adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 30 (2820)
27 lipca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Trzecie pokolenie Sprawiedliwych

Maja Jaszewska


14 lipca mieszkańcy podwarszawskiej miejscowości Sobienie Jeziory przenieśli na teren dawnego kirkutu kilkaset żydowskich macew, którymi hitlerowcy w czasie okupacji (w 1942 r.) wyłożyli teren wokół zajętej na siedzibę Gestapo miejscowej plebanii.

- Nie patrzyłem na finanse i czy ktoś pomoże. Chciałem tylko jednego: jak najszybciej przenieść stąd te macewy. Wolę brodzić w błocie niż chodzić po płytach nagrobnych - mówi ks. Roman Karwacki, który proboszczem parafii w Sobieniach został latem zeszłego roku. Od początku za jedno z najważniejszych zadań uważał powrót płyt nagrobnych na właściwe dla nich miejsce. Ponieważ sprawa nie była jednak tylko wewnątrzkościelna, chciał nawiązać kontakt ze stroną żydowską. - Trzeba było wszystko tak zorganizować, żeby nie popełnić żadnego błędu czy nietaktu. Musieliśmy uwzględnić oczekiwania strony żydowskiej - wspomina ks. Karwacki. Jego inicjatywa spotkała się z zainteresowaniem proboszcza Wojciecha Lemańskiego z Otwocka, współzałożyciela Społecznego Komitetu Pamięci Żydów Otwockich i Karczewskich.


Macewy złożone na dawnym kirkucie
Księża,parafianie i strażacy

- Na początku tego roku przyjechał do mnie ks. Lemański - opowiada proboszcz. - Powiedział, że rozmawiał ze stroną żydowską, która wyraziła pragnienie, żeby macew nie przewozić na cmentarz do Karczewa, ale pozostawić na miejscowym kirkucie. Pozostało na nim jedynie kilka kamieni nagrobnych. Macewy zabrane z niego za okupacji powinny wrócić na miejsce. Ustaliliśmy termin na 14 lipca. Mimo wielkich chęci, nie udało się wcześniej, z powodu dużej ilości obowiązków duszpasterskich i dydaktycznych.

Ks. Karwacki jest profesorem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, wykłada również w Siedlcach i Radomiu. W ostatnim roku przeprowadził remont plebanii i założył ogrzewanie w kościele. Gotowość do pomocy zgłosili miejscowi parafianie. Stroną organizacyjną zajął się wójt Wacław Wirtek, pracowali strażacy z OSP w Sobieniach Jeziorach z komendantem Krzysztofem Karpiszem, pomagał ks. Lemański oraz przewodniczący Społecznego Komitetu Pamięci Żydów Otwockich i Karczewskich - Zbigniew Nosowski, redaktor naczelny "Więzi". Kilkanaście osób w ciągu ośmiu godzin wykonało pracę ocenianą przez profesjonalne firmy na tydzień. Na dodatek wszyscy pracowali jako wolontariusze. - Koszt całej operacji jedna z firm wyceniła na tysiąc pięćset złotych dziennie. Skąd niby mielibyśmy wziąć te pieniądze? - śmieje się ks. Karwacki.

- Parafianie w naszej gminie są bardzo aktywni. Tak samo księża, którzy czują się prawdziwymi gospodarzami, odpowiedzialnymi za parafie. Spotkałem się z ks. Karwackim na kawie, ustaliliśmy szczegóły i do roboty. Nie zrobiliśmy nic nadzwyczajnego. Przecież ani ja, ani pani nie chcielibyśmy, żeby po nagrobkach naszych bliskich chodzili ludzie i jeździły samochody, prawda? To chyba normalne, że takiego samego szacunku wymagają nagrobki innych ludzi - wójt Wirtek zdaje się być zdziwiony rozgłosem, jaki zyskała cała sprawa. Nie ukrywa jednak zadowolenia, że po tylu latach została wreszcie rozwiązana.

Podobne odczucia ma Krzysztof Karpisz. - Sprawa macew ciągnie się od ponad 20 lat. Wtedy gmina żydowska zaczęła się domagać rozwiązania problemu. Dla naszej społeczności było to bardzo nieprzyjemne. W końcu chodziło o bezczeszczenie pamięci i symboli religijnych sobieńskich Żydów. Bardzo istotne było, że inicjatywę w tej sprawie wykazał proboszcz. Autorytet, jakim darzą go parafianie, podziałał mobilizująco. Oczywiście, jak zawsze znaleźli się tacy, co szukają dziury w całym. Nie dość, że sami nie pomogli, to jeszcze wymyślili, że na akcję z pewnością wydano mnóstwo pieniędzy - komendant OSP śmieje się, ale w tym śmiechu pobrzmiewa trochę smutku. - Przecież myśmy pracowali za darmo. Strażacy zawsze są gotowi do pomocy, jeśli tylko zajdzie potrzeba.

Mieszkańcy Sobieni Jezior są zgodni: macewy trzeba było przenieść. Nie wolno szargać świętości i należy zwrócić cudzą własność. Wielu dodaje jednak, że zwrotu dokonano w imieniu faszystowskich barbarzyńców, bo przecież to nie Polacy wpadli na pomysł zbezczeszczenia kirkutu. Powstaje pytanie - dlaczego trzeba było czekać aż 60 lat? Odpowiedzi są różne, zazwyczaj zamykają się w ogólnej refleksji, że może nie było sprzyjającej chwili, że działał mechanizm przyzwyczajenia i brakowało determinacji. Ważniejszy jednak od szukania przyczyn zwłoki wydaje się być fakt dzisiejszego zaangażowania i gotowości do działania. - Najważniejsze, że wreszcie zlikwidowaliśmy to dwuznaczne, żeby nie powiedzieć gorszące miejsce - podsumowuje Zbigniew Nosowski.

Słysząc o wydarzeniu w Sobieniach Jeziorach, ambasador Izraela Szewach Weiss powiedział: - Polacy mają szczególny stosunek do cmentarzy. Bardzo dużo jeżdżę po Polsce. Często widzę, jak w niedzielę po Mszach ludzie idą z kwiatami na groby bliskich. W wielu miejscowościach obok cmentarzy katolickich jest jakiś stary, zarośnięty i zaniedbany kirkut z resztkami macew. Nieraz zdarza się, że pasą się na nim krowy. Ale ten stan z roku na rok się zmienia. Coraz częściej młodzież polska czyści żydowskie cmentarze. To jest nowe zjawisko, ale coraz bardziej powszechne. Ja się z tego bardzo cieszę. Kiedy spotykam tych młodych ludzi, to im mówię: Wy jesteście trzecie pokolenie Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

Hołd sąsiadom

Przed II wojną światową Żydzi stanowili większość mieszkańców w Sobieniach Jeziorach. Wokół rynku, przy ulicy Warszawskiej, Koziej i Piwonińskiej prawie wszystkie domy zamieszkane były właśnie przez nich. Stały bożnica i mykwa. Obie spalono w czasie wojny. Nieistniejące już budynki i nieobecni od ponad 60 lat sąsiedzi, przetrwali na starych zdjęciach, od lat pieczołowicie gromadzonych przez Jana Wiganta, miejscowego fotografa-amatora i pasjonata historii Sobieni Jezior. Na jednym z nich, upamiętniającym uroczystość otwarcia szkoły, stoją obok siebie uczniowie polskiego i żydowskiego pochodzenia. Dzieci uczyły się i bawiły razem. W szkole pracowali nauczyciele obu narodowości. Na zdjęciach widać świat, którego już nie ma. Jest jednak nadal obecny w pamięci starszych mieszkańców; - W czasie wojny byłem dzieckiem, ale pamiętam getto - wspomina pan Jan. - Żydów siedzących na schodkach domów.

O dawnych sąsiadach opowiada również Stanisław Syga. Choć w czasie wojny był dzieckiem, niektóre rzeczy odtwarza z fotograficzną pamięcią: - Już po likwidacji getta hitlerowcy znaleźli w żydowskiej łaźni małżeństwo z córką i małym, może dwuletnim chłopcem. Zaprowadzili ich wszystkich na kirkut. Kazali położyć się twarzą do ziemi i strzelali im w głowy. Widziałem, jak ten mały postrzelony chłopczyk jeszcze się zerwał, pobiegł kilka kroków i upadł.

Likwidację getta wspomina również profesor Anna Mońka Stanikowa, prowadząca w Sobieniach w czasie okupacji tajne nauczanie. "Wyprowadzoną z getta ludność na wąską szosę wiodącą do Pilawy ustawiono po osiem osób w poprzek jezdni - pisze w "Szkicach Podlaskich", wydanych w 1996 r. przez Siedleckie Towarzystwo Naukowe. - Z dziećmi na rękach, tobołkami na plecach, poganiani z obu stron uderzeniami żandarmskich pejczów, szli ku swojej zagładzie. Obraz tej maltretowanej kolumny pozostał jak żywy w mojej pamięci. Szczególnie silnie zapadł mi w psychikę jeden niesamowity, a zarazem jakże ludzki szczegół. Skrajem kolumny w jednym z rzędów szedł potykając się stary człowiek. Spadały na niego częste razy niemieckich pejczów, od których miał zakrwawioną twarz i ręce. Widząc to młody człowiek, który szedł w środku szeregu, przeskoczył na jego miejsce, aby przyjąć na siebie spadające ciosy. Był to wstrząsający i niemożliwy do zapomnienia widok. Ta męczeńska kolumna została zagnana do Pilawy, gdzie umieszczono ją w zamkniętych wagonach i wywieziono do Treblinki".

Przeniesienie macew na żydowski cmentarz cieszy panią profesor, która widzi w tym nie tylko poszanowanie grobów, ale również hołd złożony zamordowanym żydowskim sąsiadom.

Co dalej z kirkutem?

Z terenu plebanii udało się przenieść wszystkie płyty. Pozostało jednak jeszcze około stu macew na sąsiedniej prywatnej posesji, która również została zajęta w czasie wojny przez Niemców. Dziś stoi opustoszała, bo spadkobiercy dawnych właścicieli rozjechali się po świecie. Trzeba uzyskać ich zgodę na przeniesienie nagrobków. Sprawą zajął się wójt Wirtek: - Na pewno się z nimi skontaktuję i wtedy sfinalizujemy sprawę.

Macewy przeniesiono na mieszczący się w sosnowym lesie na obrzeżach miasteczka kirkut i ustawiono w kilku miejscach na sztorc. Powstało coś na kształt lapidarium. Osobno ułożono półokrągłe zwieńczenia, którymi hitlerowcy wyznaczyli sobie grządki w ogródku. W ciszy sosnowego lasu, wielkie zwały płyt, na których można rozpoznać hebrajskie napisy (czasem towarzyszą im polskie odpowiedniki), zdobienia i resztki farb robią niesamowite wrażenie. - Nie spodziewałem się, że jest ich aż tak dużo - mówi z zadumą ks. Karwacki. Z obliczeń ks. Lemańskiego wynika, że płyt jest około czterystu. Trzeba było wielkiego starania i ostrożności, żeby ich nie poniszczyć w trakcie przewożenia i składania.

Co dalej? - Trzeba zabezpieczyć i ogrodzić. Postawić jakąś tablicę. W sąsiednim Karczewie cmentarz żydowski został uporządkowany, to i u nas się uda - wójt Wirtek nie traci optymizmu.

Pozostawienie macew na nie ogrodzonym terenie budzi jednak obawy niektórych mieszkańców. Boją się, żeby nie zniszczyli ich wandale. Obawy łagodzi ks. Lemański. Rewaloryzacji żydowskich cmentarzy w Otwocku i Karczewie także towarzyszyły lęki, że mogą być obiektem wandalizmu i antysemickich wybryków; nic takiego nie miało jednak miejsca. Przeciwnie, dziesiątki osób regularnie odwiedzają obie nekropolie. - Mam nadzieję, że podobna atmosfera będzie na sobieńskim kirkucie i że akcja, którą pomogliśmy zorganizować, będzie początkiem długofalowych działań, mających na celu upamiętnienie nieobecnych już sąsiadów - mówi ks. Lemański, zastanawiając się nad formą uczczenia pamięci sobieńskich Żydów. Nadarza się sposobna ku temu okoliczność - 60. rocznica likwidacji getta w Karczewie i Otwocku, przypadająca 19 sierpnia. O przygotowaniach do obchodów rocznicy ksiądz prowadzi rozmowy z rabinem Warszawy i Łodzi Michaelem Schudrichem i przewodniczącym warszawskiej gminy żydowskiej Piotrem Kadlcikiem.

- Żydów w Polsce już nie ma, ale dialog Polaków z judaizmem trwa cały czas. Bo my, Żydzi, jesteśmy częścią waszego życia, kultury i historii. Nasza tożsamość jest nierozerwalnie spleciona. Nas już tu nie ma i pewnie nie wrócimy. W waszych rękach leży pamięć i troska o groby naszych przodków. Nie zapominajcie o nich - prosi Szewach Weiss.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny