adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 30 (2820)
27 lipca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



To nie tak

Józefa Hennelowa


Nie poszłabym do gdańskiej galerii, w której na przełomie roku 2002 i 2003 przez kilka tygodni Dorota Nieznalska prezentowała swoje instalacje. Nie umiem po prostu wykrzesać w sobie zainteresowania dla prowokacji artystycznych balansujących na granicy wyzwania, dla którego adresatem nie mogą być podobno uczucia religijne, ale dla odbiorców czasem po prostu tym adresatem są - i to w sposób bolesny nie do zniesienia. Tyle że zamknięta przestrzeń galerii, cokolwiek by prezentowała, niczego nikomu nie narzuca siłą - i to jest ta cienka a ostra granica między ostentacją wizerunku w przestrzeni publicznej a eksperymentami ograniczonymi do pewnego środowiska.

Inaczej swego czasu odbierając okładkę "Wprost" niż poseł Jurek (przypominam: była to ikona wizerunku jasnogórskiego w maskach gazowych), nie dziwiłam się specjalnie, że zaskarżył ją do sądu właśnie w imię obrazy uczuć religijnych. Może zresztą i tym razem sam fakt zaskarżenia artystki dałby się zrozumieć, skoro nikt nikomu nie może ograniczać jego stanu wrażliwości, gdyby nie to, że składający skargę na artystkę w imię "obrazy uczuć religijnych" do galerii przyszli specjalnie, już po zamknięciu wystawy, a więc jakby chcieli, by ich "uczucia religijne" zostały "obrażone". A sam proces i wyrok, który na nim zapadł? Dorota Nieznalska skazana została - tak jak nietrzeźwi kierowcy, drobni złodziejaszkowie, niepłacący alimentów albo niegroźni chuligani - na ograniczenie wolności przez odbywanie nieodpłatnej kontrolowanej pracy na cele społeczne. Przez pół roku, w wymiarze 20 godzin miesięcznie, a jeśli wierzyć informacji radiowej (II program PR), ma to być praca na rzecz Caritasu...

Jest mi wstyd. Po pierwsze, za gorliwych zwolenników skazującego wyroku, którzy niewątpliwie towarzyszyli procesowi, a werdykt przyjęli okrzykami satysfakcji i oklaskami (słychać było w radio!). W ogóle skazujące wyroki entuzjazmem kwitowane budzą niedobre echa. Po drugie, za sędziego, który w uzasadnieniu wygłosił przedziwne słowa o tym, że Dorota Nieznalska stała się osobą znaną i z tego rozgłosu na pewno skorzysta, a uczucia religijne obraziła umyślnie, skoro swoją instalację wystawiła w galerii. Więc niby co - motywem wyroku byłaby złośliwa zawiść zamiast poczucia sprawiedliwości? Po trzecie - wstyd mi za ten Caritas. Kto to wymyślił? To już najzwyczajniejsze paskudne upokorzenie, a nie zadośćuczynienie (myślę z zażenowaniem, że ktoś z gorliwców gotów jeszcze biegać do gdańskiego Caritasu i przyglądać się tam pracy skazanej, z ewentualnym do tego komentarzem...). Boję się, że z takiego rozwiązania nie wyniknie nic dobrego - dla nikogo. A radość oburzonych na Nieznalską też pozostanie dość daleka od ducha chrześcijańskiego. Przecież opinia duszpasterza gdańskich środowisk twórczych jest w tej mierze jednoznaczna ("ten wyrok to krzywda" - cytuję za "Rzeczpospolitą").

I dodajmy może, że w ogóle prowokacje artystyczne, nawet te najmniej mądre, to dla wierzących nie jest największe zmartwienie. Bo jak na przykład zareagować na wiadomość prasową z ostatnich dni, że w Krakowie, siedzibie sanktuarium Bożego Miłosierdzia, w tym wakacyjnym miesiącu nieczynne są prawie wszystkie kuchnie dla biednych, a liczba bezdomnych kobiet z dziećmi, takich, które żadnych szans nawet na przytulisko nie mają, jest w naszym mieście przeszło dwa razy większa niż liczba miejsc w schroniskach?... To już nie materia do ewentualnego oburzenia, to wyzwanie dla nas samych. Co z nim zrobimy?


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny