adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 31 (2821)
3 sierpnia 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Nadmiar

Józefa Hennelowa


To drobne, ale nie dające się zapomnieć wydarzenie znam z opowiadania żony Stanisława Stommy, Elwiry. Dotyczy matki pisarki Hanny Malewskiej, jest bardzo dawne. Elwira wspomina, że była to osoba bardzo cicha i nie zwracająca na siebie uwagi. Kiedyś sąsiadki w kamienicy zaczęły na klatce schodowej jakiś gwałtowny spór i pani Malewska wyszła dowiedzieć się, o co chodzi. Nawet nie zdążyła zapytać, gdy obie przeciwniczki raptem zgodnie oświadczyły, że "dla tej pani" gotowe są do natychmiastowego zaprzestania awantury. To tylko tyle - tak zadziałał sam charyzmat obecności...

Nieraz wspominałam sobie to nie widziane przecież zdarzenie, zastanawiając się nad tajemnicą pokoju działającego nie obfitością słów, tylko ich niedostatkiem, a może nawet nieobecnością. To coś zupełnie przeciwnego naszym obiegowym przekonaniom. Wierzymy w słowa wypowiadane, i to jak najobficiej, jak najbardziej bezpośrednio, słowa koniecznie obecne. Krzyżują się w naszej codzienności na sto sposobów, tak jakby zamilknięcie, wyciszenie było w naszym odczuciu niedostatkiem, groźnym brakiem, niewydolnością, którą trzeba koniecznie rekompensować. Poczynając od "komórek", których promotorzy zachęcają nas nieustannie w reklamach: możesz mówić jeszcze więcej, jeszcze częściej, jeszcze dłużej, z jeszcze większą liczbą tych, co z kolei do ciebie się odezwą - aż po wszystkie dostępne transmisje i komunikaty, radiowe, telewizyjne, internetowe, otwierające się na nasze z kolei wypowiedzi, tak że wymiana zagęszcza się do niewyobrażalnie splątanej sieci. Czy więc samotność została już ostatecznie pokonana? Czy każdy znajduje echo u innych? Czy tak mówiąc i mówiąc dosięgamy doskonałości w byciu rozumianymi i rozumieniu drugich?

Media muszą nieustannie wytwarzać w nas przekonanie, że na pewno mają coś do powiedzenia i dlatego warto czytać, słuchać, oglądać. Ale w tych samych komunikatach zapewniają nas, że i my mamy im coś do powiedzenia - więc powinniśmy pisać, dzwonić, mailować, wysyłać esemesy. Jedno i drugie wcale nie musi być prawdą, ale nad tym nie ma kiedy się zastanowić. Więc refleksja: czy warto? zdarza się nam rzadko. Chyba że przysłuchamy się akurat publicznemu dyskursowi, w którym uczestnicy nie są w stanie nikogo wysłuchać do końca i rozmowa polega tylko na przerywaniu sobie nawzajem, byle co prędzej wkroczyć z własnym monologiem.

A to jest przecież jedna z najbardziej fascynujących i przewrotnych rzeczywistości: przestrzeń słów przemilczanych. Z różnych przyczyn. Bo mogły być po prostu niepotrzebne. Ale także niesprawiedliwe albo nietrafne, także odbierające odwagę (komuś innemu czy mnie samej?), także słowa-pomyłki, prowadzące na fałszywe ścieżki. Wreszcie takie, które zniszczyły ciszę potrzebną, by odnaleźć coś prawdziwego: myśl albo słowo właściwe? Gdzieś we wszechświecie musi być przestrzeń tych słów, które dzięki Bogu nie zostały wypowiedziane. Wyobrażam sobie, że matka pani Hanny Malewskiej, której przecie nie znałam, w tamtym wspomnieniu wyszła do kobiet mówiących sobie słowa niepotrzebne i złe, z ciszą, która ratowała. Myślałam sobie nad tym także dzisiaj, czytając w sobotniej prasie ciąg dalszy smutnej krakowskiej awantury dokoła świetnych przedsięwzięć artystycznych i wspaniałych artystów i działaczy. Konflikt, w którym nadmiar słów, niewczesnych i niedobrych, pewnie nie zrodzi niczego dobrego.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny