adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 31 (2821)
3 sierpnia 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Liberia: pierwsza w Afryce republika rozpada się w chaosie wojny domowej

Wołanie o Amerykanów

Wojciech Pięciak


To było wołanie o ratunek, o militarną interwencję: zmasakrowane, rozkładające się w tropikalnym powietrzu ciała kobiet i dzieci - kilku tylko spośród tysięcy, zabitych ostatnio w stolicy Liberii, o którą bój toczą "rebelianci" z "rządem" - złożono przed ambasadą USA w Monrowii. Ci, co je przynieśli, pragną jednego: by amerykańscy żołnierze wylądowali wreszcie na zachodnim wybrzeżu Afryki i zakończyli siłą trwającą od 1989 roku wojnę domową.

Takie jest pragnienie trzech milionów Liberyjczyków (połowa ma mniej niż 14 lat), z których milion to uchodźcy. Cudzysłowy przy słowach "rebelianci" i "rząd" są zasadne nie tylko z prawnego punktu widzenia, a i dla zwykłego mieszkańca tego kraju, w którym wojna zniszczyła całą gospodarkę, powodując głód i brak wody (najgorzej jest w stolicy: tu mieszka 1/4 ludności, w większości uchodźcy).

Monrowia, 4 lipca


To prezydent Charles Taylor, człowiek oskarżany o wszystkie przestępstwa, jakie popełnić może głowa państwa - od łupienia państwowego mienia po ludobójstwo - rozpoczął ten konflikt w 1989 r. i (chwilowo) wygrał. Był to "spór w rodzinie": Taylor wystąpił przeciw dawnym kolegom, z którymi 9 lat wcześniej dokonał puczu, mordując w publicznej egzekucji ówczesny rząd. Także pokonanych przyjaciół Taylor zamordował: umierali powoli, przez kilka godzin, a ich męki rejestrowano na wideo.

Dziś ustąpienia Taylora i opuszczenia przezeń kraju domagają się nie tylko "rebelianci", ale też społeczność międzynarodowa i sąsiednie kraje, zrzeszone we Wspólnocie Gospodarczej Afryki Zachodniej (ECOWAS), które od lat próbują zakończyć wojnę (interwencja sił pokojowych ECOWAS w latach 90. okazała się nieskuteczna) i okiełznać Taylora. Finansował on bowiem antyrządowe partyzantki w sąsiednich krajach, mając apetyt na tamtejsze złoża złota i diamentów. Ulubionym zajęciem "dzieci-partyzantów" było obcinanie rąk i nóg rówieśnikom na przykład z Sierra Leone.

Dziś chroniący ambasadę USA marines mogli tylko przykryć zwłoki; rozkaz zabrania im opuszczać ambasadę. Przynajmniej na razie, zanim do brzegów Liberii nie dotrze z Zatoki Perskiej USS "Iowa" z oddziałem desantowym 2300 amerykańskich żołnierzy. Zamiast do domu, trafią oni na kolejną międzynarodową interwencję, o którą modlą się Liberyjczycy, wołający do Busha o ratunek. Ameryka - a nie np. Francja, utrzymująca w sąsiednich krajach wojska, przyglądające się bezczynnie rzeziom w Monrowii - wydaje się jedynym państwem, mającym możliwości i wolę występowania w takiej roli. A tym razem Paryż - mający tradycje militarnej "obecności" w Afryce - gorąco namawia USA do interwencji.

Czy trzeba lepszego symbolu? Liberia to najstarsza niepodległa republika w Afryce - proklamowana w 1847 r. przez byłych niewolników murzyńskich, którzy zostali wyzwoleni w USA i założyli tam ruch na rzecz powrotu na kontynent przodków. Wybór padł na obecną Liberię: tu dawni niewolnicy osiedlali się od 1822 r., tu chcieli założyć nowoczesne państwo na wzór USA. I założyli - ochraniani przez wysłany do Afryki przez prezydenta Jamesa Monroe oddział amerykańskich (białych) żołnierzy. Eksperyment trwał szczęśliwie ponad 130 lat, nim nie pojawił się Taylor i jemu podobni. Dziś Liberia jest modelowym przykładem rozkładu struktur państwowych i społecznych w Afryce.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny