dotb.gif

„TP”, Nr 29 (2819), 20 lipca 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2819/fellem.php

Zdziwienia

Stanisław Lem


Karmiono nas dotąd grozą globalnego ocieplenia, aż tu nagle czytam artykuł pewnego profesora doktora habilitowanego, który tłumaczy, że będzie coraz zimniej, a kula ziemska zmieni się w śnieżną planetę. Dzień wcześniej w telewizji obejrzałem film, w którym ujęcia nakręcone teraz z samolotu nad Kilimandżaro porównywano ze zdjęciami sprzed dziesięciu, dwudziestu pięciu i sześćdziesięciu lat. Na Kilimandżaro była wtedy czapa lodowa, która zupełnie znikła! Faktem jest, że niektóre części lądolodu na Antarktydzie topnieją, a niektóre nie. My natomiast nie możemy się uskarżać na zbyt upalny lipiec.

Na razie więc mamy klimat przedlodowcowy, a w polityce - ogólny brak zaufania. Pani Paradowska napisała, że Miller dlatego pozostaje dalej premierem, ponieważ nie ma żadnej alternatywy. Nikt nie jest w stanie zostać dzisiaj w Polsce premierem - wszyscy się zużyli. Dlaczego - nie wiem. Gdybym mógł się cofnąć do lat dwudziestych albo trzydziestych, chętnie bym to zrobił, bo tamta Polska, choć biedna, budziła mimo wszystko większe zaufanie, a słowo “patriotyzm” nie wywoływało ironicznych uśmiechów.

Nie wiem, czy rozstrzygnięte już zostały kwestie związane z przyszłorocznym budżetem, bo przecież Kołodko został razem ze swoim projektem anulowany, a Hausner ma pomysły zupełnie inne. Człowiek się w tym kompletnie gubi, a młodzież odwraca się do polityki plecami. Podobno Kołodko, zanim odszedł, zamówił za kilkaset tysięcy złotych jakieś socjologiczne analizy stanu umysłowego społeczeństwa polskiego. Niewiarygodne kwoty - ale przecież to nie są jego pieniądze, więc wydawał je lekką ręką.

Nie wiem, dlaczego mamy taki nabożny stosunek do pieniądza. Pisma takie jak "Wprost" czy "Polityka" zamieszczają specjalne wkładki o "Stu najbogatszych Polakach". Dlaczego nie ma wkładek: "Stu największych polskich uczonych", "Stu najwybitniejszych filozofów" (jeśli w ogóle dałoby się ich tylu doliczyć), "Stu najzręczniejszych tancerzy"? Jeżeli zaś mamy takich jak Kulczyk milionerów, to gdzie są polskie fundacje, takie jak Fundacja Guggenheima?

Nie wiem, co myśleć o silnym rozwarstwieniu społeczeństwa polskiego. Odwiedzając centrum Krakowa albo jakiś supermarket - byłem właśnie w Castoramie, choć tylko po żarówki - widać, że ludzie dużo kupują, budują, niby zamożnie się zrobiło, z drugiej strony czyta się o strasznych biedach, zwłaszcza koło wschodniej ściany. Widziałem w polskiej prasie reklamę nowego mercedesa za 228 tysięcy złotych. Ciekawe, kto może sobie pozwolić na nabycie tego samochodu? Zresztą i tak zaraz mu go ukradną.

Nie wiem, czy należy się bardzo cieszyć z tego, że idziemy do Unii. Podobno Roman Giertych już zdążył częściowo zmienić poglądy i szuka w Brukseli miejsc, w których mógłby się pożywić. Równocześnie Liga Polskich Rodzin ma coś - ale nie wiem co - okropnie za złe Nowakowi Jeziorańskiemu, a prochy generała Maczka chce zabrać z Holandii w odwecie za przysłanie nam statku aborcyjnego - ale przecież ostatnią wolą generała było spocząć w holenderskiej ziemi!

Z rynkiem książki jest podobnie jak z klimatem: coraz gorzej i coraz lepiej. Dostałem od Ewy Lipskiej wybór Leśmiana, bardzo ładnie wydany przez Świat Książki, czyli Bertelsmanna polskiego. W tej samej serii wydano już cały szereg podobnych tomów. Wynika stąd, że istnieje popyt na poezję - tylko kto ją czyta? Ci ludzie widocznie kryją się po jakichś niszach i katakumbach.

Przysłano mi, z prośbą o komentarz, tekst Francisa Fukuyamy na temat tego, co będzie, kiedy życie ludzkie zostanie niesłychanie przedłużone; Fukuyama zakłada, że na pewno tak się stanie. Zamierzam odpowiedzieć, że z niedobrze postawionymi i niekompetentnie omawianymi tezami poważnie dyskutować nie warto. Fukuyama powinien cicho siedzieć w kącie, bo na biologii w ogóle się nie zna, a proroctwami na temat końca historii dostatecznie się już skompromitował. Ale on, będąc współpracownikiem redakcji "Foreign Affairs", jest w prawie do wypowiadania rzeczy szalonych. Znajomość ludzkiej biologii wskazuje, że przychodząc na świat nosimy już zarodki naszej skończoności. Żywot nasz można co najwyżej o parę lat przedłużyć: ja na przykład żyję już o osiem lat dłużej od swojego ojca. Czasem zresztą myślę, że przychodzi czas, kiedy i ja powinienem zamknąć oczy i już ich nie otwierać.

Naokoło panuje pomieszanie sprzecznych wypowiedzi ludzi skądinąd mądrych. Kiedy się człowiek słabo orientuje w jakimś temacie i sięgnie po tom specjalisty, to się czegoś dowie, ale jak weźmie dziesięć różnych książek autorstwa dziesięciu wybitnych fachowców, otrzyma dziesięć różnych opinii i zrobi mu się w głowie nieprzyjemny mętlik.

Mamy więc ocieplające oziębienie, rozgrzewające zlodowacenie, antysemityzm mimo braku Żydów i tak dalej. Pewien filozof mówił, że przyszłość jest otwarta - istotnie, jest otwarta. Ale co z pozytywnymi zjawiskami? Jakoś ich nie dostrzegam.

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl