adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 30 (2820)
27 lipca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Festyn na wsi

Marcin Król


Mniej więcej co dwa tygodnie na wsi odbywa się festyn z okazji lub bez okazji. Wszyscy walą na szkolne boisko, gdzie ryczą bliżej nieznane zespoły, a ludzie nie tańczą, tylko snują się z piwem w plastikowych półlitrowych szklankach. My na szczęście mieszkamy daleko, ale nieszczęśnicy mieszkający w samej wsi nie śpią naturalnie co najmniej do drugiej w nocy. Za poprzedniej władzy obstawa festynu upijała się równo lub szybciej niż goście, teraz jest porządek. Ale co sprawia w tym wszystkim komukolwiek przyjemność? Oto pytanie, na które nie da się udzielić odpowiedzi.

Niewątpliwie gmina trochę zarabia, niewątpliwie przyjemnie jest na lekkim rauszu popędzić motorem kilometr wte i kilometr wewte, niewątpliwie w okolicznych zaroślach dokonuje się proces rozrostu polskiego społeczeństwa, ale do tego festyn nie jest szczególnie potrzebny, a już na pewno nie jest niezbędny. Siadam sobie z piwem pod domem i słyszę z odległości "Czy mnie jeszcze...", ale ja nie chcę jeszcze, nie chcę słyszeć. Powstaje zatem pytanie, czy ludziom potrzebne są takie rozrywki w dobie telewizji oraz wielu innych możliwości spędzania czasu (komputer niemal w każdym domu). Tym bardziej, że kiedy idę po rzeczone piwo do sklepu przez wieś, to widzę, a raczej czuję, że u wszystkich poważniejszych gospodarzy śmierdzi nieubłaganie grill, a zimna wódeczka opala się w promieniach słonecznych. A zatem oni na festyn nie poszli. Policja też specjalnie się nie interesuje, bo stanęłaby przed dramatycznym dylematem: albo kolejno zabrać prawa jazdy wszystkim kierowcom i spowodować masowe spieszenie ludności, albo machnąć ręką. Kto by nie wolał machnąć ręką? Więc hulaj dusza, strachu nie ma. Ksiądz też nic o festynach nie mówi, bo i co miałby powiedzieć, a aktualny ksiądz jaki jest, taki jest, ale jest realistą, więc woli milczeć niż nie być wysłuchanym.

Czy z festynem wjedziemy do Unii Europejskiej? Nie jestem pewien, bo uczestniczyłem przypadkiem w wielu takich imprezach w Austrii, na Słowacji i na Węgrzech, o czym zresztą już na tychże łamach pisałem. Tam jest kultura i ktoś lokalny się popisze lokalnym talentem, ale nikomu to nie przeszkadza, a nawet jest miło. Tu jest piwo, potem po cichu wóda i zespół na przykład z Parczewa, który śpiewać umie tylko cudze przeboje, a ja już tych kormoranów nie mogę.

Czy z festynem jest jak z weselem, gdzie jeszcze panują całkiem sztucznie podsycane obyczaje typu oczepiny? Nie, bo festyn ma to do siebie, że nie wytwarza żadnej tradycji, nie jest produktem tradycji i nie mieści się w ciągłości ludzkiego życia, jego ciągłość to tylko niedzielne kiepskie samopoczucie, ale w niedzielę nie wolno przecież nic robić, więc jak głowa boli, to nawet nie szkodzi, bo z bolącą głową jest łatwiej nic nie robić niż na trzeźwego. Z tym nic nie robieniem jest zresztą we wsi straszny kłopot, który tylko po części rozwiązuje pójście do kościoła. Wprawdzie mój sąsiad urządził sobie boisko do siatkówki i z odległości pół kilometra słyszę radosne okrzyki, ale to jest wyjątkowy wyjątek. Inni stoją oparci o płot i tęsknym wzrokiem wyczekują, czy coś się zdarzy. Ale u nas pod lasem nic się nie zdarza, najwyżej sarna przeleci, a psy spróbują podjąć beznadziejny wysiłek, żeby ją dogonić. I co tu robić, w co się bawić? Najlepiej więc znowu pójść na festyn. Może zagrają "zachodni wiatr..."


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny