adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 31 (2821)
3 sierpnia 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.tygodnik.onet.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet

Listy

Zobacz też listy w sprawie antykoncepcji


Z czego cieszymy się wspólnie...

Zasadnicza część ostatniego felietonu pani Józefy Hennelowej ("Prawie recenzja", "TP" nr 29/03) poświęcona jest konfliktowi między "Przystankiem Woodstock" a "Przystankiem Jezus". Niestety, zarówno niektóre zawarte w felietonie informacje, jak i wyciągnięte wnioski są nietrafne. Jako że w felietonie kilkakrotnie wymieniono moje nazwisko, czuję się zobowiązany do napisania kilku słów wyjaśnienia. Pani Redaktor pisze o "polowaniu" mediów. Jurek Owsiak miał prawo być zmęczony nieustannym dopytywaniem się dziennikarzy o konflikt, który zawsze jest o wiele bardziej sensacyjny niż ewentualna zgoda. Rozumiem go, bo takim samym "polowaniem" otoczony był także "Przystanek Jezus". Konfrontacji poszukiwano po obu stronach, choć może nie zawsze przez te same gazety, rozgłośnie czy stacje telewizyjne. I jestem tym tak samo zmęczony jak Jurek.

Józefa Hennelowa pyta retorycznie, o czym nadawało z placu Radio Maryja: "O czymże, jak nie o grzesznej młodzieży, ich grzesznym idolu i apostołach?". Rozumiem, że pytanie to wynika z apriorycznego założenia, bo chyba nie z nasłuchu audycji RM. W przywołanym przez felietonistkę "TP" moim artykule w "Niedzieli" napisałem: "Kto słuchał, ten wie, że transmisje radiowe z "Przystanku" nie miały żadnego zaczepnego czy negatywnego charakteru wobec "Przystanku Woodstock". Podczas transmisji z "Przystanku Jezus" nie pojawiły się żadne treści wymierzone przeciwko "Woodstockowi", jego organizatorom czy obecnej tam młodzieży". Szkoda, że Pani Redaktor opuściła w lekturze ten akapit.

Wyjaśnienia domaga się także równoległość czasowa mojej rozmowy z Jurkiem Owsiakiem a tekstem opublikowanym w "Niedzieli". Tekst ten powstał jako rozdział książki "Kiedy Jezus przychodzi w glanach" i rzeczywiście został napisany w końcu maja. 24 czerwca dopisałem krótkie post scriptum, którego clou brzmi: "Jurek na naszą obecność się nie zgadza i nie zgodzi się". Co jest prawdą i dzisiaj, jeśli myślimy o inicjatywie o nazwie "Przystanek Jezus". Tekst ten został przekazany do opublikowania w "Niedzieli", której jestem redaktorem, przed spotkaniem z Jurkiem Owsiakiem. Dyskusja, która odbyła się z inicjatywy "TP", miała miejsce 26 czerwca i nie była częścią rozmów podejmowanych przez organizatorów "Przystanku Jezus". Nie miała być wcale próbą przekonywania siebie czy wyproszenia zgody, raczej prezentacją obu stanowisk. Dowiedziałem się o niej niemal w przeddzień wieczorem i o mały włos wcale by do niej nie doszło. Po powrocie z Warszawy uznałem, że nie ma potrzeby wycofywania tekstu z "Niedzieli", gdyż stan rzeczy sprzed, jak i po rozmowie jest taki sam: odmowa obecności "Przystanku Jezus" na "Przystanku Woodstock".

Nie zgadzam się więc z tezą, że w moim artykule dokonałem oceny Jurka Owsiaka. Moje stanowisko wobec Jurka jest niezmienne od lat. Nie zmieniło go także to, co Jurek powiedział w debacie. Na jej zakończenie dostałem od niego książkę o Wielkiej Orkiestrze z dedykacją: "Dzięki za rozmowę, bo zawsze tyle myśli może się zderzyć i coś z tego wyniknie! Oby".

Oby!

Ks. ANDRZEJ DRAGUŁA

*

Dlaczego pisałam o Tygodnikowym "Przystanku zima"? Bo był bardzo ważny. Nie tylko jako ciekawy materiał prasowy, informacyjny. Był próbą wpłynięcia na rzeczywistość, próbą rozwiązania (a przynajmniej posunięcia ku rozwiązaniu) sprawy sporu między organizatorami obu "Przystanków", żeby nie dopuścić do zmarnowania tak bardzo potrzebnej pracy z młodzieżą. W moim rozumieniu rozmowa między Jurkiem Owsiakiem a ks. Andrzejem Dragułą, chociaż ostra i bolesna, po pierwsze pozwalała lepiej poznać przyczyny konfliktu i decyzji Owsiaka odrzucenia oferty "Przystanku Jezus"; po drugie, przynosiła nadzieję. Dlatego tekst ks. Draguły w "Niedzieli", podsumowujący stan sporu wcześniejszy, sprzed tej rozmowy, a przecież ukazujący się równolegle z zapisem samej rozmowy w "Tygodniku", przypisałam nieporozumieniu. Okazało się, że była to decyzja samego autora. Wynikałoby z niej, że ani końcowe otwarcie Owsiaka w rozmowie w "TP" (cytuję fragment: "przyjedźcie po cichutku i róbcie swoje"), ani zobowiązanie rzecznika "Przystanku Jezus" (tamże: "rozbijemy się na polu, bez wielkiego namiotu, bez transparentu, na Twoich warunkach") nie miały znaczenia do tego stopnia, żeby przynajmniej uzupełnić artykuł w "Niedzieli" o tę informację. Będę szczera: nie potrafię zrozumieć. I jest mi przykro.

A teraz wyjaśnienia. Ks. Draguła wyraża ubolewanie, że "opuściłam w lekturze" passus z jego tekstu w "Niedzieli", w którym podkreśla pozytywny wydźwięk "przystankowych" relacji RM, i pewnie dlatego wyraziłam przypuszczenie o ich krytycznym charakterze. Jeśli takie nie były, to bardzo dobrze. Mnie niestety nie zdarzyło się nigdy wcześniej ani słuchać, ani czytać w mediach ks. Tadeusza Rydzyka i zaprzyjaźnionych z nimi czegokolwiek dobrego o Jurku Owsiaku i Wielkiej Orkiestrze. A jeśli chodzi o relacje z imprez w Żarach, to w "Tygodnikowej" rozmowie Księdza z Jurkiem jest aż nadto sygnałów, że te relacje ze strony katolickiej bolały go i drażniły (jeden cytat tylko: "Moja czternastoletnia córka otwiera jakąś gazetę typu rydzykowatego i płacze..."). To może być odbiór alergiczny, ale skoro jest faktem, czy nie trzeba się z nim liczyć? Wtedy nie można odrzucać za to wszystko wspólnej odpowiedzialności, choćby faktycznie nie miało się na to wpływu. Dla drugiej strony to ten sam Kościół, ta sama postawa "lepszych", na którą Jurek Owsiak reaguje w najwyższym stopniu drażliwie.

I sprawa druga: ks. Draguła stwierdza w liście do redakcji: "Nie zgadzam się z tezą, że w moim artykule dokonałem oceny Jurka Owsiaka". To nie była "teza". Tak podsumowałam te zdania artykułu, w których autor komentował wyznanie Owsiaka, że nie należy do krisznowców, a jest katolikiem, i w których szuka "rzeczywistych powodów nowego, negatywnego zwrotu" ku inicjatorom "Przystanku Jezus". Wraca tam po kilkakroć przypuszczenie: "może się bał". Może tu już niekonieczne jest cytowanie? Bo koniec końców najważniejsze, że naprawdę nadzieja pozostała. Nie będzie w tym roku "Przystanku Jezus" takiego, jaki wymarzyli sobie jego organizatorzy. Ale będą oni, będzie więc w Żarach Chrystus - choć bez "przystanku". O czym tym razem informuje także nowy numer "Niedzieli" i z czego cieszymy się chyba wspólnie, już bez nieporozumień?

JÓZEFA HENNELOWA



Lepiej obniżyć

Pan Michał Zieliński w komentarzu "KRUS: krok w kierunku" ("TP" nr 29/03) błędnie podaje, że składka emerytalna na ZUS jest 9-krotnie niższa od płaconej na KRUS. Jest 9-krotnie, ale wyższa! Pan Zieliński domaga się powiązania wysokości składki KRUS z dochodami rolników i wprowadzenia drastycznej jej podwyżki. A właśnie odwrotnie: to składki na ZUS trzeba powiązać z dochodami przedsiębiorców (czyli obniżyć je istotnie w wypadku ludzi mało zarabiających), nie posługując się enigmatyczną "średnią krajową".

MACIEJ GŁOGOCZOWSKI
(Zakopane)



Zgodnie, po sąsiedzku

Kościół parafialny o którym wspomina Agnieszka Sabor w artykule ,,Droga na północ" ("TP" nr 28/03), jest świątynią p.w. św. Jana Apostoła i Ewangelisty w Pińczowie. Zgodnie z relacją Stanisława Kwietnia, kierownika miejscowej szkoły powszechnej, w 1935 r., głoszący tu misje kapłan miał nawoływać do nienawiści przeciw miejscowym Żydom. Głęboko wierzę, że jeżeli wydarzenie takie miało miejsce, było tylko epizodem, choć na pewno bolesnym. W tym właśnie kościele głoszę Ewangelię Chrystusa, który wzywa nas wszystkich do miłości i przebaczenia. Nie rozumiem, dlaczego ,,podróż zorganizowana w ramach kolejnego Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie miała być smutnym potwierdzeniem oczywistych wyobrażeń". Jak trzeba rozumieć słowa autorki: ,,jednak potwierdzenia stereotypu nie było"? Dlatego chciałbym uzupełnić tę relację. Tomasz Jaklewicz w tekście ,,Prywatna wojna o drogę, gulona pińczowskiego Fuela Bramy" (Pińczowskie Spotkania Historyczne, 2002) pisze: ,,współżycie żydowsko-polskie w międzywojennym Pińczowie układało się zgodnie i po sąsiedzku. Takie jest również świadectwo ostatnich żyjących polskich świadków z tamtych czasów. Nie występowały też uprzedzenia ani prowincjonalne nacjonalizmy". W 1928 r. w Radzie Miejskiej Pińczowa zasiadało 17 Żydów, a przewodniczył Radzie miejscowy proboszcz - ks. Konstanty Aksamitowski. 26 lutego 2000 r. zorganizowano sesję naukową poświęconą dziejom społeczności żydowskiej w Pińczowie. 22 marca 2002 r. Hanna Krall rozmawiała z pińczowiakami o trudnych dniach wojny. Zebrani słuchali fragmentów jej książek: ,,Zdążyć przed Panem Bogiem" i ,,To ty jesteś Daniel". Miejscowi historycy, Jerzy Znojek i Andrzej Dziubiński, wydali w 2002 r. książkę ,,Żydzi i synagoga w Pińczowie" (wersja polsko-angielska). Śp. Jan Górecki w książce ,,Sławne i znane postacie w dziejach Pińczowa" wymienia obok np. o. Augustyna Kordeckiego, Santi Gucciego, Adolfa Dygasińskiego, także Eliasza z Pińczowa, żydowskiego matematyka i lekarza. Zachęcony przykładem Papieża przekraczam razem z młodzieżą miejscowego LO im. H. Kołłątaja próg synagogi, gdy prowadzę katechezę na temat naszych starszych braci w wierze. To doskonała okazja, aby młodzi spotkali się z ich historią, kulturą i religią.

Ks. WALDEMAR PAWLIK
(Pińczów, woj. świętokrzyskie)



Pomoc dla Mariki

Prosimy o pomoc w zgromadzeniu funduszy na rehabilitację i leczenie naszej 5-letniej córki - Mariki z mózgowym porażeniem dziecięcym, chorej na epilepsję. Córka potrzebuje stałej specjalistycznej pomocy. Choć nadal nie potrafi chodzić i mówić, dzięki systematycznej rehabilitacji jej stan znacznie się poprawił. Mamy nadzieję, że dalsza intensywna i żmudna praca pozwoli nam ujrzeć upragniony pierwszy krok Mariki.

Zbieramy pieniądze na turnusy rehabilitacyjne. Zbyt kosztowne, abyśmy byli w stanie samodzielnie je opłacić. Wszystkim zainteresowanym podajemy numer konta: Fundacja Dzieciom ,,Zdążyć z pomocą" PKO BP XV o/Warszawa 93 10201156 123112454, z dopiskiem "darowizna na leczenie i rehabilitację Mariki Zydorczyk z Ostrowieczna".

Z góry dziękuję za zrozumienie i każdą, najdrobniejszą wpłatę.

KAROLINA I MARCIN
ZYDORCZYKOWIE
(Ostrowieczno, woj. wielkopolskie)

Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny