adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 31 (2821)
3 sierpnia 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Barany i turystyka

Marcin Król


Jeszcze lato w pełni, więc pozwolę sobie na kilka uwag i wskazówek dla turystów wybierających się za granicę. We Włoszech nie tylko jest bardzo ciepło, ale są także tłumy. Rząd włoski od kilku lat poważnie zastanawia się nad zamknięciem Wenecji, Florencji i Rzymu, i wpuszczaniu chętnych do zwiedzania miasta za biletami. Włosi dobrze wiedzą, jak kolosalne są dochody z turystyki, więc budują - rocznie tysiąc razy więcej niż premier Pol - nowe autostrady do mniejszych a wspaniałych miejscowości, jak na przykład Gubbio, Arezzo czy Perugia. Jednak miliony Niemców, Skandynawów czy Amerykanów (oraz Polaków) za nic nie chcą jechać tam, gdzie jest przepięknie, a nieco mniej ludzi. W bajecznym Montepulciano (Toskania) nie spotkaliśmy nikogo, a w takich miejscowościach, jak Lucignano czy Panicale (najwspanialsze obrazy Perugina) w ogóle nie ma turystów. Jest tylko, jak zawsze, kawiarnia na rynku, w której kawa i lody są tańsze niż w Polsce, wokół Średniowiecze i Renesans, a turyści stoją we Florencji po siedem godzin w kolejce do Uffizi (w upale około 36 stopni w cieniu).

Czy naprawdę są aż tak pewni, że zobaczenie kilku znakomitych obrazów w stanie skrajnego wyczerpania i odwodnienia aż tak nasyci ich dusze? Natomiast w Arezzo, gdzie są przepiękne, niedawno odrestaurowane freski Piera della Francesca, trzeba na kilka dni naprzód zamówić bilet (wpuszczają co pół godziny dwadzieścia osób). Myśmy to uczynili i okazało się niepotrzebnie, bo była tylko nasza czwórka. Potem zobaczyliśmy Marię Magdalenę tegoż Piera della Francesca w katedrze i ukrzyżowanego Chrystusa namalowanego przez Cimabue w kościele św. Dominika, który to obraz Vasari uznał za początek włoskiego malarstwa. Wszędzie pusto.

W Wiedniu wprawdzie na Graben nie można się nawet przepchać, ale wystarczy przejść dosłownie dwieście metrów do kościoła św. Ruprechta, by spokojnie wypić kawę i oglądać, jak szykowny, chociaż nieco przyprószony wiekiem pan, który mieszka za rogiem, wypija dwa czerwone wina patrząc w dal i nic w niej widząc. Podobnie jest w Czechach. Cudowny Czeski Krumlow jest oblegany, ale już w niemal równie pięknym mieście Tabor (stolicy husytów, ale także pikardów, którzy wyprawiali w XV wieku takie rzeczy, że wstyd dzieciom opowiadać), nie ma prawie nikogo, wreszcie w Kromieryżu, gdzie są niebywałe ogrody i parki, a kamienic renesansowych dziesięć razy więcej niż w naszym Kazimierzu, nie ma żywego luda, do tego stopnia, że z czterech restauracji na rynku czynna była tylko jedna.

Po co się jedzie zwiedzać obce kraje? Czy po to, żeby "zobaczyć i umrzeć" z innymi baranami w tłoku i upale, czy też po to, żeby popatrzeć, zjeść dobre rzeczy, a potem mieć przed oczami te wszystkie widoki? Wiem przecież, że człowiek nie baran i nie musi być tam, gdzie inni też jadą. Może warto przed podróżą coś przeczytać, czegoś się dowiedzieć i - dzięki internetowi - tak sobie ułożyć drogę, żeby mieć trochę przyjemności. Ale czy turyści słuchają rad? Nie, turyści to stado, banda straszna, niszcząca wszystko i doprowadzająca do tego, że za kawę na placu św. Marka płaci się tyle, ile za obiad w Arezzo. A niech sobie jadą i niech mają za swoje.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny