adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 30 (2820)
27 lipca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



O poezji D. J. Enrighta (1920-2002)

Być osobno ze światem

Adam Poprawa


Wiersze D[ennisa] J[osepha] Enrighta dobrze się czują po polsku. To przede wszystkim zasługa tłumacza, ale i coś więcej.

Da się ustalić powinowactwa, te bardziej zasadnicze i te okazjonalne. Piotr Sommer, edytor i autor przekładów, pisze w posłowiu o Kawafisie i Brechcie jako o stylach-odniesieniach dla angielskiego poety, a także dla (niektórych) poetów polskich. Tłumacz wskazuje też konkretne paralele, wyprowadzane z wierszy Enrighta i łączące go z Bursą, Herbertem czy Szymborską. Taki traf im się (jakby rzekł Białoszewski). Niemniej istotniejsza przyczyna tego, że się Enright tak wygodnie w polszczyźnie rozgościł, tkwi głębiej, w historii poezji (polskiej) i właśnie w języku.

A przecież wydawać by się mogło, że polski Enright, jeśli w ogóle, zabrzmi dosyć obco. Przez ćwierć wieku autor uczył literatury angielskiej w Egipcie, Japonii, Berlinie Zachodnim, Bangkoku, Singapurze. Debiutancki arkusz wydał w 1948 w Aleksandrii. Poeta bynajmniej nie epatuje egzotyką, lecz są w jego wierszach inne kultury. Daleka geografia to jeszcze pół (światowej) biedy. Powody niewątpliwie poważniejsze - językowe - sprawiły, że poetę żyjącego w latach 1920-2002 zaczęto przekładać stosunkowo późno. Bo też trzeba było dopiero wynaleźć polszczyznę, która odpowiadałaby stylowi D. J. Enrighta, "demotycznemu" (Sommer dixit), obniżonemu, acz wypełniającemu dostatecznie szerokie pasmo stanów średnich. A dokładniej: należało ten rejestr polszczyzny odkryć i wypracować. I zrobił to - nie wyłącznie, choć przede wszystkim - Piotr Sommer. Lata podejmowanych przezeń prac translatorskich i poetyckich, docenionych przez krytykę (Barańczak) i następne pokolenia (o'haryzm, a tak naprawdę: sommeryzm) świetnie się sprawdzają w kolejnych książkach z jego nazwiskiem; także w "Raju w obrazkach" D. J. Enrighta.

Tom zawiera przekrojowy wybór jego wierszy, wziętych z tomów wydanych w latach 1953-1993 (kilka utworów pochodzi z czasopism). Poezja Enrighta to doświadczenie bycia osobnego - lecz ze światem. Mój język chroni moją pojedynczość i jest nie tyle moją granicą, ile moimi oknami - do świata. Podróżnik dużo o nim wie, a jeszcze więcej o sobie-w-świecie. Okno oznacza, owszem, otwarcie, ale jest także miejscem dystansu, pozwalającym na ostrość widzenia. I na perspektywę ogarnięcia (poznawczego oraz, co też ważne, emocjonalnego). Sommer cytuje uwagę angielskiego poety o Kawafisie, którego charakteryzowało "połączenie czułości i ironii". Formuła ta okazuje się (również) znakomitym autokomentarzem samego Enrighta.

Przejęcie światem nie pociąga za sobą przyjęcia rządzących (w) nim reguł. Wzruszenie wiąże się więc z krytyką, rezygnacja z buntem. Takie, wcale złożone, napięcie postaw odtwarzane/realizowane jest zasadniczo w jednym stylistycznym rejestrze, nieco sceptycznym i pozornie uspokojonym; doskonale przecież wystarczającym, także do kolejnych znaczeniowych odkryć. Na przykład: tytuł "In memoriam" zapowiada tren. I rzeczywiście, jest to opowieść o śmierci mężczyzny, Anglika-nauczyciela, który przyjechał do Tokio. Tyle że całe to pożegnanie jest - estetycznie, egzystencjalnie - skuteczne dzięki przewrotności użytych środków.

"Jakże zmyślni są ci Japończycy, jakże zmyślni!" - wiersz otwiera się nieoczekiwanie niskim i lekkim stylem. Słówko "zmyślni" bierze się z refleksji jak najbardziej potocznej, wyraża podziw, ale jest też trochę protekcjonalne. I w takiej atmosferze zaczyna się historia miłości. Wszystko nadal pozostaje zmyślne: ona "nie znała angielskiego a / On nie mówił po japońsku. (Lecz jakże byli zmyślni!)". Wbrew niemal żartobliwej konsekwencji, ta miłość jest opowiadana serio. Zmyślność pojawia się w coraz bardziej poważnych kontekstach, by w poincie odsłonić sens najgroźniejszy; "Wiele jest na świecie zmyślności, ale ciągle / Nie dość". Nie chodzi tu więc, ostatecznie, o pomysłowość, spryt czy jakąkolwiek inną ludzką cechę, ale o - niezależny od człowieka - cały przebieg życia w/wobec transcendencji. Zmyślność staje się odwrotnością absurdu.

Prawa, zgodnie z którymi dzieje się świat - i, niestety, poddane im "ja" - nie mogą więc być gwarancją. Ich odkrywanie okazuje się zarazem odsłanianiem, obnażaniem egzystencji. "Nie stał się tym, czym miał być. Był tym, czym się okazał" ("Homo felix"). Ta pozorna tautologia oznacza doprowadzenie do redukcji: wszystkiego do "ja". I nie jest to żaden egocentryzm, tylko konstatacja istnienia w pustce.

Jeśli sytuacja została rozpoznana jako ograniczona, to i poznanie nie może być nieskończone. A nawet jego niepełność wydaje się swoistym ratunkiem (tak w wierszach "Ileż to mieli racji ci chińscy poeci" i "Wszystkie rzeczy"). Tyle że świadomie zgadzać się na ograniczenie może tylko ten, kto wie, kto poznał znacznie więcej. A przynajmniej dobrze zdaje sobie sprawę z czyhających i możliwych dopełnień.

Tak przedstawia się myślowe ugruntowanie wierszy D. J. Enrighta, ich metafizyczne tezy, nieraz przykrywane dowcipnym paradoksem, porywającą parodią czy pozornym pocieszeniem. Wiele się zresztą w tej poezji kryje. Dlatego też sporo tutaj domniemanych alegorii czy nawet zwierzęcych bajek: pisanych nie po to, by coś przystępnie wyjaśnić, lecz po to, by za pomocą gatunkowej maski zdystansować się do problemu, i tak (w planie egzystencjalnym) nie do rozwiązania. Stąd również, ironicznie łagodzone, zderzenia kultur. I autor nie chce bynajmniej poprzestać na orzeczeniu ich nieprzystawalności, ale stwierdzić ograniczoność kultury jakiejkolwiek. Na szczęście, jak w wierszu "Przepis", czasem zdarzy się człowiekowi ton.

D. J. ENRIGHT, "RAJ W OBRAZKACH", wybór, przekład i opracowanie Piotr Sommer. Legnica 2003, Biuro Literackie Port Legnica.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny