dotb.gif

„TP”, Nr 29 (2819), 20 lipca 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2819/kraj08.php

Nie genetyka, ale ignorancja jest wrogiem rolnictwa


Treść wypowiedzi profesora Eugeniusza Kośmickiego, w wywiadzie Anny Matei "Tanie, ładne i toksyczne" ("TP" nr 26/2003), można streścić zdaniem: tylko nienowoczesne rolnictwo może zapewnić harmonię socjo-ekologiczną wsi.

Zdaję sobie sprawę z potrzeby uproszczenia problematyki dla celów publicystycznych, ale odnoszę wrażenie, że prof. Kośmicki sprowadza nowoczesne rolnictwo do: BSE, nadmiar chemii i stosowanie odmian zmienionych genetycznie. Właśnie stosowanie odmian genetycznie zmodyfikowanych roślin daje nadzieję na to, że ograniczymy używanie nawozów sztucznych i chemicznych środków ochrony roślin. Choroba szalonych krów (BSE) zaś, nie mam wątpliwości, że wie o tym prof. Kośmicki, nie ma nic wspólnego z high-tech agriculture (skarmianie krów mączką kostno-mięsną czymś takim nie jest; pisałem o tym, np. w "TP" nr 41/2002). BSE jest skutkiem zlekceważenia przez technokratów zaleceń naukowców, którzy opracowali technologię produkcji mączki kostnej. Aby zaoszczędzić funtów szterlingów na opale, bezmyślnie obniżono temperaturę podgrzewania odpadów mięsno-kostnych, doprowadzając do tragedii. Zabrakło też wyobraźni brytyjskich naukowców, którzy zawczasu powinni bić na alarm.

Problem modyfikacji genetycznych roślin i zwierząt sprowadzony do wyboru: za lub przeciw, też wydaje się uproszczeniem. Znam kilka przykładów, kontrowersyjnych i nie do końca przekonujących, badań usiłujących wykazać szkodliwość zmodyfikowanych genów ziemniaka czy kukurydzy. Cały czas prowadzi się badania, czy zmieniona genetycznie żywność może zaszkodzić bezpośrednio zdrowiu konsumentów (mało prawdopodobne i dość łatwe do eksperymentalnego wykazania) i równowadze ekologicznej (o wiele bardziej realne). Odrzucenie genetycznej modyfikacji roślin uprawnych i zwierząt hodowlanych można porównać do wstrzymania produkcji samochodów, bo ludzie giną na drogach. Konieczny jest racjonalny wybór, jakie geny, w jaki sposób i u jakich organizmów należy modyfikować, oraz niezbite dowody, że dana modyfikacja nie zagraża zdrowiu konsumentów i ekosystemowi (to drugie jest piekielnie trudnym zadaniem m. in. dlatego, że wymaga długotrwałych badań polowych, a więc kontrolowanego wprowadzania zmodyfikowanych genetycznie organizmów do ekosystemu, a jak wspomina prof. Kośmicki koncernom się spieszy).

Również polskie rolnictwo, pozostając nadal tradycyjnym pod względem socjologicznym (zgadzam się z prof. Kośmickim, że trzeba je chronić!), ale i dynamicznym, bo nie chodzi przecież o wspieranie chłopo-robotników czy namawianie rolników-emerytów do nowoczesności, może tylko skorzystać na takim podejściu. To nie nowoczesność, lecz ignorancja jest wrogiem rolnictwa. Świadczą o tym właśnie przykłady BSE, bezmyślnego używania chemii i takiegoż modyfikowania genów. Pokrzepiające jest, że serio myśli się w Polsce o wspomaganiu odwiecznej struktury społecznej polskiej wsi. Naukowcy są natomiast od tego, aby zaproponować model, który byłby w stanie pogodzić potrzeby społeczne z nowoczesnością. Twierdzenie, że nowoczesność niszczy rolnictwo i nic się z tym nie da zrobić poza jej powstrzymaniem, jest pójściem na łatwiznę.

Jacek Kubiak

DR HAB. JACEK KUBIAK jest biologiem pracującym w CNRS i Université Rennes 1 we Francji.

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl