adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 29 (2819)
20 lipca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet

Wśród książek

Lektor

Z latarnią w ręku

Seamus Heaney: ŚWIATŁO ELEKTRYCZNE - rzadko się zdarza, by nowa książka obcego poety doczekała się tak szybko prezentacji po polsku. Ale też irlandzkiego noblistę Seamusa Heaneya łączą z Polską więzy przyjaźni, a jego wiersze znane były u nas na długo przed decyzją podjętą w 1995 roku przez sztokholmskie jury, przede wszystkim za sprawą dwóch tłumaczy: Piotra Sommera i Stanisława Barańczaka. Barańczak opublikował dwa zbiory swoich przekładów z Heaneya: "44 wiersze" (1994) i "Ciągnąc dalej" (1996). Teraz dał nam obszerny wybór z jego najnowszego tomu, który w oryginale ukazał się w 2001 roku. A wybór ten, razem z tomem esejów Irlandczyka zatytułowanym "Znalezione-przywłaszczone", wydano w przeddzień kolejnej wizyty Heaneya w Polsce.

    *

    Na scenę wpada susem, skomląc, Owen Kelly,
    Z zaciętą w złym zamiarze szczęką; w oku - obłęd,
    W karku, w barach, rozrosłych jak u wszystkich miotaczy kulą -
    Wciąż jeszcze coś z uczniaka.
                               Wiązka twardych drągów,
    Kiedy ją zwalił z grzbietu na początku sceny,
    Podniosła z desek kłąb kurzu; pięści jak para rzep
    Wystawały z rękawów rozdartej kapoty z brezentu.
    Nie, nie zapomnę: Owen, jego Kaliban ze Sperrins,
    Jego Szekspir z kartoflisk, w zapaskę składane słowa
    Pazurami / Ryć będę z ziemi fistaszki dla ciebie.

To wspomnienie szkolnego przedstawienia "Burzy" otwiera wiersz "Imiona rzeczywiste" - wersy Szekspira towarzyszą w nim ewokacji świata, w który zostaliśmy kiedyś, w dzieciństwie, wtrąceni i którego prawdziwe zobaczenie jest sprawą tyleż wrażliwości naszych zmysłów, co tajemnicy sztuki.

                                   Słowa - główki szpilek
    Wetkniętych w grubą, gęstą czerń wszechświata.
    Jedna linijka, dana, by wtórować linii
    Życia. Czasami było tak, jakby jakaś szczelina
    Otwarła się na scenę przewidzianą, na twój w niej udział -
    Jak to perpetuum iskier, spiralą rwące się wzwyż
    Z komina MacNicholla:
    szedłem właśnie podwórzem, kiedy
    Ujrzałem ów wir iskier, ten jeden jedyny raz,
    Ja, dziecko w świecie, zanurzone w nim po same oczy,
    Zbudzone, idące dokądś, w ciemnej zimą godzinie dojarek,
    Z dłonią w jej dłoni, w dłoni kogoś z latarnią w ręku.

Pejzaże i sceny dzieciństwa - "pokój, z którego ja i cała reszta wyszliśmy na świat"; okonie zmagające się z czystym nurtem rzeki Bann; "nasza / kuchnia i z jej sufitu zwisający lep, / Z daleka - struga miodu, z bliska - stryczek mordu..." - splatają się z reminiscencjami lektur i kulturowymi aluzjami. Jak w opowieści o doktorze Kerlinie, położniku, która przemienia się w inicjacyjny traktat o tajemnicy narodzin. A w wierszu "Świat znany", którego punktem wyjścia i ramą jest na poły satyryczne wspomnienie z roku 1978 o podróży do Macedonii na festiwal poetycki w Strudze, ciąg kunsztownych skojarzeń prowadzi nas ku bardzo współczesnemu obrazowi drogi zapełnionej uchodźcami. "Dawne poczucie, że jakaś nieprzenikniona tragedia / Toczy się stale, co dzień, na samym skraju zwykłości - nie opuściło mnie do dziś, ani na chwilę..." - pisze Heaney. (Wydawnictwo Znak, Kraków 2003, s. 54. W "Świetle elektrycznym" znalazł się też pośmiertny hołd Josifowi Brodskiemu, nawiązujący formą do wiersza, jakim w 1939 roku W.H. Auden żegnał wielkiego irlandzkiego poetę Williama Butlera Yeatsa, i inne pożegnanie - Zbigniewa Herberta.)

Pochwała istnienia

Edward Hirsch: DZIKA WDZIĘCZNOŚĆ - w piątkowy wieczór 11 lipca uczestnicy międzynarodowego seminarium poetyckiego, po raz drugi zorganizowanego w Krakowie z inicjatywy Adama Zagajewskiego, czytali swoje wiersze w kościele OO. Bernardynów. Edward Hirsch - rocznik 1950, autor sześciu zbiorów poetyckich i trzech krytycznoliterackich, laureat kilku ważnych nagród, przez szereg lat wykładowca creative writing na uniwersytecie w Houston, a obecnie prezes Guggenheim Memorial Foundation - wybrał między innymi "Dziką wdzięczność", utwór, który nadał tytuł jednej z jego książek amerykańskich, a teraz - pierwszej książce polskiej.

Bohaterem tego utworu, przywołanym za sprawą kotki imieniem Zooey, jest inny miłośnik kotów - Christopher Smart, osiemnastowieczny poeta angielski o dramatycznej biografii. Dotknięty manią religijną, dwukrotnie trafiał do zakładu dla obłąkanych, zmarł w więzieniu za długi, ale jego kryzysy psychiczne i doświadczenie choroby owocowało niezwykłymi wierszami, które przynoszą ekstatyczną pochwałę istnienia i jego Stwórcy. Pisze Hirsch: "Przez cały dzisiejszy dzień - 13 sierpnia 1983 roku - myślałem o tym, że / Christopher Smart błogosławił ten sam dzień w 1759 roku / Za jego spokojną dzielność, za jego sumienną zwyczajność". Dwie odległe chwile w czasie na krótko zlewają się w jedno, a kotka Zooey i kot Jeoffry, unieśmiertelniony przez Smarta "posłuszny i pilny sługa Boga Żywego", uczą, "jak chwalić świat - mrucząc / W swoim języku, / Płonąc żywym ogniem".

Intensywność, dotykalność przeżycia obecnego w tych wierszach, "żywy ogień" ukrytego za nimi doświadczenia wewnętrznego nadaje im energię i siłę - wyczuwalną, dzięki tłumaczce, także w polszczyźnie. I to zarówno wtedy, gdy chodzi o obrazy zatrzymane we własnej pamięci ("Łóżko mojej babci") albo współczujące towarzyszenie śmierci bliskiego człowieka (poruszający "Poranek", drukowany wcześniej w "Tygodniku"), jak i wtedy, gdy przeżycie to jest tylko zapośredniczone, a bohaterką wiersza staje się Simone Weil ("Simone Weil: rok w fabryce", "Bez dogmatu") albo dzieci z Terezina i ich rysunki powstałe w obozie. Cielesność zaś i erotyka zaś nabierają - na przykład w "Fundamentaliście" - wymiaru niemal metafizycznego.

W autorskich uwagach zamieszczonych na końcu książki czytamy między innymi: "ťCzwarta nad ranemŤ - tytuł tego wiersza oraz kilka wykorzystanych w nim obrazów zaczerpnąłem z twórczości Wisławy Szymborskiej". Bowiem polskie podróże Edwarda Hirscha łączą się, jak sam przyznaje, z fascynacją naszą poezją. W słowie "Do polskiego czytelnika" wspomina swoje pierwsze odwiedziny Warszawy, przed trzydziestu już laty, i pierwszą lekturę angielskich tłumaczeń wierszy Miłosza: "Biedny chrześcijanin patrzy na getto", "Piosenka o końcu świata", "Dedykacja". "Nigdy nie uwolniłem się od Miłoszowskiego odczuwania poezji jako ofiary składanej zmarłym, jako pokuty i nadziei na ocalenie". To także Miłosz doprowadził go do Simone Weil, a zarazem stał się początkiem dalszych lektur: Wata, Herberta, Szymborskiej, Zagajewskiego. "Czasem miałem wrażenie - żartuje dziś Hirsch - jakbym stanowił amerykańską sekcję Towarzystwa Poezji Polskiej".

U poetów polskich podziwia ich "pełne rygoru traktowanie historii i metafizyki", w ich wierszach odnajduje tę samą "intelektualną dyscyplinę i uczuciowość", jakich w dzieciństwie uczył go ukochany dziadek, przybyły do Chicago z Łotwy na początku XX wieku,. O sobie pisze, że ma "pasję historyka i kosmopolityczną wrażliwość". "Jedno z zadań poezji - tłumaczy - polega na ocalaniu od zapomnienia tego, co marginalne, zagrożone, ginące. Oddajemy hołd tym, którzy byli przed nami. To jest pamięć poezji, jej dążenie do sprawiedliwości. Inną jej tendencją jest opiewanie świata takim, jaki jest, ale i poszukiwanie czegoś poza nim. Poezja jest poszukiwaniem blasku boskości". (Wydawnictwo Znak, Kraków 2003, s. 78. Przekład: Maja Wodecka.)

Lektor


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny