dotb.gif

„TP”, Nr 30 (2820), 27 lipca 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2820/felkomar.php

Czernina po polsku

Michał Komar


Po podwórku chodzi tłusta kaczka - a mnie myśl krąży po głowie. Rzadki to przypadek (o myśli mowa), godny więc upamiętnienia. Tym bardziej, że po głowie krążą mi dwie myśli. Pierwsza dotyczy czerniny, którą rad bym zjeść na obiad. Druga - bardziej natarczywa i bardziej ekstrawagancka - głosi, że Rzeczpospolita powinna być państwem przyjaznym rozumowi.

Wedle Słownika Języka Polskiego PWN "czernina to zupa z krwi zwierzęcej, najczęściej z kaczki lub gęsi, zaprawiana octem". Czerninę podawano w dawnej Polsce jako znak odmowy starającemu się o rękę panny. Niekiedy miast czerniny na stole pojawiała się gęś, prosię na szaro i arbuz, do tego zaś węgrzyn, wino słodkie jak ulepek. W sumie był to obiad pożywny, choć nieco ciężki. Odrzucony zalotnik odchodził z ulgą, bo zadra w sercu była drobiazgiem w porównaniu z zadrą, którą niedoszli teściowie wbili mu w wątrobę. Czernina z domieszką octu jest daniem niejadalnym i niech o tym wiedzą redaktorzy PWN szykujący korektę do następnego wydania Słownika. Powołując się na autorytet Marka Łebkowskiego, autora "Kuchni polskiej" pragnę stwierdzić, że do przygotowania czerniny należy mieć ćwierć litra krwi z drobiu, litr rosołu, cytrynę, dwie łyżki masła, łyżkę mąki, suszone śliwki, rodzynki, ziarna jałowca i ziela angielskiego, łyżeczkę karmelu, sól i pieprz.

Proces wytwarzania czerniny składa się z kilku faz. W fazie pierwszej nachodzi nas chęć zjedzenia sławnej polewki. Chęć owa przekształca się w drugiej fazie w wolę przygotowania posiłku. W trzeciej fazie następuje sformułowanie projektu i określenie zasad jego realizacji - ze szczególnym uwzględnieniem kolejności poszczególnych działań. Skoro krew musi być świeża, to drób nie powinien bić bity przed ugotowaniu rosołu, karmel zaś, pieprz, sól i sok cytryny należy dodać po zmieszaniu krwi z rosołem i zasmażką wzbogaconą przecierem ze śliwek i rodzynek uprzednio w rosole ugotowanych. Dodajmy, że ktoś, kto wyraziwszy nieodpartą chęć ugotowania i zjedzenia czerniny, zabiera się do dzieła bez garnka, noża, kaczki lub gęsi, rosołu i innych wyliczonych wyżej składników, a ponadto uważa, że zupę można zrobić w ciągu kilku minut, nie powinien działać w sprawie, jeśli zaś podejmie taką próbę, to należy czym prędzej wyprosić go z kuchni.

Teraz będzie o rozumie. Rozum w państwie służy do określenia rozumnych celów, potem do przygotowania rozumnych projektów osiągnięcia tych celów, na koniec zaś - ich bezwzględnej i rozumnej realizacji. Zjedzenie czerniny jest celem rozumnym. Polska zobowiązała się wobec Unii Europejskiej do wzmocnienia do 2010 roku ponad czterech i pół tysiąca kilometrów dróg; idzie o stworzenie jakich takich warunków dla przejazdu ciężarówek o wysokim nacisku na oś. Każdy, kto zna stan dróg polskich i każdy, kto zna skalę korzyści gospodarczych wynikających z rozwoju drogownictwa i transportu samochodowego, zdaje sobie sprawę, że wzmocnienie dróg (doprowadzenie ich do przyzwoitego stanu) jest konieczne - i to bez względu na to, czy Polska będzie czy też nie będzie członkiem UE. Na szczęście ponad siedemdziesiąt procent kosztów robót może być sfinansowanych przez fundusze UE - pod warunkiem, że resztę pokryje budżet państwa, no a przede wszystkim, że dojdzie do wykupu niezbędnych gruntów i przygotowania projektów. Projektów - rzecz jasna - jeszcze nie ma. Nie ma ich, ponieważ nie zostały wykupione grunty, choć przecież rozum planujący mógł dowiedzieć się jakiś czas temu, że drogi są w złym stanie, wymagają znacznego podniesienia standardu, a ponadto, że Polska nosi się z nieśmiałym zamiarem przystąpienia do Unii Europejskiej. Podobnie stało się z tworzeniem systemu kontroli wielkości i jakości produkcji żywności IACS, przystosowaniem zakładów mięsnych i mleczarń do norm sanitarnych obowiązujących w Unii (o czym głośno było przed czterema laty), przygotowaniem kadr zdolnych do tworzenia projektów wykorzystania funduszów strukturalnych (o czym głośno od sześciu lat). Sądząc po objawach, nasze państwo nie sprzyja rozumowi, którego fundamentem jest pewność, że nie da się ugotować czerniny bez kaczej lub gęsiej krwi, bez garnka i bez ognia, czyli rozumnie. O tym mógłbym jeszcze długo - z uwzględnieniem wkładu rządów lewicowych i prawicowych w dzieło odmóżdżania Rzplitej, ale widzę, że ta kaczka przeszła przez dziurę w płocie i zniknęła w obejściu sąsiada. Zamyśliłem się, a ona - myk. Już jej nie złapię. I myśli też nie. Żegnajcie, marzenia o czerninie. I o ogólnym porządku też. Rozum mi mówi, że jest głupio.

*


Ni cebulki, ni w co wkroić!

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl