adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 31 (2821)
3 sierpnia 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Cena dobrego urzędnika

Krzysztof Burnetko


Poseł SLD Andrzej Brachmański (szef sejmowej komisji administracji) ogłosił właśnie, że można by zawiesić konkursy na wyższe stanowiska urzędnicze w państwie. To dalszy ciąg odwiecznej wojny o łatwiejszy dostęp do posad dla partyjnego towarzystwa kolesiów. Wojny, której koszty ponoszą tak wszyscy petenci urzędów, jak państwo - choćby w postaci błędnych decyzji niekompetentnych urzędników i straconych w efekcie pieniędzy oraz słabnącego prestiżu.

Kilka innych przykładów z paru ostatnich tylko dni:

Przedstawiciele Komisji Europejskiej ostrzegają, że Warszawa może stracić zasadniczą część z 12, 5 mld euro tzw. pomocy strukturalnej przewidzianej przez Brukselę - powodem są opóźnienia w przygotowaniach do przyjęcia pomocy, wynikające m.in. ze słabości polskiej administracji. Komisja - co jest rzadkością - z nazwy wymieniła Ministerstwo Infrastruktury, które odpowiedzialne jest za spożytkowanie ok. 1/3 środków przyznanych Polsce przez UE, a tymczasem - w ocenie Komisji - "zdaje się niejako samo wyłączać z procesu przygotowań do wykorzystania pomocy strukturalnej".

Przesłuchania przed sejmową komisją śledczą do zbadania afery Rywina wykazują, że wysocy urzędnicy Ministerstwa Kultury i Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji najprawdopodobniej manipulują na życzenie swoich politycznych szefów tekstem projektu ustawy kluczowej dla kształtu rodzimych mediów elektronicznych i - co ważniejsze - wolności słowa w III RP. Urząd Zamówień Publicznych ogłasza raport o naruszaniu przez urzędników wszystkich szczebli reguł obowiązujących przy przeprowadzaniu przetargów na kontrakty opłacane z budżetów państwowych bądź samorządowych: okazuje się, że urzędnicy odpowiedzialni za przetargi nie tylko wymyślają coraz to nowe sposoby obejścia prawa, ale i czują się praktycznie bezkarni, bo sankcje to najczęściej pouczenie, nagana bądź upomnienie. Równocześnie niemal połowa postępowań kontrolnych wszczętych przez Urząd ujawnia nieprawidłowości przy przetargach, a co dziesiąta kontrola wydatków gmin prowadzona przez izby obrachunkowe kończy się zawiadomieniem o naruszeniu dyscypliny finansów publicznych. Prócz tego pozostaje bliżej nieznana szara strefa: dochodzi do tego, że nawet firmy w oczywisty, zdawałoby się, sposób pokrzywdzone przy przetargach nie skarżą się na urzędników w obawie przed szykanami w przyszłości.

Kumulacja takich sygnałów w ciągu niespełna dwóch tygodni zatrważa. Dowodzi bowiem stanu administracji publicznej III RP - i to tak samorządowej, jak rządowej. Równocześnie każdy z tych przypadków obrazuje też inne niebezpieczeństwa. Pierwszy: straty, jakie mogą przynieść państwu, a w efekcie i jego obywatelom, zaniedbania w tworzeniu sprawnego aparatu urzędniczego. Chodzi zarówno o wizerunek Polski, jak o wymierne pieniądze. Wizerunek: bo stan administracji - a zwłaszcza służby cywilnej, czyli w ideale neutralnego politycznie korpusu kompetentnych urzędników - traktowany jest w Unii Europejskiej jako jeden z głównych mierników rzeczywistego funkcjonowania demokracji (zwracał na to niedawno uwagę w "TP" [24//03] Cezary Lewanowicz). Pieniądze: bo to od profesjonalizmu administracji w dużej mierze zależy zdobywanie i wydawanie środków publicznych. Za niekompetencję (choćby właśnie w przygotowywaniu wniosków o fundusze pomocowe z Unii Europejskiej) bądź wszelkiego rodzaju nadużycia urzędników zapłaci w efekcie - to banał, który w Polsce wciąż nie może przebić się do powszechnej świadomości - każdy podatnik. Na dodatek wkrótce dojdzie do prawdziwego przełomu: przygotowywana nowelizacja kodeksu cywilnego przewiduje przyznanie każdemu prawa do wynagrodzenia szkody, jaką poniósł wskutek niezgodnego z prawem działania organów władzy publicznej (chodzi przy tym zarówno o naruszenie prawa przez urzędników, jak o ich bezczynność). Zasadnie wzmocni to pozycję obywatela wobec z natury silniejszego aparatu administracyjnego, ale też nie sposób oszacować, jaka będzie skala wynikających z odszkodowań obciążeń dla państwa, powstałych w efekcie wpadek bądź nieuczciwości jego funkcjonariuszy.

Przykład drugi obrazuje najgroźniejszą dziś chorobę polskiej administracji - jej upolitycznienie. Administracja - a zwłaszcza służba cywilna - stanowi bowiem rodzaj systemu naczyń połączonych i wszelkie odstępstwa od reguł (czy to wynikających z przepisów prawa, czy też dobrych obyczajów) momentalnie odbijają się na jakości jej pracy. Tymczasem w III RP tradycją kolejnych ekip rządzących stało się obsadzanie kluczowych stanowisk urzędniczych - tak na szczeblu rządowym, jak samorządów - ludźmi z klucza partyjnego bądź towarzyskiego bez względu na ich przygotowanie i predyspozycje do pełnienia takich funkcji. Skutkiem stosowania takiej selekcji negatywnej (kumoterstwo wyklucza przecież konkurencję) jest - poza niekompetencją - polityczna dyspozycyjność (za nominację trzeba się przecież zrewanżować). W efekcie gangrena obejmuje coraz to niższe szczeble aparatu państwa - i w ten sposób polityzację administracji odczuwa każdy, który ma nieszczęście być petentem w urzędzie.

Przykład trzeci wreszcie symbolizuje związek między kondycją administracji a jednym z najdotkliwszych dziś problemów III RP: wszechobecną korupcją i związanym z nią brakiem zaufania obywateli do swojego państwa. Nie bez przyczyny przecież wedle sondaży CBOS z lutego b.r. jedynie 7 proc. badanych Polaków deklaruje wiarę w uczciwość urzędników państwowych, a aż 90 proc. uważa, że w urzędach państwowych panuje nepotyzm i kumoterstwo. Równocześnie śladowa jest świadomość znaczenia, jakie w ograniczaniu tych zjawisk może mieć prawidłowo funkcjonująca służba cywilna. Tymczasem powstała w ramach reform Williama Pitta w Anglii na przełomie XVIII i XIX w. idea stworzenia korpusu niepodatnych na polityczne naciski, lecz służących kolejnym ekipom rządowym niezależnie od ich orientacji profesjonalnych urzędników, okazała się skuteczną odpowiedzią na korupcję i klientelizm w państwie.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny