adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 31 (2821)
3 sierpnia 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet

Listy antykoncepcja


Jakie wartości chroni zakaz stosowania antykoncepcji, tak stanowczo i wielokrotnie głoszony przez Urząd Nauczycielski Kościoła? Publikowane w "TP" nr 22/2003 artykuły Artura Sporniaka ("Seks, miłość i antykoncepcja") oraz o. Karola Meissnera OSB ("Niewłaściwe pytanie") rozpoczęły dyskusję, poszukującą odpowiedzi na to pytanie.

Wszystkie teksty oraz listy na ten temat są dostępne na naszej stronie internetowej: www2.tygodnik.com.pl/tematy/antykoncepcja/



Czyń, co możesz

Interesująca dyskusja o antykoncepcji skłoniła mnie do skreślenia kilku uwag o wątku "ekumenicznym" problemu. Kościoły prawosławne, protestanckie, anglikańskie i starokatolickie, podzielając sprzeciw Kościoła katolickiego wobec aborcji, na ogół jednak pozostawiają sumieniom małżonków decyzję co do metod planowania rodziny. Dopuszczają stosowanie przez nich środków antykoncepcyjnych pod warunkiem, że nie są to środki wczesnoporonne (w rodzaju np. wkładek domacicznych) i że środki te nie powodują uszczerbku na zdrowiu małżonków.

Papież Paweł VI w encyklice "Humane vitae" stwierdza, że w odniesieniu do metod planowania rodziny Kościół nie ustanawia nowych praw, lecz objaśnia istniejące odwiecznie prawo naturalne. Zastanawia fakt, że owo prawo jest nieczytelne dla wielu uczniów Chrystusa spoza Kościoła katolickiego i nie tylko. Na ile stanowisko Magisterium jest w tej materii nieomylne? Dla wszystkich chrześcijan jest rzeczą oczywistą, że człowiek, który dokonuje aborcji, cudzołoży czy też upija się, popełnia poważny grzech. Dlaczego nie dzieje się tak w odniesieniu do stosowania środków antykoncepcyjnych? We wspomnianej encyklice czytamy: "Drodzy Synowie, pełni ufności przemawiajcie, uważając to za rzecz pewną, że Duch Święty wspomagając nauczycielski Urząd Kościoła w głoszeniu prawdziwej nauki, jednocześnie oświeca wewnętrznie serca wiernych i zachęca ich do wyrażenia swego przyzwolenia". Papież, apelując do księży, nawiązuje tu do współdziałania ogółu wiernych z kolegium biskupów, któremu przewodniczy. Przejawia się w ten sposób harmonia między nieomylnością w nauczaniu (biskupi z papieżem) oraz nieomylnością w wierzeniu (ogół wiernych), o której mówią dokumenty Soboru Watykańskiego II. Czy w sytuacji, gdy ponad 80 proc. katolickich małżeństw ucieka się podczas lat płodnych do stosowania jakiejś formy działań antykoncepcyjnych (Associeted Press Poll, 6/5/96), zaś, według badania zleconego przez amerykańskie pismo "National Catholic Reporter", około połowa księży katolickich w USA nie podziela stanowiska Magisterium w tej sprawie, można mówić o nieomylności w wierzeniu co do katolickiego zakazu stosowania antykoncepcji? Czyż istotnym znakiem potwierdzającym autentyczność nauczania Kościoła nie powinna być zgodność wspomnianych rodzajów nieomylności? Myślę, że niefortunne jest zestawianie przez Jana Pawła II obok siebie: antykoncepcji, aborcji i eutanazji, jako przejawów "cywilizacji śmierci". Oznaczałoby to, że rzesze chrześcijan (w tym katolików) ją współtworzą. Tymczasem, jak argumentuje teolog Hans Küng, kobieta stosująca antykoncepcję robi to, by właśnie nie dokonywać aborcji. Zaś małżeńskie i rodzinne szczęście (czy też po prostu, "bycie mądrym") nie jest, jak się wydaje, wyłączną prerogatywą chrześcijan stosujących metody NPR (co zdają się sugerować, choćby w listach do redakcji "TP").

Jak pisze ks. Wacław Hryniewicz OMI, bodaj najoryginalniejszy z polskich teologów: "Są w starożytnej "Didache", czyli "Nauce Dwunastu Apostołów", słowa zasługujące ze wszech miar na zastanowienie. Pismo to powstało na przełomie I i II wieku, odzwierciedla zatem coś z ducha pierwotnego chrześcijaństwa. Chodzi o zdumiewającą intuicję, że "jarzmo Pańskie" może być w całości nie do uniesienia dla wszystkich: "Jeśli możesz w całości nieść jarzmo Pana, będziesz doskonały; jeśli nie możesz, czyń, co możesz". W słowach tych widać przestrogę przed stawianiem wygórowanych wymagań słabym i grzesznym ludziom. Kto czyni, co może, nie schodzi z "drogi życia". Pomimo swej słabości i niezdolności do uniesienia całego jarzma, pozostaje uczniem Chrystusa. Z przytoczonych słów przebija zrozumienie i miłosierdzie wobec ludzkiej słabości. A może jest to wyraz poszanowania dla pluralizmu postaw moralnych w pierwotnym chrześcijaństwie? Nie znajdziemy w "Didache" myśli o sankcjach i karach za nieprzestrzeganie "jarzma Pańskiego w całości". Ewangelia Chrystusa jest Dobrą Nowiną i taką pozostać powinna" (Wacław Hryniewicz OMI "Chrześcijaństwo nadziei", 2002).

Czy można stwierdzić, że metody NPR są dla chrześcijańskich małżeństw "jarzmem Pańskim", bez słodyczy którego nie przekroczą bramy raju? Czy też, miast tego, należy raczej akcentować wątek "czynienia tego, co możliwe" na drodze osiągania chrześcijańskiej i małżeńskiej doskonałości, nawet jeżeli oznaczałoby to zgodę na stosowanie niektórych środków antykoncepcyjnych?

MARCIN ZIEMKOWSKI
(Bydgoszcz)



Mniejsze zło?

Jesteśmy młodym, katolickim małżeństwem, niespełna dwa lata po ślubie. Mamy siedmiomiesięcznego, wyczekanego synka, którego karmię piersią. Na razie nie chcemy mieć dzieci. Zarówno fizycznie, jak psychicznie, byłoby to dla nas za trudne. Zamierzaliśmy stosować NPR, ale teoria teorią, a praktyka... Jak wierzyć pomiarom temperatur, jeśli ani razu od porodu nie spałam nocą dłużej niż 5 godzin? Obserwacja śluzu również jest nieprzydatna, ponieważ choruję na zapalenie dróg rodnych. Rozterki o różnym pochodzeniu nie pozwalają nam stosować prezerwatywy, więc oboje - zwłaszcza mój wspaniały mąż - cierpimy. Jesteśmy białym małżeństwem od co najmniej 7 miesięcy (plus wstrzemięźliwość w ostatnich miesiącach ciąży), ponieważ metody NPR nie mają nam nic do zaoferowania. Kurs, który przeszliśmy, i liczne przeczytane na ten temat książki omawiają sytuacje modelowe, nie naszą. Każdy dzień jest dla nas wielką próbą, oddalającą od siebie. Przynajmniej, jeśli chodzi o współżycie. Czy naprawdę wybieramy "mniejsze zło" sypiając osobno, niż gdybyśmy stosowali antykoncepcję (nie środki wczesnoporonne!) i byli prawdziwym małżeństwem?

Dziękuję za zmuszającą do myślenia dyskusję.

(nazwisko i adres do wiadomości redakcji)



Postawa, nie metoda

Czytelnicy piszą o NPR jako naturalnych metodach czy naturalnej antykoncepcji. Takie myślenie rodzi błędy i nie ma się, co dziwić, że dla wielu nie ma różnicy między używaniem środków antykoncepcyjnych a stosowaniem "metod naturalnych". W obu przypadkach chodzi przecież o uniknięcie poczęcia. W liście z "TP" nr 28/2003 małżeństwo z 16-letnim stażem pisze, że NPR jest stylem życia, a nie metodą unikania poczęć. Inaczej jaka byłaby różnica między pomiarem temperatury, łykaniem pigułek, czy założeniem prezerwatywy? NPR jest moją postawą wobec życia: wyborów, decyzji i ich konsekwencji. Jestem kobietą i przyjmuję ten fakt z całą moją seksualnością. Jestem mężatką i przyjmuję tego konsekwencje: współżycie seksualne i możliwość poczynania dzieci. Stwórca dał rytm płodności kobiety, wraz z nim czas płodny i niepłodny. I nigdzie nie powiedział, że mamy współżyć tylko w czasie płodnym. Powiedział natomiast, że mamy się kochać w takiej sytuacji życia, w jakiej jesteśmy, tu i teraz, zgodnie ze swoim stanem.

Na długo, bo rok przed ślubem, zaczęłam uczyć się obserwacji ciała i jego cyklicznych zachowań. Nie tylko nie przysporzyło mi to problemów (ktoś, kto nigdy nie próbował, może mieć tylko wątpliwości co do właściwej interpretacji objawów), ale i uchroniło przed kuracją hormonalną, jaką zalecał mi lekarz ze względu na "brak jajeczkowania". Okazało się, ze jajeczkowanie mam, co stwierdziłam po objawach.

Na stronach portalu chrześcijańskiego "Mateusz" czytałam odpowiedź na list małżonka sfrustrowanego niską częstotliwością współżycia z żoną. Ma nienormowany czas pracy, a kiedy jest w domu, żona akurat ma okres płodny i... dochodzi do konfliktów. W odpowiedzi przytoczono wyniki badań przeprowadzonych wśród par żyjących zgodnie z zasadami NPR w Europie i USA oraz w Afryce. Pytanie dotyczyło zadowolenia z częstotliwości współżycia. Okazało się, że w krajach wysoko rozwiniętych, gdzie ludzie są bombardowani bodźcami o skojarzeniach seksualnych w gazetach, reklamie etc. jest większy odsetek osób niezadowolonych z częstotliwości współżycia, niż w krajach uboższych, gdzie większość była zadowolona.

(nazwisko i adres do wiadomości redakcji)



Wybrana Reszta

Moja żona i ja jesteśmy w wieku, w którym problem niepożądanej ciąży już nas nie dotyczy. Mamy jednak za sobą wieloletnie doświadczenia w stosowaniu różnych wariantów naturalnego planowania rodziny. Trudno mi uwierzyć w zapewnienia o niezawodności NPR. Z czwórki moich dzieci żadne nie przyszło na świat zgodnie z planem (czego z żoną bynajmniej nie żałujemy), mimo rygorystycznego stosowania najbardziej podówczas (lata 60.) zaawansowanych metod NPR i faktu, że w zakresie pomiaru i obserwacji zjawisk przyrodniczych jestem profesjonalistą. Dopiero sięgnięcie po niedostępne dla większości małżeństw laboratoryjne metody cytodiagnostyczne, połączone z rezygnacją ze współżycia w okresie przedowulacyjnym, okazało się skuteczne.

Z danych znajdujących się w książce śp. prof. Włodzimierza Fijałkowskiego "Biologiczny rytm płodności a regulacja urodzeń" (PZWL, Warszawa 1971) wynika, że istnieje niewielki procent kobiet, u których objawy owulacyjne są niewyraźne, a poowulacyjny wyż termiczny krótki. Wprawdzie od ukazania się wspomnianej książki minęło ponad 30 lat, lecz pod tym względem wiele się chyba nie zmieniło, co zdaje się potwierdzać wiele listów czytelników. Czy nie warto w takiej sytuacji rozszerzyć dotychczasową listę wyjątków od zakazu stosowania sztucznej antykoncepcji (wstrzymanie owulacji jako uboczny skutek terapii hormonalnych, zagrożenie gwałtem, nacisk drugiego małżonka) o takie małżeństwa? Być może przełomem stanie się udoskonalenie i rozpowszechnienie biochemicznych testów owulacyjnych, dostępnych w aptekach na Zachodzie dla kobiet mających trudności z zajściem w ciążę. Niestety są one dość drogie, a producenci odradzają ich stosowanie w celu uniknięcia ciąży (być może z obawy przed procesami o odszkodowanie w przypadku niepowodzenia).

Rewolucja obyczajowa lat 60. XX wieku sprowadziła (przynajmniej w naszym kręgu kulturowo-cywilizacyjnym) seks do roli taniej i niezobowiązującej rozrywki towarzyskiej. To jedna z przyczyn zapaści demograficznej w obszarze Pierwszego Świata, która daje o sobie znać w postaci starzenia się społeczeństw oraz załamywania systemów emerytalnych i opieki medycznej. Zapaść nie byłaby możliwa bez łatwego dostępu do sztucznych środków antykoncepcyjnych, nadających się do bezmyślnego stosowania (w odróżnieniu od NPR, którego bezmyślnie stosować się nie da). Środki te mogą być społecznie niebezpieczne i religijny zakaz ich stosowania nabiera wówczas nowego znaczenia. To sytuacja podobna do stosowania przepisów czystości rytualnej, opisanego choćby w Starym Testamencie. Ich jądro stanowiły elementarne zasady higieny - niezbędne, by koczownicze plemię włóczące się po subtropikalnych pustyniach nie wymarło od chorób. Niemożliwe jednak do racjonalnego uzasadnienia przy ówczesnym stanie wiedzy fizjologicznej. Przypuszczam, że twórcy tych przepisów bardziej działali pod natchnieniem Boga niż samodzielnie.

Być może, zakazując sztucznej antykoncepcji, Magisterium Kościoła również próbuje intuicyjnie zapewnić powstanie Reszty, która przeniesie przez obecne zamieszanie kulturowo-obyczajowe właściwe podejście do ludzkiego seksualizmu? I to mimo trudności z racjonalnym i przystępnym wytłumaczeniem tego zakazu współczesnemu człowiekowi.

(nazwisko i adres do wiadomości redakcji)

Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny