adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 30 (2820)
27 lipca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Duży wafelek w cieniu wielkich sąsiadów

Anna Łabuszewska z Ałmaty (Kazachstan)


Dla postradzieckiej Azji zaczęła się nowa polityczna epoka: po 11 września wagę regionu dostrzegły światowe mocarstwa.

Fundamentalizm islamski, separatyzm ujgurski, przemycane z Afganistanu narkotyki, nielegalna emigracja, brak wody, walka o dostęp do bogactw naturalnych i tras ich przesyłu - to kanon zagrożeń, o jakich mówili eksperci do spraw bezpieczeństwa na zorganizowanej niedawno przez Kazachstański Instytut Studiów Strategicznych konferencji w Ałmaty. O starych strachach z pierwszych lat niepodległości nie wspomniano słowem. Bo któż jeszcze pamięta o groźbie rozpadu Kazachstanu, o batalii z wycofaniem postradzieckiej broni jądrowej, skażeniach na poligonie semipałatyńskim czy negocjacjach o przebiegu granicy z Chinami. Część tych problemów szczęśliwie rozwiązano, część - chwilowo uznano za błahe.

Bezpieczeństwo - hurt i detal

Kwestie bezpieczeństwa dominują ostatnio w polityce Kazachstanu. Kraj ten ochoczo przystępuje do międzynarodowych gremiów, zajmujących się zapewnianiem spokoju. W pierwszych trwożnych latach po rozpadzie ZSRR jedynym gwarantem bezpieczeństwa był dla Kazachstanu taszkencki Układ o Bezpieczeństwie Zbiorowym Wspólnoty Niepodległych Państw. Teoretycznie był on partnerską umową o wzajemnym udzielaniu wsparcia politycznego i militarnego w sytuacji kryzysu, faktycznie oznaczał rozpięcie rosyjskiego parasola ochronnego. Parasol jednak okazał się dziurawy: Rosja nie była w stanie ani zapewnić odpowiedniego finansowania, ani efektywnie przeciwstawić się realnym zagrożeniom, jakie niosła wojna domowa w Tadżykistanie, rządy talibów w Afganistanie czy coraz aktywniejsze działania ekstremistów islamskich. Co więcej, Moskwa próbowała zarabiać na partnerach, wymuszając na nich wieloletnie kontrakty na dostawy broni i sprzętu wojskowego. Sytuacja zmieniła się, kiedy na terytorium państw Azji Centralnej powstały tymczasowe bazy USA. Część rosyjskich elit uznała to za zdradę i początek końca okresu dominacji Rosji w regionie. Jednak choć w Moskwie co rusz podnosi się larum (zwłaszcza w środowiskach nacjonalistów i komunistów), że władze pozwalają Ameryce się panoszyć i walkowerem oddają Kaukaz i Azję, to Rosja stara się trzymać tam swoje przyczółki. To, że pozwoliła komu innemu wyciągnąć kasztany z ognia, nie oznacza, iż nie chce lub nie może palić w azjatyckim kominku.

Widać to choćby przy zabiegach o zapewnienie sobie kontroli nad rurociągami w byłych republikach radzieckich (program maksimum przewiduje zachowanie monopolu transportowego). Rok temu Moskwa podpisała z Ałmaty 15-letnią umowę na tranzyt kazaskiej ropy przez terytorium Federacji Rosyjskiej. I choć Kazachstan deklarował, że dąży do dywersyfikacji tras tranzytu swoich surowców, Rosji udaje się utrzymać uprzywilejowaną pozycję. Na razie, bo prymat w regionie wkrótce może odebrać jej promowany przez Stany Zjednoczone rurociąg BTC (Baku-Tbilisi-Ceyhan), którym ropa ma popłynąć z kazaskiego Aktau nad Morzem Kaspijskim do Turcji, z pominięciem Rosji. A to nie koniec komplikacji.

Beczka Azji z łyżką Europy

Rozgryzienie tych militarnych i energetycznych łamigłówek jest niemożliwe bez spojrzenia na mapę. Kazachstan, położony pomiędzy Morzem Kaspijskim na zachodzie (Kazachowie podkreślają, że ta część ich terytorium geograficznie należy do Europy), Rosją na północy i Chinami na wschodzie zajmuje ponad 2,7 mln km2 (tyle co osiem i pół Polski), jest dziewiątym pod względem wielkości państwem na świecie. Na tych ogromnych obszarach mieszka ledwie 15,5 mln ludzi. Przez godziny jazdy samochodem można nie natknąć się na żadne osiedle.

Kazachowie dopiero od niedawna stanowią większość (53 proc.) w swoim kraju, w czasach przynależności do "rodziny narodów radzieckich" zsowietyzowanym i zrusyfikowanym - rosyjskojęzyczni Słowianie (głównie Rosjanie i Ukraińcy, przeważnie potomkowie mniej lub bardziej przymusowych entuzjastów akcji zagospodarowywania stepów z lat trzydziestych XX w.) to nadal ponad 35proc. ludności. Na początku lat 90. Kazachowie byli w republice mniejszością: stanowili 40 proc. ludności; w latach 1918-45 w wyniku przemyślanej polityki władzy bolszewickiej liczebność Kazachów spadła o ponad jedną trzecią, eksterminacji poddano elity, w latach 20. i 30. "kościstą ręką głodu" zmuszono do osiedlenia koczowników. Do ustalenia proporcji etnicznych przyczynił się gwałtowny odpływ Rosjan, Niemców i Żydów. W ostatniej dekadzie wyjechało prawie półtora miliona ludzi, przeważnie inteligencja i wykwalifikowana kadra. Ciekawym i nowym zjawiskiem są powroty "kazachstańskich" Rosjan, którzy w wymarzonej ojczyźnie przodków nie znaleźli sobie miejsca. Jest wśród nich spora grupa rolników, którzy próbowali osiedlić się w rosyjskiej głubince. Wracają rozczarowani obojętnością władz, biurokracją i degeneracją miejscowych: "Oni cały czas piją i nic nie robią" - powtarzają przed kamerami telewizyjnymi. Ale "pijane" wioski można spotkać także w Kazachstanie: choćby nad jeziorem Bałchasz, gdzie wśród wraków traktorów wałęsają się głodne psy i zamroczeni alkoholem mieszkańcy, w tym dzieci.

Pstrą strukturę etniczną Kazachstanu bodaj najlepiej widać w Ałmaty, byłej stolicy, przez mieszkańców nazywanej dumnie "południową stolicą", w odróżnieniu od nowej "północnej" stolicy, Astany. W ałmatyńskim śródmieściu równie często można spotkać Kazacha, co Rosjanina. Ale już na niedzielnym szaszłyku u podnóża gór Ałatau częściej niż rosyjskie zobaczymy rodziny kazaskie czy ujgurskie (Ujgurzy nawet przy okazji wypadów za miasto demonstrują odrębność i pobudzają ducha walki: z ich samochodów wystają wielkie błękitne flagi wolnego Ujgurstanu z bladym półksiężycem i gwiazdą). Natomiast na bazarach dominują Azjaci: nie tylko Kazachowie, ale poszukujący tu lepszego życia Kirgizi, Tadżycy i Uzbecy, a także aktywni w Kazachstanie Chińczycy.

W czasach stalinowskich Kazachstan był wielkim zlewiskiem przesiedleńców: karnie zesłano tu Czeczenów, Turków meschetyńskich, Niemców nadwołżańskich, Polaków. Nie wszyscy w okresie odwilży powrócili do ojczyzny, część została, uzupełniając mozaikę narodowościową.

Wafelek w postkolonialnej polewie

Kazachstan jest jak przekładaniec: składa się z dwóch przylegających warstw - sowieckiej, pozostawionej w nieładzie przez Imperium, i tradycyjnej, odziedziczonej po przodkach. W muzeum historycznym przewodniczka zgodnie z uznanym na najwyższym politycznym szczeblu modelem, osadza tradycje kazaskiej państwowości w czasach Złotej Ordy i z dumą mówi o rosnącej świadomości narodowej młodego pokolenia: "Przychodzą wycieczki szkolne, dzieci nie rozumieją, dlaczego Kazachowie w 1941 r. bronili Moskwy, nie potrafią wyobrazić sobie, że to był ZSRR - jedno państwo". Powstała po rozpadzie Związku Radzieckiego pustka ideowa mozolnie zapełnia się świadomością, że ojczyzną Kazachów jest Kazachstan, a ZSRR nie ma i nie będzie. Trzeba jeszcze pamiętać o podatności żyjących w warunkach próżni ideologicznej młodych społeczeństw państw Azji Centralnej na chwytliwe hasła islamskie. Bieda i znaczne różnice poziomu życia pomiędzy grupami społecznymi, a także państwami regionu sprzyjają (zwłaszcza lokalnie, na obszarach szczególnie narażonych na te niekorzystne zjawiska) rozwojowi idei fundamentalistycznych.

A rozwarstwienie widać doskonale choćby na jednym z największych w Azji Centralnej bazarów o wdzięcznej nazwie Barachołka. Mieszczące się pod Ałmaty targowisko nazywa się po rosyjsku - słowo to oznacza pchli targ. Nikogo to nie dziwi, nazwa jest dla wszystkich zrozumiała, bo tutaj wszyscy mówią po rosyjsku (a nie wszyscy po kazasku). Przeciskający się wokół prowizorycznych kramików klienci mogą kupić: chińską tandetę, perskie dywany, kasety z przebojami muzyki tureckiej i najnowsze płyty duetu "Tatu", uzbeckie rodzynki, haszysz, psy obronne i na szaszłyki, literaturę wywrotową, podrabiane "Rolexy" i baranie łby.

Podwójny "wafelkowy" fundament widać w Kazachstanie na każdym kroku. Miejska ulica ubrana jest po europejsku, ale na pokazie mody prócz wieczorowych kreacji demonstrowane są tradycyjne kazaskie ubiory (prezentującemu strój ślubny modelowi wystawały spod paradnych złocistych szarawarów znoszone sandały i niechlujne grube skarpety). Szyldy sklepów najczęściej są dwujęzyczne: po rosyjsku i po kazasku, zapisywanym cyrylicą, jako że lansowany przez Turcję eksperyment z przejściem Kazachów na alfabet łaciński się nie udał.

W świecie kultury wciąż dominuje rosyjski. W księgarniach króluje literatura rosyjska (najwięcej miejsca na półkach zajmują niskich i średnich lotów romanse, kryminały i powieści szpiegowskie), po kazasku wydaje się część podręczników. W wypożyczalniach kaset można znaleźć najnowsze rosyjskie seriale ("Brygada", "Specnaz"), a także klasykę kina radzieckiego (wszystkie filmy po rosyjsku). Odbierane są wszystkie ogólnokrajowe kanały rosyjskiej telewizji, a i w miejscowych stacjach większość czasu zajmują audycje rosyjskojęzyczne.

Smak kazachstańskiego wafelka uzupełnia egzotyczna polewa z tak dziwnych zlepów, jak neapolitańska pieśń "O sole mio" w wykonaniu śpiewaków z Teatru Opery i Baletu (w manierze rosyjskiej szkoły śpiewu, zwrotki po kazasku, refren po włosku, z towarzyszeniem syntezatora) czy klezmerskie "Podmoskownyje wieczera" w restauracji pod gołym niebem (jeden wykonawca o rysach kazaskich, drugi semickich, z towarzyszeniem gitary i harmoszki; poproszeni o polską piosenkę, intonują przebój Seweryna Krajewskiego... z rosyjskim tekstem).

Oświecony chanat postradziecki

Kazachstanem rządzi prezydent Nursułtan Nazarbajew. Też ma strukturę "wafelka": jest starym partyjnym wygą (za czasów Gorbaczowa miał wysoką pozycję w Biurze Politycznym KC KPZR; mógł zostać wiceprezydentem ZSRR), a z drugiej strony odwołuje się do tradycyjnych form zamordystycznego azjatyckiego rządzenia. Bo rządzi jak udzielny władca, a nie prezydent demokratycznego państwa (jakim zgodnie z konstytucją i deklaracjami jest Kazachstan). "Demokracji nie da się ogłosić dekretem, demokracja rodzi się w bólach" - stwierdził swego czasu prezydent. Dotychczas dekret o zaprowadzeniu demokracji nie powstał, a ból stał się jedynie udziałem śmiałków, którzy przeszli do opozycji.

Nazarbajew jest uważany za najłagodniejszego władcę postradzieckiej Azji, ale i on nie pobłaża przeciwnikom politycznym oraz wyszczekanym dziennikarzom. Śrubę przykręcił zwłaszcza po listopadzie 2001 r., kiedy to powstał Demokratyczny Wybór Kazachstanu - ruch opozycyjny powołany przez ludzi wywodzących się z obozu władzy. Prezydent wolał nie ryzykować i prewencyjnie wsadził liderów ruchu na kilka lat do więzienia. Jednym z czynników, które wpłynęły na ożywienie działalności opozycyjnej w Kazachstanie, było pojawienie się w regionie sił amerykańskich. Opozycja liczyła na wsparcie ze strony świata zachodniego. Nie było ono jednak na tyle mocne, by efektem były reformy. Więcej, zdaniem wielu ekspertów, wojna z terroryzmem i związane z nią zmiany na światowej scenie politycznej wzmocniły panujące w Azji Centralnej reżimy. Amerykanom potrzebne było raczej stabilne zaplecze niż słabe państwa targane społecznymi niepokojami. Wzmacnianiu stabilności miały służyć też różne prezenty dla państw regionu - np. w marcu b.r. Stany Zjednoczone przyznały Kazachstanowi status kraju z gospodarką rynkową.

Ostatnio jednak Nazarbajew jest na politycznych salonach traktowany chłodno, jego nielicznym wizytom w Europie i Ameryce towarzyszą demonstracje, a tematem rozmów - poza zagospodarowaniem złóż ropy i gazu - zaczyna być prześladowanie mediów czy fingowanie procesów sądowych. Na obniżenie notowań prezydenta wpływ miały także ujawnione niedawno afery znane jako Kazachgate (czyli oskarżenie Nazarbajewa o przyjmowanie łapówek i założenie tajnych prywatnych kont w bankach szwajcarskich, na które wpływały miliardy dolarów z międzynarodowych kontraktów).

Natomiast z powodu prześladowania przeciwników nikt nie robi Nazarbajewowi wstrętów ani w Rosji, ani w Chinach. Prezydent wybrał wobec najbliższych partnerów i sąsiadów wariant polityki niekonfrontacyjnej, dzięki czemu Kazachstanowi udało się wyjść obronną ręką z okresu nieprzewidywalnych pierwszych lat po rozpadzie ZSRR.

SOW, COW i in.

W złapaniu równowagi między ambicjami wielkich sąsiadów ma Kazachstanowi pomagać udział w organizacjach międzynarodowych. Aktywnym forum stała się ostatnio Szanghajska Organizacja Współpracy (SOW). Wyrosła z czasów, kiedy cztery państwa postradzieckie (Rosja, Kazachstan, Kirgizja, Tadżykistan) intensywnie rozmawiały z Chinami o przebiegu granic. Kwestii spornych było wiele, negocjacje trwały kilka lat, a kiedy zakończyły się podpisaniem traktatów, SOW awansowała do roli regulatora współpracy w innych dziedzinach. Ostatnio, wychodząc naprzeciw potrzebie rozwiązania najbardziej palących spraw, SOW powołała regionalne centrum antyterrorystyczne. To chińska (a może rosyjsko-chińska) odpowiedź na amerykańską obecność militarną w regionie, realizowaną pod hasłami koalicji antyterrorystycznej. Czy, jak inne inicjatywy, pozostanie w sferze deklaracji i propagandy - czas pokaże. Chińczykom na pewno zależy na współpracy Kazachstanu w dziele "duszenia separatyzmu ujgurskiego" i to nowo powołane centrum może być wygodnym polem nacisku na Kazachstan (dziesięciomilionowa mniejszość ujgurska próbuje walczyć o oderwanie zachodniochińskiej prowincji Xinjiang i proklamowanie własnego państwa, co Pekin zwalcza wszelkimi sposobami; diaspora ujgurska w Kazachstanie liczy około 185 tys. ludzi i cieszy się względną swobodą).

Wszystkie mniej lub bardziej formalne, obowiązkowo mające w nazwie "współpracę" i "bezpieczeństwo", organizacje międzynarodowe, do których należy Kazachstan (najważniejsza to Centralnoazjatycka Organizacja Współpracy, COW), zapewniają, że ich celem jest zwalczanie handlarzy broni i narkotyków, terrorystów i ekstremistów, islamistów i separatystów. Zapewniają i na tym poprzestają. Wszystkie obrastają jedynie przewodniczącymi, sekretariatami i doniosłymi dokumentami. Umawiają się na następne spotkania, by co parę miesięcy powtórzyć ustalony spis nierozwiązanych problemów. I tylko w nieoficjalnych "nocnych Kazachów rozmowach" uparcie pojawia się niepoprawna politycznie obawa przed wielkim sąsiadem ze wschodu - Chinami, niby już trochę oswojonym, a jednak wzbudzającym lęk. Kazachstański "wafelek" pozostaje przecież łakomym kąskiem w geopolitycznej rozgrywce mocarstw.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny