dotb.gif

„TP”, Nr 29 (2819), 20 lipca 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2819/main03.php

Kraków bez Pendereckich?

Tomasz Cyz


Podczas ostatnich strajków we Francji do skutku doszła tam tylko jedna impreza kulturalna: festiwal muzyki Krzysztofa Pendereckiego w Colmar (Alzacja). Wydawałoby się więc, że nic nie jest w stanie przeszkodzić Mistrzowi w świętowaniu jubileuszy. A jednak.

Kilka zdań przypomnienia: Festiwal Krzysztofa Pendereckiego w Krakowie, zorganizowany w 70. rocznicę urodzin i 50-lecie pracy artystycznej, początkowo miał trwać od 17 do 30 września (w tym samym czasie, co "Warszawska Jesień"); w ostatniej wersji program skrócono o kilka dni (do 26 września). Dziś wiadomo, że festiwal nie odbędzie się w ogóle. Co się stało? Sprawy nie wyjaśniły dwie konferencje prasowe: Elżbiety Pendereckiej oraz Agnieszki Gilarskiej (dyrektor Biura Kraków 2000, organizatora zarówno Festiwalu Pendereckiego, jak i Festiwalu Beethovenowskiego, którego Elżbieta Penderecka jest pomysłodawczynią i dyrektorem artystycznym). Wygląda na to, że istnieją dwie prawdy, a kwoty i liczby interpretowane są według własnego punktu widzenia. Problemem nie jest jednak to, komu wierzyć, ale co zrobić z i tak już rozlanym mlekiem.

Kilka rzeczy wiemy na pewno. 2 czerwca prezydent Krakowa Jacek Majchrowski odwołał ze stanowiska Jolantę Kozłowską, poprzednią dyrektor i tak już nie wiadomo po co istniejącego Biura Kraków 2000; z nową dyrektor Elżbiecie Pendereckiej trudno było się porozumieć. Festiwal Pendereckiego miał kosztować ok. 2,5 mln złotych. Ponad 1 mln gwarantowały instytucje publiczne (Miasto Kraków - 400 tys., Ministerstwo Kultury - 700 tys., Urząd Marszałkowski - 50 tys., Kraków 2000 - 150 tys.). To ogromne kwoty. Zwykle gdy nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze. Tutaj nawet dokładnie wiadomo, o jaką sumę: dziura budżetowa (tak modne u nas słowo) festiwalu wynosi ok. 1 mln złotych. Agnieszka Gilarska tłumaczy, że Elżbieta Penderecka zmieniała do ostatniej chwili program, co uniemożliwiało rozmowy ze sponsorami. Nie zawarto również umów z wykonawcami i patronami medialnymi, nie ogłoszono przetargów na hotele i transport, wydano bez zgody Biura newsletter. Przede wszystkim jednak zarzuca Pendereckiej wyśrubowanie kosztów. Ta odpowiada, że program zmieniała do ostatniej chwili, redukując budżet, a dyrektor Gilarska nie zrobiła nic, aby obniżyć koszta promocji czy wynajmu sal. "Umowy z artystami biorącymi udział w Festiwalu Beethovenowskim zawieraliśmy na 3 tygodnie przez rozpoczęciem imprezy, by mieć pewność, że jesteśmy w stanie ich dopełnić. Artyści mają do mnie zaufanie i czekają do ostatniej chwili na kontrakty" - tłumaczy Elżbieta Penderecka.

Trudno organizować festiwal w mieście, w którym nie ma się przychylności jego władz. Prezydent Majchrowski niewątpliwie przestał darzyć przychylnością Elżbietę Penderecką, o czym świadczy także język wypowiedzi, jakiej udzielił PAP-owi: "Ona była przyzwyczajona do tego, że tam, gdzie poszła, to dostawała. W pewnym momencie się to skończyło".

Zastanawiająca jest dezynwoltura, z jaką prezydent Królewskiego Stołecznego Miasta postępuje z wielkimi tego świata. Najpierw chciał kontestować przyjazd prezydenta Busha, teraz odwraca się plecami do znakomitego kompozytora (który zresztą poparł go podczas ostatnich wyborów...). Bo trudno oddzielać - w Krakowie zwłaszcza - postać Krzysztofa Pendereckiego od działalności jego żony Elżbiety. W wydanym 5 lipca oświadczeniu czytamy: "ja i mój mąż nie widzimy jakiejkolwiek dalszej współpracy z Biurem Kraków 2000", a na pytanie o przyszłość Festiwalu Beethovenowskiego Penderecka odpowiedziała: "Nie wiem. Na pewno nie w tej formie. Zastanawiam się poważnie, czy w tym mieście jest na to szansa. Szkoda, że spędziliśmy tutaj z mężem tyle czasu".

Żona kompozytora chciała zorganizować 6-7-dniowy tańszy festiwal, bez udziału finansowego i organizacyjnego miasta (czyli bez 400 tys. zł dotacji miejskiej), wyłącznie za pieniądze z Ministerstwa Kultury, Urzędu Marszałkowskiego oraz sponsorów. Szukała pomocy organizacyjnej w Filharmonii Krakowskiej oraz w krakowskim Instytucie Sztuki, ale obie instytucje odmówiły, bojąc się utraty płynności finansowej (w czwartek Krzysztof Penderecki przysłał do Instytutu Sztuki list, w którym wycofał swój patronat nad Międzynarodowym Konkursem Współczesnej Muzyki Kameralnej, odbywającym się corocznie na przełomie sierpnia i września).

Agnieszka Gilarska deklaruje chęć dalszej współpracy oraz zapowiada, że festiwal zorganizuje: taniej, bo polskimi i krakowskimi siłami. Chyba nie wie, co mówi: w zapowiedziach widniały (obok zagranicznych) najlepsze polskie i krakowskie zespoły, a organizowanie festiwalu bez pomocy i poparcia jubilata to niemal tak, jak wystawianie dramatów Gombrowicza nie tyle bez zgody i wiedzy autora, co po prostu bez samych tekstów.

Działalność Elżbiety Pendereckiej budziła zawsze rozmaite emocje. Jednak nie można zapomnieć, że to właśnie dzięki jej energii i kontaktom Kraków mógł wysłuchać wielkiej muzyki w dobrych, niekiedy bardzo dobrych wykonaniach. Miejmy nadzieję, że decyzje, które teraz podejmie, okażą się przemyślane, i nie będzie to zachowanie dumnej i obrażonej królowej. Na pewno zaś zachowania na zupełnie innym poziomie należy oczekiwać od prezydenta miasta z tak ogromnymi tradycjami kulturalnymi jak Kraków. Chyba że żyjemy już w kiepskim świecie prowincjuszy i chamów.

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl