adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 29 (2819)
20 lipca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Kraków bez Pendereckich?

Tomasz Cyz


Podczas ostatnich strajków we Francji do skutku doszła tam tylko jedna impreza kulturalna: festiwal muzyki Krzysztofa Pendereckiego w Colmar (Alzacja). Wydawałoby się więc, że nic nie jest w stanie przeszkodzić Mistrzowi w świętowaniu jubileuszy. A jednak.

Kilka zdań przypomnienia: Festiwal Krzysztofa Pendereckiego w Krakowie, zorganizowany w 70. rocznicę urodzin i 50-lecie pracy artystycznej, początkowo miał trwać od 17 do 30 września (w tym samym czasie, co "Warszawska Jesień"); w ostatniej wersji program skrócono o kilka dni (do 26 września). Dziś wiadomo, że festiwal nie odbędzie się w ogóle. Co się stało? Sprawy nie wyjaśniły dwie konferencje prasowe: Elżbiety Pendereckiej oraz Agnieszki Gilarskiej (dyrektor Biura Kraków 2000, organizatora zarówno Festiwalu Pendereckiego, jak i Festiwalu Beethovenowskiego, którego Elżbieta Penderecka jest pomysłodawczynią i dyrektorem artystycznym). Wygląda na to, że istnieją dwie prawdy, a kwoty i liczby interpretowane są według własnego punktu widzenia. Problemem nie jest jednak to, komu wierzyć, ale co zrobić z i tak już rozlanym mlekiem.

Kilka rzeczy wiemy na pewno. 2 czerwca prezydent Krakowa Jacek Majchrowski odwołał ze stanowiska Jolantę Kozłowską, poprzednią dyrektor i tak już nie wiadomo po co istniejącego Biura Kraków 2000; z nową dyrektor Elżbiecie Pendereckiej trudno było się porozumieć. Festiwal Pendereckiego miał kosztować ok. 2,5 mln złotych. Ponad 1 mln gwarantowały instytucje publiczne (Miasto Kraków - 400 tys., Ministerstwo Kultury - 700 tys., Urząd Marszałkowski - 50 tys., Kraków 2000 - 150 tys.). To ogromne kwoty. Zwykle gdy nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze. Tutaj nawet dokładnie wiadomo, o jaką sumę: dziura budżetowa (tak modne u nas słowo) festiwalu wynosi ok. 1 mln złotych. Agnieszka Gilarska tłumaczy, że Elżbieta Penderecka zmieniała do ostatniej chwili program, co uniemożliwiało rozmowy ze sponsorami. Nie zawarto również umów z wykonawcami i patronami medialnymi, nie ogłoszono przetargów na hotele i transport, wydano bez zgody Biura newsletter. Przede wszystkim jednak zarzuca Pendereckiej wyśrubowanie kosztów. Ta odpowiada, że program zmieniała do ostatniej chwili, redukując budżet, a dyrektor Gilarska nie zrobiła nic, aby obniżyć koszta promocji czy wynajmu sal. "Umowy z artystami biorącymi udział w Festiwalu Beethovenowskim zawieraliśmy na 3 tygodnie przez rozpoczęciem imprezy, by mieć pewność, że jesteśmy w stanie ich dopełnić. Artyści mają do mnie zaufanie i czekają do ostatniej chwili na kontrakty" - tłumaczy Elżbieta Penderecka.

Trudno organizować festiwal w mieście, w którym nie ma się przychylności jego władz. Prezydent Majchrowski niewątpliwie przestał darzyć przychylnością Elżbietę Penderecką, o czym świadczy także język wypowiedzi, jakiej udzielił PAP-owi: "Ona była przyzwyczajona do tego, że tam, gdzie poszła, to dostawała. W pewnym momencie się to skończyło".

Zastanawiająca jest dezynwoltura, z jaką prezydent Królewskiego Stołecznego Miasta postępuje z wielkimi tego świata. Najpierw chciał kontestować przyjazd prezydenta Busha, teraz odwraca się plecami do znakomitego kompozytora (który zresztą poparł go podczas ostatnich wyborów...). Bo trudno oddzielać - w Krakowie zwłaszcza - postać Krzysztofa Pendereckiego od działalności jego żony Elżbiety. W wydanym 5 lipca oświadczeniu czytamy: "ja i mój mąż nie widzimy jakiejkolwiek dalszej współpracy z Biurem Kraków 2000", a na pytanie o przyszłość Festiwalu Beethovenowskiego Penderecka odpowiedziała: "Nie wiem. Na pewno nie w tej formie. Zastanawiam się poważnie, czy w tym mieście jest na to szansa. Szkoda, że spędziliśmy tutaj z mężem tyle czasu".

Żona kompozytora chciała zorganizować 6-7-dniowy tańszy festiwal, bez udziału finansowego i organizacyjnego miasta (czyli bez 400 tys. zł dotacji miejskiej), wyłącznie za pieniądze z Ministerstwa Kultury, Urzędu Marszałkowskiego oraz sponsorów. Szukała pomocy organizacyjnej w Filharmonii Krakowskiej oraz w krakowskim Instytucie Sztuki, ale obie instytucje odmówiły, bojąc się utraty płynności finansowej (w czwartek Krzysztof Penderecki przysłał do Instytutu Sztuki list, w którym wycofał swój patronat nad Międzynarodowym Konkursem Współczesnej Muzyki Kameralnej, odbywającym się corocznie na przełomie sierpnia i września).

Agnieszka Gilarska deklaruje chęć dalszej współpracy oraz zapowiada, że festiwal zorganizuje: taniej, bo polskimi i krakowskimi siłami. Chyba nie wie, co mówi: w zapowiedziach widniały (obok zagranicznych) najlepsze polskie i krakowskie zespoły, a organizowanie festiwalu bez pomocy i poparcia jubilata to niemal tak, jak wystawianie dramatów Gombrowicza nie tyle bez zgody i wiedzy autora, co po prostu bez samych tekstów.

Działalność Elżbiety Pendereckiej budziła zawsze rozmaite emocje. Jednak nie można zapomnieć, że to właśnie dzięki jej energii i kontaktom Kraków mógł wysłuchać wielkiej muzyki w dobrych, niekiedy bardzo dobrych wykonaniach. Miejmy nadzieję, że decyzje, które teraz podejmie, okażą się przemyślane, i nie będzie to zachowanie dumnej i obrażonej królowej. Na pewno zaś zachowania na zupełnie innym poziomie należy oczekiwać od prezydenta miasta z tak ogromnymi tradycjami kulturalnymi jak Kraków. Chyba że żyjemy już w kiepskim świecie prowincjuszy i chamów.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny