adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 30 (2820)
27 lipca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet



Prasa zagraniczna

Zamach atomowy: kwestia czasu


Po raz pierwszy w historii coś takiego zdarzyło się 28 lat temu w USA, gdy pewien szantażysta zagroził zdetonowaniem ładunku nuklearnego w Bostonie, o ile nie otrzyma 200 tysięcy dolarów. Wówczas nie zwróciło to większej uwagi opinii publicznej ani w Ameryce, ani poza nią. Zapewne nie tylko dlatego, że był to blef: choć rząd USA postanowił zapłacić szantażyście, nikt nie odebrał pieniędzy zostawionych w umówionym miejscu. W tamtych latach terroryzmu, który "kwitł" w Europie Zachodniej (RAF, IRA, włoskie Czerwone Brygady) i na Bliskim Wschodzie (Libia, OWP) nie kojarzono z bronią biologiczną czy atomową, czy choćby "tylko" z używaniem samolotów pasażerskich jako "latających bomb", co stało się 11 września 2001 r. w Nowym Jorku i Waszyngtonie. Zagrożenie niekonwencjonalnym atakiem terrorystycznym opinia publiczna uświadomiła sobie dopiero w maju 1995, gdy japońska sekta "Najwyższa Prawda" przeprowadziła udany (kilku zabitych, tysiąc rannych) zamach w japońskim metrze, używając gazu bojowego, i gdy jesienią 2001 r. nieznani nadawcy - podejrzenia koncentrowały się na organizacji bin Ladena - rozsyłali po USA listy z wąglikiem (efekt: kilka zgonów i trwający tygodnie paraliż niektórych stanów).

Przypadek z Bostonu wydawał się wówczas czymś egzotycznym, ale rząd amerykański potraktował rzecz poważnie. Gdy okazało się, że nikt nie wie, jak poradzić sobie z takim zagrożeniem, i gdy do Bostonu ściągano na gwałt rzesze zwykłych agentów FBI oraz cywilnych naukowców od energetyki atomowej - prezydent Ford powołał w 1975 r. tajną instytucję, funkcjonującą pod enigmatyczną i przez lata nieznaną szerzej nazwą NEST.

Celem tego Nuclear Emergency Search Team (Zespół Szybkiego Reagowania ds. Zagrożeń Nuklearnych) jest analizowanie zagrożeń związanych z wykorzystaniem broni atomowej do aktów terroru oraz utrzymywanie w gotowości ludzi i sprzętu do poszukiwania i rozbrajania takich ładunków - pisze w dzienniku NEUE ZÜRCHER ZEITUNG (z 15 lipca) Kaj-Gunnar Sievert, były dowódca jednostki rozpoznawczej armii szwajcarskiej (znanej jako "Kompania nr 17"), a obecnie publicysta, pisujący na tematy związane z wojskiem i służbami specjalnymi.

Jak znaleźć ładunek atomowy w milionowym mieście? Wbrew pozorom, to możliwe: każdy taki ładunek, zależnie od charakteru i wielkości, emituje promieniowanie radioaktywne, które można zweryfikować w promieniu nawet kilkudziesięciu metrów - stąd na wyposażeniu NEST helikoptery z odpowiednimi sensorami. Trudniej natomiast znaleźć "brudną bombę": ładunek wybuchowy połączony z odpadkami radioaktywnymi z elektrowni atomowych albo ze szpitali.

NEST dziś - to około tysiąca ludzi, z czego część pracuje w tzw. stałym sztabie, a większość - fizycy, chemicy, meteorolodzy, naukowcy z programu atomowego itp. - jest zatrudniona w innych, zwykłych instytucjach, z NEST-em zaś współpracuje i może zostać zmobilizowana w razie zagrożenia (wszyscy to ochotnicy, uchwytni dla sztabu NEST przez 24 godziny na dobę). Z punktu widzenia pracowników NEST nie ma znaczenia, czy zdetonowaniem ładunku nuklearnego zagrozi terrorysta czy kryminalista żądający okupu: oni muszą być gotowi, aby w ciągu 4 godzin znaleźć się w każdym miejscu na terenie USA i podjąć pracę. W tym także interwencję: NEST posiada własną antyterrorystyczną jednostkę uderzeniową. A także największą chyba na świecie bazę danych, zawierającą informacje (także wywiadu) na temat programów nuklearnych w różnych krajach oraz... wszystkie filmy i powieści kryminalne, w których pojawiał się motyw ataku terrorystycznego z użyciem broni niekonwencjonalnej - w formie skomputeryzowanej i przeanalizowanej.

Po co cały ten wysiłek? Nieoficjalnie mówi się, że NEST wkraczał do akcji "tylko" 125 razy, z czego 95 okazało się alarmami fałszywymi. A pozostałe trzydzieści? Na ich temat wiadomo jedynie, że m.in. chodziło o próby szantażu, których autorami mieli być byli pracownicy przemysłu energetycznego, mający dostęp do substancji radioaktywnych (elektrownie jądrowe).

Tak było. Dziś jest inaczej, od kiedy terroryści różnych maści próbują zdobyć broń niekonwencjonalną. Skutki jej użycia (polityczne, gospodarcze, psychologiczne) byłyby nieporównywalne ze skutkami zamachów z 11 września. Eksperci uważają, że prędzej czy później do takiego ataku dojdzie, np. na miasto w USA lub Europie. To tylko kwestia czasu.

KB


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny