adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 29 (2819)
20 lipca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Pytania o pojednanie

Józefa Hennelowa


Praca nad polsko-ukraińskim pojednaniem jest jak mozolne budowanie przęseł mostu, utykające co moment.

Komentarze po uroczystościach żałobnych w Pawliwce (dawny Poryck), w 60-lecie mordów na Ukrainie podkreśliły przede wszystkim rozmiary kroku uczynionego ku pojednaniu obu narodów: uroczystości odbyły się wspólnie i z udziałem głów obu państw, w obu parlamentach przyjęto ten sam tekst oświadczenia, a obaj prezydenci zgodnie odwołali się do słów Papieża skierowanych parę dni przed uroczystościami do "synów bratnich narodów", którym przypomniał, że "nie ma sprawiedliwości bez przebaczenia, a współpraca bez wzajemnego otwarcia byłaby krucha".


11 lipca 2003, Poryck-Pawliwka (Ukraina), uroczystości w 60. rocznicę rzezi wołyńskiej
Równocześnie jednak właśnie to wydarzenie pokazało rozmiary przepaści, jaką trzeba pokonać, by słowo "pojednanie" zaczęło stawać się rzeczywistością. Tu żaden "krok" nie jest właściwą metaforą. To raczej bardzo mozolne budowanie przęseł mostu, utykające co moment. I nie wiadomo wtedy, co uznawać na pewno za sukces, a co za niepowodzenie albo powód do niepokoju. Czy cieszyć się ostatecznym po długich targach uchwaleniem wspólnego tekstu przez oba parlamenty, czy pamiętać, że w Kijowie przeszedł on przewagą jednego tylko głosu, a w Warszawie bardzo wielu posłów po prostu nie wzięło udziału w głosowaniu wobec oporu, jaki wzbudziły w nich niewątpliwe, kompromisem wymuszone eufemizmy tekstu? Czy uznać za najważniejsze, że odsłonięto w Pawliwce "pomnik pojednania", czy pytać, dlaczego polski tekst na nim jest przekładem zniekształcającym sens, a na krzyżu zbiorowej mogiły Polaków z Porycka w ostatniej chwili wymazane zostało słowo "zamordowani", tak jakby prawda o tym dalej była dla gospodarzy terenu nie do zniesienia? Czekać nadaremnie na słowo "wybaczcie", które ze strony ukraińskiej ostatecznie nie padło, czy uznać za najważniejsze, że była zgoda na obchody całej tragedii wołyńskiej właśnie pod tą datą i na tym miejscu, gdzie rozpoczęła się rzeź cywilnej ludności polskiej? A jaką wagę nadać incydentowi granicznemu, kiedy kilkudziesięciu kombatantom polskim bezpodstawna rewizja autokaru uniemożliwiła dotarcie na całą uroczystość? Ile przęseł mostu ku pojednaniu rzeczywiście zostało wzniesionych, a ile stoi co najmniej pod znakiem zapytania?

Ma chyba rację jeden z komentatorów-historyków, że dalsze starania o pojednanie powinny dokonywać się z okazji mniej eksponowanych niż obchodzenie rocznic tak bolesnych jak ta. Wszystko w takich rocznicach ma tonację emocjonalną najwyższego stopnia, stąd każde użyte z takiej okazji słowo podlega egzaminowi ze współmierności do oczekiwań. A rozczarowanie lub poczucie rozmijania się drugiej strony z prawdą żłobi bardzo trwałe ślady nawet w świadomości ludzi pełnych najlepszej woli. Za wiele zresztą już nawet w ciągu tych paru dni i paru okazji padło słów. Może lepiej było czasem pozostać przy samej modlitwie, jak to uczynili duchowni: prawosławny, ewangelicki i żydowski nad mogiłami w Pawliwce. Kazanie na Mszy świętej żałobnej we Wrocławiu, w wyniku którego kościół opuścili grekokatolicy, pokazało, ile można zniszczyć przy braku ducha chrześcijańskiego. A takie uroczystości w Polsce w tych dniach dalej się przecież odbywają, i warto pamiętać, że Papież swoje wezwanie kierował także do nas, nie tylko do naszych sąsiadów. Szkoda, że nie wsparł go oficjalny głos polskiego Kościoła, jakże ważny właśnie w tej sytuacji.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny