adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 30 (2820)
27 lipca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Klęska pewnego festiwalu albo o marginalizacji kultury wysokiej

Klucz francuski

Piotr Gruszczyński z Awinionu


Trzeciego dnia od planowanej na 8 lipca inauguracji, kiedy nie udało się zagrać ani jednego przedstawienia, Bernard Faivre d'Arcier podjął bolesną decyzję o odwołaniu tegorocznego festiwalu teatralnego w Awinionie.

Powodem był strajk pracowników zatrudnianych na czasowe kontrakty. Strajk z kolei wywołało rozporządzenie władz francuskich z 27 czerwca modyfikujące (na niekorzyść zatrudnionych) prawo o zasiłkach dla pracowników czasowych, kiedy nie pracują. Prawo to było wynikiem działań André Malraux, w czasach, kiedy sprawował urząd ministra kultury. Festiwal w Awinionie (podobnie jak inne festiwale letnie zaplanowane na początek lipca) padł w momencie, kiedy Francja zagwarantowała sobie w konstytucji europejskiej zapis o swej kulturalnej niepowtarzalności. Festiwal w Awinionie padł, mimo pięćdziesięciu sześciu lat nieprzerwanej tradycji. Festiwal w Awinionie padł, mimo wyjątkowości tegorocznej edycji, będącej pożegnaniem Bernarda Faivre d'Arcier, który organizował festiwal od 1980 roku (z kilkuletnią przerwą). Po zakończeniu długiego weekendu 14s lipca widać już gołym okiem prowincjonalność pustego miasta, w którym dogorywa festiwal off, nie oferujący żadnej alternatywy artystycznej wobec nurtu oficjalnego, a jedynie przedsięwzięcia komercyjne, najczęściej bulwarowe. Off był zresztą główną przyczyną upadku festiwalu in. To na nim zgromadzili się strajkujący, pozbawieni angaży aktorzy i techniczni. To oni wywarli presję na technicznych nurtu głównego (w większości pochodzących z Awinionu i pracujących przy festiwalu od lat). Teraz off gra, tłumacząc się, że pokazanie przedstawienia to jedyny sposób na zdobycie pieniędzy na życie. Sytuacja jest więc mocno paranoiczna. Dodajmy jeszcze do tego manipulację, jakiej dokonały związki zawodowe (lewicowy CGT, opozycyjny wobec prawicowego rządu) i tłumaczenia władz, że ograniczenie zasiłków było konieczne z powodu dziury w budżecie i nadużyć dokonywanych przez bezrobotnych. Minister spraw socjalnych wezwał nawet korzystających z zasiłków do donoszenia na kolegów dokonujących nadużyć.

Teraz zaczyna się liczenie strat, jakie poniosło miasto i Festiwal. Wiadomo już, że nie udało się zarobić 2,5 miliona euro, które stanowiły wpływy z biletów (sprzedanych w całości przed rozpoczęciem imprezy). Nie wiadomo zupełnie, jak poradzić sobie z deficytem, który wpłynie na przyszłoroczną edycję prowadzoną już przez nową dyrekcję. Problem pracowników czasowych nie został nadal rozwiązany, a związki zapowiadają walkę do upadłego, grożąc bojkotem nowego sezonu artystycznego.

W Awinionie dużo mówi się o wzajemnym antagonizmie artystów teatru i technicznych (za strajkiem w większości głosowały ekipy techniczne). Debatuje się nad całkowitym brakiem zainteresowania władz centralnych sprawami kultury wysokiej i nad zagrożeniem, jakie stanowi postępująca komercjalizacja. Skoro pozwolono na upadek Festiwalu w Awinionie, to znaczy, że nie ma już świętości, które będą bronione. Festiwal bowiem jest istotną częścią francuskiego dziedzictwa kulturowego. Gazety piszą, że odwołanie Festiwalu przerosło samych strajkujących. A dyrektor tłumaczy, że nie mógł go rozpocząć, ryzykując bezpieczeństwo widzów i całkowity brak komfortu pracy poszczególnych zespołów. Proponował natomiast pomoc w wykorzystaniu Festiwalu jako forum debaty i walki o przywileje socjalne. Skoro jednak Festiwalu nie ma, nie ma też gdzie walczyć. Przegrali wszyscy. Socjologowie piszą kolejny rozdział traktatu o histerii w polityce.

*


Krzysztof Warlikowski miał pokazać w Awinionie "Dybuka". Festiwal zamówił u polskiego reżysera spektakl, dając mu wolną rękę co do wyboru tekstu i miejsca gry. Stało się tak po sukcesie "Hamleta" przed dwoma laty i po tym, jak "Oczyszczonych" okrzyknięto wydarzeniem ubiegłorocznej edycji, a krytycy francuscy nagrodzili ten spektakl tytułem najlepszego zagranicznego spektaklu sezonu. Premiera "Dybuka" miała się odbyć w dniu odwołania festiwalu. Dla teatralnej Polski to niepowetowana strata.

Widziałem ostatnią próbę "Dybuka" w Awinionie. Myślę, że przedstawienie wywoła w Polsce ważną i potrzebną dyskusję o holokauście i problemach dzisiejszej świadomości wynikających z poczucia winy i walki tego, co cielesne z duchowym. Ale nie wywoła żadnej reakcji w Awinionie. Premiera "Dybuka" odbędzie się w październiku na festiwalu Dialog-Wrocław, który jest jednym ze współproducentów spektaklu.

Pierwszy Festiwal w Awinionie, urządzony przez Jeana Vilara w 1947 roku, użył jako emblematu trzech kluczy do bram miasta. W tym roku, po 56 latach, w miejsce starych kluczy pojawiły się trzy klucze zwane w Polsce francuskimi, a tu angielskimi. Niezależnie od nazwy, narzędzia te mogłyby być emblematem technicznych pracowników festiwalu i z tego punktu widzenia stanowiły złą wróżbę, która się spełniła.

Jeżeli sztuka wysoka będzie nadal marginalizowana, zamieniana na polityczną grę i podchody ekonomiczne, przyszłość Europy jest poważnie zagrożona. Odwołanie Festiwalu w Awinionie jest jak wyrzucenie do śmieci Mony Lisy. Na przykład dlatego, że strażnikom nie chciało się jej pilnować, albo dlatego, że stanowiła zbyt dużą konkurencję dla pacykarzy sprzedających w ogrodzie Tuilleries przed Luwrem portrety rysowane w pięć minut.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny