dotb.gif

„TP”, Nr 29 (2819), 20 lipca 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2819/kultura05.php

Książki dla dzieci: zmiany na lepsze!

Pożywny "Muchomor"

Joanna Olech


Jest w Polsce gatunek muchomora, którego daremnie szukać w atlasach - grzyb kropkowany, ze wszech miar pożywny, zdrowy dla konsumenta, polecany dzieciom...

Czym zmierzyć rangę książek dla dzieci? Kubełkiem? Naparstkiem?... Jakakolwiek byłaby miara - ranga ta niepokojąco zmalała w ostatniej dekadzie. Skurczyły się nakłady jednostkowe książek dziecięcych, znikły debiuty, a ilustratorzy - po przegranej potyczce ze szmirą postdisneyowską - bezpowrotnie porzucają fach.

W księgarniach kicz, na palcach jednej ręki można policzyć polskie książki dla dzieci, które aspirują do miana artystycznych czy bodaj profesjonalnych pod względem oferowanej estetyki. Przeważają spolszczenia wydawnictw obcojęzycznych. Rodzimi edytorzy boją się ponosić finansowe ryzyko związane z ambitną książką dla najmłodszych, która stała się kłopotliwym i trudno zbywalnym towarem. Znana niegdyś na świecie Polska Szkoła Ilustracji nie ma spadkobierców. Równocześnie wielka obfitość pstrokatej produkcji "książkopodobnej" łudzi i stwarza wrażenie, że wszystko gra. Otóż nie gra. Polska oferta wydawnicza adresowana do dzieci jest anachroniczna i szpetna, zdominowana przez najgorszy komercyjny ersatz.

A przecież gra idzie o wysoką stawkę. Książki dzieciństwa kształtują nasze charaktery i upodobania, zapadają w nas głęboko i "oddają" po latach dług zaciągnięty przez małego czytelnika - jesteśmy po trosze tacy, jak książki, które przeczytaliśmy.

Książka dla dzieci ma pecha - mało kto docenia jej rangę. W miarę dorastania znika z obszaru zainteresowania dzieci. Na wiele lat - aż do dnia, kiedy niegdysiejsze dzieci zostaną rodzicami.

Bez Pokemonów

Katarzyna Woyciechowska wychowała się na książkach drukowanych na lichym papierze, który nie dawał szans kolorom - czerwień nigdy nie miała dzisiejszej intensywności, błękit był zszarzały i matowy... Jednakże ona także doświadczyła "siły rażenia" wczesnych lektur - w dorosłe życie weszła ze wspomnieniem ukochanych książek dzieciństwa. Kiedy została mamą - w naturalnym odruchu mola książkowego zaczęła szukać książek dla swojego dziecka. A wtedy okazało się, że może wybierać pomiędzy Pocahontas a Barbie - w tłumie kolorowych okładek nie znalazła niemal nic, co dałoby się polubić. I wówczas pojawił się pomysł założenia wydawnictwa, które wypełniłoby tę lukę - spełniałoby oczekiwania jej podobnych młodych mam, obdarzonych dobrym gustem.

Po dwóch latach rozpoznawania rynku i zasięgania rad u znajomych z branży - przedsięwzięcie zostało zarejestrowane. Do pomysłodawczyni dołączyły trzy przyjaciółki. Wydawnictwo "Muchomor" powstało niewiele ponad rok temu, w Prima Aprilis. Żadna z czterech pań nie parała się dotąd działalnością wydawniczą, ale sądziły, że jest to zajęcie, które łatwo da się pogodzić z pełnoetatowym, zaangażowanym macierzyństwem. Życie miało poddać te wyobrażenia ciężkiej próbie. Dziewczyny z Muchomora nie kupują dzieciom Pokemonów. Hołubią marzenie o pięknych polskich książkach dla dzieci - nie gorszych od tych, na których same się wychowały, a poligraficznie - nieporównanie lepszych. Tymczasem rodzimy rynek wydawniczy cierpi na dziecięcą chorobę kiczu i nie chce wyzdrowieć. Na dłuższą metę jednak lekceważenie godziwych standardów nie może się udać. Dobry gust to nie jest jakiś fantom, miraż, kaprys pięknoducha... to jest konkret - wartość, jakość, tyle że niewymierzalna suwmiarką. I właśnie o tę jakość postanowiły upomnieć się założycielki oficyny pod kropkowanym szyldem.

Czternaście miesięcy

W książkach dla najmłodszych ilustracja ma rangę kardynalną, stąd przymiarki do wydania pierwszej książki rozpoczęły od poszukiwania grafików. Na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych i Architekturze zawiesiły ogłoszenie - zaproszenie do współpracy z nowopowstałym wydawnictwem. Przez tydzień do ciasnej siedziby "Muchomora" na warszawskim Żoliborzu pielgrzymowały tłumy młodych ilustratorów in spe.

Kryzys upodobań na rynku książki dotknął także szkolnictwo artystyczne - młodzi adepci sztuki ilustratorskiej nie mają szans użyć swoich umiejętności i skonfrontować ich z praktyką wydawniczą, a to nie służy rozwojowi grafiki książkowej jako rzemiosła. Niemniej z pierwszego "castingu" ilustratorskiego wyłoniła się Kinga Janiak - graficzka, która zaprojektowała ilustracje do "książeczki - poduszeczki" wydrukowanej na tkaninie, wypełnionej gąbką - przeznaczonej dla całkiem małych dzieci. Parę miesięcy później za projekt ten uzyskała wyróżnienie w konkursie ilustratorskim "Pro Bolonia".

W ciągu zaledwie 14 miesięcy działalności wydawnictwo wydało 10 książek - (wszystkie w starannej oprawie graficznej). Obecność "Muchomora" na międzynarodowych Targach Książki dla Dzieci w Bolonii zaowocowała pierwszymi ofertami współpracy ze strony wydawców zachodnich. Zainteresowanie wzbudziła "Święta Faustyna" - opowieść o dzieciństwie i życiu Świętej, z ilustracjami, które szczęśliwie znacząco różnią się od tak lubianej przez wydawnictwa katolickie estetyki naiwnego realizmu (żeby nie powiedzieć kiczu). O staranności wydawczyń niech świadczy fakt, że zarówno ilustracje, jak i tekst były konsultowane z ks. kardynałem Franciszkiem Macharskim i z siostrą Elżbietą Siepak z Łagiewnik. W Bolonii podobały się także inne książki "Muchomora" - doceniano drukowane na tkaninie "książeczki-poduszeczki", "Jadą, jadą misie" Agnieszki Żelewskiej, "Jaka to epoka?" Marcina Strzembosza.

Książki "Muchomora" są przykładem odpowiedzialnego myślenia o literaturze dla dzieci - rozumianej jako znaczący przekaz, rozmowa o życiu ubrana w ładny, ilustracyjny kostium. Całkiem zasłużenie zatem w Dniu Dziecka wydawnictwo odebrało wyróżnienie za obiecujący debiut na rynku edytorskim w konkursie "Dziecięcy Bestseller Roku".

Dobrą wróżbą na przyszłość może być casus "Historyjek o Alicji, która zawsze wpadała w kłopoty" - zabawnej książeczki Gianniego Rodariego (nieżyjącego już pisarza włoskiego, nagrodzonego Medalem Andersenowskim). "Muchomor" zakupił prawa do tekstu od spadkobierców autora i wydał książkę w tłumaczeniu Jarosława Mikołajewskiego. Dziewczynom z "Muchomora" udała się sztuka nie byle jaka, bo namówiły do współpracy wrocławskiego ilustratora Pawła Pawlaka, który od wielu lat pracuje niemal wyłącznie dla wydawców francuskich. W konsekwencji powstała książka, która urodą daleko przewyższa oryginalne włoskie wydanie, co przyznali sami dysponenci praw Rodariego. Notabene "Historyjki o Alicji" przeszły do ścisłego finału w rywalizacji o "Małego Donga" - nagrodę jury dziecięcego - i na koniec zaledwie o włos przegrały z serią "Domek na drzewie" wydawnictwa Egmont.

Cztery młode kobiety pobierają lekcje składu, technik poligraficznych, gatunków papieru, uczą się negocjacji z drukarzami i autorami... Jeżdżą na targi i są posiadaczkami niemałej kolekcji książek dla dzieci, przeważnie francuskich, które wyróżniają się śmiałością konceptu - niecodzienną tematyką, artystyczną stylistyką ilustratorską. Ambicją "Muchomora" jest stworzyć na polskim rynku wydawniczym dla dzieci enklawę książki tworzonej z myślą o światłych, obdarzonych dobrym gustem rodzicach - nabywcach książek dla dzieci.

*


Ilustracja polska w latach 60. i 70. miała niekwestionowaną rangę na świecie. Paradoksalnie przemiany ustrojowe jej nie posłużyły. Miniona dekada to dziesięciolecie zaniechań i błędów w dziedzinie książki dla młodych. Na szczęście wiele wskazuje na to, że ta tendencja się odwraca. Dużo dobrego zdziałała kampania "Cała Polska czyta dzieciom", wyłoniono "Kanon książek dla dzieci i młodzieży", rośnie dziecięcy dział wydawniczy Znaku, dobrze sobie radzą wydawnictwa Media Rodzina i "Ezop"... "Muchomor" jest kolejnym zwiastunem zmian na lepsze w tej dziedzinie.

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl