adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 30 (2820)
27 lipca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Spory - polemiki: wokół sensownej krytyki Kościoła

Czy zawsze trzeba owijać w bawełnę?

Halina Bortnowska


Można zaprosić krytyków na medytację o istocie Kościoła, ale przedtem trzeba zająć się zjawiskami, o których mówią. Czasem ból zgorszenia jest tak dojmujący, że nie można od ofiary wymagać ostrożności i skupienia na tym, by nikogo nie urazić.

Zbigniew Nosowski ma wiele racji, a jednak nie mogłabym podpisać się pod jego tekstem, choć jest on napisany jakby w tym celu, by inni mogli opisane stanowisko przyjąć za swoje. Autor stara się wytyczyć jakąś pozycję dla sensownej krytyki Kościoła, pozycję jedynie właściwą. Jego obszerny wywód ma pokrój katedry, jest dostojny, statyczny. Jakby wyprany z emocji. Tylko jeden fragment w odróżnieniu od reszty tekstu jest osobisty i konkretny: to gorąca pochwała postawy ks. Tomasza Węcławskiego w sprawie arcybiskupa Paetza.

W propozycji redaktora naczelnego "Więzi" sprzeciw budzi we mnie sam pomysł tego typu teoretyzowania i określania specjalnych warunków do spełnienia. Obawiam się, że podobnie jak wspomniani przez Nosowskiego "laiccy myśliciele", za sensowną uważam każdą krytykę uzasadnioną, to znaczy opartą na dających się ustalić faktach i ujawnionych założeniach. Taka krytyka nadaje się do rozpatrzenia także przez Kościół. Można z niej wyprowadzić pożyteczne wnioski, również wtedy, gdy nie w całości uznaje się ją za słuszną albo odrzuca jej założenia.

Od ludzi utożsamiających się z Kościołem, od "swoich" można oczekiwać, że ich założenia będą nieobce innym ludziom Kościoła - także tym, których wypowiedzi i działania są tą krytyką objęte. Mówię ostrożnie, że "będą nieobce", ponieważ nasz Kościół jest ogromnym, złożonym organizmem historycznym, mieści w sobie ludzi różnych epok, stylów myślenia i doświadczeń. Musi się więc zdarzać, że krytycy i krytykowani wydobywają ze skarbca doktryn i tradycji nie te same rzeczy dawne i nowe. Porozumienie w obrębie takiego organizmu, jak Kościół Powszechny, nie jest łatwą sztuką. Nie wszyscy są jej mistrzami, czy to z natury, czy dzięki wprawie w życzliwej analizie i interpretacji wypowiedzi (krytycznych) pochodzących z różnych światów współistniejących dziś na ziemi i w samym Kościele.

Nie ma się co dziwić nieporozumieniom. Krytycy, których intencje i tezy nie są rozumiane, mogą odwołać się wewnętrznie do Kościoła "lepiej poinformowanego" i czekać, może nie spokojnie, ale z nadzieją. Wiele takich nadziei już się ziściło, choćby dzięki Soborowi.

Korzystam z okazji, by zwrócić uwagę na pewną szczególną przyczynę wielu nieporozumień. Krytycy Kościoła coraz częściej posługują się innym trybem niż szeroko rozpowszechniony wśród teologów i duszpasterzy praesens optativus (czas teraźniejszy życzeniowy). Socjolog (i wierzący, i niewierzący) mówi o tym, co stwierdza przy pomocy swoich narzędzi badawczych, podobnie historyk. W odpowiedzi rzecznicy Kościoła mówią o tym, co powinno być, o misji, o powołaniu, o istocie Kościoła i też używają trybu orzekającego ("Kościół jest Oblubienicą bez skazy"). Socjolog albo zwykły obserwator ripostuje: "Ależ ja widzę następującą "skazę"...". I chyba ma rację: ucieczka w sferę Transcendencji nie służy wykorzystaniu sensownej krytyki. Można zaprosić krytyków na medytację o istocie Kościoła, ale przedtem trzeba zająć się zjawiskami, o których mówią. Tego etapu nie da się przeskoczyć, a zajmie on sporo czasu. Niedobrze by było, gdyby rzecznicy Kościoła przyznali sobie prawo egzekwowania dowodów, że przedstawiana im krytyka tak naprawdę już jest obroną i afirmacją Kościoła.

Moim zdaniem ks. Tischner tego nie żąda - wyraża nadzieję na taki obrót rzeczy. Chyba jest ona uzasadniona. Krytyka wolna od efekciarstwa i żonglerki faktami, poważna, nie ciesząca się z odkrywania zła, wspomaga dobro, otwiera perspektywy.

*


Wszystko to dość łatwo napisać. Ale co robić, gdy nie ma czasu do stracenia, gdy natrafiamy na ciężkie zgorszenie, na ognisko anty-świadectwa? Na bierność całej drabiny Rzeczników wobec groźnych faktów? Wtedy krytyka to za mało, konieczny jest alarm, protest w imię sumienia. To te przypadki, w których milczenie staje się pokusą, a dyplomatyczne uniki oburzają. Wspomniałam o ks. Węcławskim. Niech posłuży tu za przykład. Otóż jestem przekonana, że jego krytyczne działania i protest wynikał z racji sumienia. Działał wbrew własnym czysto ludzkim interesom i szansom spokojnej pracy, nie szukał żadnej satysfakcji osobistej. Takie okoliczności uwierzytelniają krytykę. Skuteczne jej rozpatrzenie staje się oczywistym obowiązkiem sumienia. Gdy licealistka przychodzi do proboszcza, a potem do biskupa z zakorzenioną w sumieniu skargą, że w budynku kościelnym rozprowadzana jest literatura antysemicka (zob. "Sprawa księgarni Antyk" ), to skuteczne zareagowanie na to, o czym donosi, jest twardym obowiązkiem. Nie podejmując tego obowiązku przejmuje się odpowiedzialność za zgorszenie. Nie tak znów wiele jest spraw podobnie oczywistych. Ale są. Mam wrażenie, że rozsadzają one wszystkie schematy, także te, którymi Zbigniew Nosowski się posługuje. Ból zgorszenia jest tak dojmujący, że nie można od ofiary wymagać ostrożności i skupienia na tym, by nikogo nie urazić. Można doradzać roztropność zamierzającym przerwać milczenie, ale nie wolno dostarczać gorszycielom argumentów przeciw krytyce, przeciw jej uwzględnianiu, gdy jest nietaktowna. Obawiam, że wbrew intencjom Autora, tekst Naczelnego "Więzi" może taki efekt wywrzeć. Już przeczuwam zarzut, że krytykuję w sposób niezgodny z "regułami Nosowskiego". Protestuję: dlaczego mam udowadniać, że moim celem jest obrona Kościoła? A może w danej sytuacji widzę przede wszystkim ludzi i sprawy, których trzeba bronić?


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny