".

Na szerszy charakter konfliktu zwraca uwagę w komentarzu zamieszczonym w FINANCIAL TIMES (23.07) były minister kultury w rządzie Tony'ego Blaira, Chris Smith, który z zaniepokojeniem donosi, że niektórzy jego parlamentarni koledzy wypowiadają się o sprawie Kelly'ego w kategoriach niemal szantażu, wiążąc ją z nadchodzącymi negocjacjami o odnowieniu Karty BBC (określającą ustawowo status publicznej korporacji medialnej, obecna wygasa w 2006 r.). Smith ocenia: "Łączenie niedawnych zdarzeń z przyszłością BBC byłoby czymś skandalicznym". Jego tekst opatrzono zaś jednoznacznym tytułem: "BBC nie może być ofiarą wojny".

TJ


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny