dotb.gif

„TP”, Nr 30 (2820), 27 lipca 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2820/felhennel.php

To nie tak

Józefa Hennelowa


Nie poszłabym do gdańskiej galerii, w której na przełomie roku 2002 i 2003 przez kilka tygodni Dorota Nieznalska prezentowała swoje instalacje. Nie umiem po prostu wykrzesać w sobie zainteresowania dla prowokacji artystycznych balansujących na granicy wyzwania, dla którego adresatem nie mogą być podobno uczucia religijne, ale dla odbiorców czasem po prostu tym adresatem są - i to w sposób bolesny nie do zniesienia. Tyle że zamknięta przestrzeń galerii, cokolwiek by prezentowała, niczego nikomu nie narzuca siłą - i to jest ta cienka a ostra granica między ostentacją wizerunku w przestrzeni publicznej a eksperymentami ograniczonymi do pewnego środowiska.

Inaczej swego czasu odbierając okładkę "Wprost" niż poseł Jurek (przypominam: była to ikona wizerunku jasnogórskiego w maskach gazowych), nie dziwiłam się specjalnie, że zaskarżył ją do sądu właśnie w imię obrazy uczuć religijnych. Może zresztą i tym razem sam fakt zaskarżenia artystki dałby się zrozumieć, skoro nikt nikomu nie może ograniczać jego stanu wrażliwości, gdyby nie to, że składający skargę na artystkę w imię "obrazy uczuć religijnych" do galerii przyszli specjalnie, już po zamknięciu wystawy, a więc jakby chcieli, by ich "uczucia religijne" zostały "obrażone". A sam proces i wyrok, który na nim zapadł? Dorota Nieznalska skazana została - tak jak nietrzeźwi kierowcy, drobni złodziejaszkowie, niepłacący alimentów albo niegroźni chuligani - na ograniczenie wolności przez odbywanie nieodpłatnej kontrolowanej pracy na cele społeczne. Przez pół roku, w wymiarze 20 godzin miesięcznie, a jeśli wierzyć informacji radiowej (II program PR), ma to być praca na rzecz Caritasu...

Jest mi wstyd. Po pierwsze, za gorliwych zwolenników skazującego wyroku, którzy niewątpliwie towarzyszyli procesowi, a werdykt przyjęli okrzykami satysfakcji i oklaskami (słychać było w radio!). W ogóle skazujące wyroki entuzjazmem kwitowane budzą niedobre echa. Po drugie, za sędziego, który w uzasadnieniu wygłosił przedziwne słowa o tym, że Dorota Nieznalska stała się osobą znaną i z tego rozgłosu na pewno skorzysta, a uczucia religijne obraziła umyślnie, skoro swoją instalację wystawiła w galerii. Więc niby co - motywem wyroku byłaby złośliwa zawiść zamiast poczucia sprawiedliwości? Po trzecie - wstyd mi za ten Caritas. Kto to wymyślił? To już najzwyczajniejsze paskudne upokorzenie, a nie zadośćuczynienie (myślę z zażenowaniem, że ktoś z gorliwców gotów jeszcze biegać do gdańskiego Caritasu i przyglądać się tam pracy skazanej, z ewentualnym do tego komentarzem...). Boję się, że z takiego rozwiązania nie wyniknie nic dobrego - dla nikogo. A radość oburzonych na Nieznalską też pozostanie dość daleka od ducha chrześcijańskiego. Przecież opinia duszpasterza gdańskich środowisk twórczych jest w tej mierze jednoznaczna ("ten wyrok to krzywda" - cytuję za "Rzeczpospolitą").

I dodajmy może, że w ogóle prowokacje artystyczne, nawet te najmniej mądre, to dla wierzących nie jest największe zmartwienie. Bo jak na przykład zareagować na wiadomość prasową z ostatnich dni, że w Krakowie, siedzibie sanktuarium Bożego Miłosierdzia, w tym wakacyjnym miesiącu nieczynne są prawie wszystkie kuchnie dla biednych, a liczba bezdomnych kobiet z dziećmi, takich, które żadnych szans nawet na przytulisko nie mają, jest w naszym mieście przeszło dwa razy większa niż liczba miejsc w schroniskach?... To już nie materia do ewentualnego oburzenia, to wyzwanie dla nas samych. Co z nim zrobimy?

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl