adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 29 (2819)
20 lipca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Stanisław Lem
  Czesław Miłosz
  Jacek Podsiadło

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Po publikacji wyników Narodowego Spisu Powszechnego

Jak rusza się Polak

Z prof. Henrykiem Domańskim, socjologiem, rozmawia Andrzej Brzeziecki


ANDRZEJ BRZEZIECKI: - Jaką drogę, w dziedzinie aktywności i otwartości społecznej na zmiany, przeszli Polacy po 1988 r., kiedy przeprowadzono ostatni spis powszechny, który, przypadkowo, zbiegł się z początkiem transformacji w Polsce?

HENRYK DOMAŃSKI: - Zmieniły się przede wszystkim struktura i charakter społeczeństwa, na co wpłynęły przeobrażenia rynku pracy - zmieniły się zasady rekrutacji na pozycje zawodowe. Nie istnieją już dawne wzory karier, ani formalne bariery uniemożliwiające awans zawodowy.

Zwiększyła się rola wykształcenia jako czynnika różnicującego zarobki. W latach 90. wyższe wykształcenie zapewniało coraz wyższe dochody. Wzrost roli edukacji - merytokracji, upodabnia nas do społeczeństw rynkowych. Zmieniają się postawy życiowe Polaków: ich podejście do kształcenia dzieci, strategia edukacyjna. Zwiększa się rola orientacji indywidualistycznych. Zaczynamy polegać tylko na sobie - bo w systemie, opartym na stosunkach rynkowych między ludźmi, więcej zależy od nas samych, a znajomi i krewni pomagają nam mniej.

W czerwcu Główny Urząd Statystyczny opublikował raport podstawowych wyników pierwszego w III RP Narodowego Spisu Powszechnego.

Wynika z niego m.in., że 59,2 proc. Polaków mieszka w tej samej miejscowości od urodzenia. Największą zasiedziałością odznaczają się mieszkańcy wsi - 67 proc. z nich nigdy nie zmieniło miejsca zamieszkania. Najbardziej mobilni są mieszkańcy północnej, zachodniej i południowo-zachodniej Polski; najmniej mieszkańcy województw małopolskiego i podkarpackiego. Większą mobilnością wśród mieszkańców Polski odznaczają się kobiety: 53 proc.

Około 96 proc. ankietowanych jako kraj urodzenia podało Polskę w jej dzisiejszych granicach. W pozostałych przypadkach, poza 1,5 proc. grupą o nieustalonym kraju pochodzenia, wymieniono ponad 180 krajów jako miejsce urodzenia. Wśród tych 775 tys. osób ponad 90 proc. urodziło się w 6 krajach: Ukraina (40 proc.), Białoruś i Niemcy (po 13 proc.), Litwa (10 proc.), Rosja (7 proc.), Francja (4,5 proc.). 9 tysięcy mieszkańców Polski urodziło się w USA. W Polsce mieszkają obywatele 160 państw. Pół miliona obywateli Polski ma też drugie obywatelstwo, z czego 280 tys. niemieckie. 96,74 proc. badanych określiło swoją narodowość jako polską; 775 tys. pytanych nie udzieliło odpowiedzi na pytanie o narodowość. W latach 1989-2002 do Polski przybyło, lub powróciło z zagranicy, jedynie 85,5 tys. osób. Najczęściej wymienianymi krajami były Niemcy (23 tys.), USA (12 tys.) i Ukraina (5,5 tys.). Wśród emigrantów przebywających w Polsce czasowo (34 tys. osób) najliczniejszą grupę stanową Ukraińcy (21,5 proc.), Niemcy (13 proc), Rosjanie i Białorusini (po 6 proc.), Amerykanie (5 proc.).

Źródło: GUS, www.stat.gov.pl

Rozdziały raportu poświęcone wykształceniu Polaków oraz deklarowanej odmienności narodowej mieszkańców Śląska omawialiśmy na łamach "TP- w numerach: 26/2003 i 27/2003.
W zasadniczy sposób przeobraziła się struktura zawodowa. Powstało wiele nowych profesji, głównie w dziedzinach wymagających wysokich kwalifikacji, związanych z marketingiem, bankowością, usługami prawnymi. Powstaje w Polsce kategoria zawodowa w krajach anglosaskich nazywana professions, która wyłania się z naszej inteligencji. Nie jest to inteligencja realizująca tradycyjnie przypisywane jej funkcje zbiorowe, polegające na tworzeniu kultury, zapewnianiu ciągłości historycznej i utrzymywaniu tożsamości narodowej. Professions to zawodowcy, starają się tylko dobrze wykonywać swój zawód. Grupa ta kształtuje się na poziomie 9-10 proc. ogółu dorosłej ludności, ale zwiększy się do 15-20 proc, podobnie, jak dzieje się to w krajach zachodnich.

Skokowo wzrosła kategoria właścicieli firm i przedsiębiorstw prywatnych: z 2 do 9 proc. W krajach zachodnich tę kategorię nazywa się "starą klasą średnią-. Liczy ona około 12-15 proc., więc niewiele nam już do tego poziomu brakuje. Wszystkie te procesy można podsumować stwierdzeniem, że ukształtowały one strukturalne podstawy klasy średniej.

- Zachodnie społeczeństwa, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, rozwój zawdzięczają m.in. dużej mobilności. Tymczasem Polacy są społeczeństwem mało mobilnym, niechętnym do szukania pracy w innych rejonach kraju. Czy transformacja nie potrafiła wyzwolić większej aktywności w tym zakresie?

- Mobilność społeczeństwa to nie tylko przemieszczanie się przestrzenne. Należy ją rozpatrywać w szerszym kontekście. Jej wskaźnikiem jest każda zmiana pozycji społecznej. A tę można zmienić nie ruszając się z miejsca. W Stanach Zjednoczonych mobilność przestrzenna jest większa, ale przede wszystkim dlatego, że to ogromny kraj. W krajach Europy Zachodniej mobilność geograficzna ich mieszkańców jest znacznie mniejsza, bo też musi być mniejsza.

Czynnikami ograniczającymi mobilność społeczną w Polsce są nie tylko ograniczenia przestrzenne. Ludzie zmieniają miejsce zamieszkania, gdy są do tego zmuszeni: mogą gdzie indziej znaleźć pracę, mają tam szanse awansu. W USA utrata pracy jest zjawiskiem dużo bardziej normalnym niż w Polsce i nie jest odbierana jako tragedia życiowa. Upadek firmy czy zwolnienie są wpisane w rytm życia. Wtedy ludzie pakują manatki i przenoszą się z rodziną np. z Bostonu do Kolorado. Amerykański system gospodarczy jest najbardziej zbliżony do rynkowego, a przez to nastawiony na nieustanne dostosowywanie się ludzi do zmian. Określonej pozycji zawodowej nie zdobywa się raz na zawsze. By ją utrzymać lub awansować trzeba się czasami przenieść do innego miasta czy stanu. Łatwo można stracić pracę, ale też łatwo ją znaleźć w innej miejscowości, choćby oddalonej o trzy godziny lotu samolotem.

W Polsce ludzie nie są przyzwyczajeni do podejmowania takiego ryzyka. To pewna rutyna myślowa, wręcz instynktowna niechęć do zmian. Ludzie zagrożeni utratą pracy, a nawet bezrobotni, nie chcą opuszczać swojej miejscowości, choćby w innej mieli szansę na zatrudnienie. Biernością różnimy się od Amerykanów, ale także od mieszkańców zachodniej Europy. Mentalność polegająca na poprzestawaniu na małym, wykształciła się w poprzednim systemie, gdy każdy miał pracę i nie do pomyślenia było ją stracić.

I ostatnia sprawa: warunkiem dużej ruchliwości jest rozwinięta oferta mieszkaniowa. W Polsce nigdzie nie czekają na człowieka normalne mieszkania za normalne pieniądze.

- Jedynym miastem w Polsce przyciągającym ludzi jest Warszawa.

- Skupienie życia ekonomicznego Polski w jej centrum jest kolejną różnicą w porównaniu z wieloma innymi krajami, zwłaszcza USA. Jeśli koncentruje się ono w jednym ośrodku, o większej mobilności nie może być mowy.

- Czy to porażka transformacji, że takie miasta jak Kraków, Poznań, Wrocław nie przyciągają ludzi z prowincji, nie stwarzają im perspektyw na pracę, lepsze życie?

- Nie sądzę, aby to była porażka. Celem transformacji nie było zwiększenie mobilności ludzi samo w sobie, ale wyzwolenie syndromu procesów: modernizacji struktury zawodowej, wzrostu stopy życiowej, rozwoju demokracji i wykreowanie postaw, jak samodyscyplina, racjonalność w strategiach życiowych, liberalizm poglądów i tolerancja dla innych. Z badań jednoznacznie wynika, że zjawiska te koncentrują się w większych miastach. To generalna prawidłowość, że im większe miejsce zamieszkania, o tym więcej jest szans na znalezienie dobrej pracy i zrobienie kariery, co oczywiście pobudza do aktywnego działania.

- Raport pokazał nie tylko niechęć Polaków do przemieszczania się, ale także, że nasz kraj nie przyciąga emigrantów. Tylko 2 proc. z pytanych przyznało, że urodziło się poza Polską, z czego większość to ludzie urodzeni przed wojną w granicach II Rzeczypospolitej (przyjęta przez GUS metodologia zaliczyła ich do urodzonych poza Polską). Jak długo będziemy społeczeństwem tak jednorodnym?

- Wzrost emigracji jest skorelowany ze wzrostem stopy życiowej. Tymczasem w Polsce te procesy nie dokonały się w takim stopniu, aby Polska stała się atrakcyjnym magnesem dla rzesz emigrantów. Prawdopodobnie pozostaniemy atrakcyjni dla ludzi ze Wschodu, ale jako pomost na Zachód, a nie jako kraj docelowy. Zresztą granice ze Wschodem niedługo zostaną "przymknięte-, choć rząd polski czyni wszystko, by w jak najmniejszym stopniu. Natomiast otwarcie granic z krajami Unii Europejskiej z pewnością przyniesie zmiany. Odsetek ludzi przypływających z Zachodu, który można uznać za wskaźnik modernizacji procesów migracyjnych, zwiększy się, ale nie w tak dużym stopniu, jakbyśmy sobie tego życzyli. Polska dla Anglika czy Francuza długo nie będzie tak atrakcyjna, jak np. Holandia czy Belgia.

- Raport GUS pokazał prawie 800-tysięczną grupę ludzi, którzy nie potrafili lub nie chcieli wskazać swojej narodowości. Kim oni są?

- Może część z nich obawiała się ujawnić narodowość rachmistrzom spisowym, ale część może się w ogóle nie identyfikować z żadną narodowością i takie pojęcie jest dla nich obce. Identyfikują się z inną wspólnotą, np. jakąś społecznością lokalną. Pytanie o narodowość jest więc dla nich nie tyle nierzeczywiste, co nieadekwatne do ich sytuacji. Może być też inny powód. Ludzie, którzy nie czują w sobie korzeni polskich (np. żyjący dawniej na obrzeżach II Rzeczypospolitej, czy innej narodowości), postrzegają "polskość- jako cechę wykluczającą - ze względu na kulturę czy religię. Nasze społeczeństwo może być przez tych ludzi postrzegane jako zamknięte i nie dające uprawnień, by zaliczać się do niego. Inna rzecz dotyczy stosunku do państwa. Świadomość narodowa jest ściśle związana z aspiracjami do posiadania własnej państwowości. Jeśli ktoś ma niechętny stosunek do państwa polskiego, mógł w spisie odpowiedzieć: nie wiem albo odmówić odpowiedzi.

Odsetek "nieokreślonych- z pewnością zmniejszyłby się, gdyby możliwe było podanie dwóch narodowości np.: czuję się Polakiem i Kaszubem. Może popełniono tu jakiś błąd metodologiczny, ale trudno obwiniać o to GUS. Jesteśmy społeczeństwem tak homogenicznym, że takie "zabezpieczające- rozwiązanie będzie może stosowane dopiero w przyszłości.

- Czy tak jednorodne społeczeństwo gotowe jest bez uprzedzeń tolerować, np. ewentualnych imigrantów?

- Głównym źródłem stereotypów i uprzedzeń są niepowodzenia życiowe i bieda. Doświadczenia krajów zachodnich, ale również i nasze, pokazują (mam na myśli badania), że wyższemu statusowi materialnemu towarzyszą bardziej liberalne poglądy. Wiele wskazuje, że w Polsce wzrasta poziom stopy życiowej, idziemy więc w dobrym kierunku. Odwołam się do wyników badań z lat 90. Jak by nie było, były to lata wzrostu gospodarczego, realnych dochodów i poziomu konsumpcji. Wtedy też systematycznie zwiększały się postawy tolerancji dla zrównania statusu kobiet i mężczyzn, zwłaszcza w pracy zawodowej. Im jesteśmy bogatsi, tym bardziej jesteśmy tolerancyjni. I lepsi.

Prof. Henryk Domański jest dyrektorem Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. Zajmuje się badaniem struktury społecznej w Polsce i innych krajach. Ostatnio wydał "Ubóstwo w społeczeństwach postkomunistycznych" (2002).


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny